Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 19 stycznia 2017

O Kajtusiu raz jeszcze

Wiem, wiem, że dla wielu z Was sytuacja może wydać się absurdalna. Wszak mieszkamy w różnych częściach kraju, więc teoretycznie nie powinna obchodzić nas sytuacja kogoś, kto mieszka nad morzem. Ale z drugiej strony możliwe jest, że trafi do mnie ktoś właśnie z okolic Gryfic i będzie wiedział, jak można pomóc w tej sytuacji.
O tragedii rodziny Pawełczyków kilka razy wspomniałam w swoich notkach. Ania, wspaniała, młoda mama, walcząca z całych swoich sił o godne życie, a także szansę na wybudzenie ze śpiączki czuwającej swojego średniego synka, Kajtusia, zginęła w bezsensownych wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. I chociaż nie uniknie on odpowiedzialności za to co zrobił, to nic nie zwróci życia tej optymistycznej, pełnej radości życia i nadziei kobiecie. Pozostawiła dom, a w nim czwórkę mężczyzn, z czego najmłodszy ma niespełna trzy latka i potrzebuje stałej uwagi. Mąż Ani, Piotr wraz z najstarszym synem, dwudziestoletnim Dawidem dzielą się w sprawowaniu opieki nad Kajtkiem. Zastanawiałam się wielokrotnie jak sobie z tym wszystkim radzą, wszak Dawid studiuje, a Piotr pracuje.
Na początku stycznia w jednej z grup na facebooku pojawił się tekst z prośbą o pomoc autorstwa Dawida. Chłopca, któremu życie zafundowało przyspieszony kurs dojrzewania(gdy miał 7 lat Kajtuś na jego oczach wpadł do oczka wodnego, wskutek czego zapadł w śpiączkę - tylko proszę, nie oceniajmy tutaj rodziców, bo i tak zapłacili za to niemałą cenę), a teraz jeszcze musi podołać jeszcze większej tragedii. Pozwólcie, że go przytoczę:

"Witam, na wstępie się przedstawię... Chociaż wiele osób może już kojarzyć mnie po nazwisku. Tak. Jestem synem Anny Pawełczyk. Niektórzy znają naszą sytuację, niektórzy nie. Dla tych drugich zostawię linka do bloga, bez zbędnego tłumaczenia wszystkiego.
www.kajtusiowy.blog.onet.pl

Miesiąc temu stanąłem twarzą w twarz z nienawiścią do Boga, ludzkości i całego świata. Odeszła od Nas moja Mama. Człowiek, który doprowadził do tego, że dzisiaj nie ma Jej już z nami na pewno nie będzie chodził bezkarnie po tej ziemi bo nie zasługuje na to, tak samo jak Mama nie zasługiwała na śmierć. W domu ten temat był zawsze odstawiany na bok bo przecież Jej nigdy nie zabraknie, bo co zrobimy jak Jej zabraknie i w końcu co z Kajtusiem? Przecież to Ona od ponad 10 lat walczyła o jego wybudzenie. Nie wytłumaczalne jest to co czuję ja czy mój ojciec. Nie będę się tutaj rozpisywał bo każdy może się domyślić co 4 facetów, może czuć kiedy w wieku 40 lat opuszcza ich matka, mentor, najsilniejsza i najpiękniejsza kobieta, a do tego jedyna w domu.

Dodałem się do tej grupy i od razu podziękuje za przyjęcie - z innego powodu. Kajtek jest coraz starszy, jest nam coraz trudniej, z dnia na dzień pękamy bardziej i bardziej... Nie wiemy co robić, żeby chociaż w jakiś niewielki sposób robić to tak jak robiła Mama.
Wiem, że istnieje tutaj dużo dobrych osób, bo po to ta grupa została stworzona dlatego uderzam do Państwa z pytaniem. Czy ktokolwiek zna kogoś kto mógłby pomóc nam przy Kajtusiu?
Przykładowo emerytowana pielęgniarka, która będzie na telefon, kilka godzin dziennie tak, żeby pomóc przy karmieniu, pielęgnacji itp... Oczywiście stała pensja, czy według dogadania się.
Czy któraś z Was, drogie Panie miała kiedykolwiek podobną sytuację? Gdzie mam uderzać o pomoc?
Proszę oszczędzić sobie głupich odpowiedzi typu - Ośrodek Pomocy Społecznej - bo po ostatnich odwiedzinach 2 Pań, które wypytywały mnie o kredyty, roczniki samochodów czy budżet jakim dysponujemy - mam dość. Panie niestety musiały wyjść z domu z niewypełnionymi papierkami ale taki już jestem. Nikt nigdy nie miał prawa znać tajemnic naszej rodziny, Mama by tego nie chciała.

Sasza czyli najmłodsza osóbka w domu w lutym kończy 3 lata, jest coraz starszy przez co potrzebuje coraz więcej uwagi, nauki, zajęć.
Niestety nie możemy podzielić idealnie obowiązków tak jak robiliśmy to z Mamą.
Jeżeli ktokolwiek wie w jaki sposób nam pomóc proszę o kontakt, zostawiam mój numer telefonu ale najlepiej pisać poprzez wiadomości na facebooku.
Telefon : 500789443.
Pozdrawiam wszystkich ciepło.
"Najważniejsze to nigdy się nie poddawać" ;):
"

Jeszcze niedawno tworzyli szczęśliwą, kochającą się rodzinę
(2015 rok)
Uderzyła mnie mądrość życiowa tego zaledwie dwudziestoletniego, wchodzącego w dorosły świat mężczyzny. Zresztą Ania niejednokrotnie podkreślała na blogu jego przedwczesną dojrzałość społeczną.
Wiem, że Ania wielokrotnie pomagała rodzinom, które znalazły się w takiej sytuacji jak ona, bezinteresownie dzieląc się informacjami na temat terapii osób znajdujących się w śpiączce, czy też doświadczeniem życiowym. Może pora, aby ktoś spłacił ten dług i pomógł jej rodzinie teraz, kiedy tego najbardziej potrzebują? Tak jak pisałam na początku - nie oczekuję cudów. Istnieje jednak szansa, że trafi do mnie na bloga osoba, która będzie wiedziała jak pomóc tej rodzinie. Jeżeli mogłabym jeszcze o coś prosić, to w miarę możliwości o rozpowszechnienie tej informacji. To nic nie kosztuje, a przecież każdy z nas ma swoje grono internetowych znajomych, zaś oni mają swoich znajomych, itd. itd. W wielu sprawach już odpowiedzieliście w pozytywny sposób(kartki dla Julci, kartki dla Dominika, świeżaki dla Olinka), może i w tej sprawie znajdzie się jakieś wyjście?

5 komentarzy:

  1. Udostępniłam notke w google+ mam nadzieję że to pomoże :) A tak pozostaje tylko modlitwa, niestety nie mam jak pomóc :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolinko,
    przeczytałam Twój wzruszający post i patrzę bezradnie w ekran komputera i nie wiem jak zareagować, jak odpowiedzieć. Muszę się nad tą tragedią zastanowić.
    Całuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolinko, życie czasem zaskakuje tak, że brak słów. Pozostaje pytanie: Dlaczego?
    Tulę mocno, choć ze smutkiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem jak mam pomóc, bo się nie znam na przepisach czy innych tego typu sprawach. Ale chociaż udostępnię wiadomość na fb bloga - może ktoś, coś ...

    OdpowiedzUsuń