Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 27 listopada 2015

Manualne prace z wieńcem adwentowym w tle

Ostatni wolny piątek w tym semestrze postanowiłam wykorzystać na wykonanie wieńca adwentowego. Tak, tak, w tą niedzielę w kościele katolickim rozpoczynamy adwent, czyli cztero-niedzielny okres oczekiwania na dzień upamiętniający przyjście na świat Zbawiciela. To wcale nie tak dużo zważając na fakt, że np. w religii prawosławnej adwent poprzedzony jest dodatkowo czterdziestodniowym postem nawiązującym do 40-dniowego postu Jezusa Chrystusa na pustyni. Ale o nim postaram się napisać kiedy indziej. 
Jednym z charakterystycznych symboli adwentu jest wieniec adwentowy. Mało kto zdaje sobie dzisiaj sprawę z tego, że zwyczaj ten zapożyczyliśmy od protestantów, a ściślej przywędrował do nas z Niemiec. Pierwszy wieniec adwentowy miał powstać w hamburskim przytułku dla sierot około 1839 roku. Początkowo liczba umieszczonych na nim świec odpowiadała liczbie dni adwentu, po czasie została zredukowana do 4 - czyli ilości tygodni "radosnego oczekiwania na przyjście Pana". I tak pozostało do dzisiaj, a każda świeca jest zapalana w kolejną niedzielę. Chociaż wieńce adwentowe zazwyczaj spotyka się w kościołach, nic nie stoi na przeszkodzie, aby gościły też w naszych domach.
Jakiś tydzień temu w TESCO była możliwość zakupienia czterech świec adwentowych w całkiem rozsądnej cenie(niecałe 8 złotych). Pokusiłam się o jedną paczkę, zwłaszcza że świece wyglądały naprawdę okazale. Teraz musiałam tylko wykombinować sam wieniec. Co prawda na rynku można kupić całą gamę przeróżnych wieńców adwentowych, ja jednak postanowiłam być oryginalna i samodzielnie wykonać ten adwentowy symbol. Dlatego jeszcze w listopadzie kupiłam sobie okrągłą bazę na wieniec o średnicy ok. 10, który z powodzeniem wykorzystałam teraz. Takie okrągłe bazy z drutu oraz cienkich witek często można zdobyć na giełdach kwiatowych(czasami są to gotowe już wieńce, dlatego warto zawczasu pozbyć się otaczających ich gałązek igłowych, które raczej i tak nie wytrzymają do świąt). Dodatkowo musiałam dokupić gałązki iglaka oraz druciki, którymi przytwierdzałam je do bazy. Wcześniej jednak podzieliłam za pomocą sekatora gałązki na mniejsze części. W przeciwnym razie miałabym spore trudności z przymocowaniem ich. 
Gałązki przymocowywałam rotacyjnie, tj. trochę okalały drucianą bazę. Każdą z nich w dwóch miejscach okalałam drucikami. Kolejne gałązki nachodziły na siebie, tak że po pewnym czasie zakryły zarówno druty, jak i wzajemne swoje brązowe końcówki. Odstające końcówki cienkich drucików przycinałam nożyczkami. Tak gotowy wieniec przystroiłam kolorowymi kokardkami zrobionymi z pociętej taśmy oraz szyszkami, które wcześniej pomalowałam sprayem na złoto. Szyszki też przymocowałam drucikami. Zostało mi tylko ustawienie świec, ale tym zajmę się jutro.
Niestety, kolejny raz nie mogę pochwalić się moim dziełem z powodu braku aparatu cyfrowego. A szkoda, bo efekt przerósł nawet moje przewidywania. Trochę bolą mnie dłonie, bo jednak igły kuły, ale to nic. Jakoś to przetrzymam. Zwłaszcza, że to też mogę chyba podpiąć pod ćwiczenia manualne, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz