![]() |
| Carlos "Chuck" Norris (10 marzec 1940 - 19 marzec 2026 rok) |
Moje motto
Jaki był ten dzień
sobota, 21 marca 2026
2339. Po prostu być jak Chuck Norris
sobota, 28 lutego 2026
2329. Czas wracać do pracy i wielkopostny dzień skupienia LSO
Chociaż nie było mnie blisko miesiąc ani w szkole, ani na świetlicy środowiskowej, starałam się być na bieżąco z tym, co się działo w jednej i w drugiej placówce. Katecheci w szkole już proszą mnie o pomoc w przeprowadzeniu szkolnego etapu Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Religijnej oraz akademii z okazji świąt wielkanocnych. Napisałam też kilka programów, z czego jestem zadowolona. Nie, nie dumna, ale zadowolona. Jeden dotyczy strachu i opiera się na autobiograficznej książce Joanny Porazińskiej, "Asiunia", a drugi straty i oparty został na książce Barbary Kosmowskiej zatytułowanej "Dziewczynka z parku". Będę chciała pilotażowo wypróbować je podczas sobotnich zajęć w Oratorium w S-cu, ale to chyba najwcześniej za dwa tygodnie. Ogólnie polecam obydwie książki, bo chociaż są napisane z myślą o dzieciach, to przekazują wiele mądrych myśli, z których mogą skorzystać również dorośli.sobota, 17 stycznia 2026
2308. Blaski i cienie bycia "gwiazdą"
poniedziałek, 29 grudnia 2025
2296. Lucjan Czerny i Erwin Sówka - nowe sławy w katowickiej Galerii Artystów
- Zygmunt Brachmański (1936 - 2024) - wybitny śląski rzeźbiarz;
- Zofia Książek - Bergułowa (1920 - 2014) - aktorka i poetka;
- Urszula Broll - Urbanowicz (1930 - 2020) - malarka, animatorka kultury niezależnej;
- Grzegorz Fitelberg (1879 - 1953) - dyrygent, kompozytor, skrzypek;
- Gustaw Holoubek (1923 - 2008) - aktor teatralny i filmowy, reżyser, pedagog;
- Jurand Jarecki (1931 - 2024) - architekt, przedstawiciel modernista, twórca i współautor wielu budynków i zespołów budowlanych;
- Tomasz Jura (1943 - 2024) - wybitny artysta grafik;
- Leon Markiewicz (1928 - 2024) - muzykolog, pedagog, nauczyciel akademicki;
- Ludwik Musioł (1892 - 1970) - nauczyciel, wizytator, archiwista, historyk górnośląski, prekursor krajoznawstwa, historyk kultury oraz Kościoła katolickiego, lingwista, etnograf;
- Tadeusz Michejda (1895 - 1955) - wybitny architekt i malarz, współtwórca katowickiego modernizmu;
- Jerzy Stanisław Milian (1935 - 2018) - muzyk jazzowy, wibrafonista, kompozytor;
- Andrzej Szewczyk (1950 - 2001) - artysta współczesny, malarz, rzeźbiarz i rysownik;
- Bolesław Szabelski (1896 - 1979) - kompozytor, organista i pedagog.
środa, 10 grudnia 2025
2283. "Gdzieś tu jest! Gdzie się przed nami chowasz, Maryla?"
| źródło zdjęcia |
![]() |
| Na planie "Rodziny zastępczej" (źródło zdjęcia) |
wtorek, 2 grudnia 2025
2277. Tragedia Nikodema przypomniała mi o innej równie bezsensownej śmierci
niedziela, 2 listopada 2025
2269. Zabrakło ich w tym roku
wtorek, 15 kwietnia 2025
2172. A tu taka titanicowa historia...
![]() |
| źródło zdjęcia |
- Prababcia Anny Marii Jopek należała do grona Polaków, którzy wybrali się w feralny rejs Titanikiem
- Ustalenie pochodzenia pasażerów Titanica było bardzo trudne dla badaczy, gdyż na liście nie były wpisane ich narodowości. Na trop obywatelstwa poszczególnych osób naprowadzały głównie ich nazwiska;
- Przez wiele tak dziadek piosenkarki uważał, że został porzucony przez swoją mamę, jednak po latach poznał prawdę o jej tragicznym losie.
