Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 24 czerwca 2015

Pakowanie przed wyjazdem, czyli sposób na porządek w szafie

Na początek chciałbym podziękować za komentarze pod poprzednią notką. Czułam, że muszę się wygadać, nie za bardzo jednak wiedziałam czy zostanę właściwie odebrana. To nie jest tak, że bez przerwy użalam się nad swoim życiem, bo ja je przyjmuję takie jakie jest i staram się je w pełni wykorzystać. Denerwuje mnie tylko fakt, że tak często jestem w nim ograniczana. Zwłaszcza na własnym podwórku. Ale tutaj działa to, o czym napisała mama braci Petelczyc - jedni w nas nie wierzą i najchętniej pozbyliby się nas z otoczenia, a inni przyjmują nas z otwartymi ramionami, tak jakby nie widząc naszych ograniczeń. I obyśmy jak najwięcej tych drugich spotykali na naszej życiowej drodze, bez względu na to, czy jesteśmy pełnosprawni, czy też nie. W każdym razie po przeczytaniu komentarzy zrobiło mi się jakoś raźniej, że nie jestem sama z tym wszystkim. Jeszcze raz kobitki - wielkie dzięki!

Powoli zbliża się termin mojego wyjazdu nad morze. Pomyśleć, że od czternastu lat nie byłam na żadnym turnusie rehabilitacyjnym. Poza tym wyjazd traktuję też jako zasłużony odpoczynek. Na techniku administracji najsłabszą ocenę mam z podstaw rachunkowości w jednostce administracyjnej - 4,5. Z reszty(podstawy prawa cywilnego, podstawy prawa administracyjnego, postępowanie w administracji, język angielski i działalność gospodarcza w jednostce administracyjnej) mam 5. Na techniku rachunkowości same 5. Do końca nie wiem jak wyglądają moje oceny na turystyce religijnej, ale mam nadzieję, że moją najgorszą oceną będzie 3,5 z rosyjskiego(mogliby już uzupełnić wirtualny dziekanat, bo ostatni raz mój indeks widziałam dwa tygodnie temu, a potem starosta chodził po brakujące wpisy i zaniósł go do dziekanatu). To spory sukces, zważając na codzienne dojazdy do Krakowa. Miałam dużo mniej czasu na naukę niż moi koledzy z kierunku, często też nie miałam wystarczających notatek(nawet pisząc na laptopie nie zawsze zdążę wszystko zanotować). A jednak dałam radę. I to z całkiem niezłym wynikiem. Zdecydowałam też ponownie składać papiery na magisterkę, tym razem z względów logistycznych na AWF w Krakowie. Mam nadzieję, że tym razem wybór okaże się trafny.

Postanowiłam dzisiaj powoli zacząć się pakować. Nie robię tego po raz pierwszy, co nie znaczy, że nie mam z tym problemów. Nic bardziej mylnego. Pogoda nas nie rozpieszcza, ja już jestem podziębiona, a nad morzem podobno jest bardzo zimno. Chciałoby się wziąć krótkie gatki i koszulki na ramiączkach, a tutaj trzeba bardziej skłaniać się ku grubszym ubraniom. Polary, swetry, bluzy z długim rękawem, spodnie z długimi nogawicami. Nie mam za wiele ubrać, ale może to i lepiej. Przynajmniej nie zastanawiałam się długo co zabrać, a z czego zrezygnować. Tym bardziej, że walizka też należy do mniejszych. Przy okazji zrobiłam porządek w szafie, bo w roku szkolnym nie zawsze było na to czas. Typowo zimowe rzeczy wrzuciłam na górę(jak to dobrze mieć drabinę), resztę poukładałam na półkach. Teraz będzie mi łatwiej szukać sobie ubrań. Zastanawiam się tylko czy wszystko wzięłam. W końcu jadę na drugi koniec Polski na dwa tygodnie. Co prawda nie pierwszy raz, ale dotychczas pakowała mnie mama. Dodam tylko tyle, że działo się to przed magiczną datą przekroczenia osiemnastego roku życia, więc miała prawo. Ale teraz. Teraz Lolek dorósł i zaczął sam decydować o swoim życiu z ubraniami włącznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz