Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 12 grudnia 2015

Zwariowany dzień

Dzisiejszy dzień tak obfitował w nadmiar zdarzeń, że czuję się zmęczona jak nie wiem co. W sumie zmęczenie łatwo u mnie zauważyć - pogarsza mi się koordynacja ruchowa, wolniej wykonuję pewne rzeczy, bolą mnie napięte do granic możliwości mięśnie. Zresztą wydaje mi się, że większość osób z czterokończynowym porażeniem mózgowym ma podobne objawy. Nawet dzisiejszy post piszę z wysiłkiem, bo przecież spastyka mi nie odpuszcza. 
Rano tradycyjnie udałam się do szkoły. Lubię tam chodzić, wbrew pozorom spotkałam w niej bardzo dużo życzliwych mi osób, zarówno w osobie nauczycieli, jak i innych słuchaczy. Z ponad 40 osób na początku zrobiło nas się raptem 17. Ale za to zostali sami najlepsi. Zawsze można z kimś pogadać, wzajemnie pożyczamy sobie notatki. Jest zwyczajnie, to znaczy tak, jak być powinno - nie ma lepszych-gorszych, jesteśmy my. Jest kilka kontrowersyjnych osób, ale przecież nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą się kochać.
Tak jak wczoraj wspominałam, w środku zajęć urwałam się na opłatek scholowy. Co prawda ostatnio więcej mnie nie ma niż jest, no ale siła wyższa. Nie sądzę aby zbytnio za mną tęsknili... No, ale postanowiłam być tym "mądrzejszym" i nie strzelać focha z byle powodu. Chciałam nawet zrobić na znak solidarności kluski z makiem i bakaliami - nie chcieli. Trudno, ich strata. Z drugiej strony nie byłam na całej uroczystości, ale z powodu szkoły przyszłam tylko po to, aby podzielić się opłatkiem i pożyczyć sobie różnych rzeczy. A swoją drogą ciężko jest wymyślić dla każdego oryginalne życzenie, jeśli jest 30 osób. Można każdemu życzyć zdrowia, szczęścia itp. ale czy o to chodzi? Chyba nie. Na koniec dostałam też paczkę ze słodyczami - w zeszłym roku były Jezuski na sianku, teraz czekoladę. Szkoda, że nie będę mogła jej spałaszować. No cóż, w życiu nie można mieć wszystkiego.
Potem wróciłam do szkoły, jednak zmęczenie zaczęło brać górę i nie byłam w stanie zanotować tego, co dyktowała nauczycielka. Na szczęście udało mi się pożyczyć do jutra zeszyt. Po zajęciach pobiegłam na roraty, głównie po to, aby zabrać sobie albę do wyprania na święta. Ale udało mi się też wcisnąć do scholi. Swoją drogą to bardziej wyglądam jak dziecko, niż 25-letni człowiek. I wbrew pozorom nie piję eliksiru młodości. 

2 komentarze:

  1. Oj, też zawsze mam problem ze szczerymi życzeniami jeśli osób jest sporo i nie znam ich zbyt blisko... jakoś tak sztucznie się wtedy czuję, choć tradycja opłatkowa jest przepiękna. Mmmm Kluski z makiem.... ja bym tak łatwo nie rezygnowała:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inna Mamo, to oni zrezygnowali z klusek z makiem, więc niech oni żałują :). Co do życzeń, to staram się, aby były one szczere i spontaniczne, bo takie chyba są najlepsze.

      Usuń