Ostatni egzamin w tej sesji za mną. Kiedy o godzinie 20:00 wysłałam germanistce wypełniony test i zamknęłam laptopa, odetchnęłam z ulgą. Co prawda istnieje szansa, że nie zaliczyłam go, wszak języki obce nigdy nie były moją mocną stroną, jednak musiałabym mieć już pecha, żeby nie zdobyć tych wymaganych 75% na zaliczenie. A ponadto całe Centrum Wolontariatu WUF11 (Światowego Forum Miejskiego w Katowicach) obiecało trzymać za mnie podczas tych dwóch godzin mocno kciuki. Ba, chociaż pierwotnie byłam wpisana dzisiaj na cały dzień na wolontariat, to po wyjaśnieniu sytuacji zwolnili mnie po pierwszej zmianie.
Z tym egzaminem z niemieckiego też były "przeboje". Pierwotnie miałam go pisać w ubiegły piątek stacjonarnie wraz z innymi. Po usłyszeniu jaką będzie miał on formułę uprosiłam opiekuna osób niepełnosprawnych na Wydziale Teologicznym (na pedagogice jestem rok niżej i mam przepisane oceny z niemieckiego), żeby pomógł mi załatwić, abym wypracowanie mogła napisać na komputerze. Znam swoje możliwości i wiem, że choćbym nie wiem jak chciała, to nie napiszę wszystkiego w odpowiednim czasie. A jednocześnie ze względu na moje ograniczenia mogę poprzez wydziałowego opiekuna ON starać się o dostosowanie zaliczenia do indywidualnych potrzeb. To nie jest pójście na łatwiznę, jak wielu sądzi, ale wyrównanie szans.
Na szczęście to poszło w miarę łatwo. Schody zaczęły się później. Na danym poziomie językowym jest zbieranina studentów z różnych wydziałów. A więc każdy z nas miał swoje egzaminy w różnych terminach. W końcu uzgodniliśmy końcowy egzamin z języka na 24 czerwca na 15:00. Co prawda miałam zaplanowany o godzinie 13:00 ustny egzamin z chrześcijańskiej wizji moralności, jednak wymyśliłam sobie, że poproszę abym weszła na niego jako pierwsza, a potem na spokojnie dotarła do lektoratu (nie mylić z rektoratem!) USiu. Nawet zgłosiłam to starościnie, która ustala takie rzeczy.
Ona zaczęła się rzucać, że przecież wykładowca będzie pytał po kolei według nazwisk i że wszystko będzie trwało 5 minut na każdego i jak ja w ogóle mogę prosić o bycia pierwszą... No ok., skoro będzie po kolei i w miarę szybko, to jest szansa, że zdążę (mimo, że moje nazwisko jest bliżej końca tej listy niż początku). Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że jednak jest lista, na której nie jesteśmy według nazwisk. Myślicie, że starościna ustosunkowała się do mojej prośby? A gdzie tam - wyrzuciła mnie na sam koniec. W dodatku sam egzamin szedł na tyle mozolnie, że mimo tego, iż przede mną (i przed koleżanką, z którą zdawałam w parze) było zaledwie 6 osób, do sali egzaminacyjnej weszłyśmy dopiero o 14:10.
Po dziesięciu minutach wyszłyśmy z pomieszczenia ze zdanym egzaminem. Jednak zanim dotarłam na miejsce egzaminu z niemieckiego, była już 15. Normalnie może i bym zdążyła, ale germanistka prosiła, abyśmy byli 15 minut wcześniej. A ja nie dość, że musiałam dojechać, a potem dojść na miejsce, to jeszcze nie mogłam znaleźć ani budynku, ani sali. Tak to jest, kiedy całe zajęcia ma się on-line. Na szczęście z pomocą pospieszył mi chłopak z Centrum Pomocy Studentom. Już szykowałam się na wrześniowy termin w sesji poprawkowej (wszak nie wstawiłam się na czas), była jednak szansa, że obędzie się dzięki temu bez awantury (taki uraz z katowickiego AWFu).
