Witajcie Kochani,
Zanim przejdę do dzisiejszego wpisu, chciałabym bardzo, ale to bardzo podziękować każdemu z Was za komentarze i gratulacje pod poprzednim postem. Zrobiło mi się niezwykle miło, czytając każdy z nich. Serce biło mi niesamowicie, kiedy czytałam Wasze wypowiedzi, zresztą tak samo, jak podczas czytania komentarzy na fb(ale jak tu się nie wzruszyć, kiedy gratulują nauczyciele jeszcze z czasów przedszkolnych, wspominając moją "karierę naukową", rodzice moich szkolnych kolegów i koleżanek, czy też sami oni). Co prawda kilkakrotnie powtórzyłam, że nie zrobiłam właściwie nic wyjątkowego, po prostu ukończyłam studia, obroniłam prace i odebrałam dyplomy, jak rzesza studentów przede mną i rzesza studentów po mnie. Byłam jednym z nich, studentem, któremu nie zawsze wszystko wychodziło i czasami też miał ochotę wszystko rzucić. Też złościłam się na profesorów, też miałam dosyć nauki. Ale to chyba każdy przechodzi takie kryzysy. Grunt, żeby je przetrwać i iść dalej. Może to dziwne, ale dopiero teraz do mnie dociera, że mogę mówić o sobie "magister", chociaż tytuł obroniłam prawie 2 lata temu. Mam tylko nadzieję, że nie przewróci mi on w głowie za bardzo😄. Trzymajcie za mnie o to kciuki. Jeszcze raz wszystkim serdecznie za wszystko dziękuję i obiecuję Wam poodpisywać na komentarze. Tylko muszę jakoś wygrzebać kilka wolnych chwil.
Już kilkakrotnie pisałam na tym blogu o Misterium Męki Pańskiej wystawianym na salezjańskiej scenie przy Salezjańskim Seminarium Duchowym w Krakowie. Każdego roku sceny Triduum Paschalnego(a niekiedy i poprzedzające te trzy dni, lub też następujące tuż po nich) osadzone są w innej rzeczywistości. Były już np. słowa papieża Franciszka podczas ŚDM w Krakowie, wesele w Kanie Galilejskiej, rola światła, Błogosławiona Piątka Salezjańska, czy też Jezus jako Dobry Pasterz. Dlatego za każdym razem jestem ciekawa czym tym razem zaskoczy mnie reżyser przedstawienia.
Kiedyś na Misterium jeździliśmy całą parafią, raz mieliśmy wyjazd tylko dla scholi(+rodzice+dwie osoby spoza), raz podłączyliśmy się pod młodzieżową wspólnotę. Od czterech lat jednak nikt nie organizuje już tego typu wyjazdów. W 2019 roku wybrałam się na przedstawienie sama(no dobra, nie do końca sama, bo z Młodą, ale już nie jako grupa parafialna), co opisałam w >>
TYM<< wpisie. W 2020 roku miałam "zaklepany" bilet, niestety wybuchła pandemia i spektakle zostały zawieszone. Co prawda wznowiono je na jesieni, jednak nie udało mi się zdobyć miejscówki(głównie dlatego, że było mniejsze obłożenie sali). Podobno było w zeszłym roku. W tym roku jednak trochę popuścili wszelkie ograniczenia, a w związku z tym widownię można było zapełnić nawet w 100%. Na początku oczywiście wszystkie bilety zostały wykupione, jednak z doświadczenia sprzed pandemii wiedziałam, że po drodze zawsze zwalniają się jakieś miejsca. Tzn. podczas pandemii też się zwalniały, ale pierwszeństwo w "zabukowaniu" miały grupy wpisane na listę rezerwową, tych zaś nie brakowało. Kiedy zobaczyłam, że 3 kwietnia zwolniło się ponad 30 miejsc, aż zaświeciły mi się oczy z radości. Szybko napisałam do organizatorów meila z prośbą o rezerwację jednej miejscówki. Już nawet nie prosiłam o konkretną godzinę(miejsca były i na spektaklu o 13:00 i o 15:30), bardziej chodziło mi już o samo bycie. Na ten dzień nie zapisywałam się też na żaden wolontariat, a zatem był on też dla mnie niejako wytchnieniem od codzienności.
 |
| Chociaż pogoda splatała nam psikusa, kwiaty dzielnie stawiają jej czoła |
W tygodniu poprzedzającym spektakl dostałam meila z potwierdzeniem zapisu oraz szczegółowymi informacjami, w tym z godziną przedstawienia. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że zapisali mnie na godzinę 15:30. Dzięki temu mogłam niejako zaplanować ten dzień.
