Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 5 listopada 2014

Zrozumienie człowieka nie zależy od wyrazistości jego wymowy, ale od słuchającej go osoby

Jeszcze w szkole podstawowej obserwując otaczający mnie świat, postawiłam(nawet o tym nie wiedząc) następującą hipotezę: "Zrozumienie człowieka nie zależy od wyrazistości jego wymowy, ale od słuchającej go osoby". W dniu wczorajszym znalazła ona doskonałe odzwierciedlenie. A ja kolejny raz poczułam, jakbym na katowickim AWFie dostała obuchem w twarz od anglistki. 

Na pierwszych zajęciach z języka niemieckiego germanistka zapowiedziała, że chce nas lepiej poznać i zaproponowała, aby każdy z nas zrobił o sobie prezentację, które będziemy przedstawiać na kolejnych zajęciach. Zgłosiłam się do wygłoszenia jej 4 listopada uznając, że później mogę mieć nawał pracy. Zresztą staram się niczego nie odkładać na ostatnią chwilę. Długo zastanawiałam się, jak mogę zaprezentować swoją osobę, w końcu uznałam, że opowiem o jednej z moich pasji, czyli o sporcie. Nie mam niestety zbyt dużej ilości zdjęć z zawodów, dlatego pomysł z prezentacją multimedialną spalił na panewce, na szczęście mam kilka medali, w tym z Mistrzostw Polski, którymi mogłam się pochwalić. Jeszcze w październiku napisałam sobie wzór tego, co chciałam powiedzieć. Przy niektórych słowach, na przykład die Wettbewerben (zawody), der Hochschulsportverein(uniwersytecki klub sportowy), czy też die Nationalmannschaft(kadra narodowa) zaczynało mi szybciej serce bić i pojawiała się myśl - jak ja to wypowiem. Co prawda na maturze ustnej dzieliłam sobie dłuższe wyrazy na sylaby, ale przecież nauczyciel nauczycielowi nierówny. Tym bardziej, że znowu mogłam usłyszeć od lingwistki, że nie rozumie co do niej mówię. Tydzień temu nie było mnie na zajęciach(zrezygnowałam z nich na poczet uczestnictwa w pogrzebie rodziny Kmiecików, więcej można przeczytać w artykule mojego autorstwa na portalu wiadomości24 - http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pozegnanie_rodziny_dziennikarzy_oraz_ich_synka_w_katowicach_316253.html) więc de facto miała powód, aby jakoś mnie przytemperować. Stało się jednak coś zupełnie odwrotnego. Jeszcze przed zajęciami wspierałyśmy się z moją imienniczką z kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna, która też tego dnia miała prezentację o sobie. Od niej dowiedziałam się, że tydzień temu nie było jakiegoś specjalnie wysokiego poziomu. Ja jednak wolałam być ostrożna, zwłaszcza po przygodzie z panią R. Byłam druga w kolejności, więc na szczęście miałam czas, aby opanować towarzyszące mi nerwy. W końcu musiałam wyjść na środek i się zaprezentować. Na początku miałam typowy szczękościsk, na szczęście z każdą chwilą nachodziło przyjemne odprężenie. Ostatnie zdania mówiłam całkiem na luzie. Tak jak wcześniej pisałam, za tematykę wzięłam sobie uprawianie sportu(w opcji tzw. "b" była to schola, natomiast opcja "c" dotyczyła oratorium i wolontariatu, ale one odpadły ze względu na jeszcze bardziej skomplikowane słownictwo). Na zakończenie pokazałam pozostałym z gromadzone medale, które oglądali z uznaniem. Germanistka za to była pozytywnie zdziwiona, a zarazem zaskoczona tym, że ktoś z powodzeniem dzieli tak różne pasje, jak sport i teologia(ciekawe co by powiedziała na wynik mojej rozszerzonej matury z matmy, to by było prawdziwe zdziwienie). Osobiście uważam, że jak ktoś chce, to wszystko może pogodzić. Jeszcze tylko padło pytanie co dokładnie trenuję(jak na złość wyleciało mi słowo określające skok w dal), na ile biegam, a na koniec życzenia, abym spełniła swoje marzenia i dostała się do kadry. Nauczycielka oraz pozostali wszystko zrozumieli, chociaż dopiero oswajają się z moja specyficzną wymową. W tym semestrze mamy jednak retorykę i emisję głosu, więc myślę, że trochę poprawię swoją artykulację.

Hej, ostatnio naprawdę zaczynam wierzyć w siebie. W sobotę opinia szefowej scholi, wczoraj ten niemiecki, w dodatku bez problemu dogaduję się z grupą. Gdybym jeszcze tylko zrobiła to magisterium z turystyki i rekreacji... Ale ja je zdam, choćby na końcu świata. Grunt to determinacja.
A tutaj jedno z niewielu moich zdjęć z zawodów - Spała, luty 2010 i 3 miejsce w skoku w dal(skoczyłabym chociaż centymetr dalej i miałabym srebro)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz