Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

wtorek, 21 lipca 2026

2399. Msza trydencka kontra Msza posoborowa - czy naprawdę jest się o co kłócić?

Zrobił się w Internecie spór na temat wyższością Mszy świętej w rycie rzymskim (posoborowej) nad uczestnictwem we Mszy świętej w rycie trydenckim (tradycyjnej), tudzież na odwrót. Jedna pozwala nam na zrozumienie słów modlitw wypowiadanych przez kapłana kosztem podniosłej atmosfery. Druga, może i uroczysta, ale za to dla przeciętnego człowieka niezrozumiała, poza czytaniami i kazaniem. Nie każdy zna łacinę, nawet te 60-70 lat temu większość słów wypowiadanych przez kapłana było niezrozumiałych dla przeciętnego, aczkolwiek osłuchanego w tym wszystkim człowieka.
Zwolennicy rytu tradycyjnego argumentują swoje stanowisko tym, że ten typ Mszy świętej jest sprawowany od zawsze, a nawet, że identyczną Mszę sprawował sam Jezus Chrystus. To ostatnie akurat nie jest prawdą - Jezus mówił po aramejsku i to w tym języku przemawiał w czasie Ostatniej Wieczerzy.  Tak samo jak apostołowie i pierwsi kapłani będący ich następcami - odprawiali Najświętszą Ofiarę w języku aramejskim, bądź w lokalnych dialektach. Łacina weszła do liturgii z czasem, przede wszystkim dlatego, że apostołowie działali na obszarze Imperium Rzymskiego, gdzie była ona powszechnie używana. Tak też zostało na całe stulecia. Być może kiedyś to niewielu przeszkadzało, lubimy jednak rozumieć co też ktoś do nas mówi. To jeden z powodów, dla których zmiany posoborowe nie są takie złe, jak to jest przedstawiane.
Mówią i piszą, że Msza w rycie rzymskim jest dziełem szatana, że to nie jest prawdziwa Msza, jest niegodziwa, bo rozdzielono ołtarz od tabernakulum. Nawet, że jest ona wręcz heretycka, czy sekciarska. Dziełem szatana? Przecież to nie była pochopna decyzja jednego, czy tam drugiego katolickiego kapłana. To nie była zmiana wprowadzona jednym podpisem papieża. To efekt wieloletnich prac różnych komisji, rozmów, dyskusji wielu specjalistów z różnorakich dziedzin teologicznych. Widziano potrzebę bardziej świadomego włączenia wiernych w Eucharystii, widziano popularny zwłaszcza na polskich wsiach obraz, gdzie lud odmawiał swoje modlitwy, głównie różaniec, zamiast uczestniczyć w Najświętszej Ofierze. Chciano to zmienić poprzez większe, a przede wszystkim bardziej świadome zaangażowanie w Eucharystii. Chciano aby ludzie rozumieli, chociaż trochę, co mówi i robi kapłan. Myślę, że Bóg nie będzie miał tego nikomu za złe. Rozdzielenie tabernakulum od ołtarza też nie uważam za herezję i coś niestosownego. Rozumiem, że miało to bronić dogmatu o transsubstancji (rzeczywistej obecności Chrystusa w konsekrowanym Chlebie i Winie), że umieszczenie tabernakulum w centralnym punkcie ołtarza miało stanowić wizualny dowód wiary chrześcijańskiej, że akcentowało to ofiarny charakter Mszy, że kapłan stojący tyłem do ludzi jakby prowadził ich za sobą do Jezusa. Ale rozumiem też drugą stronę mówiącą, że Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy był zwrócony do uczniów przodem. A skoro był zwrócony przodem, to kapłan występujący w Jego imieniu,, też powinien być zwrócony do wiernych przodem. Kapłan stojący przodem ułatwia też wiernym wspólnotowe przeżycie Eucharystii, chociażby poprzez kontakt wzrokowy i wykonywane gesty. Co do godności sprawowania Najświętszej Ofiary, to wydaje mi się, że będzie ona ważna w każdym rycie, jeżeli będzie ją sprawował ważnie wyświęcony, czynny kapłan. Sam ryt nie ma tu nic do rzeczy, przecież pierwsza Eucharystia nie była sprawowana w żadnym rycie. I też była ważna.
Przy okazji wywiązała się dyskusja nad możliwością wieczystego  odprawiania Mszy świętych w rycie rzymskim udzielonej kapłanom przez papieża Piusa X, a ograniczenie tego zezwolenia przez ostatnich papieży. Tutaj wychodzi nasze ludzkie akceptowanie tego, co jest nam na rękę, a negowanie wszelkich zmian, które nam nie pasują. Papieże na przestrzeni lat wprowadzali wiele zmian w funkcjonowaniu struktur Kościoła Katolickiego. Czy podważały one nieomylność swoich poprzednków? Nie, ponieważ wydawali oni rozporządzenia na miarę czasów, w których żyli. Czas jednak biegnie do przodu, świat się zmienia, czasami trzeba iść na kompromis, aby nadążyć za tymi zmianami nadążyć. Czy żyjący na przełomie XIX i XX wieku Pius X mógł przewidzieć tego rodzaju rewolucję w sprawowaniu Mszy? Podejrzewam, że nie, dlatego wydał tego rodzaju dekret.
Na koniec nie mówię, że Msza święta w rycie trydenckim jest zła i w ogóle. Wiem, że ma ona swoich zwolenników, którzy widzą jej piękno i urok. Że są tacy, którzy nie wyobrażają sobie uczestnictwa w żadnej innej formie. Wiem, rozumiem i szanuję to. Ale nigdy nie zrozumiem, jak można uważać, że uczestnictwo we Mszy posoborowej nie doprowadzi wiernych do zbawienia? Przecież Jezus ani Bóg nigdy nic takiego nie powiedzieli, a jednocześnie i Msza święta trydencka i posoborowa, nota bene ustanowione przez ludzi, mogą finalnie nie okazać się tymi, które prowadzą do zjednoczenia z Panem. Równie dobrze najlepszą ku tego Mszą może okazać się ta odprawiana w buszu, z elementami pierwotnych wierzeń i pogańskich zwyczajów. I co wtedy? 
Zapominamy, że podstawowym zadaniem każdej Mszy świętej jest nakarmienie wiernych Chlebem Życia. Zapominamy, że przemiana chleba w Chleb Życia oraz wina w Krew Pańską dokonuje się za przyczyną modlitwy i rąk wyświęconego kapłana. Nie jest ważne, czy zrobi to tyłem czy przodem do wiernych, na śnieżnobiałych obrusach, czy nieheblowanym stole w obozie koncentracyjnym bądź sowieckim łagrze. Czy te dwa ostatnie miejsca sprawiały, że przeobrażenie było nieważne? Myślę nawet, że brak liturgii akcentował to, co powinno być najważniejsze. A jeżeli konsekracja w ukryciu była ważna, to tym bardziej będzie ważna podczas Mszy, bez znaczenia w jakim rycie będzie ona odprawiana.

