Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 9 sierpnia 2016

Papież ludzkich serc...

Tydzień, a właściwi jeszcze więcej minął od dnia, w którym samolot z papieżem na pokładzie oderwał się od pasa startowego w Krakowie-Balicach i odleciał na południe. XXXI Światowe Dni Młodzieży przeszły do historii. Ja jednak wciąż żyję tym zdarzeniem, dziękując Bogu, że dane mi było wziąć w nich udział. 
Właściwie od początku było dla mnie jasne, że udam się na to spotkanie. Franciszek jest trzecim papieżem w czasie mojego życia. Miałam niesamowite szczęście witać jego poprzedników, kiedy odwiedzali nasz kraj. Dlaczego nie miałabym przywitać również i Franciszka, tak samo jak Jana Pawła II, czy też Benedykta XVI? Tym bardziej, że okazja była ku temu idealna - Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Czy można sobie wyobrazić lepszy moment?
"Dobry wieczór" - a jednak polszczyzna nie jest taka trudna
Chociaż Msza święta otwierająca całe widowisko miała miejsce we wtorkowe popołudnie, papież przyleciał do naszego kraju dzień później, w środę(27.07). Po oficjalnym powianiu na płycie lotniska, orszak papieski ruszył na Wawel, gdzie miała mieć miejsce dalsza część powitań, jak również spotkanie z polskimi biskupami. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku jego poprzedników, także i tym razem na trasie przejazdu papieża Franciszka pojawił się tłum ludzi chcący pozdrowić namiestnika Kościoła Katolickiego. Sam papież jechał w swoim tradycyjnym papamobile, by chociaż w ten sposób być blisko ludzi. Przejeżdżając ulicami Krakowa papież Franciszek czarował ludzi swoim niebiańskim uśmiechem. A wieczorem słynne okno na Franciszkańskiej 3(co za gra słów - Franciszek na Franciszkańskiej) i piękne wspomnienie o zmarłym Maćku(o którym i ja napisałam raz >>KLIK<<). Jak kogoś z rodziny, a nie obcą osobę. Jednocześnie nie była to luźna rozmowa, jaką pamiętamy z wizyt Jana Pawła II, lecz pełne przemyśleń przemówienie.
Na drugi dzień kolejne zaskoczenie. Rano, tuż po wizycie u sióstr Prezentek, a przed udaniem się na Jasną Górę, papież prosi szofera, aby podwiózł go pod Szpital Uniwersytecki w Krakowie, gdzie od ponad miesiąca przebywał w śpiączce kardynał Franciszek Macharski. Nie liczył na to, że zostanie wpuszczony do środka, chciał chociaż dotknąć ścian na znak solidarności. Tymczasem papież został wpuszczony na OIOM i pobłogosławił nie tylko umierającego kardynała, ale również cały opiekujący się nim personel. Nie musiał tego robić, wszak i tak miał napięty program swojej wizyty apostolskiej. Tymczasem papież Franciszek kolejny raz kierował się odruchem serca, a sam kardynał zdawałoby się, tylko czekał na tą wizytę. Nie wiem dlaczego, ale od razu skojarzyło mi się to z wizytą Jana Pawła II u kardynała Andrzeja Deskura. Patrząc zaś na bieg wydarzeń, jaki nastąpił po tej niespodziewanej wizycie śmiem twierdzić, że kardynał Macharski tylko na nią czekał. A może to tylko moje subiektywne odczucie?
Po południu przejechał zaś na krakowskie Błonia... tramwajem. Prawie jak za starych, argentyńskich lat, kiedy codziennie jeździł do pracy tym stosunkowo niedrogim środkiem transportu. Jak dla mnie znamiennym gestem było zaproszenie na tą przejażdżkę przedstawicieli osób niepełnosprawnych. Tak, tak kochani. Nie zaprosił polityków, biznesmenów, bogaczy, nie zaprosił nawet księży tylko tych "ohydnych, obrzydliwych, zaplutych"(to tylko łagodniejsze epitety rzucone wobec mojej osoby) niepełnosprawnych. I chociaż osobiście nie jechałam tym tramwajem, to cieszę się niesamowicie, że to osoby mojego pokroju miały okazję doświadczyć tego przywileju. Bo uwierzcie mi - my nie potrzebujemy dużo, wystarczy nam odrobina ludzkiej empatii, zrozumienia i poszanowania. Łatwo jest odepchnąć na bok niepełnosprawnego, bo przecież "po co ma widzieć, skoro i tak nic nie zrozumie", dużo trudniej jest powiedzieć: "chodź tutaj, przesuńcie się, aby i on widział". A przecież każdy może stać się niepełnosprawny...
I wreszcie wjechanie papieża swoim papamobile pomiędzy sektory na Błonia. Akurat nasz sektor, wolontariuszy, minął jako pierwszy. Dzięki życzliwości innych wolontariuszy mogłam do niego wejść, pomimo tego, że był zamknięty na czas przejazdu, a następnie w nim samym ludzie sami z siebie przepuścili mnie do barierki z hasłem "Z. zamień się z nią miejscami. Ty jesteś przecież wysoki, a ona taka malizna". Myślałam, że padnę ze śmiechu słysząc to. Z drugiej strony dzięki temu papieża miałam dosłownie na wyciągnięcie ręki co zresztą widać na zdjęciu obok. Może nie jest ono idealne, bo emocje zrobiły swoje, ale jest! Potem już wszystko widziałam z ustawionego telebimu. To skupienie na jego twarzy, kiedy oglądał naszego tradycyjnego "krakowiaka" połączonego z jego argentyńskim tangiem, ten zachwyt podczas prezentacji poszczególnych krajów, ta uwaga, kiedy święci epok przekazywali sobie księgę Ewangelii. I na koniec prosta prośba, która niejednokrotnie przejawiała się przez tych kilka dni spotkania: "rozmawiajcie ze starszymi".
