Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 5 listopada 2015

Jak w pięć minut odebrać człowiekowi chęć do życia i samokształcenia

Czasami jest tak, że człowiek cieszy się z tego co osiągnął, do czego doszedł. Cieszy się z tego, że pomimo znacznych ograniczeń radzi sobie całkiem nieźle w tym życiu. Stara się iść przez to życie do przodu. I nagle na jej drodze pojawia się osoba, która niekoniecznie świadomie, burzy budowaną przez jakiś czas satysfakcję. Bo jej się wiele rzeczy wydaje...
Rano wsiadłam do autobusu i mimowolnie zajęłam miejsce obok pewnej znajomej. Zazwyczaj rozmawiamy sobie na różne tematy, przez co podróż szybciej nam mija. Tak było i dzisiaj. W pewnym momencie zapytała mnie, dlaczego poszłam na taki kierunek, a nie inny. Trochę się zdziwiłam, bo akurat jej się nie chwaliłam gdzie studiuję, ale z drugiej strony kilka dni temu powiedziałam naszej wspólnej znajomej co nieco o studiach na Papieskim, więc pewnie ona się wygadała... Powiedziałam jej zgodnie z prawdą, że wolę wiązać swoją przyszłość w jakimś stopniu z moimi zainteresowaniami, niż na siłę studiować coś, czym może i się interesuję, ale studia przerastają mnie pod względem manualnym(np. matematyka), albo coś, co mnie wcale nie pociąga. A że turystyka religijna jest dziedziną dosyć wąską... Czasami lepiej jest mieć wiedzę w konkretnej specjalizacji i umieć ją wykorzystać w praktyce, niż mieć szeroką wiedzę w ogólnym zagadnieniu, ale za to bezużyteczną. Takie jest przynajmniej moje zdanie. A poza tym bardziej ogólną wiedzę zdobywam na studiach magisterskich z TiRu na AWFie, o których de facto nikt nic nie wie. Niestety, moja znajoma za wszelką cenę starała się mnie przekonać, że wybrałam kompletnie nieprzydatny kierunek, po którym raczej nie znajdę pracy, bo ludzie i tak nie chcą wyjeżdżać na pielgrzymki. Dyskretnie jej przypomniałam, że kiedy zaproponowałam kiedyś, że mogę zorganizować wycieczkę dla scholi do Wadowic, to głównie jej rodzina miała ale co do terminu. Oczywiście kot musiał zostać odwrócony ogonem i po primo usłyszałam, że skoro tak, to mogłam sobie organizować tą wycieczkę(wiosną pletła co innego), a po sekundo, koszty, koszty i jeszcze raz koszty. Tylko, że mi, po obliczeniu cen biletów, wyszło 11 zł bez autokaru w przypadku dziecka. A to głównie o dzieci chodzi, żeby one zobaczyły coś. Autokar podniesie je o około 10 zł. 21 złotych to nawet mniej niż wycieczka do Krakowa na Misterium Męki Pańskiej... Poza tym jak ja sobie z moim schorzeniem wyobrażam pracę, przecież przewodnik powinien mieć dobrą dykcję? Ale na miłość boską, turystyka nie kończy się na oprowadzaniu. To przecież też praca biurowa, układanie wycieczek, wyszukiwanie ofert w sieci. Do tego nawet nie trzeba teoretycznie umieć mówić. A wiedza zawsze się przyda.
Tak mnie ta rozmowa wytrąciła z równowagi, że praktycznie cały dzień przepłakałam w ostatniej ławce. Wszyscy próbowali dojść co się stało, jednak mój problem polega na tym, że wszystkie negatywne emocje tłamszę w sobie. Bo studia, zaledwie jedne jak i drugie, bardzo mi się podobają. Pamiętam moją radość, jak po egzaminie wstępnym na Papieski okazało się, że mnie przyjęli. Zrozumiałam wtedy, że mogę dużo więcej, niż mi się wydaje. Pomimo szeregu ograniczeń, zaczynając od problemów z notowaniem, poprzez godzenia obydwóch kierunków w dwóch uczelniach w różnych częściach Krakowa, a kończąc choćby na dojazdach uczelnia-dom, całkiem nieźle sobie radzę. Wczoraj oddali nam kolokwia z patrologii i okazało się, że jako jedna z nielicznych zaliczyłam je. Co więcej, zaliczyłam na 4, chociaż materiał był obłędny. Wykładowcy rozumieją mój problem w pisaniu i idą mi na rękę przy sposobie zaliczania kolokwiów. Mam wspaniałe osoby w grupach, które nie dość, że akceptują mnie taką, jaka jestem, to jeszcze zawszę mogę na nie liczyć. Cóż jeszcze trzeba chcieć od życia? A jednak dzisiaj po usłyszeniu kilku cierpkich słów mój zapał opadł. Bo po cóż dążyć do samorealizacji, jeżeli osoby które szanujesz są przeciwko tobie? Naprawdę, skutecznie odechciewa się wszystkiego. I już nic się nie będą odzywać przy niektórych osobach na temat mojej dalszej edukacji. Przynajmniej do momentu otrzymaniu dyplomu. O ile oczywiście do tego dojdzie.

12 komentarzy:

  1. "Kocham" takich ludzi :/ A chyba czepia się dla zasady z tego, co piszesz. Wszystkiego. Jak na moje oko powoduje nią zazdrość. Oczywiście jest jakiś procent ludzi, którzy nie pracują w swoim wyuczonym zawodzie. Ale są wśród nich również osoby bez niepełnosprawności, sama znam kilka takich osób ;) To jest ich własna decyzja. Ty może będziesz po tej drugiej stronie. Głowa do góry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę w dzisiejszych czasach żadne studia nie są gwarancją do otrzymania pracy w wyuczonym fachu. Zastanawia mnie tylko to, czego może mi zazdrościć, skoro sama jest po studiach, a jej córka też studiuje w Krakowie, tylko na innej uczelni. Może jedynie tego, że "rozbiłam system" - w teorii nie powinnam dawać rady codziennie dojeżdżać do Krakowa busami i jeszcze zdawać wszystkiego przed terminem. Ale mnie nie przeszkadza w nauce zbytnio to, że tracę trzy godziny z doby na zwykły dojazd. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie gniewaj się Lolku, że to napiszę, ale z tego jak opowiadasz o różnych sprawach wydaje mi się, że wyrażasz swoje poglądy (jak ja) bez opakowywania. Natomiast (zupełnie inaczej niż ja) nie jesteś przygotowana na sprzeciw. Twoja znajoma częściowo na pewno powiedziała to, co jest dla Ciebie oczywiste. Skąd więc te łzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem co to znaczy, że wyrażam swoje poglądy "bez opakowania". I wbrew pozorom jestem przygotowana na sprzeciw. Problem polega jednak na tym, że ta osoba zawsze ma "ale" do mojego życia. Źle że studiuję, źle co studiuję, źle że mam koleżanki, które akceptują mnie taką, jaka jestem. Czasami mam wrażenie, że lepiej by było, gdybym nie żyła... Bo jeśli nawet zabierają mi marzenia, to co mi pozostaje?

      Usuń
  3. Karolinka no niestety bywa, że ktoś podcina nam skrzydła, i wiem jak to boli. Jednak pamiętaj, że po najgorszej burzy przychodzi słonko (ja to wszystkim mówię, tylko do mnie jeszcze to nie dotarło :-((. Trzymaj się!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, niektórzy podcinają nam skrzydła bez przerwy i bez przerwy zakładają, że coś nam się nie uda, nawet nie chcą sprawdzić, czy mają rację. A wydaje mi się, że gdyby chociaż dali nam szansę się wykazać, to ich zdanie na dany temat byłoby inne. Boli, nawet bardziej niż fizyczne rany. Trzymam się

      Usuń
  4. Nie ma sensu się tym załamywać, choć wiem jak to boli. Pamiętam jak w okolicach 2005 roku masy młodych szły na psychologię i co? I wielu z nich wyjechało do Anglii albo siedzi na bezrobociu, wbrew ówczesnym gadkom jaki to praktyczny kierunek. Albo jeśli pracują, to w zupełnie innych branżach. Poza tym coraz więcej osób niepełnosprawnych i starszych będzie podróżowało, choćby dlatego, że społeczeństwo się starzeje. No a kto powiedział, że mowa tylko o Polakach? Z zagranicy do nas starsi ludzie na pielgrzymki nie przyjeżdżają? A co ze zwiedzaniem kościołów zabytkowych?
    No i to takie typowo polskie: "Panie Boże spraw żeby mojemu sąsiadowi krowa zdechła". Taka mentalność. Jak ktoś się cieszy, to go od razu zdołować.

    Córka Pamiętnikarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też prawda. Poza tym znam wiele kościołów mniej znanych, które urzekają pięknem i warto je pokazać. Co prawda do oprowadzania raczej się nie nadaję, ale zawsze mogę tworzyć programy wycieczek w formie elektronicznej i wysyłać zainteresowanym ludziom

      Usuń
  5. Aaaaa, małe pytanko, bardziej prywatnie: piszesz o UPJP2 w Krakowie. Czyli uczęszczasz tam w okolicach Placu Wszystkich Św.? Pytam, bo często tam bywam. Córka Pamiętnikarza raz jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na Franciszkańską 1, czasami na Bernardyńską(chyba 10, ale nie jestem pewna), a od tego roku jeszcze mi doszła Aleja Jana Pawła II z krakowskim AWFem

      Usuń
  6. Lolku nie smutaj się, tylko wracaj. Czekam na kolejne Twoje notki!! :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie smutam się, tylko musiałam przemyśleć kilka spraw

      Usuń