Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 26 stycznia 2016

Irena Sendlerowa wersja kinowa

Wczoraj wieczorem po raz kolejny miałam okazję obejrzeć film przedstawiający sylwetkę niezwykłej kobiety, która w czasie II wojny światowej ratowała żydowskie dzieci wyprowadzając je z getta i znajdując chrześcijańskie rodziny będące gotowe je przyjąć do siebie pod opiekę - Ireny Sendlerowej. Na podstawie jej biografii powstał film opowiadający o jej trudnej, odważnej, a za razem dającej nadzieję misji, jaką pełniła w tamtych czasach pt.: "Dzieci Ireny Sendlerowej". Pierwszy raz miałam okazję go obejrzeć jeszcze w kinie, we wrześniu 2009 roku, w ramach prezentu urodzinowego. Pamiętam, że wtedy zrobił na mnie ogromne wrażenie. Z niecierpliwością oczekiwałam momentu, aż będę mogła ponownie go zobaczyć. I chociaż niedawno udało mi się go zdobyć, to bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że Telewizja Polska postanowiła nadać go w swojej ramówce. Termin do tego jest idealny - otóż w tych dniach przypada rocznica okropnego marszu więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz - Birkenau. Ucieczki, która dla wielu z nich okazała się drogą do tragicznej śmierci z powodu zimna, chorób i głodu.
Warszawa, czasy II wojny światowej. Irena Sendlerowa jest młodą pracownicą Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Dzięki pełnionej przez siebie funkcji ma prawo wstępu na teren odgrodzonego murem getta żydowskiego. Spotyka się tam z biedą oraz nędzą, ale nie tylko. W getcie zostali jej dobrzy znajomi - Rozenfeldowie, którzy podzielili los innych mieszkańców getta. Irena pomaga im w miarę swoich możliwości. Najbardziej boli ją jednak los przymierających głodem dzieci. Postanawia coś dla nich zrobić. Przynosi im chleb. Jednak z czasem uświadamia sobie, że w ten sposób nie uratuje ich. Wpada więc na pomysł, aby chociaż kilkoro z nich wyprowadzić poza teren getta. Od tej chwili od czasu do czasu udaje jej się przeprowadzić na aryjską stronę jakiegoś małego wyznawcę judaizmu. Schemat tego wyczynu jest zawsze taki sam - najpierw przebiera dziecko w czyste ubranie, potem bierze na jakiś czas do siebie, potem odstawia do mieszkania swojej znajomej, Jadwigi. W tym czasie szuka mu polskiej rodziny, która by się nim zaopiekowała, załatwia sfałszowane świadectwa chrztu. Każde dziecko, które udaje jej się umieścić w chrześcijańskiej rodzinie, zostaje zapisane na karteczce, która wrzucana była do słoika. Dzięki temu po wojnie istniała możliwość odnalezienia poszczególnego dziecka i oddania go prawowitemu rodzicowi. Swoją działalnością zwróciła na siebie uwagę Rady Pomocy Żydom, "Żegocie", która zaoferowała pomoc pieniężną, a także Gestapo. Ci ostatni w pewnym momencie złapali kobietę i zaczęli wypytywać o prowadzoną przez nią działalność, a także co wie na temat Konrada Żegoty(oczywiście była to fikcyjna postać zaczerpnięta z "Dziadów", Niemcy jednak o tym nie wiedzieli). Ona jednak nie zdradziła się. Nie złamało jej nawet wydanie na nią wyroku śmierci - do końca pozostała wierna "Żegocie". Na szczęście sprawdziło się powiedzenie, że dobro powraca - tak jak kiedyś ona ocaliła życie ponad 2 tysiącom żydowskich dzieci, tak wtedy znalazł się ktoś, kto ocalił jej życie. Dzięki temu mogła dożyć naszych czasów. Irena Sendlerowa, Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, zmarła 12 maja 2008 roku. Dobrzy ludzie podarowali jej więc jeszcze ponad 60 lat pięknego życia.
Film powstał na podstawie książki Anny Miesznikowskiej, "Matka Dzieci Holokaustu. Historia Ireny Sendlerowej". Warto tutaj dodać, że tuż przed ukazaniem się filmu w kinach wyszła książka pod tym samym tytułem. Tym razem był dla mnie odskocznią od codziennego życia, od nauki, przygotowywania się do kolejnych zaliczeń i egzaminów. A jednocześnie idealnie wkomponował się w obszar jednego z moich zainteresowań, czyli holokaustu. Teraz czekam na koniec sesji, żeby spokojnie iść na "Syna Szawła", również poruszającego ten trudny temat. Ale na razie nie wybiegajmy zbyt daleko w przyszłość, bo jeszcze nie wiadomo co nam przyniesie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz