Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 28 grudnia 2016

Wolne od szkoły nie oznacza wolnego od nauki

Żegnając się ze znajomymi przed świąteczną przerwą i składając sobie ostatnie świąteczne życzenia usłyszałam dwa zalecenia: PRZYTYĆ KILKA KILOGRAMÓW oraz WYPOCZĄĆ.
Francuski, brrr...
Tylko jak tu wypocząć, kiedy za niecały miesiąc rozpocznie się sesja, a wcześniej zaliczenie ponad dwudziestu przedmiotów? Zakres materiału z języka francuskiego(który za nic w świecie nie chce wejść mi do głowy), przeplata się z tabelką do wyuczenia na język niemiecki. Gdzieś dalej leży wydrukowany skrypt z teologii moralnej, notatki z rynków turystycznych oraz tzw. minimum z minimum potrzebne na zaliczenie polityki turystycznej. Ja jednak jestem ambitnym studentem(kiedyś mnie ta ambicja zgubi, zobaczycie), wiem że mimo wszelkich ograniczeń stać mnie na więcej niż dostateczny. Mam teraz trochę wolnego, więc wzięłam się za nadrabianie pisania notatek z tego, co udało mi się nagrać na dyktafon. Oczywiście coś tam pisałam w ciągu całego semestru, jednak to nie to samo co na spokojnie usiąść i powoli klikać w poszczególne klawisze laptopowej klawiatury. A to dopiero początek góry, jaką muszę zdobyć. Nie da się niczego odpuścić, ponieważ większość wykładowców uważa, że ich przedmiot jest najważniejszy i jedyny w swoim rodzaju, nawet wtedy, kiedy ma zaledwie 1 punkt ECST. I to do kwadratu. Siedzę więc w książkach i notatkach, powtarzam, uzupełniam, robię poszczególne zadania na takich samych zasadach jak moi koledzy z uczelnianych ławek. A że mi to trochę wolniej schodzi? "Efekt uboczny" dziecięcego porażenia mózgowego. Nie zwracam na to jednak zbytniej uwagi, ale uparcie brnę do przodu.
Fragment mojego parku rozrywki "Dąbrolandu"(screen z gry)
Projekt z polityki turystycznej właściwie mam już ukończony. Jak co roku prowadzący ten przedmiot kazał wszystkim zaprojektować swój własny park rozrywki wraz z szacowanymi kosztami dodatnimi i ujemnymi. Prawdę powiedziawszy nie do końca wiedziałam jak się do tego zabrać, aż przypomniałam sobie o pewnej grze symulacyjnej, jaką dostałam od kolegi z gimnazjum za to, że pomogłam mu na koniec roku z matmy(rewelacji nie było, ale przynajmniej zdał, chociaż było krucho). Włączyłam sobie odpowiednią płytę w komputerze i zaczęłam działać. Po mniej więcej godzinie miałam gotowy zarys projektu wraz z wszelkimi założeniami. Pomysł może trochę abstrakcyjny, ale tonący brzytwy się chwyta. Czasami można naprawdę mądrze wykorzystać, a przy okazji poćwiczyć swój mózg. Tak, tak, grając w tego typu gry pobudzamy nasz płat ciemieniowy, który steruje nie tylko percepcją i uwagą, ale i logicznym oraz abstrakcyjnym myśleniem.
A to się przydaje, nawet na zajęciach. Pamiętam taką sytuację sprzed kilku tygodni, kiedy wykładowca z form turystyki motywacyjnej i biznesowej zadał pytanie o to, kim był zecer. Na sali cisza, a w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka, a jednocześnie przypomniało opowiadanie z... trzeciej klasy szkoły podstawowej. Przełamując wszelki lęk przed niezrozumieniem tego, co mówię, w skrócie wyjaśniłam kto to był. Reakcja prowadzącego była budująca:
- Muszę pani powiedzieć, że lubię to pytanie zadawać od ładnych paru lat i jest pani pierwszą osobą, która odpowiedziała na nie.
Jeszcze trochę pracy przede mną, bo jeszcze oprócz zrobienia notatek z wykładów muszę jeszcze napisać wypracowanie z jednej z podróży w Nowym Testamencie, projekt z budowania zespołów pracowniczych(a zerowy termin z egzaminu już 10 stycznia), propozycje wycieczki na formy turystyki biznesowej i motywacyjnej, uzupełnić rzeczy na trening interpersonalny, napisać jakieś dziwne rzeczy na  komunikację międzyludzką, wykonać prezentację z doświadczania religii i kultur w turystyce...
I jak tu odpocząć? Ale ja odpoczywam. Ostatnio na półce znalazłam taki oto rarytas:
Zwróćcie proszę uwagę na rok wydania
i najzwyczajniej w świecie go czytam. I zachwycam się wiedzą posiadaną przez ówczesnych uczonych, która niewiele się zmieniła na przestrzeni ponad 100 lat. Poza tym zachwycam się drugim tomem "Ogniem i mieczem". Albo zatapiam w tomiku wierszy Basi, które działają jak balsam na duszę. A jutro, jutro spotykam się z dziewczyną, którą znam od czasów właściwie szkoły podstawowej. I chociaż dzieli nas różnica blisko 8 lat, dla nas to nie ma znaczenia.

5 komentarzy:

  1. Karolinko,przypomniałaś mi moje studenckie czasy, wtedy na AGH-u nie było łatwo,oj nie...
    Cieszę się, że sięgasz po moje wiersze, to dla mnie najlepsza recenzja.
    Ja nie odpoczęłam, ale za to przytyłam sporo:-))) co zupełnie nie jest mi potrzebne!
    Jesteś bardzo ambitna,potrafisz osiągać cele i możesz być wzorem dla nas wszystkich jak pokonywać słabości. A francuski chciałabym znać. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, po prostu lubię zdobywać wiedzę. Z tym francuskim to trochę wymuszona sprawa. No nic, jakoś do końca roku się z nim przekulam. A na AGH do dzisiaj jest wysoki poziom. Nawet kiedyś radzono mi startować na tą uczelnię, ale nie. Gdzie mi na AGH. W święta niestety nie udało mi się przytyć, chociaż bardzo bym chciała

      Usuń
  2. Karolinko, podziwiam Cię z całego serca za ten głód wiedzy i zapał w jej zdobywaniu.
    Wiersze Basi to faktycznie balsam na duszę, wiem coś o tym...
    Co do zalecenia przytycia, to chętnie bym się z Tobą podzieliła swoimi nadprogramowymi kilogramami, gdyby to było możliwe:)
    Tulę serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu lubię poszerzać swoje horyzonty wiedzowe. A zbędne kilogramy z miłą chęcią przyjmę

      Usuń
    2. Super! Ale ostrzegam, że jest ich sporo:):):)

      Usuń