Piątek to nie tylko tradycyjna Droga Krzyżowa z Młodymi, która miała miejsce na Błoniach. To także wizyta papieża w miejscach współczesnej ludzkiej Drogi Krzyżowej. Obóz koncentracyjny w Oświęcimiu i Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu. "Lepszych" miejsc nie można było obrać. Zarówno w jednym, jak i w drugim papież stanął nad każdym delegatem. Jakież to było dalece wymowne - w Oświęcimiu pochylał się i pocieszał tych, co znosili straszliwe męki przed latami, w Prokocimiu błogosławił współcześnie cierpiącym, i to tym zupełnie najmłodszym. I analogicznie - w Brzezince spotkał się z pomagającymi ukryć Żydów, czyli odznaczonymi tytułem "Sprawiedliwi wśród Narodów Świata", w Prokocimiu zaś z personelem szpitalnym. Jakże to było pięknym prologiem poprzedzającym wieczorne nabożeństwo, którego rozważania oparte były na uczynkach miłosierdzia względem duszy i względem ciała. Miałam to szczęście, że kiedy konwój jechał z papieżem do szpitala, ja akurat zmierzałam pieszo na Błonia, dzięki czemu "minęliśmy się". A potem znowu przemówienie Franciszka kończące w sumie krótkie(niecałe dwie godziny trwające) nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Co prawda nie rozumiałam o czym mówi, ale w sercu czułam, że jest to coś związanego z Bożym Miłosierdziem. Tego dnia nie udało mi się wejść do sektorów, ludzie byli też mniej wyrozumiali i niezbyt chętnie przepuszczali do barierek, wskutek czego widziałam tylko czarny samochód, którym jechał papież.
I w końcu sobota wraz z całonocnym czuwaniem. Poprzedził je obiad papieża Franciszka wraz z młodymi przedstawicielami pięciu kontynentów. To już taka tradycja Światowych Dni Młodzieży. A potem wszyscy razem przeszli przez Bramę Miłosierdzia znajdującą się na Campusie Misericordias. Był to znak, że czas rozpocząć czuwanie. Takim jego głównym punktem było pięć świadectw dotyczących wiary wygłoszonych przez pięciu przedstawicieli różnych krajów. I muszę przyznać, że jak mam "alergię" na tego typu sprawy, tak tym razem słuchałam z ciekawością. Czyżby "efekt Franciszka"? Plusem było to, że owe świadectwa nie były długie i opowiadane raczej prostym językiem. A już na pewno przemyślane... Na koniec przemówił sam papież, m.in. dziękując im za podzielenie się swoją wiarą z innymi. Tak trudno było nam wtedy uwierzyć, że został nam jeszcze jeden dzień tego spotkania. Przed nami była jednak cała noc oczekiwania na "Mszę posłania". I poniekąd wielka niewiadoma, bo nikt nie był pewien w 100%, czy aby na pewno nie spadnie deszcz. Zważając na podmokły teren mogło być ciekawie.
Niedzielny poranek mogę uznać za najpiękniejszy w moim życiu. Budzę się z drzemki w dość hardgorowej pozycji i co słyszę? "Pa-pa Fran-ces-co! klap! klap! klap!". Najpiękniejsza pobudka o 6 rano pod słońcem! W tym samym czasie papież spotkał się w Krakowie z rodziną chorego na białaczkę czterolatka. Jak mu się udało znaleźć czas na tak niespodziewaną wizytę? Tak samo jak znalazł czas na te wszystkie błogosławieństwa dzieci i niepełnosprawnych, czy choćby wizytę z sąsiadującym z kurią kościołem ojców Franciszkanów? Nie mam pojęcia. Ale pokazuje to, że papież jest bardziej ludzki niż nam się wydaje. W drodze na Brzegi zahaczył jeszcze o znajdujący się po sąsiedzku Dom Miłosierdzia dla najuboższych oraz Dom Chleba - magazyn z żywnością. Szczerze powiedziawszy byłam święcie przekonana, że papież będzie spał w pierwszym z nich, wszak był w nim przygotowany dla niego pokój. Po pobłogosławieniu obiektów udał się na Campus, który objechał swoim papamobile. Wzruszający był moment procesji z darami i przytulenie małej dziewczynki przez papieża, a także przekazanie przedstawicielom poszczególnych kontynentów "iskry miłosierdzia" przy strofach pieśni "Abba Ojcze". I jeszcze chwila niepewności co do miejsca kolejnego spotkanie zwieńczona wielką radością mieszkańców Panamy. Tak, tak kochani, Światowe Dni Młodzieży po raz pierwszy zagoszczą do Ameryki Łacińskiej. Szczerze powiedziawszy miałam takie przeczucie. I chociaż w niedzielne przedpołudnie tak pięknie świeciło słońce, to później wielokrotnie padał deszcz. Ale to widać niebo wraz z Polakami płakało nad tym, że papież wyjeżdża z naszego kraju.

A na koniec zdradzę Wam mały sekret: podobno podczas sobotniego obiadu papież Franciszek miał powiedzieć Polce, że tak mu się podoba w naszym kraju, że bardzo chciałby nas kiedyś jeszcze odwiedzić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz