też się do niej wybrałam. Każdego roku z Będzina-Syberki wyrusza Sosnowiecka Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę, która dociera na miejsce w wigilię wspomnienia Matki Boskiej Częstochowskiej - 25 sierpnia. W tym roku odbyła się już po raz 28 pod hasłem "W mocy Ducha Świętego", co było nawiązaniem do programu duszpasterskiego dla Kościoła w Polsce, opracowanego na lata 2017-2019.
Jak wiecie, to nie pierwsza moja pielgrzymka do tego narodowego sanktuarium. Jak zwykle wyruszyłam z grupą z dekanatu, do którego należy moja parafia. W tym roku utworzyliśmy jedną z najliczniejszych grup - liczyliśmy ok. 120 uczestników w różnym wieku, co zostało utrwalone na zdjęciu z biskupem podczas pierwszym postoju, który miał tradycyjnie miejsce przy kościele w Będzinie-Łagiszy(niecałe 5 km. od kościoła, z którego wyruszyła pielgrzymka).
Zanim jednak wyruszyliśmy na szlak, odbyła się uroczysta Msza święta, która jak co roku miała miejsce w kościele w Będzinie-Syberce. Przewodniczył jej biskup naszej diecezji, a koncelebrowali wszyscy księża biorący udział w pielgrzymce. Niestety, nie wiem o czym było kazanie, ponieważ uciekł mi autobus, którym miałam dojechać na miejsce na czas. Na pewno nie było długie, bo kiedy dojechałam kolejnym autobusem(ok. 7:30), było już po Przeistoczeniu. Następnie poszczególne grupy wraz z księżmi-przewodnikami wyruszali w 2,5 dniowy marsz.
Tak jak wspominałam pierwszy postój, tzw. śniadaniowy, był już niecałe 5 kilometrów dalej. Po drodze mijaliśmy m.in. średniowieczny będziński zamek, który majestatycznie wznosi się w centrum miasta. Teraz wschodzące słońce odbijało się od jego grubych murów. Niestety, piesza pielgrzymka ma to do siebie, że trzeba iść zwartą grupą na przód, a nie zatrzymywać się w celu utrwalania mijanych krajobrazów na fotografiach...
Po pierwszym postoju, który trwał ok. 1,5 godziny, ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejny postój był dopiero po jakiś 2,5 godzinie drogi, przed kościołem w Targoszycach. On też trwał dosyć długo, bo ok. 1 godziny. Na upadłego można się nawet wyspać. A już na pewno najeść. Tym bardziej, że ludzie z okolicznych domostw przygotowali, jak co roku, posiłek dla przybyłych pielgrzymów. Pożywieni i trochę zregenerowani przeszliśmy kolejny odcinek do Mierzęcic, gdzie miało miejsce godzinne nabożeństwo pokutne, połączone z możliwością przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania. Po nabożeństwie nastąpił ostatni przemarsz w tym dniu, tym razem już na nocleg, przemarsz do położonej ok. 9 kilometrów dalej, wioski Zendek. Teoretycznie powinnam spać w szkole, jednak ksiądz, a prywatnie mój stary znajomy jeszcze z czasów przed założeniem sutanny, załatwił mi nocleg u rodziny. Wszystko super, cud, miód i orzeszki. No, prawie. Jedyne co mi nie pasowało to współlokatorka, która się chciała zbytnio ze mną spoufalić, ale na to już nie miałam wpływu...
Nazajutrz wyszliśmy z Zendka ok. godziny 7:00 rano. Ponownie po jakiś 1,5 godziny marszu mieliśmy przerwę na śniadanie, tym razem na polance w środku lasu. Ale żeby nie było tak bezprzygodowo, to jedna z grup idących przed nami zgubiła się po drodze. Wszystko przez to, że dotychczasowa trasa musiała zostać zmodyfikowana przez wybudowanie obwodnicy. A że nikt wcześniej nie sprawdził nowej trasy, to takie były tego efekty. Na szczęście wszyscy szczęśliwie się odnaleźli, chociaż musieli zrobić kilka ponadprogramowych kilometrów. Po śniadaniu oraz krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem do położonych ok. 13 kilometrów dalej Woźnik. Na miejsce, gdzie czekał na nas ksiądz biskup, dotarliśmy na godzinę 12:00. Teraz mieliśmy trochę czasu na odpoczynek, tym bardziej, że w tym roku zrezygnowano ze Mszy świętej w położonej kilka kilometrów dalej Ligoty Woźnickiej, na rzecz Mszy w kościele w Starczy. Szczerze powiedziawszy, brakowało mi tego jednego postoju i do Starczy dotarłam ostatkiem sił. Po drodze mijaliśmy piękne krajobrazy. Tak jak wcześniej pisałam - dla mnie fotografowanie podczas wędrówki jest bardzo trudne. Jest za to czas na przemyślenia. I np. na ułożenie swojej własnej modlitwy:
Maryjo z Częstochowy,
Czarną Madonną nazwana.
Matko całego narodu,
Matko samego Pana.
Do Ciebie naród zmierza,
bez względu na żadną pogodę.
Do Ciebie wędruje z daleka,
w deszcz, upał oraz słotę.
Wysłuchaj Pani najdroższa,
próśb przed Twe oblicze kierowanych.
Daj siłę tym wszystkim pątnikom,
przez drogę niepokonanych.
Uczyń cud, chociażby mały,
tym, co o to Cię proszą.
Przyjm Śliczna Panienko wota,
co wdzięczni Ci z wiarą przynoszą.
A jeśli brak im jest podarków,
przyjm trud dalekiej wędrówki.
Wsłuchał się w ciche modlitwy,
dziecięce pogłaszcz główki
Spojrzeniem im dodaj otuchy,
gdy do powrotu będą gotowi.
Swą podniesioną dłonią,
błogosław wiernemu ludowi.
Maryjo z Częstochowy,
Czarną Madonną nazwana.
Matko całego narodu,
Matko samego Pana.
Do Ciebie naród zmierza,
bez względu na żadną pogodę.
Do Ciebie wędruje z daleka,
w deszcz, upał oraz słotę.
Wysłuchaj Pani najdroższa,
próśb przed Twe oblicze kierowanych.
Daj siłę tym wszystkim pątnikom,
przez drogę niepokonanych.
Uczyń cud, chociażby mały,
tym, co o to Cię proszą.
Przyjm Śliczna Panienko wota,
co wdzięczni Ci z wiarą przynoszą.
A jeśli brak im jest podarków,
przyjm trud dalekiej wędrówki.
Wsłuchał się w ciche modlitwy,
dziecięce pogłaszcz główki
Spojrzeniem im dodaj otuchy,
gdy do powrotu będą gotowi.
Swą podniesioną dłonią,
błogosław wiernemu ludowi.
Trochę obawiałam się, w jaki sposób wszyscy pielgrzymi zmieszczą się na placu należącym do kościoła i w samym kościele. Wszak nie są one zbyt duże. Na szczęście, chociaż plac z każdą chwilą coraz bardziej się zapełniał, dla nikogo nie zabrakło miejsca, a nawet cienia(co przy marszu w pełnym słońcu było bardzo ważne). Mszę świętej tradycyjnie przewodniczył ksiądz biskup naszej diecezji, jednak kazanie oddał księdzu misjonarzowi, który przybył aż z Sri Lanki. Nie powinno nikogo dziwić to, że dotyczyło ono realiów bycia chrześcijaninem w tym muzułmańskim kraju. Również taca zebrana tego dnia przeznaczona była na tamtejszy kościół. Po zakończeniu Mszy świętej były ogłoszenia, podczas których dowiedzieliśmy się, że Ci z naszej grupy, którzy nie mają zapewnionego noclegu u rodzin w Nieradzie, śpią w szkole w Starczy(niektóre grupy ulokowano w nieradzkim budynku OSP). Normalnie nocleg byłby w szkole w Nieradzie, ale w te wakacje remontowali ją i teraz trwały ostatnie prace wykończeniowe. Z drugiej strony nie wiem czy tego dnia przeszłabym jeszcze te 6 kilometrów. A tak przynajmniej już po 17. koczowaliśmy w sali gimnastycznej w oczekiwaniu na samochód z naszymi bagażami. Potem wystarczyło już odstać swoje w kolejce do prysznica i można było wyciągnąć się na karimacie. Akurat tak się złożyło, że leżałam obok osób z mojej parafii, więc rozmowom nie było końca. A z drugiej strony sama nie wiem kiedy zasnęłam.
Sen trwał stosunkowo krótko, ponieważ pierwsi pielgrzymi zaczęli budzić się już po 4 rano. Z drugiej jednak strony już o 6 musieliśmy wyjść ze Starczy, aby ok. 7:30 połączyć się z grupami i pojedynczymi rodzinami nocującymi w Nierady. Może to dziwnie zabrzmi, ale zdecydowanie wolałam tą trasę pokonać z samego rana, niż poprzedniego dnia wieczorem. Zresztą w Nieradzie trochę nabraliśmy oddechu, czekając aż reszta grupy dojdzie spod kościoła na krzyżowanie, więc nie było tak źle. Ostatniego dnia czekał nas ok. 12-kilometrowy marsz z godzinną przerwą śniadaniową na jednej z leśnych polan. Wiele osób mówi, że ten odcinek jest najgorszy, jednak dla mnie najlepiej się go przemierza. Chociaż jak niosący emblemat i krzyż narzucili tempo, tak przez jakieś 4 kilometry biegłam. Biegłam z bolącym kolanem i gorączką. Biegłam, aby zarezerwować sobie niesienie flagi na ostatniej prostej - Alei Matki Bożej Częstochowskiej. I doszłam do końca o własnych siłach. W tym roku diecezjalny fotograf niezbyt mnie utrwalił na zdjęciach. Wyjątek stanowi grupowe i to z wejścia na szczyt tuż po godzinie 13:00.
Jak widzicie, weszliśmy przy dźwiękach wygrywanych przez (księdza) P. na saksofonie. Po uklęknięciu pod klasztorem udaliśmy się przed oblicze Czarnej Madonny, chociaż czasu starczyło nam jedynie na spojrzenie na cudowny obraz. Potem mieliśmy czas wolny aż do 19:00, kiedy odprawiona została uroczysta Msza święta na Wałach przed klasztorem. Wzięli w niej udział nie tylko wierni z naszej diecezji, ale też wielu innych. Zresztą księża też byli z różnych diecezji. Jednak to do naszego biskupa należało wygłoszenie kazania. Nawiązał w niej do orędzia fatimskiego wyjawionego dzieciom 13 lipca, w którym Maryja wspominała o prześladowaniach kościoła w kontekście ostatnich ataków pewnych środowisk na Matkę Boską Częstochowską i apelował, aby zaprzestali tych praktyk, bo ściągną one na cały naród gniew samego Boga. Mocne słowa padły też na zakończenie Mszy świętej, w których biskup częstochowskich skarał słownie władze miejskie, że pomimo próśb o uszanowanie niedzieli i poniedziałku oraz trudu pielgrzymowania i ściszyli trochę muzykę towarzyszącą dniom miasta, organizatorzy nie wykazali zrozumienia dla szacunku wobec uczuć religijnych.
Było po 21., kiedy zakończyła się Msza święta i zwartą grupą ruszyliśmy do autokaru. Wiele ludzi mówiło mi, że jestem taka dzielna, bo dałam radę dojść i że mnie podziwiają. Ja jednak nie zrobiłam nic wielkiego. Dla mnie godną podziwu jest 95-letnia Włoszka Emma Morosini, która przeszła blisko 1000 km z Włoch, aby pokłonić się jasnogórskiej Pani. Nawet na początku kazania została zaproszona przed ołtarz i przedstawiona wszystkim pielgrzymom. Moje wędrowanie jest naprawdę niczym wobec jej wędrowania, chociaż włożyłam w nie niemało wysiłku. Godzinna podróż powrotna do domu minęła stosunkowo szybko i tuż po 22 godzinie byłam już we własnym domu. Dałam radę i z tego bardzo się cieszę.
Sen trwał stosunkowo krótko, ponieważ pierwsi pielgrzymi zaczęli budzić się już po 4 rano. Z drugiej jednak strony już o 6 musieliśmy wyjść ze Starczy, aby ok. 7:30 połączyć się z grupami i pojedynczymi rodzinami nocującymi w Nierady. Może to dziwnie zabrzmi, ale zdecydowanie wolałam tą trasę pokonać z samego rana, niż poprzedniego dnia wieczorem. Zresztą w Nieradzie trochę nabraliśmy oddechu, czekając aż reszta grupy dojdzie spod kościoła na krzyżowanie, więc nie było tak źle. Ostatniego dnia czekał nas ok. 12-kilometrowy marsz z godzinną przerwą śniadaniową na jednej z leśnych polan. Wiele osób mówi, że ten odcinek jest najgorszy, jednak dla mnie najlepiej się go przemierza. Chociaż jak niosący emblemat i krzyż narzucili tempo, tak przez jakieś 4 kilometry biegłam. Biegłam z bolącym kolanem i gorączką. Biegłam, aby zarezerwować sobie niesienie flagi na ostatniej prostej - Alei Matki Bożej Częstochowskiej. I doszłam do końca o własnych siłach. W tym roku diecezjalny fotograf niezbyt mnie utrwalił na zdjęciach. Wyjątek stanowi grupowe i to z wejścia na szczyt tuż po godzinie 13:00.
Jak widzicie, weszliśmy przy dźwiękach wygrywanych przez (księdza) P. na saksofonie. Po uklęknięciu pod klasztorem udaliśmy się przed oblicze Czarnej Madonny, chociaż czasu starczyło nam jedynie na spojrzenie na cudowny obraz. Potem mieliśmy czas wolny aż do 19:00, kiedy odprawiona została uroczysta Msza święta na Wałach przed klasztorem. Wzięli w niej udział nie tylko wierni z naszej diecezji, ale też wielu innych. Zresztą księża też byli z różnych diecezji. Jednak to do naszego biskupa należało wygłoszenie kazania. Nawiązał w niej do orędzia fatimskiego wyjawionego dzieciom 13 lipca, w którym Maryja wspominała o prześladowaniach kościoła w kontekście ostatnich ataków pewnych środowisk na Matkę Boską Częstochowską i apelował, aby zaprzestali tych praktyk, bo ściągną one na cały naród gniew samego Boga. Mocne słowa padły też na zakończenie Mszy świętej, w których biskup częstochowskich skarał słownie władze miejskie, że pomimo próśb o uszanowanie niedzieli i poniedziałku oraz trudu pielgrzymowania i ściszyli trochę muzykę towarzyszącą dniom miasta, organizatorzy nie wykazali zrozumienia dla szacunku wobec uczuć religijnych.
Było po 21., kiedy zakończyła się Msza święta i zwartą grupą ruszyliśmy do autokaru. Wiele ludzi mówiło mi, że jestem taka dzielna, bo dałam radę dojść i że mnie podziwiają. Ja jednak nie zrobiłam nic wielkiego. Dla mnie godną podziwu jest 95-letnia Włoszka Emma Morosini, która przeszła blisko 1000 km z Włoch, aby pokłonić się jasnogórskiej Pani. Nawet na początku kazania została zaproszona przed ołtarz i przedstawiona wszystkim pielgrzymom. Moje wędrowanie jest naprawdę niczym wobec jej wędrowania, chociaż włożyłam w nie niemało wysiłku. Godzinna podróż powrotna do domu minęła stosunkowo szybko i tuż po 22 godzinie byłam już we własnym domu. Dałam radę i z tego bardzo się cieszę.


Podziwiam osoby, które wyruszają na pielgrzymki. Może na upartego 2,5 dnia dałabym radę, ale na pewno nie kilka czy kilkanaście dni. Podziwiam Cię Karolinko:)
OdpowiedzUsuńMam ogromny szacunek do osób chodzących na pielgrzymki i to te kilku lub kilkunastodniowe. Brawo dla Ciebie Karolka!!!
OdpowiedzUsuńTo wspaniałe przeżycie- zawsze warto. A osobista modlitwa Matce Bożej bliska...
OdpowiedzUsuńgratuluję Karolinko pokonania trudów pielgrzymki:)
OdpowiedzUsuńokularnicawkapciach.wordpress.com
Nigdy nie byłam na żadnej pielgrzymce, te wędrówki oglądam jedynie w telewizji.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam.
Podziwiam za wytrwałość - jest moc!
OdpowiedzUsuńTakie pielgrzymki to jest wspaniały czas na pogłębienie naszej przyjaźni z Bogiem i naszą polską Matuchną z Częstochowy. Podziwiam Cię za wytrwałość i wielką wiarę, a modlitwę ułożyłaś przepiękną. Pozdrawiam! ;)
OdpowiedzUsuńPięknie ! Brawo dla Ciebie. Chociaż tyle lat planuje iść z pielgrzymką na Jasną Górę, zawsze dzieje się coś innego. W tym roku przeszkodziła operacja :(
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego!
ja byłam na pielgrzymce idącej do Częstochowy 30 lat temu wędrowaliśmy z Skrzatusza nie daleko Piły i szliśmy 14 dni noce spędzaliśmy w miastach przystankowych gdzie nas zabierano na noc do gościnnych parafian.
OdpowiedzUsuńKażda pielgrzymka to wspaniałe przeżycie. Dałaś radę Karolinko, jesteś niesamowita. Przesyłam uściski :)
OdpowiedzUsuńKarolinko, jestem pełna podziwu, nie dałabym rady z moją fatalną kondycją i zawsze pielgrzymuję na czterech kółkach.
OdpowiedzUsuńPiękna modlitwa.
Wspaniałe przeżycie, a do tego dokonałaś tego na własnych nogach, pokonując własne słabości. Wielkie brawo!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Alina
Wielkie brawa spełniłaś swój cel :) Podziwiam "starsze"osoby -w kwiecie wieku które mają jakiś cel coś robią :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Jesteś niesamowita !
OdpowiedzUsuńJa na pieszej pielgrzymce nie byłam nigdy , ale na rowerowej z Będzina;) do Rzymu byłam:)
Witaj początkiem września
OdpowiedzUsuńCóż jeszcze mogę dodać Karolinko.... A modlitwa piękna.
Nie chce się wierzyć, że minął sierpień i do naszej codzienności przyszedł wrzesień. Również zegar na moich szumiących stronkach biegnie znieważając na to, że chcę się zatrzymać, Ale już niedługo przystanę na chwilę.
Pozdrawiam powoli kończącym się latem