Ostatni dzień 2019 roku powoli chyli się ku końcowi, chcąc ustąpić miejsca kolejnemu, 2020. Nowy Rok niesie ze sobą nowe nadzieję. Nie wiemy co nas w nim czeka, chociaż możemy niejako sami wpływać na każdy jego dzień. Przemyślane decyzję, rozsądne wybory, życie tak, abyśmy jak najmniej żałowali tego, co się wydarzyło - tak wiele zależy od nas. Ja w dalszym ciągu się tego uczę.
![]() |
| Przy słynnym Kanale Panamskim |
Miniony rok był dla mnie dobry. Dużo się działo, w większości przedsięwzięć towarzyszyliście mi za pośrednictwem bloga. Chyba najważniejszym wydarzeniem mijającego roku było uczestnictwo w Światowych Dniach Młodzieży odbywających się w Panamie. Coś na pierwszy rzut oka nierealne stało się faktem. Pierwszy lot samolotem, pobyt w zupełnie obcym kraju, poznanie masy osób(z "rodzinką" u której mieszkałam do dzisiaj mam kontakt za pośrednictwem fc, kurcze jeszcze uda mi się hiszpańskiego nauczyć), a nade wszystko uczestniczenie w wydarzeniach centralnych i wsłuchiwanie się w to, co mówi do nas papież Franciszek. Emocje porównywalne z tymi z Krakowa.
Poza tym ciężko jest streścić wszystko to, co się działo w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Na pewno nabrałam jakiejś pewności siebie, każdy dzień bowiem niósł za sobą jakieś doświadczenia. Te pozytywne cieszyły i wywoływały uśmiech, negatywne uczyły pokory pod przykrywką łez. Z każdego można było wynieść coś dla siebie. Bo ze wszystkiego można wynieść jakąś naukę. Trzeba tylko odpowiednio spojrzeć na wszystko z odpowiedniej perspektywy. Trzeba tylko umieć odpowiednio wyważyć egoizm z empatią.
W tym roku przeczytałam 102 książki(aktualnie czytanej nie dokończę mimo wszystko przed północą. różnej grubości i o różnej tematyce. Dla niektórych to dużo, dla innych mało. Ja jestem zadowolona z tego wyniku. Oczywiście mógłby być lepszy, bo np. przez trzy tygodnie pobytu w Panamie nie przeczytałam nic, ale wyjątkowo czuję się usprawiedliwiona w tej kwestii(tak, wiem, są e-booki, ja jednak nie mam do nich palców, nie mówiąc już o sprzęcie). Czy w nadchodzącym roku ten wynik będzie taki sam, lepszy, gorszy? Czas pokaże.
Jeszcze krótko podsumuję moją blogową działalność. W ciągu 12 miesięcy pojawiło się 229 postów. Dużo to i mało. Te 229 posty oddawały moje codzienne życie, jego blaski i cienie. Przez ten rok przybyło mi sporo nowych czytelników, których serdecznie witam w moich skromnych progach. Cieszę się, że chcecie mi towarzyszyć w mojej codzienności. Cieszę się, że tak chętnie ją komentujecie, wspieracie, ale jak trzeba to przywołujecie do pionu. Cieszę się, że mogę Was wszystkich u siebie gościć, pomimo różnicy poglądów i tematów, na jakie prowadzone są nasze blogi. A rok kończę z częstotliwością wyświetleń, która przerosła moje oczekiwania:
Dziękuję Wam za te > 200 000 odwiedzin. Jest to dla mnie znak, że chętnie tutaj wpadacie, że może nawet czujecie się tutaj dobrze. Że niepełnosprawność nie jest dla Was czymś, co należy omijać. Że też mogę mieć swój głos i swoje zdanie. Mam nadzieję, że za rok "spotkamy się" w podobnym, jeżeli nie większym gronie. I że kolejne blogi przejdą na listę "Przeczytane od pierwszego do ostatniego posta".
Chciałabym powiedzieć "żegnajcie" tym, którzy odłączyli się ode mnie, ale to chyba nie ma sensu, skoro już do mnie nie zaglądają. Mimo wszystko życzę im szczęścia w ich blogowej działalności.
Miło jest też przeczytać, że jest się inspiracją dla innych osób. Zwłaszcza, że wcale nie wychodzi się z takiego założenia, a swoją codzienność traktuje się jako zwyczajne, może trochę szalone życie.
Na nowy rok czekam w domowym zaciszu. Moje "centrum dowodzenia" przybrało trochę świąteczny wystrój.
Choinka, karteczki z życzeniami od Was(Basiu, Pawanno, Agaju, Jadziu - każda z nich wywołała łzy wzruszenia w moich oczach), w tle lecą łagodne kolędy. Może jest i skromnie, ale daje mi jakąś namiastkę świątecznej atmosfery. Do tego ciepła herbata w kubku i kryminał pod ręką("Zbrodnia w błękicie"). I już można spokojnie czekać na nadejście nowego roku.
Czy mam już jakieś plany? Oczywiście. Przede wszystkim chciałabym w ramach przygotowania do beatyfikacji Sługi Bożego Stefana Wyszyńskiego podzielić się z Wami jego biografią opracowaną na potrzeby tegorocznych rorat. Być może spotkam się z niektórymi z Was. Chciałabym też być bardziej na bieżąco z Wami. I chyba na razie to wszystko na tą chwilę.
Z tej okazji chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze, zdrowia, szczęścia, pomyślności. Spełnienia marzeń i pragnień zarówno tych dużych jak i tych małych oraz sił do ich realizacji. Bądźcie radośni, niech nie ogarnie Was wyższość i pycha nad innymi. Nie dawajcie się codzienności. I pamiętajcie - nie jesteśmy przyszłością, jesteśmy "Bożym teraz". A to oznacza, że powinniśmy jak najbardziej żyć daną chwilą, bo z tych chwil będzie wynikała nasza przyszłość.
A jeżeli mogę Was o coś poprosić, to możecie mi życzyć większego zorganizowania, bo kartek świątecznych wcześniej niż w nowym roku nie wyślę. Za bardzo zawirowane jest to moje życie. Zdecydowanie za bardzo.













