Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 23 lipca 2017

"Księża są jak kwiaty - czasami trzeba je przesadzić, aby dalej kwitły"

Powyższe słowa wypowiedziane kiedyś przez księdza arcybiskupa Józefa Michalika przyświecają tegorocznemu odejściu każdego z księży posługujących na naszej parafii. Tak mi się one spodobały, że poleciłam koleżance z Oratorium, aby zapisała je na wszystkich z trzech kartek, które przygotowała na tą okazję nasza wspaniała Gosia. Mam nadzieję, że są idealnym dopełnieniem piękna, jakie stworzyła za pomocą swoich rąk.
Kartki robią furorę. Dzisiaj na Mszy świętej nie śpiewała schola, tylko parafialny zespół młodzieżowy. Usiadłam więc w ławkach na dolnym poziomie. Koszulkę z karteczką w środku trzymałam na siedzeniu przy sobie. Akurat obok mnie siedziała kobieta, która prowadzi scholę i chór. Widząc, że coś mam, wyciągnęła w moją stronę dłoń...
- Mogę zobaczyć - szepnęła. Jako, że mam problem z odmawianiem komuś czegoś, wyjęłam z koszulki Gosiną kartkę i podałam jej ją. Przez chwilę patrzyły z siedzącą obok niej mamą innej scholanki jak na ósmy cud świata. - Chyba sama tego nie zrobiłaś...
No oczywiście, że nie. Od razu wyjaśniłam, że trzy karteczki wykonała dla mnie jedna z moich znajomych.
- Z naszej parafii?
Odpowiedziałam, że nie, ale wolałam się nie chwalić, że znam Gosię z Internetu, a już na pewno nie im.
- Dużo zapłaciłaś?
Masz ci babo placek! Że też wszystko musi się kręcić wokół pieniędzy. Dyplomatycznie odpowiedziałam, że za niektóre rzeczy płaci się niekoniecznie w sposób materialny. Po chwili ciszy usłyszałam
- Bardzo ładne. I jeszcze to imienne pożegnanie. Księdzu proboszczowi na pewno się spodoba...
Nagle poczułam, jak ktoś klepie mnie po barku. Odwróciłam się i zobaczyłam trzy starsze kobiety.
 - Możemy zobaczyć? - spytała jedna z nich rzucając okiem na trzymaną przeze mnie kartkę. Podałam jej ją.
 - To od scholi? - dodała druga.
 - Nie - zaprzeczyłam. - Od Oratorium.
 - Wspaniały pomysł - wzdychały staruszki. - Śliczna kartka! Proboszcz będzie miał wspaniałą pamiątkę od naszych dzieciaków...
Tuż przed Mszą świętą przedstawicielka scholi została wysłana na drugą stronę kościoła jako oficjalna delegacja wspólnoty żegnająca księdza. Nagle ni stąd ni zowąd usłyszałam.
 - Lolek, ty może też idź z tą kartką tam gdzie są inni.
Niepewnie spojrzałam w stronę, gdzie prezes Akcji Katolickich ustawiał osoby wręczające kwiaty proboszczowi na odchodne. Co prawda dwa tygodnie temu na bezczelnego wbiłam się z dzieciakami, aby pożegnać księdza Jacka, jednak wtedy w kościele z okazji zakończenia półkolonii było tyle animatorów, że jakby ktoś nas chciał przegonić, to prędzej on sam dostąpiłby tego zaszczytu. Dzisiaj byłam sama...
 - Ale przecież Oratorium zawsze jest wyłączone z oficjalnych delegacji - bąknęłam niepewnie. - A poza tym pan P. jeszcze mnie przegoni...
 - Nie ma miotły(ale ma aparat fotograficzny - przemknęło mi przez myśl, moja bogata wyobraźnia bywa nieobliczalna - a oberwanie takim czymś jest bolesne. Chociaż z drugiej strony - szkoda aparatu). No nie bój się i idź...
 - Będzie na panią...
 - Dobrze!
No i cóż było robić - dołączyłam do oficjalnych delegacji czy tego chciałam z panem P., czy też nie. Nawet zbytnio nie marudził na mój widok. Jeszcze siedząc w ławce zbierałam zachwyty od pozostałych: Jakież to cudowne... Piękna kartka... Te kwiaty wyglądają jak prawdziwe...
Po odczytaniu oficjalnych podziękowań przez przedstawicielkę AK, ruszyliśmy: ja z karteczką, reszta z kwiatami.
- To od Oratorium - bąknęłam znalazłszy się przy proboszczu. - W podziękowaniu za wszystko.
I jakoś tak smutno mi się zrobiło. Bo był to wspaniały gospodarz! Takiego kierownika parafii życzyłabym wszystkim wiernym! Przez rok zrobił w parafii więcej rzeczy niż jego poprzednicy przez dwanaście lat. Aby to zrozumieć cofnijmy się jednak o te 12 lat wstecz. W sierpniu 2005 roku odchodzi od nas ksiądz, który dołożył wszelkich starań, aby parafianie mogli spotykać się z Najwyższym w dużo godniejszym miejscu niż ciasna kaplica w zaadaptowanym na ten cel magazynie. Przez 10 lat jego urzędowania przez 12 miesięcy w roku(nie przypominam sobie, aby szedł kiedyś na jakiś dłuższy urlop z własnej woli) stanęła świątynia oraz tzw. Dom Młodzieżowy. Kościół wyposażono w podstawowe sprzęty. W październiku 2005 roku świątynia została uroczyście poświęcona... Ale zapomniano ją oddać oficjalnie do użytku. To trochę tak, jakby zapomniano oddać szkołę do użytku - gdyby w takiej szkole coś nie daj Boże się stało, była by afera na całą Polskę... Zresztą podejrzewam, że tutaj Basia jako dyrektorka może dużo powiedzieć. Dopiero teraz ksiądz Jan załatwił wszystkie formalności z tym związane. Dodatkowo wyburzył niepotrzebną starą kaplicę, czym zyskał miejsce na parking dla samochodów(dotąd właściwie wszystkie stały poza bramą kościelną, wyjątek stanowiły samochody tzw. VIP-ów, które wjeżdżały na kamienisty plac), położył na placu kościelnym kilkaset metrów kwadratowych kostki, zamontował tablice z adresem na bramie kościelnej oraz bramie przy Domu Młodzieżowym(niekiedy listonoszowie nieobyci w terenie nie potrafili trafić w to ostatnie), tablicę z rozkładem Mszy św., uporządkował podziemia kościoła, zakupił kielich na Ciało Chrystusa pod dwoma postaciami, zamontował ogrzewanie, dołożył się do Daru dzieci pierwszokomunijnych i zakupił  wzmacniacz do nagłośnienia, spłacił zadłużenia i raty jeszcze sprzed kilku lat, nam, członkom Oratorium, pokrywał koszty dojazdu na Oratotoriady oraz dofinansowywał pobyt na Szkole Animatora Salezjańskiego, dokładał też coś do kosztów zorganizowania parafialnych półkolonii... I nigdy nie "wołał" od wiernych o pieniądze(chociaż jest u nas tradycja, że pieniądze z tacy w 3 niedzielę miesiąca idą na spłatę rat i zobowiązań kościelnych). Co więcej, kiedy był u mnie na kolędzie i chciałam mu dać kopertę, odmówił jej przyjęcia. Zawsze uśmiechnięty, chętny do pomocy, służący dobrą radą. Nie dało się go nie lubić! I gdyby nie zawiść niektórych parafian być może posługiwałby nam na lata i jeszcze bardziej rozbudował parafię. A tak nie wytrzymał presji i napisał list do inspektora z prośbą o przeniesienie na inną placówkę. Zostawił za sobą dobre wspomnienia oraz 2500 zł długu za prace wokół kościoła, który będzie musiał uregulować jego następca. Ale cóż to jest te 2500 złotych wobec kilkudziesięciu tysięcy złotych długu, które przywitały go po przybyciu do nas?
Wiem, że idzie nowe, być może lepsze, ale to mnie wcale, a wcale nie pociesza...

10 komentarzy:

  1. I bardzo dobrze, że podeszłaś, czasami takie życzliwe drobiazgi pomagają ludziom w najtrudniejszych chwilach. Od nas też odchodzi dwóch Wikarych, jeden z nich to gimnazjalny Katecheta, który przez trzy lata uczynił ogrom dobra. Żal nam, ale niech inni ludzie też skorzystają z Jego pięknej posługi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kartkę proboszcz i tak by dostał - tylko już po Mszy i na zakrystii. Gorzej sprawa wygląda z pożegnaniem księdza Franciszka w następnym tygodniu, bo nie ma ani mnie, ani nikogo z Ora. I teraz nie wiem, czy iść do niego wcześniej, czy dać kartkę scholi, aby przekazała ją w naszym imieniu. A z księdza Jana oraz księdza Franka przyszli ich wierni będą mieli prawdziwą radość!

      Usuń
  2. Nie dziwię się, że teraz jest Ci smutno, tym bardziej dobrze, że sama wręczyłaś kartkę. Z tego co piszesz, Twój proboszcz był wspaniałym człowiekiem, ale czasami trzeba faktycznie postąpić tak, jak mówi cytat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był idealnym na aktualną chwilę proboszczem i podejrzewam, że gdyby jeszcze z nami został, to naprawdę zrobiłby wiele dobrego...

      Usuń
  3. Karolinko, piękne i prawdziwe słowa zawarte w tytule, ale nie mniej jednak zawsze smutno podczas takiego "przesadzania".
    Miło mi, że karteczka się podoba:) Jakbyś jeszcze potrzebowała, to śmiało dawaj znać (tylko z wyprzedzeniem:)
    Buziaczki serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy je zobaczyłam nie wyobrażałam sobie innego uzupełnienia otrzymanych przez Ciebie karteczek. Ściskam serdecznie

      Usuń
  4. Przesadzają... czasem przesadnie przesadzają... mniej więcej co 5 lat przesadzają. Od nas też przez kilka lat odeszło paru wspaniałych prezbiterów- któryś a wędrowanie, któryś objąć plebanię, na emeryturę poszedł przewspaniały kapłan, ale też "zamiennie". I dopiero po Ich odejściu dociera do nas, że to byli najwspanialsi kapłani i pytamy się siebie: co teraz?... szczególnie gdy któryś z Nich był naszym spowiednikiem. Przez przenosiny "utraciłam" już 3 spowiedników :p
    Serdeczności posyłam :)
    Ps. wspaniały temat poruszyłaś, Karolinko. Kapłan bowiem, jest człowiekiem, który bije się z Bogiem o nas za nasze grzechy, choć sam jest grzesznikiem. Może właśnie dlatego rozumie nas tak bardzo, że w imieniu Boga odpuszcza nam je...
    Temat rzeka...

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas księża średnio posługują przez 3 lata, oczywiście zdarza się, że więcej albo mniej. Jeszcze na pożegnanie proboszcz, nawiązując do przeczytanej Ewangelii, pięknie powiedział o cierpliwości Boga do człowieka, człowieka do człowieka oraz człowieka do Boga. Tych jego kazań będzie mi bardzo brakowało...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie mogę się z tym pogodzić, że co roku zmieniają cudownych księży.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też jest przykro, ale takie życie

      Usuń