Dobiegł końca dobry rok 2025. Dobry, chociaż przyniósł wraz z sobą i trudne chwile, pełne łez, goryczy i pytań "dlaczego?", które najczęściej pozostawały bez odpowiedzi. Te trudne chwile niosły jednak za sobą pewną naukę na przyszłość, te dobre były ukojeniem tych pierwszych. To był też kolejny rok wędrówki w głąb samego siebie, pogłębiania swojej wiedzy, wiary, zawiązywania nowych znajomości, pielęgnowania dotychczasowych, poznawania nowych miejsc, rozwoju kompetencji. Rok niezwykłej kanonizacji Pier Giorgia Frassatiego i Carla Acutisa. Właściwie cały przypadł na ogłoszony przez papieża Franciszka "Rok Jubileuszowy" upływający pod hasłem "Pielgrzymi nadziei". I takim pielgrzymem nadziei starałam się być, chociaż nie zawsze mi to wychodziło tak, jakbym chciała, a często wręcz inni ludzie próbowali tą nadzieję we mnie zgasić, zapominając, że to ona umiera ostatnia.
Na początek chciałabym Was zabrać na dwunastoodcinkową podróż przez poszczególne miesiące tego mijającego, 2025 roku i wydarzenia, które wówczas miały miejsce.
![]() |
| A z tak sympatyczną ekipą maszerowaliśmy w kwietniu 45 km w ramach Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Nogi bolały, ale dałam radę |
![]() |
| W czerwcu, w związku ze zbliżającą się kanonizacją Pier Giorgia Frassatiego do Polski przybyła trumna z jego relikwiami oraz czekan za pomocą którego zdobywał szczyty górskie. |
W roku 2025 miało miejsce również wiele innych wydarzeń, które budowały moją tożsamość oraz wymiar wspólnoty.
Spotkanie opłatkowe w Duszpasterstwie Akademickim było szansą do spotkania całej jego społeczności - i studentów, i wykładowców. Ok 150 osób robiło wrażenie...
Działalność w Samorządzie Studenckim, chociaż zapowiadała się obiecująco i dawała wiele nadziei, okazała się finalnie niewypałem.
Działalność w wolontariacie to szansa do pogłębiania dotychczasowych znajomości i zawierania nowych.
Cotygodniowe spotkania grupy "Piekarnik" działającej w ramach Duszpasterstwa Akademickiego budowało i umacniało moją wiarę.
Na Targach Kół Naukowych miałam okazję wraz z innymi promować nasze Koło Teologiczne.Śmierć papieża Franciszka wywołała we mnie niepohamowany smutek, gdyż bardzo go lubiłam i ceniłam.
W tym roku miałam okazję też po raz drugi odwiedzić Sejm w ramach wycieczki z uczelni. Z Archaniołem zastanawialiśmy się, czy warto zostać posłem, czy może raczej sobie odpuścić...
Majowa pielgrzymka prowincji południowej wspólnoty "Wiara i Światło do Rychwałdu pozwolił mi nie tylko poznać wiele wartościowych osób, ale też zapoznać się ze specyfiką jej funkcjonowania. Był to zaczątek mojej drogi w dwóch wspólnotach - od października w J-nie, a od grudnia w Wadowicach.
Wypad z przyjaciółmi na Magurkę pozwolił mi się nieco odstresować przed czekającą mnie kilka dni później obroną tytułu magistra Nauk o Rodzinie. W 2026 roku musimy powtórzyć ten wyczyn.
Czerwcowa wycieczka Oratorium do moich rodzinnych Wadowic pozwoliła mi wykazać się jako przewodnik po tym mieście. Ja zaś miałam okazję pokazać innym ich piękno z mojej perspektywy. Byliście kiedyś w tamtejszym ogrodzie na tyłach kościoła św. Piotra na Skarpie? Nie? No to Zapraszam
Przed wylotem na Jubileusz Młodych w Rzymie udało mi się wziąć udział w comiesięcznej Drodze Krzyżowej w Wał-Rudzie.