poniedziałek, 20 lipca 2026

2398. Mamy wakacje!

A skoro mamy wakacje, to wraz z kuzynostwem rozpoczynamy je o tak:
I najsmaczniejsza, ponadczasowa przekąska...
Cóż człowiekowi potrzeba więcej do szczęścia?

2397. Pilnujmy się wzajemnie

Późnymi wieczorami, kiedy wreszcie mam chwilę czasu dla siebie, czasami puszczam sobie w tle jakiś kryminalny podcast. Ale o tym zdaje się już kiedyś wspominałam. Te podcasty, chociaż są różne, to właściwie w pewnym momencie znajdzie się temat, który już kiedyś usłyszałam na innym kanale. Od niedawna, takim wracającym do mnie niczym bumerang tematem, jest niewątpliwie sprawa tajemniczego zaginięcia 79-letniej Kazimiery Zaremby z Bełchatowa. Starsza pani wyjechała w 2012 roku na pielgrzymkę do Wilna, z której niestety nie wróciła. Może zaginięcie samo w sobie nie byłoby takie wstrząsające, ile okoliczności, które temu towarzyszyły. Chociaż była w dobrych stosunkach z organizatorem wyjazdu, ten nawet nie próbował jej szukać. No, może z początku próbował, ale szybko się zniechęcił i pojechał z resztą pielgrzymki na dalsze zwiedzanie miasta. 
Dziwne to dla mnie i niezrozumiałe. Skoro jakiejś osoby nie ma na miejscu zbiórki, to czeka się do skutku, powiadamia o zdarzeniu najbliższych, szuka jej, wzywa policję czy też inne służby, aby ją znalazły. Tym bardziej, że tego samego dnia jeszcze była ona widziana w kilku innych miejscach. A tu nie było nic. Zaś pielgrzymka po kilku dniach wróciła do Polski. Bez pani Kazi, która wyparowała jak kamfora. Rodzina rozpoczęła poszukiwania, bezskutecznie. Zaginięcie pani Kazimiery pozostało tajemnicą.
Ta smutna historia daje jednak wiele do myślenia. Jak bardzo trzeba być małostkowym i bezdusznym człowiekiem, aby nie rozpocząć szerszych poszukiwań zaginionej? Przecież to była starsza kobieta, zapewne wystraszona tym, że nie dość że jest w obcym kraju, to jeszcze nie może się z nikim porozumieć z powodu bariery językowej. Dlaczego nikt w tym autokarze nie zareagował, nie sprzeciwił się odjazdowi autokaru z parkingu? Naprawdę zwiedzanie jest ważniejsze od ludzkiego życia? Dlaczego organizator pielgrzymki wraz z lokalnym przewodnikiem nie podjęli żadnych konkretnych działań? Jestem po studiach z turystyki, toteż tym bardziej tego nie rozumiem. Odpowiedzi na te pytania być może nigdy nie poznamy, bo uczestnicy wyjazdu po powrocie nabrali wody w usta w tej sprawie. Tak samo, jak nigdy się nie dowiemy, co się stało wtedy z panią Kazimierą.
Lato to czas wyjazdów, także tych zbiorowych. Bądźmy empatyczni i w międzyczasie zwiedzania odwiedzanych miejsc miejmy też pozór na innych uczestników wycieczki, zwłaszcza tych starszych i nieporadnych. To nie jest "niańczenie", to jest zapobieganie takim tragediom jak powyższa. A jeśli już ktoś się zgubi, to szukajmy go, wezwijmy pomoc. Im szybciej to zrobimy, tym większe szanse, że szybko odnajdziemy taką osobę całą i zdrową.