Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 13 lipca 2017

Praca odtwórcza jest zdecydowanie nie dla mnie...

Kiedy pierwsza partia moich kolegów z AWFu i Papieskiego cieszy się z uzyskania tytułu magistra lub licencjata, ja jeszcze muszę poczekać z tym do września. 
Pracę magisterską na AWFie złożyłam jeszcze przed długim, majowym weekendem. Poprzedzona wymianą setek meili z promotorem, dopracowana w każdym szczególiku, przepuszczona przez antyplagiat, który stwierdził, że jeszcze nigdy nic podobnego nie trafiło do jego zasobów, a nawet sprawdzona pod każdym językowym względem przez polonistę, trafiła w ostatni piątek kwietnia do gabinetu promotora. I leży tak do dzisiaj. Właściwie mam już wszystko zaliczone. Wszystko z wyjątkiem praktyk, które z czystą premedytacją przeniosłam sobie na wakacje. Bynajmniej nie z lenistwa, a już na pewno nie z tego, jakie rozumiemy w powszednim tego słowa znaczeniu. Prawda jest taka, że studiowałam na dwóch uczelniach w miejscowości oddalonej od miasta mojego zamieszkania o ponad 80 km(na bilecie jest nabite 84 km i 740 m). I że codziennie pokonywałam tą odległość razy dwa. Gdybym chciała odbyć praktyki w czasie roku akademickiego, musiałabym:
  1. się sklonować(ale to chyba jest na razie niewykonalne z medycznego punktu widzenia)
  2. na cztery tygodnie zrezygnować z uczęszczania na zajęciach na uczelniach x 2(praktyka trwa 160 godzin, co daje cztery razy po 40 godzin tygodniowo, a nawet w przypadku bardzo skrupulatnych pracodawców dłużej, wszak wedle prawa przysługuje mi skrócony do 35 godzin tydzień pracy)
  3. znaleźć sobie praktykę w Krakowie i latać ją zrealizować w trakcie niewielu przerw między zajęciami.
Jak widać, żadne z powyższych rozwiązań raczej nie wchodziło w grę. Na szczęście po rozmowie z uczelnianym opiekunem praktyk okazało się, że można je bez konsekwencji odbyć do końca września. Tzn. jedyną konsekwencją będzie opóźnienie obrony, ale to już da się przeżyć. Ważne, że wszystko inne jest zaliczone. I że praca napisana i złożona. Super mi się ją pisało - zgodnie z sugestiami mojego promotora teorię, czyli pierwszą część ograniczyłam do minimum(chyba nawet nie jest to 30 stron), a skupiłam się na tym co ważniejsze, czyli praktyce.
Trochę gorzej idzie mi z pracą licencjacką. Temat przyjemny i jak najbardziej podchodzący pod moje zainteresowania(pozwólcie, że ujawnię go dopiero po wszystkim, bo wiecie - antyplagiat wynajdzie wszystko i wszędzie). Niby mniejszy zakres i nie trzeba przeprowadzać żadnych badań, a jednak kiedy w czerwcu oddałam ją do sprawdzeniu promotorowi stwierdził, że miał zupełnie inną koncepcję tych zaledwie 30 stron... Poza tym niektóre zdania są mało logiczne. I w ogóle co innego miał w niej na myśli... Cóż było robić, mam czas do września, aby poprawić to, co mam nie tak(czyli na oko 70% pracy). Nie ukrywam, że praca odtwórcza nigdy nie była moją mocną stroną i z reguły wolę coś sama napisać, niż na siłę przekładać z autorskiego na mój, ale skoro trzeba...
W związku z tym podjechałam dzisiaj do Biblioteki Śląskiej w Katowicach. Na internetowym katalogu znalazłam książkę, która może mi się przydać w pisaniu pracy - "Rekolekcje Rabczańskie ks. Karola Wojtyły". Już kiedyś byłam tam zapisana, konkretniej wtedy, kiedy pisałam magisterkę na katowickim AWF, po drodze udało mi się gdzieś posiać kartę. Musiałam więc wyrobić sobie nową. Na szczęście po wyjaśnieniu sytuacji nie było z tym problemu. A przy okazji wypożyczyłam sobie jeszcze, chyba pod wpływem jednego z komentarzy Małgosi, "Spotkania Jasnogórskie" Dobraczyńskiego(a twórczość Dobraczyńskiego wręcz uwielbiam!) oraz "Trzecią tajemnicę" Steve Berry'ego.

Natomiast wracając z biblioteki byłam świadkiem dziwnego zdarzenia - środek dnia, stoimy cierpliwie z innymi przechodniami na pasach, czekamy aż światła zmienią kolor i umożliwią nam przejście na drugą stronę. Kiedy to nastąpiło weszliśmy na zebrę. I wtedy nagle na drugim pasie zobaczyliśmy rozpędzone, luksusowe auto, które pędziło przed siebie. Nie zważając na czerwone światło, które widniało już przez jakiś czas, przemknęło tuż przed naszymi nosami. Za lekko opuszczonymi oknami mignęła nam sylwetka młodego chłopaka, wiecie, taki typ fura, skóra i komóra. Tym razem udało mu się nikogo nie potrącić, ale na prawdę, wystarczyło aby kilku z nas zrobiło parę kroków dalej... Albo jakieś dziecko przebiegało przez ulicę... Tym bardziej, że jechał środkowym pasem i nie od razu było go widać. Niektórym naprawdę czasami brakuje wyobraźni...

18 komentarzy:

  1. praca odtwórcza. Nie znoszę tego mówiąc szczerze, także trzymam kciuki i podziwiam :)
    Ostatnio mi tak wjechało auto na pasy, dobrze, że mam refleks i się cofnęłam. Facet gadał przez teledon, pewnie nawet nie zauważył świateł :(
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadanie przez telefon powinno być kategorycznie zabronione kierowcom. W ogóle powinni za to dawać punkty karne. Może to by ograniczyło tego typu zachowania na drodze. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Najważniejsze, że doszłaś do tego finiszu. Dasz radę :)

    Wyobraźni brakuje w wielu miejscach. Dobrze, że nic sie nei stało w tej sytuacji, której byłaś świadkiem. Ja niedawno miałam dwie takie nieprzyjemne sytuacje: raz na parkingu podziemnym wyszła mi zza filara dziewczyna niemal pod auto - na szczęście jechałam wolniutko, a jej nie przyszło pewnie do głowy,że jest niewidoczna za wielkim betonowym słupem. Głupio zbudowali - albo głupio namalowali pasy... Za to wiem jak samej tam chodzić... A drugi raz to byli piesi i kobieta z wózkiem na ścieżce rowerowej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz Agaju o bardzo ważnej dla mnie rzeczy: u mojej cioci wybudowano domy tak, że nie widać boków ulicy i wychodząc z odnogi wychodzi się prosto na nią(bo nikt nie pomyślał o chodniku po tej stronie jezdni). Jednej z głównych i najbardziej ruchliwych ulic w miasteczku(m.in. prowadzi do szpitala = często przejeżdżające tamtędy karetki). Zero pasów, zero oznaczników - ani pieszy nie widzą nadjeżdżających samochodów, ani kierowcy wychodzących stamtąd pieszych. Tylko patrzeć, aż dojdzie do tragedii. A mylenie ścieżek rowerowych z normalnymi to już chyba standard...

      Usuń
  3. Kochana szczerze to ja zastanawiam się czy ty aby już nie jesteś sklonowana, bo nie wiem jak ty to wszystko ogarniasz? a to że pracę obronisz w późniejszych terminie nie ma znaczenia ;) pisz tylko kiedy to będzie będziemy zaciskać paluchy!
    usciski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że wszyscy się mnie pytają o to sklonowanie, bo to nie możliwe aby to tak wszystko ogarniać. Ale chyba to tylko przedsmak zawodowego i prywatnego życia. A o obronach na pewno Was powiadomiem

      Usuń
  4. Karolinko, już bliżej niż dalej - trzymam kciuki za pomyślne zakończenie.
    "Spotkania Jasnogórskie" na pewno Ci się spodobają (tez uwielbiam Dobraczyńskiego).
    A na drogach mam zasadę nie ufać nikomu - czy to jako pieszy, czy kierowca, bo ludzie potrafią takie rzeczy wyczyniać, że głowa mała.
    Tulaski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to ostatnio na drodze nie ufam sama sobie... A "Spotkania Jasnogórskie" zaczęłam już czytać i w sumie mam pozytywne uczucia. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Zgadzam się z Tobą - praca odtwórcza to masakra. Dobrze, że mam to już za sobą.
    Jetem pewna, że we wrześniu obronisz się bez problemu.
    Ehhh. Szkoda, że czeka Cię poprawienie aż tylu rzeczy w licencjacie. Zwłaszcza, że to Twoja praca i to powinna być Twoja koncepcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, że we wrześniu pójdzie jak z płatka.

      Usuń
  6. Karolinko, dziękuję za miłe słowa na moim blogu.

    To niesamowite, ja też kończyłam AWF:) wychowanie fizyczne. Trzymam za Ciebie mocno kciuki. I widac,ze aniołki nad Tobą czuwają.

    ściskam Cię mocno:****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat jestem na turystyce i rekreacji i muszę przyznać, że bardzo mi się podoba zarówno program studiów, jak i samo podejście wykładowców do przedmiotu. Widać, że to profesjonaliści

      Usuń
  7. Szkoda, że nie udało Ci się zapamiętać numeracji bo coś takiego trzeba zgłaszać. Gratuluję tak rozbudowanej pracy naukowej na dwóch kierunkach, natomiast po raz pierwszy spotykam się, że praca licencjacka ma być myślą promotora a nie studenta. To twoja praca i Ty ją piszesz a jak tak, to niech promotor napisze a Ty się pod nią podpiszesz :)))) Bardzo dziwne, naprawdę dziwne.
    Trzymam kciuki jak jestem już po obronie magisterki i tez mało brakowało a miałabym problem właśnie z praktykami. :))) Trzymam kciuki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za szybko jechał - nikt nawet nie zdążył aparatu wyciągnąć. Gratuluję obrony magisterki :)

      Usuń
  8. Wiele jest takich ludzi, co nie myślą. A później to często my płacimy za ich głupotę, niestety. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz? Jestem spokojna o Twoją pracę. :-)Jesteś bardzo ambitna i poukładana. Na bank będzie dobrze. :-) Dojazdy rozumiem, bo też dojeżdżam, do pracy. Ciężko jest czasami,ale jak trzeba to trzeba. A ten wybryk na pasach...brak mi słów. Niejedno nieszczęście stało się właśnie w taki sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jak teraz oddam pracę licencjacką, to wszystko będzie w porządku.

      Usuń