Na początek dziękuję wszystkim za komentarze pod poprzednią notatką. Wiele z nich uzmysłowiło mi, że pisanie o pozytywnych aspektach naszego życia ma sens. Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie duchowe i słowne. Jednocześnie ostrzegam, że wpis będzie długi i chwilami może nudny, więc uzbrójcie się w cierpliwość.
Cicho ostatnio było na blogu. Ostatnią notkę miałam aż dwa tygodnie temu. Tak się jakoś złożyło, że kilka dni później trafiłam do szpitala z bólem brzucha. Powód nieznany, chociaż bałam się, że znowu coś się dzieje z moją zastawką. Na szczęście moje obawy okazały się błędne, USG narządów rodnych też nie wykazało nic niepokojącego (wbrew pozorom coraz młodsze dziewczęta zapadają na nowotwory np. macicy, a taki tępy ból jest często pierwszym objawem, że coś się dzieje). W pewnym momencie blady strach padł na moją nerkę, która bądź co bądź pracuje na podwójnych obrotach, na szczęście i tutaj nie ma nic nowego (szkoda, że nie mogę napisać, że nie ma nic niepokojącego). Lekarze bardziej szukają diagnozy w kierunku Choroby Leśniowskiego - Crohna, ewentualnie zespołu jelita drażliwego. Kolanoskopię mam dopiero w przyszłym tygodniu, bo nie chcieli już męczyć mojego organizmu, mam nadzieję, że ona wskaże jakąś drogę. No cóż, podobno schorzeń i chorób nigdy nie jest za dużo. Ale była i pozytywna strona tego wszystkiego. Udało mi się zrobić elektroencefalografię (prawdopodobnie słowo strasznie brzmi, ale ze pewne każdy z Was je zna, tylko pod inną nazwą - EEG), która na szczęście nic ciekawego nie wykazała. Czyli przepisane w wrześniu leki przeciwpadaczkowe spełniają swoją funkcję. Tych kilka dni zupełnie zdezorganizowały mi życie. Trzy sesje za pasem, nauki w bród, a ja sobie leżę w najlepsze w szpitalu. Nawet laptop z notatkami został w mieszkaniu. Jedyne co miałam ze sobą to książkę do geografii. Czyli były to kolejne dni odpoczynku. Za to zaraz po powrocie do domu wzięłam się ostro do pracy.
W ten weekend zakończyłam zajęcia w "Progresie". Oceny ze względu na ostatnie wydarzenia mam raczej średnie, na szczęście nie ma tragedii. Najbardziej dumna jestem z języka angielskiego, z którego dostałam mocną 4, z szansą na 5 w drugim semestrze. A jeszcze tak niedawno usłyszałam, że osoba taka jak ja nie ma możliwości na opanowanie tego języka... Przemilczmy to, a najlepiej wymarzmy to wydarzenie z pamięci. Na siedem przedmiotów mam dwie 5 - wspomniane podstawy przedsiębiorczości oraz podstawy prawa administracyjnego, najsłabiej mi poszła działalność gospodarcza w jednostce administracyjnej - tylko 3. W następnym semestrze się poprawię, tym bardziej, że kończą mi się takie przedmioty jak wspomniane wcześniej język angielski i działalność gospodarcza, a także prawo cywilne. Będzie dobrze.
"Żak" kończę dopiero 7 lutego, ale w tym tygodniu mam zaliczenie z działalności gospodarczej w branży ekonomicznej i prawdopodobnie z podatków i wynagrodzeń. Z pierwszego mamy wydrukować sobie wniosek dotyczący zarejestrowania firmy w czymś tam i go wypełnić (oczywiście firma ma być fikcyjna) + test (ciekawe z czego, bo na jedynych jak dotąd zajęciach mieliśmy film o przepisach bhp), z drugiego mamy obliczyć zadanie zamieszczone na meilu. Najbardziej mi jednak zależy na rachunkowości finansowej, bo nie dość, że ten przedmiot zupełnie kończymy (czyli ocena idzie na świadectwo końcowe) to jeszcze mamy z niego egzamin kwalifikacyjny na 3 semestrze. Wczoraj oddałam pracę kontrolną z rachunkowości finansowej. Nie wiem jak to się stało, ale zrozumiałam, że z podanych dwóch tematów mamy wybrać sobie jeden. Tym czasem wczoraj kiedy oddawałam referat dowiedziałam się, że miały być obydwa tematy. Ups, a to były nasze ostatnie zajęcia z tego przedmiotu przed egzaminem. Oto powoli zaczyna wychodzić mi studiowanie na trzech kierunkach. Na szczęście profesorka pozwoliła mi odesłać jej meilem drugą pracę.
Zaliczenia wystartowały też na Uniwersytecie Papieskim. Tydzień temu dostawaliśmy wpisy z retoryki i emisji głosu. Trochę się zdziwiłam, że ksiądz wystawiał nam oceny, skoro przedmiot jest tylko na zaliczenie. W każdym razie koleżanka wysłała mi SMSa, że mam 3. Pfff.. może być, chyba i tak z moją wadą wymowy i tak nie wyrobiłabym na więcej. Nie było mnie, nie jestem też Duchem Świętym aby gdybać. Ważne, że zaliczyłam. Dzisiaj pojawiłam się po przerwie na zerówce z geografii. Pierwszą część zawaliłam. Nie lubię, kiedy w odpowiedziach w testach pojawia się zaprzeczenie zaprzeczenia. Nigdy nie wiem co mam zaznaczyć, chociaż z reguły znam odpowiedź. Mapka była na poziomie przedszkola, wystarczyło przypisać odpowiednie cyfry odpowiednich nazwom. Trzecią, opisową część, podyktowałam profesorce, która pochwaliła mnie za szeroką wiedzę. Obawiam się, że zmieni zdanie przechodząc do części pierwszej. Mimo tego myślę, że będzie dobrze. Jutro na konsultacjach podchodzę do zaległego kolokwium z niemieckiego. W środa zerówka z etyki i zaliczenie z historii i archeologii biblijnej, w czwartek kolokwium z form pielgrzymowania. Reszta w przyszłym tygodniu. Mam tylko nadzieję, że nikt nie przeniesie egzaminu z historii kościoła na pierwszy tydzień lutego, bo wtedy biorę udział w parafialnych półkoloniach, jako animator, a może nawet wychowawca grupy.
O co chodzi? Nasza parafia od kilku lat organizuje półkolonie dla dzieci. Zamiast nauczycieli, wychowawcami jest młodzież, najczęściej członkowie parafialnego Oratorium, która posiada zaświadczenie o ukończeniu kursu wychowawcy kolonijnego. Od kwietnia 2013 roku ja również jestem posiadaczką tego uprawnienia. Nie było łatwo, ale udało się. W sobotę dostałam od księdza SMSa (ciekawe skąd ma mój numer komórki) odnośnie zebrania w sprawie ferii. Poszłam więc na nie. Cieszę się, że zebrała się stała ekipa, gdzie wszyscy, wszystkich znamy. Wstępny projekt został podany, założenia programowe znamy. Teraz tylko wystarczy czekać na konspekt pracy. I na dzieci, bo bez nich nic nie będzie.
Jeżeli już poruszyłam temat planowania, to podczas leżenia w szpitalu przyszedł mi do głowy pewien pomysł. W sumie niedrogi pomysł, do którego realizacji potrzebuję trochę weny twórczej, a także dobrej woli innych osób. Czasu mam niewiele, ale jeżeli udałoby mi się go zrealizować to prawdopodobnie kolejny raz zmieniłabym stereotypowe myślenie osób niemających na co dzień styczności z osobami niepełnosprawnymi na temat przysłowiowych roślinek. Mam nadzieję, że Duch Święty kolejny raz okaże swą moc i pozwoli mi wypełnić mój zamiar.