wtorek, 11 czerwca 2024
1952. Dla nich życiowa rola już się skończyła
| Barbara Sienkiewicz (1955 - 7 czerwiec 2024) |
![]() |
| Marzena Kipiel-Sztuka (19 październik 1965 - 9 czerwiec 2024) |
wtorek, 9 kwietnia 2024
1907. Minęło tyle lat, a ja mam wrażenie, jakby to było wczoraj...
![]() |
| Daria Trafankowska przed śmiercią udzieliła wywiadu "Vivie" (Viva / AKPA) |
| Daria Trafankowska w styczniu 2004 r. (Zawada / AKPA) |
| Katarzyna Bujakiewicz na planie "Na dobre i na złe" w 2007 r. (mwmedia / MW media) |
Ostatnie chwile Darii Trafankowskiej mocno wpłynęły na Katarzynę Bujakiewicz
piątek, 3 listopada 2023
1756. Spacerując cmentarnymi alejkami...
Na pierwszym spotkaniu podobało mi się. Poznałam nie tylko nowe osoby, ale też dowiedziałam się sporo ciekawostek o świętych i błogosławionych bliskich sercom innych uczestników spotkania. O wielu z nich słyszałam, ale nie o wszystkich. I na odwrót - właściwie nikt wcześniej nie słyszał o świętym Józefie Bilczewskim, o którym im opowiedziałam (dla zainteresowanych -> >>link<<). Korzyść spotkania była więc obopólna. W ogóle sama atmosfera była bardzo sympatyczna i rodzinna, w ogóle nie miało się wrażenia, że jest się nowicjuszem. Traktowali mnie jako pełnoprawnego członka grupy, zadawali pytania i wydaje mi się, że słuchali. Szybko nabrałam śmiałości i pewności siebie, co w przypadku osoby raczej nieśmiałej (wbrew pozorom) nie jest takie łatwe. Już wtedy postanowiłam, że to będzie droga mojej duchowej formacji i że będę uczęszczała na spotkania, które są już po godzinach mojej pracy, w miarę swoich możliwości i sił.
W tym tygodniu nie byłam jednak w pracy, toteż musiałam dojechać wieczorem do Kato. Na szczęście wieczorem nie ma już takich korków jak w ciągu dnia, co w połączeniu z niekończącymi się remontami dróg sprawia, że ta podróż trwa wieki. Czasami nawet dłużej niż dojazd do Krakowa w czasach, kiedy tam studiowałam. A przecież Gród Kraka jest dużo bardziej ode mnie oddalony, niż Kato. Jednak o 17:00 ta droga trwa przewidywane 30 minut (nie czepiam się tych kilka minut dłużej). Potem tylko zmieniłam środek transportu na tramwaj i już byłam pod budynkiem mojego Wydziału, gdzie w kaplicy odbywają się tymczasowe Msze święte dla członków duszpasterstwa. Ogólnie odbywają się one w krypcie archikatedry Chrystusa Króla, ale obecnie jest ona remontowana i trzeba było je gdzieś przenieść. A skoro roraty tradycyjnie odbywają się u na na Wydziale Teologicznym, to uzgodniono z jego władzami, że Msze wspólnotowe na czas remontu też.
Po Mszy zazwyczaj idzie się do oddalonego o kilkaset metrów budynku Duszpasterstwa Akademickiego. Jednak zważając na niedawne wspomnienie Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny, ksiądz Kris zabrał nas na znajdujący się niedaleko cmentarz. Nawet nie wiedziałam, że znajduje się on zaledwie ulicę dalej niż Wydział Teologiczny. Na miejscu ksiądz pokazał nam groby osób duchownych oraz znanych ludzi z różnych dziedzin życia. O każdym z nich usłyszeliśmy kilka słów, a także odmówiliśmy "Ojcze nasz" i "Wieczny odpoczynek" nad każdym z odwiedzonych grobów.