W życiu bym nie przypuszczała, że dam radę przejść 130 km w sześć dni w drodze do Częstochowy. Udało mi się to w dwa dni po powrocie z Jubileuszu Młodych w Rzymie. Doskonała ekipa z sosnowieckiego Oratorium sprawiła, że droga upłynęła mi stosunkowo szybko i sprawnie. Za rok powtarzamy wyczyn.
Honorowo wzięłam też udział w odbywającej się dwa tygodnie później "Zagłębiowskiej Pielgrzymce".Jubileuszowy rok 2025 zbiegł się w czasie z peregrynacją obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w mojej diecezji. Poniżej widać piękny moment, jak biskup Artur Ważny składa pocałunek na kopii ikony Czarnej Madonny na granicy diecezji, symbolicznie witając ją w jej progach.
Peregrynacja obrazu Jasnogórskiej Pani wiązała się z pięknymi nabożeństwami Jubileuszowymi w Kościołach Jubileuszowych naszej diecezji. Nauki wygłaszał biskup Ważny. Miałam przyjemność i możliwość brania udziału w czterech takich nabożeństwach i z każdego z nich wyniosłam coś dla siebie.
Jak widać na poniższym zdjęciu, entuzjastów rorat odprawianych przy świecach o godzinie 6:30 nie brakuje. Nie zawsze było łatwo wstać około godziny 4.30 nad ranem, aby zdążyć na czas, jednak, ku mojemu zaskoczeniu, tylko raz zaliczyłam spóźnienie. W tym roku roratom akademickim towarzyszyły postacie dwunastu apostołów.
Tuż przed drugą obroną ponownie udało mi się wyrwać w góry. Tym razem na Błatnią. Dzięki temu i odetchnęłam i zresetowałam myśli. A, co najważniejsze, nie wpłynęło to na moją obronę pracy magisterskiej z pedagogiki i już kilka dni później cieszyłam się z tego tytułu.
Biskup mojej diecezji jest dobrym przyjacielem opiekuna Duszpasterstwa Akademickiego i dał się zaprosić na ostatnią niedzielną Mszę świętą w adwencie. A po niej przyszła pora na pamiątkowe zdjęcie. Czy kogoś z Was dziwi fakt, że stoję tuż obok niego?
Miniony rok był raczej udany czytelniczo - 92 książki. Owszem, wiele z nich było naukowych, a więc raczej wymuszonych, ale znalazły się też takie, które wzruszyły mnie do łez, a nawet wywołały salwy śmiechu. Inne, chociażby "Wyznania" św. Augustyna poruszyły mną do głębi i skłoniły do refleksji nad swoim życiem. Przy okazji pozwoliłam sobie zgapić od Uleńki z "Nie tylko kartki" ciekawą zabawę zatytułowaną "Dzień z książką". Polega ona na wstawieniu w puste miejsca w tekście tytułów przeczytanych książek tak, aby jak najbardziej pasowały. Zabawę miałam przednią, a efekt końcowy możecie przeczytać poniżej.
Zaczęłam dzień z "Chłopcem w pasiastej piżamie". W drodze do pracy zobaczyłam "100 największych cudów cywilizacji" i przeszłam obok "Heretyka", żeby uniknąć "Wyznań" ale oczywiście zatrzymałam się przy "Ogrodzie Leoty". W biurze szef powiedział: "Nie głaskać kota pod włos" i zlecił mi zbadanie "Dziennika duszy". W czasie obiadu z "Judaszem" zauważyłam "Mojego pięknego syna" pod "Płonącym wieżowcem". Potem wróciłam do swojego biurka. Następnie, w drodze do domu, kupiłam "333 popkulturowe rzeczy" ponieważ mam "Światło, którego nie widać". Przygotowując się do snu wzięłam "Kwiaty dla Algernona" i uczyłam się "Historii filozofii", zanim powiedziałam dobranoc "Cieniowi Smoka".
Na koniec roku pozwoliłam sobie wylosować mojego patrona na 2026 rok. W zeszłym roku był to św. Dominik Savio, w tym roku z kolei przypadła mi św. Mikołaj z Miry. Czyżby to oznaczało, że mam ofiarowywać innym drobne podarunki?
Niestety, miniony rok zweryfikował też niektóre znajomości, także te internetowe. Na jednej szczególnie się zawiodłam i nie wiem, czy już odzyskam zaufanie do tej osoby. Zawsze myślałam, że jeżeli ktoś jest dla kogoś ważny, to w trudnych chwilach w jakiś sposób będzie się go wspierać. Nie mówię, że trzeba od razu jechać na drugi koniec świata, ale chociażby jakimś komentarzem, czy wiadomością na facebooku. Jasne, można nie mieć czasu tydzień, dwa, miesiąc. Ale dwa miesiące? I w tym czasie bez problemu znajdować czas na odwiedzanie innych? Jakoś też nie potrafiłabym u jednej osoby pisać o "braku czasu", a u drugiej, że "czas zawsze się znajdzie". Nie czułabym się fair wobec jednej i drugiej. Już bym wolała nic nie pisać. Takie odrzucenie i ignorancja przez osobę, którą się lubiło i w jakimś stopniu ufało i gotów się było poświęcić wszystko, kiedy to ona miała ciężkie dni w życiu, żeby po prostu ją wesprzeć boli najbardziej. Nie chcę jej oceniać, nie życzę jej źle, ale chyba coś się względem niej wypaliło. Już nawet nie ciągnie mnie na jej bloga, jak kiedyś. I nie dlatego, że nie mam czasu, ale ochoty.
Zdrowie mi się posypało, chroniczny stres zrobił swoje. Dość sporo czasu od września do grudnia spędziłam u lekarzach i w szpitalach. Nie jestem z tych, co biegną do lekarza z byle czym, ale skoro ból nie daje funkcjonować na co dzień, to raczej jest powód do niepokoju. Dlatego tak mnie w ostatnich miesiącach mniej było w blogosferze - i tutaj, i u Was. Dopiero teraz mam czas na powolne nadrobienie zaległości. Uzupełniam więc wpisy, ale też nadrabiam czytanie notatek u Was. Jednak w dalszym ciągu jestem osłabiona i po kilkunastu przeczytanych wpisach po prostu czuję się zmęczona. Przepraszam, że tak wyszło, przepraszam że ktoś poczuł się dotknięty brakiem zainteresowania z mojej strony. Ja jednak też powoli już się zużywam, także pod tym względem. Nie wiem, jaka będzie ostateczna diagnoza, mam nadzieję, że jak najbardziej pomyślna dla mnie. Wierzę jednak, że jakakolwiek by ona nie była, "Bóg pisze prosto po krzywych liniach naszego życia".
Problemy zdrowotne nie pozwoliły mi też sprawić przyjemności niektórym z Was. Kiedy robiłam wspomniane wyżej lwy na adwent, do głowy zaświtał mi pewien pomysł. Miałam nadzieję, że się uda. Jednak nawał zajęć (m.in. przygotowanie dwóch jasełek) sprawił, że nie dałam z nim rady. Bardzo chciałabym nadrobić to po Nowym Roku. Mam taką bardzo cichą nadzieję, że mi się to uda.
Na koniec tego wpisu chciałabym Wam życzyć, aby ten nowy, 2026 rok był dla Was życzliwy i hojny. Spełnienia wszystkich marzeń, tych wielkich i tych małych, schowanych w głębi serca. Znajomości trwałych i takich, których nie będziecie żałowali. Zdrowia, by było, a szczęście by się mnożyło. Niech to będzie dobry rok owocujący w piękne przeżycia, który będziecie wspominali z łezką w oku. Dziękuję Wam za obecność, za każdy pozostawiony komentarz i przepraszam, jeżeli coś z mojej strony było złego czy niestosownego.











.jpg)







.jpeg)