Jakież było moje zdziwienie i zaskoczenie, kiedy germanistka z rzadko spotykaną w takim stopniu empatią stwierdziła, że właściwie to nic się nie stało, i żebym umówiła się z nią meilowo na termin egzaminu, który to w ogólnie mam napisać... w formie zdalnej. Myślałam, że się przesłyszałam. Gdyby to był stan epidemii, to bym jakoś to przyjęła, ale teraz. Zresztą mi by już wystarczyło samo to, gdybym tylko wypracowanie mogła napisać na komputerze. Nie chciałam jednak się z nią sprzeczać i tylko przytaknęłam głową.
Po powrocie do domu napisałam do niej meila. Od wiadomości do wiadomości ustaliłyśmy jako termin mojego egzaminu dzień dzisiejszy od godziny 18:00 do 20:00. Czyli miałam na wszystko 30 minut dłużej niż pozostali. Co prawda teoretycznie miałam być dzisiaj do godziny 19:00 na wolontariacie, jednak udało mi się zwolnić.
O godzinie 18:00 na Teamsie pojawił się test. Serce biło mi jak oszalałe, szybko jednak doszłam do siebie. Egzamin składał się z 5 części - słuchania ze zrozumieniem, czytania ze zrozumieniem (coś takiego jak matura), części gramatycznej (tutaj było najwięcej zadań), ułożenia logicznego opowiadania z podanych zdań oraz napisania 5 wypowiedzi (zdań) na wskazany temat. Co prawda to tylko poziom A2 (na Papieskim jakimś cudem zaliczyłam B2+), obawa i niepewność jednak jest. Tym bardziej, że aby zdać trzeba uzyskać aż 75% poprawnych odpowiedzi (i pomyśleć, że maturę ma się zdaną od 30%), więc mimo wszystko poziom jest bardzo wysoki. I nie myślcie sobie, że dało się ściągać (przynajmniej ja nie potrafiłam) - nie dość, że wszystko było nagrywane, to jeszcze była jakaś blokada (mogłam 3 razy przełączyć okno - potem już się test blokował, na szczęście tylko raz palec zjechał mi z klawisza "Z" na wywoływanie "Startu").
Moje motto
Jaki był ten dzień
wtorek, 28 czerwca 2022
1445. Albo zaliczyłam, albo jestem kompletnym głąbem w dziedzinie języków obcych
środa, 22 czerwca 2022
1444. 50 Paralekkoatletyczne Mistrzostwa Polski w Szczecinie
50 lat. Tak niewiele w historii całego sportu, a zarazem tak dużo, z perspektywy rozłamu w stronę wyłonienia sportu niepełnosprawnych ruchowo, niewidomych i niedowidzących(ponieważ w 98% osoby z tego typu niepełnosprawnością stanowią zawodników "Startu"). Sam "Start" został powołany zaledwie 20 lar wcześniej. Łatwo się domyśleć, że na początku jego istnienia, sport miał charakter bardziej rekreacyjno - rehabilitacyjny. Dopiero z czasem przybrał formę rywalizacji. I taką ma do dzisiaj.
Katowicki oddział "Startu" w tym roku reprezentowało 5 zawodników. Jednym z nich byłam ja. Na tą okazję prezes udostępnił nam nawet busa. Miało to swoje plusy, miało też minusy. Osobiście na tak dalekie trasy wolę jednak pociąg. Ale nie wszyscy mogą jechać pociągiem.
![]() |
| Prawie cała nasza ekipa(bez Ślązaka) |
W tym roku wylądowaliśmy w hotelu w mieście oddalonym o jakieś 15 km od samego Szczecina. W zasadzie nie było najgorzej, pomijając dojazdy i nieogarniającego rzeczywistości Trenera(za to bez przerwy klikającego w swojego smartfon'a - nie czepiam się, ale po coś z nami przyjechał). Do mieszkania z Młodszą i jej wybryków już się przyzwyczaiłam. Jedynym minusem tego wszystkiego był brak możliwości swobodnego pozwiedzania Szczecina, ale przecież nie można mieć w życiu wszystkiego.
