Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 1 maja 2015

"Hej, hej, jeszcze raz, hej, hej, zatrzymaj czas. Niech biegnie, niech biegnie, niech biegnie wolniej"

Nastał maj. Sama nie wiem kiedy i jak. Zawsze kojarzył mi się z nabożeństwami majowymi, dniami Wadowic oraz nasilonymi objawami alergicznymi. Maj to także prawie ostatni miesiąc nauki. Referat goni referat, jedno zaliczenie drugie. Do tego dochodzi święto szkoły, do której w przeszłości chodziłam, a podczas którego jestem odpowiedzialna za oprawę uroczystej Mszy świętej w Kościele. Powoli zaczynam panikować, że nie ogarnę tego wszystkiego. Ale to można zaliczyć do moich cech charakterystycznych. Prawdą natomiast jest, że czasami po powrocie do domu sama nie wiem  w co ręce włożyć. W plan wycieczki po Krakowie śladami świętej królowej Jadwigi(która de facto była królem), świętej Kingi i świętego Brata Alberta, notatki z Krakowa - miasta turystyki pielgrzymkowej i filozofii(z których w tym tygodniu mam kolokwia), pracę kontrolną z biura rachunkowego(muszę jeszcze jakoś z prowadzącą ustalić termin napisania egzaminu końcowego, ponieważ za tydzień jestem na międzynarodowym sympozjum), słówka z rosyjskiego, czy może notatek z działalności gospodarczej w branży administracyjnej? Na szczęście plan wycieczki mam dopracowany na 80%. Muszę tylko uzgodnić termin odwiedzenia muzeum Brata Alberta. Notatki z Krakowa muszę doszlifować, bo mam małe w nich braki. Filozofia, hmm... przemilczmy ten temat i zdajmy się na łagodność prowadzącego. Dam radę, mam w końcu trzy dni wolnego. Dzisiaj nawet poszalałam i spałam aż do 8. Wcześnie? Eee, dla kogoś kto budzi się o 4:30 rano to prawie południe. A od środy mam patent na trochę dłuższe spanko w czwartki - zamiast docierać do mieszkania po 21 i na drugi dzień wstawać po wspomnianej 4, wykombinowałam że będę na noc zajeżdżać do Wadowic. Dzięki temu w środę już o 20 jestem u cioci, a do Krakowa jadę busem o 6. Różnica kolosalna. Trochę jestem w kropce z scenariuszem bierzmowania, bo jednak co innego jest napisać go dla osób pełnosprawnych, a co inaczej dla niepełnosprawnych. Do poniedziałku powinnam się jednak wyrobić. Wiele razy zastanawiałam się na czym polega mój problem z organizacją czasu i myślę, że moim podstawowym problemem jest wolne pisanie na komputerze. Ale tego niestety nie przeskoczę.

Tak bym chciała mieć chociaż trochę więcej czasu na ogarnięcie tego wszystkiego. Pocieszam się jednak tym, że z większości przedmiotów oceny końcowe będę znała już na koniec maja. Bo w czerwcu jestem na uczelni w Krakowie bodajże 3 razy. Oczywiście przy założeniu, że wszystko mi pójdzie. Nie, to nie jest tak, że ja marudzę na naukę, na studia. Osobiście uważam, że skoro człowiek już na nie zdecyduje się iść, to powinien mieć świadomość, że bycie studentem to przede wszystkim dalsze, najczęściej samodzielne, zdobywanie wiedzy. Nie chcę specjalnego traktowania z powodu mego stanu zdrowia, czy też odległości jaką pokonuję. Nie tędy droga. Ale myślę, że jeżeli uda mi się ukończyć to co zaczęłam, to dokonam czegoś niezwykłego - pokonam siebie i swoje ograniczenia. Czy mózgowe porażenie dziecięce musi przekreślać marzenia? Niekoniecznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz