Moje motto
Jaki był ten dzień
czwartek, 30 października 2025
2267. Nie zapomnijmy położyć kwiatów Algernonowi
środa, 27 sierpnia 2025
2255. A może Pan Bóg chce mieć taki dobry chleb przy sobie?
Święty Brat Albert Chmielowski na figurze znajdującej się w prezbiterium trzyma dłoniach chleb. Ogólnie obraz ten już dawno tak wbił mi się w umysł, że czułam, że muszę go narysować w podobny sposób, w jakim narysowałam świętego Maksymiliana Kolbego dla księdza Marcina. Efekt moich poczynań widzicie na obrazku obok. Osobiście myślę, że Maksymilian bardziej mi się udał, ale brat Albert chyba też nie jest taki tragiczny, zważając na moje możliwości.sobota, 28 czerwca 2025
2220. Cieszę się jak nie wiem co
piątek, 23 maja 2025
2191. Uczmy się nawiązywać znajomości na ziemi. Inaczej będzie nam ciężko robić to w wieczności
![]() |
| Ekstremalna Droga Krzyżowa, kwiecień 2025 |
![]() |
| Warszawa, maj 2025 |
![]() |
| Z Edmundem promujemy ideę ŚDMu |
![]() |
| A czasem znajomości wykraczają poza wirtualny świat |
![]() |
| Warszawa, grudzień 2024, ze znajomymi z Wydziału Teologicznego podczas wyjazdu na ingres abpa Adriana Galbasa |
piątek, 31 stycznia 2025
2118. Niezrozumienie?
czwartek, 14 listopada 2024
2064. Pomału też dotrze się do celu
piątek, 27 września 2024
2035. "Tak się nie mówi >>do widzenia<<"
![]() |
| Właśnie taka pozostaniesz Basiu w mojej pamięci - uśmiechnięta od ucha do ucha |
niedziela, 4 sierpnia 2024
2003. Czy potrafimy się przeciwstawić temu co złe?
poniedziałek, 29 lipca 2024
2000. Dekada istnienia bloga
| Hmm... Co by tu dzisiaj Wam napisać |
| Zaraz coś powstanie :) |
| Do każdego z Was dziś przychodzę ze skromnym bukietem kwiatów w ramach podziękowań za minioną dekadę |
piątek, 24 maja 2024
1939. Nasza polska pobożność Maryjna
wtorek, 5 marca 2024
1878. W poszukiwaniu swoich mocnych stron
![]() |
| Pomyśl nad swoimi mocnymi stronami. Podziękuj za nie Bogu |
niedziela, 3 grudnia 2023
1786. Bóg dla każdego z nas ma piękny plan
Boży, niezwykły Plan...
Bóg powołał mnie do życia nieidealną,
z wadami, które nie są przeszkodą,
aby Jego Plan wobec mnie mógł się wypełnić,
Dał mi nogi krzywe, które szybko się męczą,
abym niespiesznie szła zanieść innym ludziom,
radość, pogodę ducha, pomoc i uśmiech.
Dał mi ręce skostniałe, co zamiast rzeźbić piórem,
tylko jednym palcem stukają w klawiaturę,
pisząc innym o życiu, które nie jest drogą przez mękę,
a wdzięcznością za każdy przeżyty dzień.
Dał mi mowę, która nie zawsze jest zrozumiała,
dla tych, co zamyśleni patrzą gdzieś w dal,
abym ich nauczyła słuchać z uwagą innych.
Dał mi serce, co przyspiesza w mej piersi,
kiedy widzę biedę, niesprawiedliwość, pychę,
i każe współczuć tym, których uważa się za gorszych.
Dał mi wytrwałość oraz silną wolę,
abym potrafiła się podnieść po kolejnym upadku,
nawet wtedy, kiedy inni są temu przeciwni.
Dał mi oczy i uszy, nie zawsze widzące i słyszące,
to co powinny wychwycić z otoczenia,
abym umiała skupiać się na potrzebach innych.
Dał mi też umysł skryty we wnętrzach czaszki,
chociaż inni nie wierzyli w jego możliwości,
a jednak zdobyta wiedza pozostała w nim do dzisiaj.
Dał mi drugiego człowieka, co wyciągnie rękę,
kiedy potrzebuję pomocy,
gdy wstaję po upadku na chodnik,
lub nie mogę przenieś kubka z gorącą herbatą.
Dał mi siebie i swoją odwieczną miłość i przyjaźń,
którymi otacza mnie każdego dnia,
abym sama darzyła nimi innych ludzi.
Bo przecież Bóg ma wobec każdego z nas swój plan,
również wobec takich osób jak ja.
A ja? Cóż mogę?
Chyba tylko wypełniać jego wolę
pomimo swojej niedoskonałości
w zwykłym, codziennym życiu,
wyciągając skostniałą dłoń
do innych niedoskonałych osób,
i darząc ich krzywym uśmiechem
oraz życzliwym, choć bełkotliwym słowem...
Nawet teraz, w tych dziwnych czasach,
a może przede wszystkim teraz?
Bo przecież nikt nie jest samotną wyspą
na oceanie ludzkiego bytu.
Listopad 2021
Swoją dzisiejszą notatkę pragnę rozpocząć napisanym kilka lat temu na jakiś konkurs wierszem. Chociaż nie zdobył on żadnego miejsca, ani nagrody, to i tak jestem z niego zadowolona i jest on szczególnie bliski mojemu sercu. Tak, myślę, że słowo "zadowolona" dużo bardziej tutaj pasuje niż chociażby "dumna", które kojarzy mi się raczej w negatywny sposób (np. z poczuciem, że jest się lepszym od innych, a do tego to raczej jeszcze mi daleko).
Myślę, że dosyć obrazowo odzwierciedla on mnie, moją osobowość. To co z jednej strony powinno być moją wadą, chociaż nie tyle charakteru, co w aspekcie fizycznym, a jednak z drugiej strony można je postrzec, jako moje atuty. To dzięki nim odbieram otaczający mnie świat w taki, a nie inny sposób. Bo przecież każdą swoją słabość można przemienić w MOC, jeżeli spojrzy się na nią pod innym kątem. Niepełnosprawność sporo mi zabrała, to niezaprzeczalny fakt, ale to nie jest tak, że nie dała mi niczego w zamian. Kto wie, być może otrzymałam dużo więcej, niż utraciłam. Tylko jeszcze o tym nie wiem. I być może nigdy się o tym nie dowiem, bo to jest po prostu niemożliwe. Ale jednak tak jakoś podświadomie to czuję.
Wiem, że bardzo daleko mi do ideału. Czy ktoś w ogóle ma szansę nim zostać? Chyba jest to niemożliwe. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ale mogę się mylić, jak każdy. I tak samo jak wszyscy miewam budujące wzloty, ale też bolesne upadki. Z jednej strony chwile radości, które przeplatają się z tymi, podczas których płaczę ze smutku i bezsilności. Jeden z moich ulubionych piosenkarzy, Janusz Laskowski śpiewał, że "świat nie wierzy łzom, szkoda naszych łez, świat nie wierzy łzom, bo za dużo jest, na tym świecie łez". Być może miał rację, ale zauważyłam, że jak raz na jakiś czas sobie popłaczę, to jakoś łatwiej mi iść dalej. Może tutaj, na blogu, to tak nie wygląda, może odbieracie mnie jako "superhero", ale w życiu realnym już tak jest. Poza tym ja na blogu opisuję tylko fragment swojego życia, to co robię, częściej co mnie cieszy, a rzadziej - to co martwi. A ostatnio jednak mam coraz więcej zmartwień. Np. problem z kolanem Kropki. Na szczęście prezes klubu w którym trenuję załatwił jej wizytę u jakiegoś klubowego ortopedy, a więc w trybie przyspieszonym. Pewnie będzie trzeba trochę zapłacić za wizytę, ale mam nadzieję, że problem w miarę szybko zostanie zdiagnozowany. A to tylko jedno ze zmartwień w ciągu kilku ostatnich dni. Ksiądz Niosący Światło też ma jakiś kolejny kryzys zdrowotny... Naprawdę żal mi na niego patrzeć. I wcale nie chcę myśleć, że ta operacja odbyła się za późno, że leczenie się nie udało, że... Poza tym na blogu nie da się pisać o wszystkim, warto zachować jakiś bufor prywatności. A granica go wyznaczający jest bardzo cienka.
Patrząc wstecz na moje życie sądzę, że mimo wszelkich przeszkód po drodze, i tych zdrowotnych, i tych społecznych, sporo osiągnęłam. Może nawet więcej, niż ktoś kiedyś mógłby się spodziewać. Starałam się, i w dalszym ciągu się staram, aby niepełnosprawność, która nigdy nie będzie atutem człowieka (któż chciałby być niepełnosprawny? Chętnych nie widzę), nie była też wymówką. Wszak to nie jest chorobą, którą wyleczy się za pomocą aspiryny - to stan, który będzie mi towarzyszyć do końca życia, czy tego chcę, czy też nie. Dlatego zamiast mówić, że czegoś przez nią się nie da, wolę pokombinować, aby się dało. I tego staram się też uczyć innych - aby nie skreślali nikogo na początku, nie tylko niepełnosprawnych, ale wszystkich, nie tyle z nieznajomości jego możliwości, ile z niechęci ich poznania, czy też własnej wygody. Że czasami warto uwierzyć w takie osoby jak ja i dać im szansę, aby działy się cuda. Chociaż są czynności, które prawdopodobnie już na zawsze pozostaną poza moim zasięgiem, jestem tego całkowicie świadoma.
Wiem, że nigdy nie zbawię, ani nie zawojuję całego świata. Jestem tylko człowiekiem, słabym i niewiele znaczącym w całym mrowisku ludzi. Gdybym miała takie założenie, to z całą pewnością bardzo szybko bym się wypaliła i zniechęciła pierwszym lepszym niepowodzeniem. Ale jestem też świadoma tego, że swoją postawą i zaangażowaniem mogę wpłynąć na moje najbliższe otoczenie. Że dzięki temu mogę zmienić wyobrażenie niejednego człowieka dotyczące ludzi dotkniętych niepełnosprawnością. Że mogę dużo nawet wtedy, kiedy myślę, że właściwie nic nie mogę. A jeśli tylko jakaś kolejna osoba dzięki temu zmieni swój sposób myślenia o osobach takich jak ja, z negatywnego na pozytywny, to nie pozostanie mi nic innego, jak tylko się z tego cieszyć. Wierzę też, że Bóg ma dla każdego człowieka piękny plan, nawet kiedy po drodze do jego realizacji jedna po drugiej kłębią się różne przeszkody i problemy. Ale może właśnie dlatego, kiedy już pokonamy wszelkie przeciwności losu, czujemy ogromne szczęście połączone z satysfakcją, a liczba endorfin w naszym organizmie osiąga niewyobrażalną wartość.
Dzisiejszą notatkę kończę dosyć nietypowo, bo pierwszą z adwentowych myśli, jakie podrzuca facebookowy profil Krajowego Biura Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży. Wymyśliło ono taką akcję, że przez cały adwent, w każdy dzień, na owym profilu będzie pojawiała się jakaś nowa myśl, niczym czekoladka w kalendarzu adwentowym. Z tą różnicą, że czekoladka zazwyczaj zostaje szybko zjedzona, a taka maksyma może zostać z nami o wiele dłużej, niż czekoladowy smak.
wtorek, 21 listopada 2023
1774. Strach jest potrzebny, ale nie może zdominować naszego życia
sobota, 16 września 2023
1708. Nie-aktywne życie
poniedziałek, 21 sierpnia 2023
1682. Granica prywatności
Czasami pisząc notatkę zastanawiam się, czy nie przekraczam cienkiej granicy prywatności mojej i innych. Staram się nie używać imion, żeby trudniej było ich zlokalizować. Chociaż można do wielu rzeczy dojść, szperając w internecie. Kurcze, kiedyś myślałam, że pisząc w ten sposób w jaki piszę bloga, pokazując że niepełnosprawny, nawet ten z ograniczeniami ruchowymi też może do czegoś dojść, osiągnąć sukces. Że może studiować i pracować. Wiem, że wiele osób chętnie tu zagląda, mimo że blog odbiega od ich profilu. I może chcieliby przeczytać o bardziej "ciekawszych" rzeczach. Ale nie przeczyta. Co nie znaczy, że czasami nie jest mi źle, nie wyję w poduszkę, nie mam wszystkiego dosyć. To, że o czymś nie piszę nie oznacza, że nie mam słabszych dni...
czwartek, 3 grudnia 2020
1242. Niepełnosprawność z mojej perspektywy
Od wielu lat 3 grudnia obchodzony jest jako Światowy Dzień Osób Niepełnosprawnych. W Polsce osób, które mają prawne potwierdzenie swojej niepełnosprawności jest blisko 3 miliony. W rzeczywistości ta liczba jest zdecydowanie większa - waha się od 4 do 7 milionów. Nie każdy rodzi się z niepełnosprawnością, niekiedy nabywa się ją w wyniku wypadku, choroby, a także wieku. Dlatego praktycznie każdy człowiek może stać się na którymś etapie swojego życia niepełnosprawny. Pamiętam, jak w pierwszych latach podstawówki jeden z jej uczniów śmiał się z mojego chodu. Po latach okazało się, że ma złamany kręgosłup po wypadku komunikacyjnym. Takich przykładów można mnożyć i mnożyć.
Z jednej strony mam awersje do różnych dodatkowych dni w kalendarzu. Ale z drugiej - może to dobry moment, aby napisać na ten temat coś od siebie.
Można patrzeć na ludzi przez pryzmat niepełnosprawności. I ja bardzo często się spotykam z takim stereotypowaniem. Jednak jeszcze częściej, co mnie cieszy, ludzie patrzą na mnie przez pryzmat moich umiejętności i mocnych stron. Tak powinno być z każdym z nas. Bo każdy z nas, podobnie zresztą jak w przypadku innych osób, ma w sobie coś, co wyróżnia wszystkich spośród ludzi. Czasami jest to posiadana wiedza, doświadczenie, a w innym przypadku najprostsze rzeczy, takie jak spojrzenie, uśmiech, mrugnięcie oczu.
Wiele osób traktuje niepełnosprawność jako wymówkę od rzeczy, które spokojnie mogliby zrobić. Inni sądzą, że skoro są niepełnosprawni to wszystko im się należy ot tak. Ale życie nie polega na pójściu na tzw. łatwiznę. W życiu, także tym niepełnosprawnym, o wiele rzeczy trzeba zawalczyć. Tak wiele razy czytam o tym, że ktoś nie ma znajomych, nie poszedł do szkoły, nie ma komentarzy na blogu/profilu fb. Jednak na pytanie co zrobił w tym kierunku odpowiada, że nic, albo że dał jeden komentarz. Tymczasem nic nikomu nie przychodzi bez pracy. Czasami trzeba pracy i cierpliwości, aby do czegoś dojść, coś osiągnąć. Dzięki tym dwom cechom charakteru można bardzo dużo osiągnąć w każdej dziedzinie i każdym rodzaju (nie)pełnosprawności.
Nie mam do świata pretensji, że urodziłam się z dziecięcym porażeniem mózgowym i kilkoma innymi schorzeniami. Może utrudniają mi one życie, ale nie sprawiają, że się nie realizuję. Zresztą niejednokrotnie opisuję swoje poczynania tutaj na blogu. Ktoś mi kiedyś napisał na prywatnej wiadomości, że mnie podziwia, bo niejednemu "pełnosprawnemu" by się nie chciało robić tego co mi. Tylko, że ja nie robię tego, abyście mnie podziwiali. Czy jestem z czegoś szczególnie dumna? Może z jednej malutkiej rzeczy ze środka czerwca tego roku - obronienia dyplomu z całkiem niezłym wynikiem(dziękuję tym, którzy trzymali za mnie wtedy kciuki). Ale przecież tyle ludzi tego dokonało, że nie uważam tego za ogromny wyczyn. Nie oczekuję wiele od świata z okazji tego święta. Może jedynie tyle, aby nie skreślał mnie na początku, aby nie oceniał po wyglądzie, a brał pod uwagę moje umiejętności. Żeby nie "gapił się" na mnie przez 1/3 Mszy świętej(dzisiaj rano jedna kobieta bez przerwy odwracała głowę w moją stronę, chociaż siedziałam za nią). I żeby dawał mi wystarczającą ilość czasu na udzielenie odpowiedzi(studia pokazały, że oczywiste jest to tylko w teorii, a potem człowiek musiał gonić po uczelni w celu uzyskania zgody na tak prozaiczne "udogodnienie"). To tak niewiele, ale ma wielką moc!
A moją dzisiejszą notatkę zakończę rysunkowym savoir-vivre, który znalazłam już kiedyś na portalu "Integracja". Bo w sumie mogę sama o tym napisać, ale tak może będzie łatwiej zapamiętać.😁
Trzymajcie się ciepło. I pamiętajcie, każdy z nas może w pewnej chwili stać się niepełnosprawnym, dlatego traktujcie nas tak, jak sami chcielibyście być traktowani.































