Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duszpasterstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duszpasterstwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 listopada 2023

1762. Kota nie ma, ale myszy nie harcują, a pracują

Ten kot to oczywiście taka przenośnia, ale księdza Krzysia prowadzącego Duszpasterstwo Akademickie naprawdę nie było na ostatnim spotkaniu. Z tego co mówił tydzień wcześniej, to poleciał do znajomych do Lizbony. No tak, kto bogatemu zabroni.
Nie oznaczało to jednak, że spotkanie w tym tygodniu miałoby się nie odbyć. Właśnie po to są animatorzy poszczególnych grup, aby w razie potrzeby poprowadzili spotkania. Mam wrażenie, że nasz proboszcz o tym zapomniał, robiąc sobie monopol również w dziedzinie zajęć w Oratorium. Na szczęście księdzu Krzysztofowi daleko do takiego myślenia i wychodzi ze słusznego założenia, że warto dać się wykazać innym na tyle, na ile mogą się wykazać. Wiadomo, że Mszy świętej nie odprawią, ale spotkanie już bez problemów mogą przeprowadzić.
Jeszcze przed południem zastanawiałyśmy się z Madziołkiem czy będzie Msza święta otwierająca spotkanie. Podobno grupa z poprzedniego dnia nie miała jej, ale może wtedy ksiądz Marek nie mógł przyjść na wydział i jej odprawić. Teraz jednak miał na to czas, toteż jak zwykle całe spotkanie rozpoczęliśmy od Eucharystii. Trochę nam się śmiać chciało, jak ksiądz opowiadał o złości Jezusa podczas wywracania stołów bankierów i kupców w świątyni. Niby nie ma w tym nic śmiesznego, ale jak ksiądz zrobił minę, aby to zobrazować, to na twarzy niejednego z nas pojawił się uśmiech. W sumie cieszę się, że udało się z tą Mszą, bo jednak lubię taką regularność i stałość. Gdyby nie to - pewnie czegoś by mi brakowało.
Następnie udaliśmy się do ośrodka DA, aby rozważyć niedzielną Ewangelię (tamtej niedzieli była to opowieść o pięciu pannach roztropnych i pięciu pannach głupich) metodą Lectio Divina. Więcej o niej możecie przeczytać >>tutaj<<. Teraz już wiem po co mieliśmy wziąć na spotkanie Pismo Święte, a przynajmniej Nowy Testament (względnie można było mieć smartfon). Ogólnie samo rozważanie wspomnianą metodą nie było dla mnie nowością, poznałam ten sposób, kiedy podczas pandemii robiliśmy ze znajomymi z Krakowa spotkania on-line i na nich w ten sposób czytaliśmy ewangelię z dnia. Ale podejrzewam, że wiele osób nie znało tej metody. Potem podzieliliśmy się na dwie mniejsze grupy w których dzieliliśmy się przemyśleniami. Były one bardzo ciekawe i różnorodne - od tego dlaczego głupie panny nie wpadły na to, aby wziąć ze sobą oliwę po to, czy one nie bały się wołania pana młodego.
Na koniec spotkania odmówiliśmy nieszpory. Ale wcześniej zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie aby ksiądz miał dowód, że byliśmy i pożytecznie oraz produktywnie spędziliśmy ten czas.

Na czas nieszporów połączyliśmy się z księdzem telefonicznie i wspólnie je odmówiliśmy, co było dla mnie ewenementem. A potem nas pobłogosławił na zakończenie (aż mnie zastanawia, czy robił znak krzyża jak zawsze). I jeszcze na koniec zapraszał na niedzielną Mszę świętą akademicką na godz. 20:00 oraz w żartobliwy sposób zwrócił prowadzącemu nieszpory Kondziowi uwagę co do czytania ich tekstu, które w pewnych miejscach jest rozbieżne z wersją śpiewaną. Wszyscy się śmialiśmy, a najbardziej to chyba ksiądz i Kondzio.
Ksiądz Krzysztof zachował się dla mnie jak prawdziwy pasterz, który chce być ze swoją owczarnią. Widać, że jest to jego powołaniem, że mu zależy. Że chce być z nami, nawet jeżeli jest daleko. Taki prawdziwy młodzieżowiec, jakich zdecydowanie brakuje, nawet tutaj, na Śląsku.
Nawet mogłam sobie pozwolić na dłuższe zostanie na spotkaniu, bo nazajutrz nie było zajęć na uczelni. Co prawda rano miałam badanie USG nerek, a potem spotkanie sztabu organizacyjnego konferencji, wiedziałam jednak, że ciężko mi będzie na to zaspać.