Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 22 września 2014

"No to ruszam w drogę. A ja wyruszam w świat..."

Spakowałam przed jutrzejszym wyjazdem do Pragi, Wiednia i Budapesztu niezbędne rzeczy, Pusiaczka odstawiłam w bezpieczne miejsce, zostaje mi tylko zaadresować koperty dla znajomych, do których po drodze będę wrzucać kartki pocztowe. Zeszłoroczne doświadczenie nauczyło mnie, że prostsze jest takie rozwiązanie, niż na miejscu wypisywać wszystko od nowa. W dzisiejszej dobie e-meili i SMSów przyjemnie jest dostać taki namacalny dowód czyjejś pamięci, niż zdawkowy SMS. Poza tym SMS można usunąć, a taką pocztówkę wsadzić np. w lustro. Same plusy. A że się trzeba trochę namęczyć, aby utrzymać w koślawych paluchach długopis to już inna sprawa. Jutro jeszcze spakuję sobie prowiant i coś do czytania na drogę i Europo witaj. Nie wiem dlaczego, ale na myśl przychodzi mi właśnie ta piosenka:
video
Znacie? Kojarzycie? Bo ja jedynie kojarzę czołówkę intro. No nic, przecież teraz nawet wycofali wieczorynkę, nie pisząc już o porannym bloku bajek dla dzieci. Czasy się zmieniają, ale czy na lepsze?

Z innych rzeczy to dostałam wezwanie na komisję w sprawie przedłużenia mi renty socjalnej na 29 września, czyli dzień po moim powrocie do Polski. Trochę się boję, bo mimo wielu schorzeń z którymi się zmagam, to nie jest ze mną najgorzej, a nawet, jak to powiedział mój lekarz neurolog po obejrzeniu zdjęć z rezonansu magnetycznego, jest ze mną zadziwiająco dobrze. W sumie mogą mi zabrać tą rentę, ale niech znajdą mi pracodawcę, który mnie przyjmie. Pocieszam się, że orzeczenia o niepełnosprawności mi raczej nie cofną. W przeciwnym razie napiszę do Watykanu, że stał się niewytłumaczalny cud. Tylko nie wiadomo za czyim wstawiennictwem. No, chyba że kanonizują za życia urzędników MOPSu hi, hi, hi.

Poza tym wedle moich obliczeń na czas wyjazdu wypadała mi przypadłość znana tylko kobietom. Znając moje problemy pierwszego dnia zaczęłam się martwić, że w pierwszym dniu wycieczki będę mieć wszystkie możliwe kłopoty bólowe, jelitowe i żołądkowe. Na "szczęście" pierwszy dzień menstruacji wypadł mi jednak dzisiaj, wobec tego cała wycieczka powinna mi się udać pod tym względem. Co prawda będę musiała uważać na pewne rzeczy, ale co to jest wobec jednodniowego marzenia o szybkiej śmierci? Co lepsze - owo marzenie mija wraz z rozpoczęciem działania zbawiennego "Ketonalu". Skuteczna terapia, prawda?

4 komentarze:

  1. Witam, jestem tutaj pierwszy raz trafiłam do Ciebie po komentarzu który zostawiłaś na blogu małej Zosi. Jestem pod wielkim wrażeniem Twojej siły i determinacji. Chętnie będę zaglądała tu częściej. Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w moich skromnych progach. Dziękuję za słowa uznania, jest mi bardzo miło je czytać. Pozdrawiam i oczywiście zapraszam ponownie.

      Usuń