Zmiana na stanowisku proboszcza w mojej rodzinnej parafii stał się faktem. Chociaż nowy proboszcz przybył do nas w ostatnich dniach lipca, to dopiero w ostatnią niedzielę odbyła się jego uroczysta instalacja na nowy urząd. Co ciekawe, wymienili się niejako z naszym poprzednim proboszczem, który został przeniesiony na parafię, na której dotychczas przebywał aktualny. To akurat wyczytałam w Internecie.
Taka instalacja jest niezwykle ważną i podniosłą chwilą dla całej wspólnoty parafialnej, która otrzymuje odtąd nowego pasterza. Zawsze pojawia się pytanie jaki on będzie i co wniesie w powierzoną mu wspólnotę. Ile dobrego, a ile złego. I na którą szalę przeważy się jego urzędowanie. Nowego proboszcza widziałam już w tygodniu. Ech, chyba jeszcze siedzi we mnie żal wobec jego poprzednika, bo jakoś nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. I w dodatku z twarzy podobny jest do swojego poprzednika. No ale postanowiłam nie zrażać się przy pierwszym wrażeniu i iść na jego powitanie, które miało miejsce na sumie na godzinie 12:00.
Proboszcz został wprowadzony do kościoła w uroczystej procesji. U jego wejścia otrzymał symboliczne klucze oraz krzyż do ucałowania na znak szacunku wobec powierzonej mu władzy. Potem nastąpiło okadzenie ołtarza, tak, aby nasze modlitwy niczym kadzidło wznosiły się ku Niebu. Następnie wicedziekan naszego dekanatu odczytał dekret, kierujący proboszcza na nową placźówkę. Chyba pierwszy raz od dawna w Liturgię Słowa zaangażowana była tylko Liturgiczna Służba Ołtarza. Podczas poprzednich instalacji Czytania i Modlitwę Wiernych czytali też przedstawiciele innych wspólnot religijnych. Miało to swoje plusy, bowiem nowy proboszcz mógł się zorientować, jakie grupy działają w parafii. Osobiście byłam ciekawa kazania, ponieważ zazwyczaj nowi proboszczowie wygłaszają wtedy swoje expose. Tym razem jednak nowy proboszcz odnosił się tylko i wyłącznie do Ewangelii. Molże to i dobrze - z mniejszej ilości rzeczy będzie potem rozliczany. Następnie miało miejsce osobiste wyznanie wiary przez nowego proboszcza oraz Modlitwa Wiernych czytana przez lektora. Na koniec Mszy, po Ogłoszeniach Duszpasterskich zaplanowano powitanie proboszcza przez przedstawicieli parafii. Tutaj jednak nowy proboszcz się wyłamał i powiedział, że szkoda jest burzyyć porządek Mszy świętej, i żeby słowa powitania były po końcowym błogosławieństwie. Tak też się stało, czym szczerze mnie ujął. I tak sobie pomyślałam, że chyba będzie dobrze, skoro nie stawia siebie w centrum uwagi.
Z drugiej strony - patrzyłam na całą uroczystość i serce mi pękało. Kiedyś to była tętniąca życiem parafia, gdzie poszczególne grupy były liczne i aktywnie włączały się w różne uroczystości. Patrzę na zdjęcie scholi sprzed 10 lat, patrzę na zdjęcie ministrantów z tego samego okresu, animatorów Oratorium... Przecież nas było multum. Ale i byli proboszczowie, którym zależało, a przynajmniej nie ograniczali nas zbytnio w działalności. Wystarczyło dziewięć lat - na instalacji była garstka ministrantów, trójka scholistów, Oratorium się rozleciało, bo zostało zamknięte. Owszem, można powiedzieć, że są wakacje i w ogóle, ale myślę, że problem leży dużo głębiej. Jasne, wielu ludzi odeszło z różnych względów, zawsze tak było i to jest zrrozumiałe. Ale dotychczas (tzn. do 2017 roku) na ich miejsce przychodzili nowi ludzie, tworzyła się płynność. Czy przez te 9 lat ktoś nowy zabawił w scholi na dłużej? Ile przez ten czas przyszło ministrantów? A ile odeszło z płaczem? Dlaczego aż trzech kapłanów, w dużej mierze takich, którym zależało na młodzieży i Oratorium (jak przystało na salezjanów), pisało do inspektora prośbę o zmianę parafii? Czy kiedyś wróci to, co zostało wypracowane przez lata? Myślę, że na barkach nowego proboszcza spoczywa ogromna odpowiedzialność za to wszystko, co przez lata zostało zaniedbane, czy wręcz zniszczone.
Kiedyś, jak jeszcze nie wiedzieliśmy kto będzie nowym proboszczem, rozmawiałam z księdzem Wojtkiem na temat nadchodzącej zmiany. Powiedział wtedy coś, na co zwróciłam uwagę: "Gorzej na pewno nie będzie". Podniosło mnie to niejako na duchu. Ale i dało do myślenia - kurcze, co takiego musiał zrobić proboszcz, że ma taką opinię wśród współbraci? I to mieszkających na drugim końcu (prawie) inspektorii. Zresztą wielu parafian jest tego samego zdania. Ech, mam nadzieję, że na nowej placówce, gdzie też został ustanowiony proboszczem, zmieni swój sposób bycia i funkkcjonowania. I że nie zniszczy wielu rzeczy, które wypracowali jego poprrzednicy. Wiem, że nowy proboszcz naszej parafii będzie się musiał mierzyć z nieufnością i uprzedzeniami wielu parafian, w tym pewnie i moimi. Czy jego zachowanie spowoduje, że odzyskam zaufanie, które straciłam kilka lat temu do księży w mojej parafii? Czas pokaże.






