Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wyludnienie dzieci

Poszłam dzisiaj do kościoła na nabożeństwo roratnie. Przyznam się bez bicia, że w tym roku byłam na roratach zaledwie kilka razy, jako "usprawiedliwienie" mam jednak fakt, że studiuję 80 kilometrów od miejsca zamieszkania i  trochę ciężko jest mi dotrzeć do mojej parafii na godzinę 17, zwłaszcza kiedy kończę o godzinie 18. Pomyśleć, że podczas studiów w Katowicach opuściłam zaledwie kilka dni, a w latach poprzednich byłam na wszystkich. No cóż, widać mój czas już przeminął. Chociaż w kościele czuję się jak w domu. I nawet przeziębienie mnie nie zawsze zatrzyma w domu. Cieszę się, że udało mi się uczestniczyć w parafialnych rekolekcjach. Bo co z tego, że mieszkanie będzie wysprzątane na błysk, skoro moje serce będzie takie sobie?

Już dawno zauważyłam, że skończyły się czasy, kiedy w mojej parafii brakowało w ławkach miejsca dla dzieci, które przybyły na takie, czy inne nabożeństwo. Kiedyś nie było tematycznych rorat, nagród dla najwytrwalszych(chociaż ja kilka razy coś przytargałam do mieszkania), loteryjek a kontrolni naklejało się na zwykłe kartki z bloku. Ale nie było też komputerów i innych cudów techniki, a raczej złodziei czasu. Bo tłumaczenie, że dzieci mają teraz tyyyle zadawane do mnie nie trafiają. Też byłam dzieckiem, też chodziłam do szkoły, a odrabianie lekcji z powodu problemów z pisaniem zajmowało mi dłużej, niż moim rówieśnikom. A mimo to znajdowałam tą godzinę na uczestnictwo w roratach. 

Dzisiaj na nabożeństwie było zaledwie 30 dzieci. Rozumiem, że wszystkie robiły porządki w domach, pieką ciasta itp. Rozczarowała mnie tutaj postawa scholi. Jak miała swoją część rorat do oprawienia, to pękała w szwach. Aktualnie za oprawę muzyczną dba parafialny zespół, dziewcząt ze scholi nie ma. Oczywiście nie o wszystkich piszę, ale o większości. A tematyka rorat w tym roku obraca się wokół św. Teresy z Avila. Nie będę tutaj dzisiaj zamieszczać biografii tej mało znanej hiszpańskiej świętej. Zainteresowanych odsyłam do strony internetowej -> http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/10-15a.php3. W każdym razie gdybym dzisiaj była dzieckiem, to chyba nie opuściłabym żadnego spotkania. Tym bardziej, że zamiast nudnych kazań głoszonych na siłę przez kapłanów dzieciaki mają okazję w przystępny dla nich sposób poznać historię świętej. Jest ruch, pytania, interakcja. Nie sposób się nudzić. Do tego losowanie nagród po Mszy świętej, gdzie można zawsze coś zrobić, a pierwszy wylosowany numerek zabiera dodatkowo na cały dzień figurkę Matki Boskiej do domu. Więc dlaczego dzieci brak?
Ale podobno w centrach handlowych jest od groma ludzi, więc może tam się podziali nasi milusińscy?

1 komentarz:

  1. Być może i tak, chociaż ja obstawiałabym raczej miejsca przy domowych komputerach.

    OdpowiedzUsuń