Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 27 stycznia 2017

POLIN - muzeum, które warto zobaczyć

Chciałam do niego pojechać od dnia otwarcia tego niezwykłego miejsca, które miało miejsce 19 kwietnia 2013 roku - dokładnie w dniu 70 rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim. W zeszłym roku zostało nagrodzone prestiżową nagrodą European Museum of the Year Award 2016. Oznaczało to, że zostało uznane przez krytyczne jury za najlepsze muzeum w Europie. Mowa tutaj o Muzeum Historii Żydów Polskich - POLIN w Warszawie. Tak jak pisałam kilka miesięcy temu, judaizm jest jednym z moich zainteresowań. Chciałam nawet napisać na temat wadowickich Żydów pracę licencjacką, niestety nie ma promotora, który chciał się podjąć tego wyzwania. Nie przeszkadza mi to jednak w rozwijaniu wiedzy na ten temat. Książki i artykuły nie zawsze bywają wystarczające w tej kwestii, czasami trzeba coś zobaczyć na własne oczy, aby zrozumieć. A POLIN powinien być obowiązkowym punktem wizyty każdego, kto chociaż trochę interesuje się tym tematem i nie tylko. Notatka miała pojawić się dużo wcześniej, w ostateczności jednak stwierdziłam, że dzisiejszy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu dużo bardziej temu sprzyja.
We wrześniu ubiegłego roku pojawiła się okazja, aby zwiedzić muzeum POLIN. W Pałacu Kultury i Nauki ostatnie dni odbywała się wystawa związana ze statkiem "Titanic". Interesuję się historią tego statku, nie tylko tą fikcyjną, wymyśloną przez Camerona(chociaż to jest enta wersja filmowej historii związanej z tym legendarnym parowcem), ale przede wszystkim faktami. Na mojej półce stoi dumny model słynnego transatlantyku, zaś do historii mojej podstawówki przeszłam jako piątoklasistka, która z zapałem opowiada uczniom placówki(podstawówka + gimnazjum) o wydarzeniach sprzed 90 lat(akurat była rocznica zatonięcia). Jeszcze do dzisiaj gdzieś mam notatki pomocnicze zrobione nie za pomocą wiadomości znalezionych w Internecie(którego posiadanie w domach było jeszcze marzeniem ściętej głowy), ale książek i programów telewizyjnych. Teraz mogłam zobaczyć wszystko na własne oczy, a nawet dotknąć góry lodowej! A że zbliżały się kolejne urodziny był pretekst, aby wybrać się do stolicy. O wrażeniach ze zwiedzania wystawy pisałam >>TU<<.
Nie chciałam jednak ograniczać się do wystawy "Titanica". Od razu pomyślałam o Muzeum Historii Żydów Polskich. Nawet termin mojej podróży nie był przypadkowy - w czwartki wstęp do muzeum jest wolny. Po zwiedzeniu wystawy związanej z "Titanikiem" udałam się do informacji turystycznej po mapę miasta. A potem wybrałam się w długi, długi marsz aż na ulicę Anielewicza. Ciekawostką jest, że Mordechaj Anielewicz*, jej patron, brał udział w powstaniu w getcie warszawskim jako jeden z jego przywódców, podczas którego poniósł śmierć w wieku zaledwie 24 lat. Po drodze minęłam m.in. przepiękny Ogród Saski, aż żałowałam, że nie mogę się w nim zatrzymać na dłużej. Mimo pośpiechu udało mi się cyknąć kilka fotek:
Z pozdrowieniami dla miłośniczki ogrodnictwa - Basi
A staruszkowie spokojnie kroczą po ścieżkach swojego życia...
Wreszcie całkowicie zmoczona(po drodze lunął deszcz) dotarłam na mieście. Sam zewnętrzny wygląd muzeum wzbudza mieszane uczucia:
 
Na szczęście nie zawsze wygląd zewnętrzny odpowiada temu, co można zobaczyć w środku. A środek zawiera prawdziwą perełkę informacyjną. Na początek pozwolę sobie wyjaśnić znaczenie słowa "POLIN" - na wikipedii przeczytamy, że w języku hebrajskim oznacza ona "Polskę". Jednak wchodząc na wystawę dowiemy się, że słowo "polin" można przetłumaczyć także jako "tutaj będziesz leżał". I to tłumaczenie będzie wydawało nam się bardziej odpowiednie. Bo chociaż znacząca część narodu żydowskiego wyginęła wskutek holokaustu bądź wyjechała z naszego kraju, to jednak pozostawili tutaj liczne pamiątkę, a także swoją bogatą historię. Aby to wszystko nie uległo zatraceniu, utworzono to muzeum, pozwalające na przetrwanie. Innymi słowy - tak jak przychodzi się na groby bliskich szanując pamięć o nich, tak samo przychodząc do tego muzeum nie zatracimy pamięci o historii i kulturze żydowskiej.
Aby wejść na wystawę musimy zostawić nasze rzeczy w szatni, po czym albo udajemy się do kas po zakup biletu, albo(w przypadku czwartków) otrzymujemy go za darmo przy wejściu. Na wystawę schodzimy w dół po schodach, bądź zjeżdżamy windą(budynek jest doskonale dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych). Na początku znajdziemy multimedialne tablice, które wprowadzą nas w żydowskie tajemnice - to właśnie na nich znalazłam tłumaczenie słowa "POLIN".
W pierwszej sali poznajemy historię rabina imieniem Izaak, który podróżował po naszym kraju i państwach ościennych. Jest on legendarnym założycielem nacji żydowskiej w wielu z nich.
Łagodny głos lektora odczytuje poszczególne fragmenty na ogromnej ściennej tablicy, zaś znajdująca się niżej interaktywna mapa podświetla informacje, o których aktualnie jest mowa. A wszystko jest w języku polskim i angielskim.
 
Widzicie zapaloną lampkę? O tym miejscu właśnie opowiada lektor
Czytany tekst jest też podświetlany
Zaintrygował mnie umieszczony na przeciwległej ścianie zwój zrobiony na wzór zwoju Tory. Opowiadał on historię proroka Mojżesza:
  

W licznych gablotkach można zobaczyć przedmioty związane z codziennym życiem Żydów:
Ich religią...
 
Zwyczajami...
 
Zaś ściany są prawdziwym arcydziełem opowiadającym o historii tego narodu na ziemiach polskich i nie tylko!
Rzeczy codziennego użytku
Pisma związane ze sprawami żydowskimi
 
 
I coś co mnie urzekło - rekonstrukcja bożnicy.
W internecie piszą, że aby zwiedzić całe muzeum potrzeba od 2 do 3 godzin, je jednak miałam trochę mniej czasu. Tak bardzo żałuję, że nie mogłam zwiedzić całego, niestety pociąg nie mógł na mnie czekać, a i musiałam doliczyć sobie czas dojścia na dworzec centralny. Na szczęście szczyt Pałacu Kultury i Nauki widać było z daleka - przynajmniej wiedziałam, że idę we właściwym kierunku. Samo muzeum - bajka! Widać, że poczciwe muzea, które znam jeszcze z czasów mojej szkoły, gdzie chodziło się w filcowych, dużo za dużych kapciach odchodzą w zapomnienie, zastępowane są zaś za muzea, w których można wszystkiego dotknąć, posłuchać głosu lektora, zobaczyć animację. Widać, że nauka idzie na przód, zaś coraz więcej muzeów stara się sprostać wymogom techniki. A i do ludzi bardziej dociera taki sposób przekazu - widziałam staruszków, którzy ze wzruszeniem oglądali zwój z historią Mojżesza, czy też dotykało interaktywnych ekranów. Ośmielę się nawet sądzić, że za kilka lat wizyta w tym muzeum będzie tak samo obowiązkowa, jak wizyta w Auschwitz. Tylko, że mniej drastyczna dla młodego człowieka. Wiem też jedno - jeszcze raz muszę się tam wybrać, aby wszystko na spokojnie zobaczyć. I Was też, w miarę możliwości, gorąco do tego zachęcam. A jako "wabik" niech podziała poniższy filmik:

* Bardzo dobrą biografię i opis działalności Anielewicza znajdziemy w książce "Armia Izaaka. Walka i opór polskich Żydów" Matthewa Brzezinskiego

4 komentarze:

  1. Będę się musiała kiedyś wybrać. Na razie miałam okazję zwiedzić Muzeum Powstania Warszawskiego, a w Krakowie - Muzeum Schindlera, też byłam pod ogromnym wrażeniem.
    Ściskam, kochana.

    OdpowiedzUsuń
  2. No widzisz, a ja ani nie byłam w Muzeum Powstanie Warszawskiego, ani w krakowskim Muzeum Schindlera, chociaż bardzo podobała mi się "Lista Schindlera", zarówno w wersji filmowej, jak i książkowej. Czas nadrobić zaległości. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolinko, Muzeum Schindlera szczerze Ci polecam, robi ogromne wrażenie.

      Usuń
  3. Nie znam tego muzeum. Może kiedyś i ja go zobaczę?
    Całuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń