Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

wtorek, 17 września 2019

1022. "Jaki Bóg się nami zaopiekuje, skoro go zewsząd wygnano?"

Powyższe zdanie wyczytałam dwa lata temu w książce "Katyń. Post mortem". Tej samej, na której motywach Andrzej Wajda oparł film pod tym samym tytułem. Aż żal, że nie zawarł go w swoim dziele. Bo czytając książkę pomyślałam sobie, jak bardzo jest ono wymowne. Zwłaszcza z perspektywy wywiezionych do Związku Radzieckiego jeńców wojennych.
17 września 1939 roku napadnięta przez Niemców Polska została po raz drugi zdradzona, tym razem przez Sowietów, którzy napadli na nią od Wschodu. Dla wielu Polaków, którym przez pierwszych 17 dni wojny udało się dotrzeć za Bug i San, był to niewątpliwie szok. Szybko okazało się, że zawarty 23 sierpnia tego samego roku Pakt Ribbentrop - Mołotow, mający przeciwdziałać agresji, był tak naprawdę IV rozbiorem naszego kraju. Zrozpaczeni cywile musieli wracać do swoich domów, nierzadko po kilkaset kilometrów na nogach, tysiące żołnierzy Wojska Polskiego zostało zaś wywiezionych jako jeńcy wojenni w głąb ZSRR. Dla zdecydowanej większości z nich była to podróż w jedną stronę. Jechali z nadzieją, że zostaną ochronieni przez konwencję międzynarodową, tymczasem wielu z nich w kwietniu następnego roku skończyło swoje życie poprzez strzał w tył głowy. 
Zanim jednak to się stało, tysiące jeńców trafiły do tymczasowych obozów, przerobionych najczęściej z potężnych, prawosławnych monasterów. Wschodnie monastery swoją strukturą przypominają zachodnie klasztory. W celu przygotowania ich na przyjęcie liczby ludzi liczonych w setkach(jeśli nie tysiącach), musiano usunąć z nich nie tylko prawosławnych mnichów, ale i ich sakralne wyposażenie. Sam budynek jednak w dalszym ciągu zachował swój dostojny, majestatyczny wygląd przypominając wszystkim, że jest Ktoś jeszcze, Ktoś, na kogo zawsze mogą liczyć, o ile Mu zaufają. Czując Ten majestat i widząc ogołocone ze wszelkich świętości to święte miejsce, przebywający w obozie główny bohater opowieści, rotmistrz Andrzej, zastanawia się, jakby sam siebie pytając - "Jaki Bóg się nami zaopiekuje, skoro go zewsząd wygnano". Nie wiem dlaczego, ale czytając to zdanie, coś we mnie pękło, wydało mi się takie prawdziwe, takie aktualne, takie ponadczasowe... 
Wróćmy jeszcze do tamtych jeńców wojennych, wywiezionych do obozów we wrześniu 1939 roku. Wielu z nich było ludźmi wierzącymi, praktykującymi. Z drugiej strony na pewno im było łatwiej, ponieważ niemal pewne jest to, że do obozów przewieziono również wielu księży kapelanów wojskowych. Chociaż praktyki religijne były zakazane, a na pewno szeroko ograniczone, podejrzewam, że podobnie jak to było pokazane na filmie Wajdy, w miarę możliwości starali się sprawować swoje funkcje duchowne, chociażby w ukryciu. Ilu ludziom dali przez to nadzieję, że Bóg jednak opiekuje się swoimi wiernymi? Ilu jeńcom udzielili ostatniego rozgrzeszenia przed ich ostatnią drogą? A przecież i ich spotkał ten sam los...
Pierwszy września 1939 roku nie powinien mieć nigdy miejsca. Gdyby nie tamten dzień, być może nie byłoby 17 września i dalszych dramatycznych wydarzeń, a gdyby nie 17 września, to siłą rzeczy uniknięto by kwietnia następnego roku. Wreszcie unikając kwietnia 1940 roku, nie byłoby też 10 kwietnia 2010 roku. Jedno wydarzenie - niezliczona liczba jego następstw. A ogromne monastery, być może stojące w tych samych miejscach po dzień dzisiejszy, nie byłyby niemymi świadkami ogromnej tragedii polskiego narodu. 

Jeńcom z września 1939 r.

Stali na peronie,
w swoich wojskowych mundurach,
w rogatywkach z polskim orzełkiem.
Żegnali swoich najbliższych,
szepcząc swym lubym na ucho:
"Nie płaczcie, my zaraz wrócimy,
niech tylko ta wojna się skończy".
Pisali w listach do Polski,
że dobrze im jest w niewoli,
i tęsknią do swoich najbliższych.
Monastyr był ich schronieniem,
i choć w nim Bóg był z majestatu obnażony,
wierzyli w Jego opaczność,
że przyjdzie im wraz z wolnością.
Nie przyszła wolność, 
lecz śmierć.
I tylko od grubych ich ścian,
po dzień dzisiejszy odbija się proste pytanie:
"Jaki Bóg się nami zaopiekuje, skoro go zewsząd wygnano?"

7 komentarzy:

  1. Skoro Bóg kocha mimo wszystko, to wszędzie znajdzie swoje owieczki...faktem jest, że wielu zwątpiło lub odeszło, bo życie doświadczyło ich za bardzo, nie nam ich sądzić dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne rocznice w tym wrześniu, momenty, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo smutny post...
    Kiedy pierwszy raz usłyszałam o Katyniu, byłam przerażona. ( już w liceum)
    Film to przerażenie umocnił.
    Droga Karolinko, w obliczu takiego mordu wiadomo, że każdy człowiek reaguje inaczej. Stosunek do Boga także się zmienia.
    Kiedy odeszła moja Córka, nie ukrywam, że także oddaliłam się od Boga, szczególnie, że ktoś mi bliski także okazało się, że ma nowotwór... To mnie przerosło.
    Szukam drogi do Boga, szukam słów jakiejkolwiek modlitwy... I nie potrafię się odnaleźć.
    Przepraszam za ten wątek osobisty.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Ci, by przyszły weekend był dla Ciebie słoneczny.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miesiąc wrzesień jest wyjątkowy bardzo smutny. Moje pokolenie wie co się stało oby następne też wiedziały. Pozdrawiam.




    OdpowiedzUsuń
  5. Co człowiek potrafi uczynić drugiemu człowiekowi...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomyślałam tak jak Małgosia, tragiczne to wydarzenia. Oby historia nigdy się nie powtórzyła. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wrzesień niesie ze sobą właśnie te dwie tragiczne w naszej historii daty. Trzeba pamiętać o nich, inaczej za jakiś czas nikt może nie kojarzyć tych dni z czymś poważnym, strasznym.

    Czyli teraz mi wypada przyjechać do Gdańska. :) Sądzę, że na wiosnę albo nieco później będzie to możliwe.

    Fantastyka to dość ciężki gatunek, bo mieszczą się w nim przeróżne konwencje. Mi też wszystkie podgatunki nie podchodzą z równą skutecznością. Z Tolkiena najbardziej lubię chyba ,,Hobbita". Czytam zwykle w dwa, trzy wieczory.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń