Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 września 2021

1351. Ogłoszenie werdyktu szanownego jury

Werble, werble powinno być słychać, bo oto wśród leśnej ciszy został rozwiązany nasz wakacyjny konkurs, któremu patronował święty Józef. Co prawda w naturalnej scenerii zaszczytną rolę dobosza starał się odegrać raz po raz stukający w któreś z drzew pan dzięcioł(czym przerywał ową leśną ciszę), jednak nadawało to uroczystego wymiaru tej wiekuistej chwili. I co najważniejsze, nie przeszkodziło we wskazaniu najmłodszym obywatelom naszego pięknego narodu, i bądź co bądź, jego przyszłości, na wytypowaniu swoich faworytów. Jak to bywa w przypadku najmłodszych, ich opinie wypływają prosto z serca i są szczere. Głosowanie też było nietypowe - każdy z jurorów otrzymał 9 klocków w różnych kolorach, a każdy kolor miał rangę odpowiedniej ilości punktów. Tak więc decyzją szanownego i nieprzekupnego niczym(no, może z wyjątkiem jakiś łakoci) jury w osobach: Olesia(5 lat), Kinia(6 lat), Igi(7 lat), Igo(10 lat), Arciś(8 lat) oraz Adi(10 lat), najwięcej emocji wywołała, a tym samym pierwsze miejsce zdobywa... 

Niech jeszcze chwilę będzie brzmiał werbel, dla podniesienia nastroju...


Uroczy drewniany królik przysłany przez Anię z bloga https://zycnieumieracania.blogspot.com/.

Aniu, Wasz królik tak spodobał się dzieciom, że postanowiły zrobić sobie takiego samego na przyszłoroczną Wielkanoc. Jest niezwykle oryginalny. Jak to podsumował Adi: "Bardzo mi się on podoba i w fajny sposób wyróżnia się spośród tłumu...". Gratuluję Kochana uznania w oczach moich pomocników i proszę, więcej wiary w siebie.

Zaszczytne drugie miejsce zdobywa... (znowu niech zabrzmią werble...)

Wiewiórka wśród gałęzi autorstwa Lidzi z bloga http://misiowyzakatek.blogspot.com/


Lidziu, szczerze gratuluję Ci uzyskania zaszczytnego drugiego miejsca. Mnie też oczarował kunszt i wykonanie tej pięknej pracy.

I zaszczytne trzecie miejsce otrzymuje...

Poduszka w wykonaniu Ani I. Hmm... czyżby szanowne jury tak zmęczyło się obradami, że nie marzyło o niczym innym, niż o odpoczynku? To już ich słodka tajemnica.
Ponieważ spodziewałam się, że wiersze przejdą w oczach najmłodszych bez echa, ustanowiłam nagrodę specjalną w tej kategorii. Tutaj postawiłam na tzw. "ślepy los" i zrobiłam losowanie wśród wierszy nadesłanych przez Basię i liiviię.
Są dwie karteczki:
Losowanie z zamkniętymi oczami wskazało jedną z nich:
A szczęśliwcem okazała się...

Gratulacje, liiviio :). Losowanie odbyło się pod czujnym okiem Pusi, która jak każda kobieta ma swoje humory i dzisiaj stwierdziła chyba, że jest niefotogeniczna, bo zwiała przy każdej próbie cyknięcia jej fotki.

Do tych czterech osób powędrują główne nagrody.

Jednak tak naprawdę to zwyciężył każdy z Was, ponieważ zaprezentowaliście piękne przykłady jak różnorodne może być pojęcie "rzemiosła". Dlatego, zgodnie z obietnicą, każdy zostanie nagrodzony. Tylko dajcie mi czas do końca listopada, bo jeszcze muszę jedną rzecz ogarnąć, a w pewnym momencie musiałam oddać na chwilę laptopa do naprawy i mam drobne obsunięcie terminów. Mam nadzieję, że rozumiecie, iż napisanie(tzn. poprawienie) prac magisterskich było ciut ważniejsze. W związku z powyższym proszę o przesłanie mi swoich adresów korespondencyjnych Anię z zycnieumierać.blogspot.com, Anię z iwanna59.blogspot.com oraz liiviię z liiviia2.blogspot.com/(do reszty z Was, tych, którzy brali udział, chyba mam). 
Dziękuję też tym, którzy podzielili się swoimi wiadomościami na temat ciekawych obiektów w swojej okolicy bądź z Waszych wędrówek. Powstał z tego mini-album, którym też się z Wami podzielę. 
Konkurs miał dla mnie podwójny aspekt. Tak jak pisałam, chciałam nim jakoś upamiętnić Rok św. Józefa. Ale nie tylko. Gdzieś kiedyś czytałam, że internetowe konkursy są bez sensu, ponieważ czas zmarnowany na ich rozstrzygnięcie można przeznaczyć na coś innego. Tymczasem mój konkurs przy okazji stał się pretekstem do rozmowy z najmłodszymi na temat szeroko rozumianej sztuki oraz tego, że to, co podoba się jednemu, niekoniecznie musi podobać się komuś innemu. Każdy z nas ma swój gust, każdy może mieć inny, co jest zrozumiałe. Z drugiej strony można ten gust kształtować od najmłodszych lat, prowadząc ich do galerii, muzeów, ale także pokazując im różne ciekawe rzeczy bez wychodzenia z domu. Dzięki temu połączyłam jedno z drugim. I tym sposobem mogłam wykorzystać w praktyce wiadomości zdobyte na przedmiocie "pedagogika rodziny". Ech, właśnie czuję, że może te dwie piątki uzyskane na koniec tego przedmiotu(najpierw z ćwiczeń, a potem z egzaminu) nie były tak dużo nad wyrost? 

niedziela, 19 września 2021

1348. Jadę w Bieszczady, to znaczy Beskidy

Wybywam. Co prawda nie w przysłowiowe Bieszczady, lecz w trochę niższe Beskidy, ale coś czuję, że taki kilkudniowy reset dobrze mi zrobi. Już dawno chciałam tam jechać na dłużej niż na dwa dni związane ze ślubem kuzyna, ale zawsze było właśnie to jakieś "ale". A to rozmowa kwalifikacyjna w sprawie pracy, a to odrobienie bardzo zaległych praktyk, a to problem z wgraniem pracy dyplomowej do systemu, a to inna wizja pracy magisterskiej niż ma promotor(co ciekawe, nieprzyjęcie mi pracy magisterskiej z jednej specjalizacji zablokowało mnie z bronieniem się na drugiej - stąd te dwie prace dyplomowe, o których pisałam w maju). Mam nadzieję, że teraz mi już ją zaliczy, bo jak nie to chyba się zdenerwuję. W każdym razie pokazywanie przez dwa lata moich faktycznych możliwości intelektualnych(które się różnią od tego, co widać na pierwszy rzut oka) nie do końca mi wyszło na dobre. Za to zmęczenie materiałem, czyli wyliczaniem wszystkiego "na piechotę"(to chyba "zboczenie" mojej maksymalnej ilości punktów z rozszerzonej matematyki) skutkowało u mnie tym, że w pewnym momencie zamiast wbijać cyferki w kalkulator, to ja wpisywałam je w arkusz tekstowy wielce zdziwiona, że nie pojawia mi się wynik😁 -> sama z siebie się z tego śmieję. Na szczęście najgorsza część napisania, czyli wyniki w przeliczeniu na procenty, już dawno za mną, teraz tylko pozostaje korekta zgodna z sugestiami promotora. A te są czasami dla mnie nieco dziwne i nie do końca dla mnie dorzeczne(to tylko magisterka, a czasami mam wrażenie, że piszę doktorat, chociaż praca na 128 stron to taki tyci tyci doktorat). I jestem już tym po trochu zmęczona, zwłaszcza że tempo mojej pracy jest nieco wolniejsze od innych. 
Dlatego jadę w Bieszczady... Thu, w Beskidy. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mnie do tego zachęcają - nawet dzisiejsze rozważania różańcowe z księdzem Teodorem nawiązywały do wędrówek po górach. Jadę, i to na całe 5 dni. Szaleństwo. Niby udało mi się w te wakacje wyrwać chociażby na obóz sportowy, albo na jeden dzień na Górę Świętej Anny, albo w 2,5 dnia zawędrowałam przed tron na Jasnej Górze, ale to nie to samo. Mam nadzieję że uda mi się nie tylko dychnąć i naładować akumulatory, ale też z pomocą nieprzekupnego jury rozstrzygnąć nasz wakacyjny konkurs ze świętym Józefem w tle. No bo wiecie, już na samym początku miałam wizję połączenia go z rozmową z dzieciakami na temat tego, co może być sztuką i jak różne mogą być jej oblicza. Takie drugie, ukryte dno zabawy. Tylko brakowało czasu na podskoczenie tam, a kiedy nie ma się samochodu, problem przemieszczania się nabiera jeszcze większej wagi.
No i jeszcze chcę potrenować przed biegiem, który mam w następną niedzielę. I to po górach. Co prawda to tylko(a może aż?) 3,5 kilometra, ale jeszcze nigdy nie miałam okazji biec w górach. Na  wszystko namówił mnie Wojtaszek, organizator Górskiego Biegu Frassatiego. Ogólnie teraz organizuje Maraton Trzech Jezior, który jest w przyszłą sobotę i podczas którego jestem wolontariuszem. A na drugi dzień jest minibieg, właśnie na te 3,5 kilometra. W dodatku wolontariusze mają go już opłacony. To nic, że wtedy mam kolejne urodziny. Potraktuję to jako niecodzienny prezent.

Najwyżej się połamię tuż przed obroną...
I przed pierwszym dniem w pracy...
I przed wolontariatem w biurze zawodów podczas SilesiaMaratonu...

I przed rozpoczęciem kolejnego roku akademickiego.("Lolek, a nie prościej było najpierw zrobić licencjat, a następnie magisterkę, a nie na odwrót" - nie ma to jak motywacyjna mowa znajomych)
Jak to szło? C'est la vie*...

Mam tylko jeden dylemat - nie mogę się zdecydować, którą książkę ze sobą zabrać...

* C'est la vie - takie jest życie

niedziela, 1 sierpnia 2021

1327. Podsumowanie pierwszego etapu wakacyjnego konkursu

Minął lipiec. Czas więc podsumować pierwszy etap wakacyjnego konkursu "Wszyscy jesteśmy rzemieślnikami". Muszę przyznać, że na początku miałam pewne obawy, czy w ogóle ktoś będzie chciał się ze mną w to wszystko bawić. Oczywiście sporo osób zadeklarowało w notce informacyjnej, że weźmie udział, sama jednak wiem, że czasami życie potrafi iść swoimi ścieżkami. I możemy albo o czymś zapomnieć, albo po prostu nie zdążyć czegoś zrobić. Mnie zaś głupio było chodzić po Waszych blogach i namawiać na udział w zabawie(chociaż w przypadku niektórych z Was tak mi się zdarzyło, potem miałam wyrzuty sumienia, że Wam się narzucam). Dlatego naprawdę bardzo cieszyłam się z każdego meila zatytułowanego "Konkurs". I chociaż było ich, może dla jednych tylko, ale dla mnie to aż 8 (7 meili + wiersz liivii w komentarzu), udowodniliście, jak bardzo różnorodne może być słowo "rzemiosło". Każda Wasza praca jest jego doskonałym odzwierciedleniem. 
Zresztą sami zobaczcie jakie ślicznotki przesłaliście, jako przykłady małego rzemieślnictwa. Długo zastanawiałam się, jaki obrać klucz do przedstawienia Waszych prac, żeby nie było, że kogoś faworyzuję, czy też bagatelizuję. W końcu uznałam, że najbardziej sprawiedliwe będzie przedstawić je w tej kolejności, w której pojawiły się w mojej elektronicznej skrzynce pocztowej/na blogu.

1) MałgosiaX podzieliła się z nami karteczką, jaką wykonała na pożegnanie swojego wieloletniego kierownika duchowego.


Wielkie brawa dla naszej MałgosiX - 👏👏👏.

2) Basia Wójcik zaszalała pod tym względem i przesłała mi prawdziwy mix prac. Ach, czego tam nie było:

a) Obraz przedstawiający mężczyzn pracujących przy retorach, w których wypala się węgiel drzewny.

b) chatka wybudowana przez dziadka Basi - Józefa, w wiosce, w której mieszka.

c) Wiersz poświęcony św. Józefowi:

Św. Józef z rodzinnego obrazka

Święty Józefie
z obrazka wiszącego
nad łóżkiem mojej babci
wyblakły od spojrzeń proszących
broniący wytrwale rodziny
co modlitewnym kręgiem
otaczała Twój stary obrazek
przywróć zawierzenie tamtych lat
gdy Boża radość wpadała
przez uchylone okno
wraz ze śpiewem skowronka
Święty Józefie
spoglądający z troską dobrego ojca
na gromadkę niesfornych dzieci
pokaż jak kochać
Dar Życia
by nie zmarnować
żadnego dnia z Bożej hojności
wyblakły od trudów i trosk
błogosław jak zawsze
szukającym wsparcia
co w starym zniszczonym obrazku
dostrzegają świętość

daną nam ku obronie.

Oczywiście wielkie brawa dla naszej Basi - 👏👏👏.

3) Ania przysłała mi zdjęcie zająca, który wyszedł spod rąk jej męża. Czyż nie jest uroczy?

Wielkie brawa dla Ani i jej męża 👏👏👏.

4) Iwanna przysłała mi prześliczną poduszkę z haftem. Aż miło jest się do takiej przytulić po ciężkim dniu pracy. 

Oczywiście, Ani także należą się wielkie brawa 👏👏👏.

5) Urszula97 postanowiła podzielić się z nami 
a) Zdjęciem sukieneczki zrobionej dla swojej siostrzenicy


b) Fotografią lilijki(nota bene atrybutu św. Józefa)

👏👏👏 - Uleńko, te brawa są dla Ciebie.


6) EwaJ również przesłała mi dwie swoje prace:
a) Obraz namalowany na desce, który nosi tytuł "Mateczka z Dzieciątkiem"

b) zdjęcie swojego ogrodu, w który włożyła wiele pracy i serca

Także Ewa zasłużyła na gorące brawa - 👏👏👏.

7) Czarna Dama specjalnie na tą zabawę stworzyła drzewo z wiewiórką. Czyż nie jest ono urocze?

Lidziu, Tobie też należą się wielkie brawa za kreatywność - 👏👏👏.

8) Ostatnią dotychczas pracą przesłaną na konkurs jest wiersz zatytułowany "Madame K.", który nadesłała mi liiviia:

Madame Karenine
zatańcz ze mną walca nad ranem,
brylantowe kolczyki włóż,
usta muśnij obłokiem różanym,
nad dzieckiem czuwa anioł stróż.

Madame Karenine, jak to jest
kresowi patrzeć prosto w twarz,
gdy w życiu, zamiast prosto iść,
chodziło się na wspak…

Stukot obcasów, stukot kół
brzmią jednakowo,
za mocno żyłaś, aby być
tak letnią, pół na pół
Madame Karenine..

👏👏👏 - liiviio, w pełni zasłużone brawa.

Kochani, dziękuję każdemu z Was za piękno nadesłanych prac. Nie spodziewałam się aż takiej Waszej kreatywności w tym temacie. W zasadzie wraz z dniem 31 lipca miałam zamknąć tą część konkursu, jednak tak sobie myślę, że może ktoś z Was(tzn. tych, którzy nie brali w nim udziału) zainspiruje się przedstawionymi tutaj pracami i prześle mi jeszcze swoją propozycję "małego rzemiosła", które jak widzicie, niejedno ma imię. Dlatego przedłużam czas nadsyłania prac maksymalnie do piątku, 6 sierpnia, do godziny 14:30. Przesyłajcie je na adres lolek90dg@gmail.com, w tytule wpisując "Konkurs", a podpisując się swoim blogosferowym nickiem. Akurat mam pomysł, w jaki sposób mogłabym wykorzystać pierwszy etap, a przy okazji może uda mi się wskazać najlepszą z prac(chociaż patrząc po ich poziomie już wiem, że będzie trudno). Jednak tutaj będę musiała poradzić się "niezależnego" i "nieprzekupnego" jury. 
Przypominam też o drugiej części zabawy, w której szukamy w naszej okolicy: 
a) albo kościoła, kaplicy, posągu poświęconego św. Józefowi. 
b) albo obojętnie jakiego obiektu, który zachwycił nas np. pod względem architektonicznym.

Na zgłoszenia swoich obiektów(oczywiście od tych, którzy jeszcze mi ich nie przesłali) czekam do 31 sierpnia 2021 r. Podobnie jak w przypadku pierwszego etapu, również i te prace przesyłajcie na adres lolek90dg@gmail.com, w tytule wpisując "Konkurs2", a podpisując się swoim blogosferowym nickiem.

Trzymajcie się ciepło.

czwartek, 29 lipca 2021

1326. Minęło siedem lat...

Minęło siedem lat od chwili, kiedy kolejny raz zdecydowałam się na prowadzenie bloga. Był 29 lipca 2014 roku. To były cudowne lata. Chociaż były w nich i wzloty i upadki, czasami bardzo bolesne, to jednak z większości z nich wychodziłam z obronną ręką. Te siedem lat temu nawet nie przypuszczałam, że wytrwam aż tyle czasu w tym miejscu, ani tym bardziej, że znajdę w nim tylu wspaniałych ludzi. Tymczasem stało się zupełnie inaczej. 
Przez te 7 lat powstało 1325 postów. Opisują one moją codzienność, spostrzeżenia, wspomnienia, przemyślenia. Czasami są to jakieś ciekawostki związane z przypadającą aktualnie datą, "dobrym życiem", tym, co jest dla mnie ważne, czasami nawet wykorzystuję do ich napisania wiedzę zdobytą podczas studiów(jak chociażby w notatce zatytułowanej "Wirus pozytywnych myśli" - tak więc nigdy nie wiadomo co i kiedy nam się przyda). Innym razem są to opisy przeczytanych przeze mnie książek(oczywiście nie wszystkich, bo jednak czytam sporo), albo obejrzanych filmów. A czasami pochwalę się jakimś moim wierszem. Do lipca 2016 zdjęcia na blogu pojawiały się sporadycznie, głównie były skądś ściągane. Dopiero jak przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie nabyłam podręczną  cyfrówkę, zaczęłam dzielić się z Wami obrazami otaczającego mnie świata.
Dla mnie blog jest swoistym pamiętnikiem, czymś, gdzie mogę zajrzeć w trudnych dla mnie chwilach. Daje mi on dużo radości(i to jest chyba w tym wszystkim najważniejsze), zresztą zawsze lubiłam pisać, a komputer daje mi w tym dużo więcej możliwości, niż moja własna ręka. Jest też motywatorem - niejednokrotnie opisywałam na nim trudne sytuacje, z których wyszłam "obronną ręką". A także żywym dowodem Waszej solidarności ze mną - jak na przykład podczas mojej przedłużającej się nieobecności na przełomie stycznia i lutego, kiedy przymusowo trafiłam na kilka tygodni do szpitala. Uwierzcie mi, po moim powrocie i uruchomieniu na swobodnie komputera, aż oczy mi się zaszkliły, kiedy zobaczyłam Wasze komentarze. Były one dla mnie najlepszym dowodem na to, że znalazłam w sieci wspaniałe osoby, które też się martwią o innych.
Kiedyś zarzucono mi, że za bardzo propaguję tutaj cierpienie, a wręcz się nim zachwycam. To nie tak. Cierpienie jest częścią naszej egzystencji, nieuniknionym fragmentem naszego ludzkiego życia. A mimo to w dalszym ciągu jest tematem tabu. Wiem, że komuś może nie podobać się np. pisanie o zbrodni katyńskiej lub rzezi wołyńskiej, ale przecież to część naszej wspólnej historii. Tak samo, jak pożegnania na blogu osób, które odeszły, są częścią mojej prywatnej historii. A jak się to komuś nie podoba, to trudno.
Dziękuję Wam za każdy komentarz i słowa wsparcia, a także za kulturę na blogu. Poza drobnymi wyjątkami zachowujecie się jak wzorowi komentatorzy, nawet jeżeli macie zupełny pogląd na sprawę niż ja. To ważne, bo przepychanki słowne i wzajemne ubliżanie sobie nie prowadzi do niczego dobrego. Znam bloggerów, którzy "tępią" tych, co myślą inaczej jak oni, a potem "są nieszczęśliwi". Tylko czy wyzywanie i ubliżanie ludziom o innym światopoglądzie może prowadzić do bycia szczęśliwym? Może na moment, ale nie na dłuższą chwilę. Wiecie, też czasami mnie poniesie i napiszę coś nieodpowiedniego, jednak później wielu rzeczy żałuję i staram się nie ponawiać swoich błędów. Dlatego jeżeli kogoś czymś uraziłam, to najmocniej Was za to przepraszam.

Trzymajcie się wraz ze słońcem, ogrzewającym rynek w Wadowicach(najmłodsi najbardziej byli zainteresowani fontanną wyrzucającą w górę wodę niczym gejzer, mnie osobiście bardziej podobała się jej poprzednia wersja, w której za młodu puszczało się łódki ze skorupek orzecha)

Oraz przyjemnym chłodem wadowickich plantów(oj, ile się nimi nabiegało w dzieciństwie to wiedzą chyba tylko moje nogi)

Dzięki pandemii wizyty w moich ukochanych Wadowicach niestety przybierają postać wyprawy na drugi koniec świata. 

Przypominam jeszcze o pierwszej części mojej wakacyjnej zabawy "Wszyscy jesteśmy rzemieślnikami". Szczegóły znajdziecie w >>tej<< notatce. 

środa, 28 lipca 2021

1325. Bo chyba każdy z nas skrywa jakąś tajemnicę

"Bibliotekarka z Auschwitz" Antonio G. Iturbe nie była jedyną lekturą, którą zabrałam ze sobą na sportowy obóz. Jeżeli myślicie, że wystarczyłaby mi ona na te 10 dni, to muszę Was rozczarować - otóż nie. A z racji tego, że jakiś czas wcześniej zaczęłam czytać "Wszyscy mamy tajemnice" Harlana Cobena (którą nota bene dostałam w prezencie od Basi), postanowiłam także i tą pozycję zabrać ze sobą. Była to dobra decyzja, ponieważ w przerwach pomiędzy jednym treningiem, a drugim znalazł się czas na odpoczynek z książką.

Tytuł: "Wszyscy mamy tajemnice"
Autor: Harlen Coben
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2012
Liczba stron: 462

Każdy z nas skrywa jakąś tajemnicę. To chyba jedna z cech charakterystycznych gatunku ludzkiego. Chociaż podobno zwierzęta też je mają. Jedne z nich są zdradzane drugiej osobie, inne zabierane ze sobą do grobu.
Myron Bolitar jest funkcjonariuszem policji. Wiedzie spokojne życie, jednak cały czas się zastanawia, co się stało z jego bratem, Bradem, którego nie widział już od dłuższego czasu. Pewnego dnia zgłasza się do niego dawna klientka, Suzze Trevantino. Myron znał ją jeszcze z czasów, kiedy była gwiazdą tenisa, a jednocześnie była uzależniona od narkotyków. To już jednak przeszłość, ponieważ teraz kobieta spodziewała się dziecka. Suzze zwraca się do Myrona z nietypową prośbą - jej mąż, muzyk Lex Rydel przepadł bez wieści po tym, jak na Facebooku pojawił się wpis kwestionujący jego ojcostwo. Podczas poszukiwania mężczyzny Myron trafia na ślad dwójki swoich zaginionych przed laty krewnych - Kitty, żonę swojego młodszego zaginionego brata oraz ich syna, nastoletniego Mickeya. Wyraźnie widzi, że się przed kimś ukrywają. Czyżby przed nim samym? W dodatku zbuntowany chłopak oskarża Myrona o wszystkie nieszczęścia, jakie spotkały rodzinę, zaś niemogąca sobie poradzić z życiem Kitty pogrąża się w nałogu narkotykowym. Niebawem umiera Suzzie. Wszystko wskazuje na to, że nie dość, że wróciła do brania narkotyków, to jeszcze przedawkowała. Myronowi coś jednak w tym wszystkim nie pasuje. Z czasem łączy ze sobą historie Brada, Suzzie, Kitty, Lexa, nastoletniej Alisty oraz niewystępującego już na scenie muzycznej Gabrierem Wire. Odkrywa w ten sposób niejedną tajemnicę, a jedna jest jeszcze straszniejsza od drugiej. Czy dowie się, co kryje się pod śmiercią Suzzie? Czy odnajdzie swojego brata Brada? I jaką rolę w tym wszystkim odegra Mickey?
To moja pierwsza książka z tej serii, ale mam nadzieję, że nie ostatnia. Z jednej strony finał całości był do przewidzenia, ale z drugiej, zakończenia niektórych z prezentowanych wątków naprawdę mnie zaskoczyły. O ile pierwszych 100 stron akcji jest trochę przynudnawych, o tyle po śmierci Suzzie akcja nabiera tempa. Zauroczyły mnie też stosunki Myrona i jego rodziców - gdybym nie wiedziała, że jest typowym "gliną", czytając opisy ich wzajemnej troski o siebie, nigdy bym go o to nie podejrzewała.

Za ciekawą lekturę jeszcze raz dziękuję Basi W. 

A ja przypominam jeszcze o pierwszej części mojej wakacyjnej zabawy "Wszyscy jesteśmy rzemieślnikami". Szczegóły znajdziecie w >>tej<< notatce. Jednocześnie dziękuję wszystkim tym, którzy już przesłali mi swoje prace. Jesteście wspaniali!

Trzymajcie się ciepło i dbajcie o siebie podczas upalnych dni! Pozdrawiam Was chłodem bijącym od katowickiej strefy relaksu ulokowanej w centrum miasta(na dobrze, zdjęcia z zeszłego tygodnia, ale naprawdę, wystarczyło przejść kilka metrów, aby betonowy skwar zniknął wśród fontann, palm oraz rabatek z kwiatami).

sobota, 24 lipca 2021

1323. Nie ma, że się nie da

Czas szybko leci. Tak szybko, że ciężko jest mi uwierzyć w to, że od Światowych Dni Młodzieży w Krakowie minęło już 5 lat. Naprawdę? To jesteśmy aż o te 5 lat starsi? Niesamowite. Tym bardziej, że mam wrażenie, że to wszystko działo się wczoraj. Najpierw przygotowania, potem Dni w diecezjach, aż w końcu centralne wydarzenia w centrum Bożego Miłosierdzia - Krakowie oraz podkrakowskich Brzegach.

Młodzi opanowali nawet pomnik Mickiewicza w Krakowie

W zasadzie od pierwszej chwili, kiedy zostało ogłoszone miejsce Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku, wiedziałam, że zrobię wszystko aby w nich uczestniczyć. Nie wiedziałam tylko, że los sprawi mi niespodziankę i owszem, wezmę udział w tym niecodziennym wydarzeniu, jednak w nieco innej roli, niż mogłabym się spodziewać. Bo któż mógłby przypuszczać, że komisja rekrutacyjna wolontariuszy zwróci uwagę na zgłoszenie niepełnosprawnej kandydatki? A potem, zdecyduje się zaufać jej na tyle, że wciągnie ją w poczet wolontariuszy w Krakowie. Już wcześniej udało mi się zgłosić do pomocy podczas organizacji Dni w diecezji, jednak teraz to miał być wolontariat na szerszą skalę. I z ludźmi, których wcześniej nie znałam. Był strach i niepewność, ale to tylko motywowało mnie do dania z siebie 100%. 

W drodze na krakowskie Błonia papieżowi towarzyszyli niepełnosprawni(na zdjęcie załapała się jeszcze nasza ś.p. Martunia)

Wszystkie przemyślenia i relacje z tamtych cudownych(jak dla mnie) dni można przeczytać w postach z przełomu właściwie kwietnia, maja, czerwca, lipca, sierpnia, września i października 2016 roku. Zaszczytem dla mnie było opublikowanie mojego świadectwa w książce "Młodość - projekt życia", a następnie na portalu aleteita(chociaż nie zgodzę się z tytułem tekstu na portalu - w książce brzmi on po prostu "Nie ma, że się nie da", co jest bardziej adekwatne do moich odczuć).

Promocja książki

Co mi dało ŚDM w Krakowie? Przede wszystkim zaczęłam bardziej wierzyć w siebie i w to, że tak naprawdę mogę dużo. Wystarczy tylko samemu uwierzyć w swoje możliwości. Bo gdyby nie to, na pewno nie wysłałabym swojego zgłoszenia i pozostałabym na poziomie wolontariusza parafialnego. Na samo ŚDM na pewno bym pojechała, zresztą i tak planowany był wyjazd z parafii. A przy okazji w ten sposób zaczęła się moja przygoda z wolontariatem na serio. 

Przejście przez Bramę Miłosierdzia na Brzegach

Dzisiaj w Krakowie odbyły się uroczystości rocznicowe, podczas których m.in. zaprezentowano polską wersję hymnu Światowych Dni Młodzieży w Lizbonie, które zaplanowane są na 2023 rok. Mnie się on podoba, a Wam?

Zaś wszystkim, którzy mierzą się z dylematami odnośnie podejmowania decyzji, dedykuję dzisiejszy wiersz:

Uwierz w siebie

Uwierz w siebie,
nawet, kiedy ludzie Ci mówią,
że nie potrafisz czegoś zrobić.

Uwierz w siebie,
nawet kiedy wydaje Ci się,
że świat nie chce od Ciebie nic.

Po prostu uwierz w siebie,
bo tylko Ty wiesz,
jak wiele możesz z siebie dać innym.

Butelkę wody, uśmiech, gest,
dobre słowo znaczące więcej,
niż doktorat zdany na ocenę celującą.

Uwierz w siebie i walcz,
o przyszłość, o marzenia.
Gdy kilka kroków to już jest maraton.
A ziarnka piasku są cięższe od skały.

Uwierz w siebie,
od tego zacznij spełniać swój plan,
a cieszyć Cię będzie nawet drobne zwycięstwo.
Zostaniesz bohaterem,
na miarę swoich możliwości.

Trzymajcie się ciepło i przypominam o moim wakacyjnym konkursie "Wszyscy jesteśmy rzemieślnikami". Do końca miesiąca można nadsyłać prace na pierwszy etap. Muszę zdradzić, że pierwsze już wpłynęły i każda z nich mnie zachwyciła. Szczegóły zabawy znajdziecie w >>TYM<< poście. Ogólnie zastanawiałam się, czy nie zaprosić do niej osobiście kilkoro osób, jednak po napisaniu zaledwie dwóch komentarzy z zachętą(oczywiście wyraziłam się też co do samej notki) myślę, że sama dziwnie czuję się z takim natarczywym działaniem. Chociaż nie ukrywam, że miło by mi było, gdyby niektóre osoby też wzięły udział w zabawie, bo tworzą wspaniałe rzeczy.

piątek, 2 lipca 2021

1316. Wakacyjny konkurs "Wszyscy jesteśmy rzemieślnikami"

Od jakiegoś czasu marzyło mi się zrobienie na blogu konkursu. Długo myślałam jak ma on wyglądać i jaką formę ma przyjąć. Tym bardziej, że nie chciałam, aby został on tylko przeprowadzony, najlepsi dostali nagrody i tyle. Chciałam, aby coś za sobą niósł, jakieś przesłanie. Żebyśmy mogli nie tylko siebie wzajemnie poznać, ale i miejsca, jakie nas otaczają i w jakich się wychowaliśmy. Pomysł przyszedł sam, a zainspirowany został niepozornym i milczącym człowiekiem, który jednak zapisał się zarówno w historii, jak i w tradycji. 

Jak zapewne większość z Was wie, aktualnie w kościele katolickim obchodzony jest Rok św. Józefa. Według przekazu, święty Józef był rzemieślnikiem, cieślą. Zapewne budował proste meble, które potem sprzedawał nabywcom. W tamtych czasach nie było salonów meblowych i chcąc zamówić np. półkę, szło się bezpośrednio do tego, kto się tym zajmował. Musiał mieć niezły fach w ręku, skoro utrzymywał z tego rodzinę zarówno w Betlejem, Nazarecie, jak i w dalekim Egipcie. Czy przekazał go młodemu Jezusowi? Sądząc po realiach tamtej epoki, można być niemal pewnym, że tak. Może Syn Boży przed rozpoczęciem nauczania też trudnił się wyrobem mebli, a stoły, ławy i półki, które wyszły spod jego rąk, znajdowały się w niejednym domostwie w Nazarecie?
Dzisiaj rzemiosło przybiera różne formy, a jedną z nich jest rzemiosło artystyczne. Jest to dziedzina bardzo szeroko rozumiana. Jedni malują cudowne obrazy, drudzy robią urokliwe kartki, kolejni piszą ujmujące wiersze, ktoś inny potrafi zrobić wiele ozdób dosłownie z niczego, jeszcze inni wykonują prześliczne fotografię, a jeszcze inni - ozdabiają swoje okna, balkony i ogrody ciekawymi kompozycjami z kwiatów. Jak widzicie, współczesne rzemiosło niejedno ma imię, co chcę pokazać przez pierwszą część konkursu. Domyślacie się jak brzmi zadanie konkursowe? Do końca miesiąca proszę wszystkich chętnych o przesłanie na mój adres meilowy - lolek90dg@gmail.com, swojego wiersza bądź zdjęcia(a może samego zdjęcia, np. otaczającego go piękna przyrody) jakiegoś stworzonego przez siebie wytworu artystycznego. Tematu przewodniego nie ma - a więc macie dowolność. Tylko proszę, z przyzwoitością. Poniżej zamieszczam baner, który chętni mogą wkleić na swoje blogi. Ale to nie jest wymóg konieczny. 

Za to takim wymogiem, o który Was poproszę jest napisanie w nagłówku wiadomości słowa "Konkurs" oraz swojego nicku internetowego. Łatwiej mi będzie to wszystko potem ogarnąć.

Druga część będzie związana z Waszym otoczeniem. Na pewno w miejscach, gdzie mieszkacie są obiekty, które można nazwać prawdziwymi dziełami sztuki. Czasami jest to jakiś budynek, obraz w kościele, fragment elewacji, kapliczka, figura, stara kamienica, nagrobek na cmentarzu. Wybór jest duży, na pewno znajdziecie coś dla siebie co Was zaciekawi. Proszę też o kilka słów na temat tego obiektu, naprawdę, krótki opis.

Generalnie chciałam to podzielić tylko na dwa etapy, ale tak sobie pomyślałam, że w wielu miejscowościach znajdują się świątynię, których patronem jest święty Józef. Względnie może to być kościół, w którym byliście, np. podczas jakiejś wycieczki. To zadanie będzie poza konkursem(chyba, że ktoś połączy je z drugą częścią), jednak ciekawą pamiątką tej zabawy może być mapa z naszymi kościołami św. Józefa.

Za konkurs przewidziane są nagrody. Jestem na ukończeniu mojej powieści o św. Józefie, więc raczej ją dołączę do paczek. A z resztą się zobaczy.

A skoro mówimy o kościołach czy też sanktuariach, którym patronuje św. Józef, to być może uda mi się odbyć zaaaaleeeegłeeee praktyki w jednym z nich. O ile oczywiście dostanę pozytywną odpowiedź. Nie ma to jak szukania miejsca praktyk na własną rękę i przekonywanie, że wcale się tak wiele nie traci, przyjmując na nie osoby z niepełnosprawnością. Że wolniej, nie znaczy gorzej. Że wbrew pozorom, mogę wiele. Wbrew wszystkiemu, nawet pesymistycznemu nastawieniu uczelnianego opiekuna praktyk.

Trzymajcie się ciepło!