![]() |
| Przed startem |
![]() |
| Przed startem |
poniedziałek, 20 czerwca 2022
1443. "Bieg Bohaterów" w 100-lecie przyłączenia Śląska do Polski
Dzisiaj rano pisałam kolejny egzamin - tym razem z historii wychowania. Łatwo nie było, tym bardziej że materiał sięgał jeszcze w czasy istnienia starożytnej Mezopotamii. No i nie ukrywajmy, pytania były bardzo szczegółowe. Może piątki z tego nie będzie, ale i nie przewiduję poprawki. Jeszcze tylko dotrwać do przyszłego poniedziałku, kiedy mam część ustną egzaminu z języka niemieckiego i... witajcie wakacje! No bo nawet jeżeli podwinie mi się na czymś noga, to raczej nie będzie koniec świata. Nauczę się na termin poprawkowy i mam nadzieję, że wtedy zdam.
I pomyśleć, że jeszcze wczoraj biegłam w "Biegu Bohaterów" zorganizowany z okazji 100-lecia przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Dzisiaj po raz pierwszy obchodzone jest to nowo ustanowione święto. Jednak na dzień biegu wybrano niedzielę, co jest w zasadzie logiczne, zważając na to, że w tygodniu ludzie mogliby aż tak licznie nie przybyć. Tymczasem na starcie zameldowało się ponad 1750 biegaczy, z czego sporą część stanowili Ukraińcy. Co prawda dystans nie był specjalnie długi, raptem 4,2 kilometra, jednak taka ilość osób i tak robi wrażenie.
Udział w biegu, a wcześniej siedzenie w depozycie, gdzie udało mi się załapać w ramach wolontariatu, okazał się dla mnie nie lada wyzwaniem. Bo oprócz tego, że musiałam się na niego zapisać, wysłać zgłoszenie na wolontariat, opłacić swój udział, to jeszcze musiałam z soboty na niedzielę dotrzeć do stolicy Górnego Śląska z drugiego końca Polski. Tak się bowiem złożyło, że w miniony długi weekend w Szczecinie odbywały się 50 Paralekkoatletyczne Mistrzostwa Polski, w których też brałam udział. Cała ekipa wracała busem w niedzielę, ale w takim wypadku nie mogłabym wziąć udziału w biegu. Na szczęście udało mi się jeszcze kupić bilet na nocny pociąg, dzięki czemu mogłam połączyć jedno z drugim.
Ponieważ wcześniej nie miałam jak, swój pakiet startowy odebrałam w niedzielne przedpołudnie. Rok temu całe przedsięwzięcie miało miejsce w katowickim Spodku, teraz jednak z powodu przygotowania obiektu pod Światowe Forum Miejskie(gdzie też mi się udało dostać na wolontariat), biuro zawodów zostało przeniesione do gmachu Muzeum Miejskiego. Tak właściwie to jeszcze mnie tam nie zawiało, na szczęście wszystko było bardzo dobrze oznaczone. Po dotarciu do biura zawodów odebrałam mój pakiet startowy oraz życzenia powodzenia w biegu. Na pakiet zawodnika składał się numerek startowy, koszulka techniczna, zakładka do książki, frotowa opaska na rękę oraz worek.
![]() |
| Tegoroczne koszulki(źródło grafiki) |
![]() |
| Medale tegorocznego biegu(źródło zdjęcia) |
wtorek, 14 czerwca 2022
1442. Czy w getcie było miejsce na wróble?
Tytuł: "Wróbel w getcie"
Autor: Kristy Cambron
Wydawnictwo: Znak
poniedziałek, 13 czerwca 2022
1441. Górski Bieg Frassatiego - po raz czwarty(chociaż dla mnie to po raz trzeci)
Jednak, jak wiecie z poprzedniego postu, wyjazd nie doszedł do skutku, w związku z czym miałam wolny weekend. Na zapisywanie się na zawody do Słubic(a konkretniej na III Rundę Paralekkoatletycznego Grand Prix) było już za późno. Dlatego nie oczekując niczego wielkiego w ubiegłą sobotę postanowiłam napisać do organizatora Górskiego Biegu Frassatiego wiadomość z zapytaniem, czy nie znalazłoby się jakieś zajęcie na imprezie dla jednej zabłąkanej owieczki(w sumie, zważając na to, że wszystko działo się w Beskidzie Żywieckim, to określenie to nie było takie całkiem głupie). Niemal od razu dostałam jasną i konkretną odpowiedź - "Przyjeżdżaj".
![]() |
| Śliczne te medale |
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
![]() |
| (źródło zdjęcia) |
piątek, 10 czerwca 2022
1440. Nie tylko z powodu ślubu - podróżnicza przygoda
Wielokrotnie żartował, że chce być pochowany w naszej świątyni, którą postawił od zera, zresztą tak samo jak dom parafialny. Kiedy przyszedł na parafię w 1995 roku, zastał barak pełniący rolę kościoła i kawalerkę w sąsiadującym z placem kościelnym bloku. Nota bene w tym baraku zostałam ochrzczona i przyjęłam sakrament Pierwszej Komunii Świętej. Kiedy w 2005 roku przenieśli go na inną parafię, zostawił po sobie nowy budynek kościoła oraz Oratorium. Potem wielokrotnie do nas zaglądał - był obecny podczas konsekracji świątyni, 25-cio i 35-ciolecia istnienia parafii. To u nas świętował swój jubileusz 50-lecia święceń kapłańskich, podczas którego w imieniu scholi niosłam w procesji z darami kwiaty...
| Te zdjęcia dzieli 14 lat różnicy... Pierwsze w baraku, drugie w kościele. |
wtorek, 7 czerwca 2022
1439. Czy to dobrze, czy to źle - to się jeszcze okaże...
poniedziałek, 6 czerwca 2022
1438. 68 Memoriał Janusza Kusocińskiego
| źródło zdjęcia |
![]() |
| 50% osób na tym zdjęciu to dział akredytacyjny |
| Rozpiska konkurencji(źródło zdjęcia) |
czwartek, 2 czerwca 2022
1437. Taka mała zmiana planów
W zasadzie powinnam jechać w weekend na kolejną rundę Grand Prix do Krakowa, jednak w takim stanie to bez sensu. Wiem, że nie pobiegnę tak, jakbym mogła, gdybym była zdrowa. To po pierwsze, a po drugie - wczoraj wracając do domu znowu zaliczyłam tzw. glebę. Chyba wolałabym uderzyć o jakiś chodnik tak, abym rozwaliła kolano(jakkolwiek to nie brzmi). Tymczasem ja uderzyłam kolanami o bruk składających się w mniejszej kostki(mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi). Nie rozwaliłam kolan, za to cała krew(a mam problem z jej krzepnięciem) rozlała mi się pod skórą. Co ciekawe, mam wrażenie, że jakby promieniuje mi to wszystko do łydki... Pierwszy raz mam coś takiego. Trochę mi to utrudnia chodzenia, ale też nie jest najgorzej. No i trzecia rzecz - wycieczka studyjna w przyszłym tygodniu. Było z tym zamieszania(nawet do końca nie wiemy, czy lecimy we wtorek czy w środę), ale wszyscy, a przede wszystkim organizator, jest dobrej myśli. I teraz najlepsze - nikt nie wymaga ode mnie(ani od mojego słabowidzącego kolegi z roku) opiekuna. Mając w pamięci przeboje z UPJPII, to było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Takim samym, jak podczas szykowania się do wylotu na ŚDM do Panamy :). Tym bardziej, że to jest i dużo dalsza podróż niż do Lwowa(ale nie tak daleka jak do Panamy), i dużo bardziej skomplikowana logistycznie. Da się? Da się! Ten weekend nie będzie jednak tak całkowicie stracony - udało mi się dostać na wolontariat podczas Memoriału Janusza Kusocińskiego na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Pierwotnie miałam wracać z zawodów w sobotę po starcie(w końcu Kraków to nie koniec świata), ale że nie jadę, to problem się sam rozwiązał. Baca dał mi kilka patentów na bolące gardło, więc powinno być dobrze.
Tytuł: "Motyl i skrzypce"
Wydawnictwo: Znak
Kraków 2020
Liczba stron: 384




