Do Krakowa pojechałam z samego rana. Po przeanalizowaniu wszelkich za i przeciw uznałam, że jeżeli chcę iść na niedzielną Mszę świętą, to najrozsądniejszym wyjściem będzie udać się do jakiegoś kościoła na miejscu. A tych w dawnej stolicy naszego kraju nie brakuje - w samym centrum jest ich około 31(dokładniej są one wpisane w koło o promieniu +/- 1 km, przyjmując Sukiennice za jego środek). Chwilę się zastanawiałam, który z nich wybrać, w końcu zdecydowałam się na barokowy kościół Świętych Piotra i Pawła znajdujący się na ul. Grodzkiej, na przeciwko dziekanatu Wydziału Teologicznego UPJPII. Taką moją główną motywacją co do tego było to, że w ubiegły wtorek został w nim pochowany kompozytor Krzysztof Penderecki. Nie ukrywam, że byłam ciekawa tego szumnego panteonu, który okazał sie sarkofagiem po prawej stronie świątyni.
Po Mszy miałam jeszcze trochę czasu do przedstawienia. Postanowiłam się przejść słynnymi krakowskimi plantami. Kiedy jeszcze studiowałam lubiłam spacerować po tych alejkach po obu stronach usłanymi drzewami. Nawet wolałam tą formę dostania się do dworca autobusowego niż podjechanie tramwajem. Chociaż, jak mi się wyjątkowo spieszyło, wybierałam tą drugą opcję.
Trasa mojego spaceru prowadziła najpierw w kierunku głównego budynku Uniwersytetu Jagiellońskiego, zwanego też Collegium Novum, a następnie zawędrowałam na królewski Wawel, który najczęściej podziwiałam z okien mojego Uniwersytetu.
 |
| Trochę słabo widać, ale udało mi się wypatrzeć pierwszą sikorkę na plantach |
 |
| Zafrasował mnie ten ptak. Ktoś wie jak może się nazywać? Bo ja nie mam ptasiego pojęcia |
 |
| Nie mogło zabraknąć też gołębi |
 |
| Ani kruków(?) |
 |
| Wzruszyła mnie ta płaskorzeźba po drodze, a zwłaszcza masa biało-niebieskich bukietów pod nią(niestety, przez stojące przed budynkiem samochody nie miałam jak zrobić ładnego zdjęcia) |
 |
| Wymowny symbol solidarności z Ukrainą |
 |
| Collegium Novum UJ-otu, byłam w nim dwa razy na konferencjach naukowych |
 |
Drzewo naprzeciwko Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego
|
 |
| Najciekawszy efekt jest wtedy, kiedy z tych młoteczków tryska woda |
 |
| Zawsze mnie ciekawiło, czego dotyczyła ta ich rozmowa |
Aż wreszcie trafiłam na królewski Wawel. Bardzo lubię ten napis nad jedną z tamtejszych bram. Pamiętam nawet taką sytuację, że podczas pierwszego wyjazdu na Misterium ksiądz proboszcz zaprowadził nas pod nią i przetłumaczył nam ten napis. I tak mi to utkwiło w łbie, że potem kilka razy "przetłumaczyłam" ten napis podczas kolejnych wycieczek, wzbudzając zachwyt zgromadzonych.
 |
| "Jeżeli Bóg jest z nami to któż przeciwko nam" |
 |
| Kaplica Wazów(to ta z czarną kopułą) i Kaplica Zygmuntowska(ta ze złotą kopułą) |
Panorama Krakowa z perspektywy Wawelu.
 |
| Widok na Kopiec Kościuszki |
 |
| Widok na Dębniki |
 |
| W oddali widać sanktuarium Bożego Miłosierdzia |
 |
| Smok wawelski z nieco innej perspektywy |
 |
| Całkiem ciekawy ten korzeń |
Powoli zbliżała się godzina 14:00, a więc powoli trzeba było kierować się w stronę Wyższego Salezjańskiego Seminarium Duchownego mieszczącego się na Dębnikach. Można tam dojść pieszo wzdłuż Wisły, ja jednak w tamtą stronę postanowiłam podjechać tramwajem. Wysiadłam na Szewskiej, po czym powoli zmierzałam bulwarami w kierunku kompleksu. Trochę mi się dłużyło i chwilami miałam wątpliwości czy dobrze idę, ale w końcu dotarłam na miejsce, gdzie otrzymałam zamówiony bilet.

W tym roku Misterium oparto na sakramencie spowiedzi. Już na początku z głośników rozległo się pytania: Czy się spowiadasz? Jak często się spowiadasz? itp. Następnie na scenie pojawili się Józef z Maryją, która dopiero co urodziła Syna Bożego. Zamartwiali się, jak sobie poradzą jako młodzi rodzice. Następnie przenieśliśmy się do czasów, kiedy Jezus prowadził już swoją działalność. Na naszych oczach uzdrowił paralityka oraz człowieka "opętanego przez złego ducha", nie potępił także cudzołożnicy, którą przyprowadzili przed niego faryzeusze. Następnie jesteśmy świadkami wydarzeń z Wielkiego Czwartku oraz Wielkiego Piątku, a także Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Równocześnie przyglądaliśmy się współczesnym ludziom przystępującym do sakramentu pokuty i pojednania. Niektórzy w ostatniej chwili rezygnują, inni wymieniają wciąż te same grzechy, jeszcze inni nachalnie zrzucają swoją winę na innych. Tymczasem na końcu zaznaczono, że spowiadamy się nie przez księdzem, a przed samym Bogiem. Ksiądz jest tylko pośrednikiem, który ma za zadanie tak nas pokierować, abyśmy nie popełniali wciąż tych samych grzechów. W ten sposób wypełniane są słowa Jezusa skierowane do apostołów, pierwszych księży "tym, którym odpuścicie grzechy są in odpuszczone, a którym zatrzymacie są im zatrzymane". Na koniec każdy widz otrzymał wydrukowany na kartce rachunek sumienia na podstawie spektaklu.
 |
| Figurka przy wyjściu z budynku teatru |
Po wyjściu z terenu seminarium skierowałam swoje kroki w kierunku centrum miasta. Drogę powrotną postanowiłam pokonać pieszo. Mogłam co prawda wybrać się na tramwaj, ale wtedy:
nie widziałabym Wawelu z tej perspektywy:
Ani nie minęłabym barki rodem z Hucka Finna
Ani nie zrobiłabym sobie zdjęcia z samowyzwalaczem:
Co prawda droga powrotna nieco mi zeszła, uznajmy jednak, że ruch to zdrowie. Dłuższy dzień też działał na plus - nie zrobiło się ciemno już o godzinie powiedzmy 17, 18, kiedy szłam bulwarami, a ciut później. Potem wystarczyło przejść pod "Jubilatem" na drugą stronę Wisły i ulicą Zwierzyniecką dojść do plantów. A potem już przez Stare Miasto prosto do dworca autobusowego.
Kiedy o 19:00 wyruszyłam w drogę powrotną do domu, byłam zmęczona, ale szczęśliwa. To był w miarę dobrze spędzony dzień. Próbowałam jeszcze czytać zabraną ze sobą książkę, oczy jednak same mi się zamykały. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Na szczęście autobus kończył swoją trasę w Katowicach, toteż nie było opcji, abym przespała mój przystanek.
W tym roku Misterium zostało wystawione po raz 91. Jeżeli dobrze liczę, to było to moje 10, może 11. Jak zawsze stanowiło dla mnie niemałe przeżycie duchowe, ale i emocjonalne. Warto było na nie jechać, nawet jeżeli wiązało się to z licznymi wyrzeczeniami.
Trzymajcie się ciepło!