Próbowałam zrobić im zdjęcia wieczorem, bo oświetlone światłem palących się zniczy wyglądały bardzo zjawiskowo. Niestety, tamte fotografie niezbyt mi wyszły. Jednak nie mam ręki do robienia nocnych fotografii. Postanowiłam to nadrobić na drugi dzień i po zajęciach przebyłam tą samą trasę co dzień wcześniej. Tym razem wykonane zdjęcia mnie w miarę satysfakcjonowały, chociaż do idealności jest im bardzo daleko.
Niemal przy samym głównym wejściu na teren cmentarza znajduje się grobowiec, w którym spoczywają księża zmarli podczas sprawowania posługi duszpasterskiej w katowickiej archikatedrze. Wielu z nich było znanych księdzu Krzysztofowi, toteż opowiedział nam o nich w kilku słowach.
czwartek, 2 listopada 2023
1755. Pożegnaliśmy ich w ciągu ostatniego roku
sobota, 31 grudnia 2022
1512. Benedykt XVI - skromny i pokorny papież - teolog
Kiedy w środę podczas audiencji generalnej papież Franciszek poprosił wiernych o modlitwę za papieża seniora Benedykta XVI, można było się domyśleć, że powoli zbliżał się kres życia jego poprzednika. Człowieka, który jako pierwszy papież od wieków sam zrzekł się swojego urzędu i na prawie dekadę usunął się w cień swojego następcy. Cichy, skromny i pokorny - tak określali go jego współpracownicy. Dzisiaj o godzinie 9:34 Benedykt XVI, który był równolatkiem mojego dziadka od strony taty w pełnym tego słowa znaczenia - obydwoje przyszli na świat 16 kwietnia 1927 roku, zakończył swoją ziemską wędrówkę i na zawsze już połączył się z Bogiem Ojcem. Chociaż nie jestem zwolenniczką żadnych teorii, to jednak widzę pewną zbieżność pomiędzy Jego śmiercią, a śmiercią Jana Pawła II - oboje odeszli w sobotę, w dodatku Jan Paweł II zmarł o 9:37 wieczorem, zaś Benedykt XVI o 9:34, z tym że rano.
![]() |
| Papież Benedykt XVI (16 kwiecień 1927 - 31 grudzień 2022) |
Tą notkę miałam i tak miałam dzisiaj umieścić, jednak zmieniły się nieco same okoliczności jej publikacji. Bo szczerze powiedziawszy to liczyłam na to, że papież Benedykt XVI doczeka jednak tego 2023 roku. Stało sie jednak inaczej...
Wraz z informacjami o pogarszającym się stanie zdrowia papieża Benedykta XVI, zaczęto się zastanawiać co się stanie po jego śmierci. Co prawda Watykan ma swoje szczegółowe procedury w wypadku śmierci głowy Kościoła, jednak aktualna sytuacja w Państwie Kościelnym jest naprawdę wyjątkowa. Wszak dotąd po śmierci papieża dopiero trzeba było czekać na wybór jego następcy. Tymczasem świat ma już papieża, Franciszka, który został wybrany po abdykacji Josepha Ratzingera. I to on w dalszym ciągu pełni funkcję głowy Kościoła katolickiego.
Franciszek 28 grudnia pod koniec audiencji generalnej powiadomił wszystkich, że jego poprzednik jest bardzo chory. Dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, Matto Bruni doprecyzował, że pogorszenie stanu zdrowia emerytowanego papieża związane jest z jego podeszłym wiekiem. Sam Benedykt XVI przebywał pod opieką lekarzy.
W kolejnych godzinach napływały coraz nowsze informacje o stanie zdrowia Benedykta XVI. Kilka dni przed świętami miał zgłaszać "problemy z oddychaniem". Inne doniesienia mówiły, że była głowa Kościoła katolickiego zmaga się z niewydolnością nerek lub kłopotami z sercem. W czwartek Bruni powiadomił wszystkich, że stan zdrowia papieża Benedykta XVI jest ciężki i poważny, jednak "papieżowi-emerytowi udało się dobrze wypocząć ostatniej nocy i jest absolutnie przytomny oraz czujny".
Pogarszający się stan zdrowia 95-letniego papieża stawiał pytanie: co dalej. Kościół katolicki ma szczegółowe procedury i rytuały na wypadek śmierci papieża, nie do końca jednak one dotyczą byłej głowy Stolicy Apostolskiej. Nie było wiadome, czy w razie śmierci Benedykta XVI postępowanie to będzie takie samo, jak gdyby był urzędującym aktualnie Ojcem Świętym. Trzeba mieć na uwadze fakt, że Ratzinger jest pierwszym papieżem od 600 lat, który zrzekł się swojej funkcji
Tym samym, sytuacja, gdzie jeden żyjący papież może pochować swojego poprzednika jest zupełnie nowa. Zazwyczaj zagraniczne głowy państw powiadamia się o śmierci papieża, zanim oficjalnie ogłosi to Radio Watykańskie. Do czasu wyboru nowego Ojca Świętego to kamerling zarządza Stolicą Apostolską. Jednak aktualnie to papież Franciszek stoi na czele Watykanu, nie będzie więc obowiązywał najważniejszy rytuał, jakim jest konklawe.
Zadaniem kamerlinga zazwyczaj jest oficjalne potwierdzenie śmierci Ojca Świętego poprzez trzykrotne stuknięcie w jego głowę małym, srebrnym dzwoneczkiem oraz wywołanie jego imienia. Nadzorowałby on również zniszczenie papieskiego pierścienia rybaka, zorganizował pogrzeb oraz przygotował konklawe. Pogrzeb Benedykta XVI odbyłby się w Bazylice św. Piotra albo na placu przed nią, najprawdopodobniej pod przewodnictwem papieża Franciszka, a nie dziekana Kolegium Kardynalskiego.
Zdaniem Associated Press papież senior zostanie pochowany w grobowcu należącym wcześniej do papieża Jana Pawła II (zanim został kanonizowany i przeniesiony w inne miejsce), na jego trumnie zostanie też umieszczona Ewangelia. Natomiast raczej nie zastosuje się dziewięciodniowego okresu żałoby, obowiązującego do rozpoczęcia żałoby (tzw. Novemdiales).
A do mojego spotkania z Benedyktem XVI zapraszam pod >>TEN<< wpis.
poniedziałek, 19 grudnia 2022
1506. Przygody zaginionej przesyłki
W związku ze wznowieniem zajęć dla dzieci w Oratorium, postanowiłam zaopatrzyć się w dwie ciekawe książki opowiadające o dzieciństwie dwóch postaci, które odegrały kluczowe role w historii naszego kościoła, a także całego narodu. Mowa tutaj oczywiście o Karolu Wojtyle, późniejszym papieżu Janie Pawle II oraz Prymasie Tysiąclecia, Stefanie Wyszyńskim. A raczej o Lolku i Stefku, bo tak w dzieciństwie wołano na nich w rodzinnych domach.
O samych książkach napisanych przez Piotra Kordyasza słyszałam już nie raz. To w oparciu o jego "Stefka. Opowiadania o dzieciństwie Stefana Kardynała Wyszyńskiego Prymasa Polski" powstała gra "Non possumus", o której pisałam >>tutaj<<. Fragmenty książki "Lolek. Opowiadania o dzieciństwie Karola Wojtyły" z tego co się nie mylę są lekturą w 2 albo trzeciej klasie szkoły podstawowej. A więc warto je mieć, tak po prostu.
Zbierałam się i zbierałam do ich zamówienia, aż w końcu sytuacja z Oratorium mnie niejako do tego przymusiła. Spokojnie, nikt mi nie kazał koniecznie ich kupować. Ba, nikt mi nawet nie zwróci za nie pieniędzy. Ale może kiedyś będziemy z dziećmi rozmawiać na temat którejś z tych postaci i książki się mogą po prostu przydać. Co prawda o Karolu Wojtyle mam ich całą masę, także tych przeznaczonych dla najmłodszych, zawsze w kolejnej jest jednak coś, czego nie ma w poprzednich (i na odwrót). Gorzej z pozycjami o Kardynale Stefanie Wyszyńskim, ale jeszcze zdobędę "Będziesz miłował" i powinno być dobrze.
W poszukiwaniu interesujących mnie pozycji zaczęłam przeglądać kolejne strony internetowe. W końcu wybrałam tą, która miała nie tylko atrakcyjną ofertę ceny, ale i dostawy. Zamówiłam je z opcją dostarczenia na stację Orlen, na drugi dzień zapłaciłam i czekałam na paczkę. Było około 22 listopada. Kilka dni później zadzwonili do mnie z księgarni z informacją, że niestety tego punktu nie obsługują i że mogą mi to wysłać na paczkomat bez konieczności dopłaty różnicy w cenie. Jak nie obsługują to cóż zrobić - głową muru się nie przebije. Zgodziłam się na ten paczkomat. Tym bardziej, że akurat byłam w szpitalu i w razie czego można było przekazać kod do odbioru jakiejś innej animatorce.
Po weekendzie dostałam SMSa, że mogę odebrać przesyłkę. Tylko mi się miejsce nie zgadzało. Na początku myślałam nawet, że Adamów, gdzie trafiły książki leży gdzieś w województwie śląskim i można będzie po prostu po niego bezproblemowo podjechać. Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że jest to jakaś mała wioska w województwie lubelskim. Jednak podróż przez pół Polski w środku tygodnia była poza moim zasięgiem. Zadzwoniłam do księgarni poinformować ich o sytuacji, bo przecież paczka miała do nich wrócić po trzech dniach. Odebrał całkiem sympatyczny mężczyzna, który obiecał jeszcze raz wysłać książki, tym razem na wspomnianą stację Orlenu, a jednocześnie przepraszał za zaistniałą sytuację. No nic, zdarza się, dlatego nie byłam zła za zaistniałą sytuację, a nawet wydawała się mi ona zabawna.
Faktycznie, na meila znowu przyszło powiadomienie o nadaniu paczki. I... trop się urwał. Wiecie, czekałam na sygnał, że przesyłka dotarła już do punktu odbioru. A tu cisza. Żadnego meila, żadnego SMS-a, jak to zwykle bywa. W końcu po tygodniu odkryłam, że można sprawdzić status przesyłki po jej numerze. Jak myślicie jaki on był? Zwrócono nadawcy...
Spróbowałam złożyć zamówienie jeszcze raz, tym razem z opcją dostawy InPost. Tylko nie doczytałam (mea culpa), że to jest kurier InPost, a nie paczkomat. No a kurier ma tylko trzy próby doręczenia, potem przesyłka wraca do sprzedawcy. A skoro ja całe dnie spędzam w Kato, to szansa "złapania" mnie w domu była nikła. Na szczęście jeszcze są sąsiedzi. Co prawda nie znali kodu odbioru paczki, jednak kurier i tak ją u nich zostawił. I jeszcze przysłał SMSa, że przesyłka jest pod tym i tym numerem.
Piątek, bo wtedy zamówienie wreszcie do mnie dotarło, dłużył mi się niesamowicie. Za to jak odebrałam paczkę to odetchnęłam z prawdziwą ulgą. Jakby nie było, szła do mnie jakieś 4 tygodnie. Ale już jest i to jest najważniejsze!
















