Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 25 września 2016

Cynowy jubileusz naszej parafialnej scholi

Dziesięć lat. Dużo to i mało. Właśnie tyle istnieje nasza parafialna schola. Nie śpiewam w niej od początku, wszak nieśmiałość, spowodowana w dużej mierze moją niepełnosprawnością(bo i mówię jak mówię, i poruszam się jak się poruszam), ale zawsze byłam sercem z tą organizacją. Natomiast w samej scholi debiutowałam podczas Bożego Ciała w 2008 roku(czyli prawie dwa lata po jej powstaniu). Od tego czasu praktycznie bezustannie się w niej udzielam(no, chyba że zatrzymają mnie szkolne, rodzinne albo sportowe obowiązki). Lubię śpiewać, lubię w ogóle spotykać się z innymi ludźmi, a schola mi to umożliwia. Nie mam większego problemu z porozumieniem się z innymi jej członkami. Ba, wczoraj na Oratorium doszło do takiej sytuacji, że śpiewaliśmy piosenkę "Religia, miłość, rozum - te trzy". Pierwsze dwie zwrotki jeszcze jakoś nam szły, dalej była cisza. Oczywiście ja znałam wszystko*, dlatego zaczęłam nieśmiało bąkać pod nosem. I nie uwierzycie co się stało - dziewczynki, które śpiewają w scholi, podchwytywały śpiewane przeze mnie słowa :). No pozytywny szok, nie powiem, że nie.
Chociaż schola została powołana na początku września 2006 roku, to uroczystą Mszę świętą rocznicową mieliśmy dzisiaj. W sumie to nie spodziewałam się, że coś w ogóle będziemy działać w tym kierunku, dlatego ucieszyłam się, że o tym pomyśleli. Tydzień temu wzięłam albę do prania, żeby nie była taka ukocurzona jak była. Trzeba się jakoś prezentować na uroczystości, czyż nie?
Tradycyjnie ubogacaliśmy Mszę świętą o godzinie 11:00. Tym razem była to jednak "nasza" Msza, podczas której chcieliśmy podziękować za tą dekadę, podczas której śpiewaliśmy na chwałę Bożą, a dokładniej za "otrzymane łaski z prośbą  o zdrowie, Boże błogosławieństwo, dary Ducha Świętego oraz opiekę Matki Bożej Wspomożycielki i św. Jana Bosko dla wszystkich byłych i obecnych osób śpiewających w scholi Don Bosko – z racji 10 rocznicy istnienia i służby w parafii i dla ich rodzin o miłosierdzie Boże."(uff, skopiowałam ze stronki parafialnej, żeby nic nie przekręcić). Ku mojemu zaskoczeniu, jako jedyna z członków scholi poszłam z kwiatami zanieść je w darze do ołtarza(reszta była rodzinami scholanek). Nawet zostałam utrwalona na zdjęciu:
Na koniec natomiast poszłam rozdać cukierki urodzinowe do wyznaczonych ławek. Nosz... a już miałam poważnie pogadać z niektórymi na temat ubiegłorocznego nicnierobienia. Chyba jednak z tym poczekam, bo, uwaga, uwaga, dostałam do przeczytania rozważanie różańcowe na 16 października... Zastanawiam się, gdzie jest ukryty haczyk, bo to że podczas niedzielnej Mszy świętej w czasie diecezjalnych ŚDM jestem sobie jeszcze w stanie wytłumaczyć(bo wolontariuszka, bo gości u siebie Włochów, bo wieczorem będzie na ŚDM w Krakowie i będzie mały wstyd), ale obecne zachowanie? No chyba, że to taki prezent urodzinowy... Pomijam fakt, że przed Mszą świętą nikt nie wiedział o nich. 
Po Mszy wyszedł do nas nowy ksiądz proboszcz, aby rozdać nam pamiątkowe dyplomy, zaś od naszego opiekuna, księdza F., dostaliśmy czekolady. A kwiaty? Były i kwiaty, które każdy z nas dostał od dziadków jednej ze scholanek. Ostatnim punktem była jeszcze wspólna pamiątkowa fotografia całej scholi z opiekunem oraz z księdzem proboszczem.
Kurczaczki, tak fantastycznie tutaj wyglądamy, że chyba wywołam sobie to zdjęcie i oprawię w ramkę
Kiedy wszyscy udali się do naszej salki, w której mamy swoje stroje, pozwoliłam sobie wyciągnąć przyniesione czekoladki i poczęstować innych z okazji moich jutrzejszych urodzin(pierwszy raz w historii). Wszyscy solidarnie odśpiewali mi "Sto lat" w 120 wersjach. Niektórzy spóźnili się na śpiew i byli niezorientowani w temacie. Oczywiście lotem błyskawicy zostali poinformowani co i jak. Życzeń dostałam co nie miara i to takie prosto z serca. Aż się wzruszyłam przy niektórych. A taką namacalną pamiątką dzisiejszego dnia, oprócz zdjęć rzecz jasna, na pewno będzie pamiątkowy dyplom otrzymany od proboszcza z jeszcze piękniejszym podziękowaniem wewnątrz:

* Przez tą moją pamięć czasami jestem nazywana "świadkiem diabła" :D

4 komentarze:

  1. Piękna uroczystość, gratuluję Wam 10. lat, to kawał czasu. Zdjęcie warte oprawienia, bo jest dowodem na Waszą służbę Bogu i ludziom. A Tobie Karolinko życzę błogosławieństwa Bożego na każdy dzień życia. Obyś zawsze umiała pięknie żyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre scholanki są rówieśnicami scholi. Dziękuję Basieńko za życzenia. Mam nadzieję, że tego błogosławieństwa nie zabraknie mi do końca życia, skoro tyle ludzi mi go życzy.

      Usuń
  2. Wspaniała uroczystość! Pozdrawiam!:))

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję na następną za kolejne 5 lat ;)

      Usuń