Dudniący o szyby deszcz zbudził mnie ze snu. Ociężale powieki, a następnie głowę. Spodziewałam się za oknem krajobrazu analogicznego do wczorajszego. Tymczasem moim oczom ukazał się plac budowy. Czyżbym znowu przeniosła się w czasie? A przecież miałam taki ambitny plan na dzisiaj - iść i zobaczyć co znajdowało się w 1912 roku na miejscu mojego kościoła parafialnego. Wydaje mi się, że była tam kolonia(czyli zbiorowisko kilkunastu domów mieszkalnych pracowników danej fabryki lub kopalni) Reden, ale czy to prawda? Tego się raczej nie dowiem. No chyba, że znowu wpadnę w tunel czasoprzestrzenny.
W którym roku teraz się znajduję? Meble i wystrój mieszkania wskazują na czasy PRLu. W oddali majaczyły jakieś drzewa. Coś mi się wydaje, że jest to Miejski Park Hallera. Nad miastem w dalszym ciągu górują dwie wieże bazyliki.
Postanawiam wyjść na zewnątrz, aby nieco zorientować się w sytuacji. Wychodząc z klatki natykam się na młodego chłopaka, który krzyczał co tchu w piersiach:
- Ludzie, darmowe koncerty i zabawy w Pałacu Kultury Zagłębia! Ludzie, nie przegapcie takiej okazji!
Czyli już wiem, że jestem po roku 1958, kiedy to socjalistyczny symbol miasta wyparł dopiero co wczoraj poświęcony i otwarty Dom Ludowy. Chociaż nie, przez tą podróż w czasie zupełnie straciłam jego poczucie.
Pomimo deszczu postanawiam przejść się po okolicy. Pierwsze moje kroki kieruję w stronę, gdzie teraz stoi mój kościół. Na razie jest tam barak, który w 1985 roku zostanie przekształcony w skromną kaplicę. Z czasem na placu obok stanie okazały kościół.
Potem idę do parki, po którym tak bardzo lubię spacerować. U wejścia od mojej ulicy wita mnie budynek pogotowia ratunkowego, który na początku XXI wieku ustąpił miejsca akwaparkowi. Dalej wyłaniają się czworaki czynszowe, po których z czasem próżno szukać śladów. No i basen, główna atrakcja miasta. Jego też zabrakło w parku w XXI stuleciu. Wokół mnie raz po raz przemykają pędzący gdzieś ludzie. Czyżby do Pałacu Kultury Zagłębia?
U wylotu parku ukazuje mi się Pałac Kultury Zagłębia. Jednak czegoś mi tutaj brakuje... Ach tak, już wiem, nie ma jeszcze pomnika Bohaterom Czerwonych Sztandarów, stojącego po lewej stronie pomnika. Za to tuż pod prowadzonymi do niego schodami przejeżdżają "ogórki". Za moich czasów nie miałoby to miejsca...
Ale, ale, ludzie wcale nie idą do Pałacu, ale odbijają na prawo, w stronę bazyliki. O co tutaj chodzi. Kiedy dochodzę do drogi i zerkam rzeszę ludzi zgromadzonych pod świątynię. Deszcz pada jak z cebra, a oni dalej tam stoją. Na co czekają...
Nie, czyżbym cudownym zbiegiem okoliczności trafiła do dnia 19 maja 1968 roku, w którym tutejszej słynącej łaskami figurze korony papieski nałożył nie kto inny niż kardynał krakowski Karol Wojtyła oraz prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński. Ta, która powstała na wzór niepozornego
Skąd się w ogóle wzięła ta figura w dąbrowskiej bazylice? Kiedy w 1897 roku ksiądz Augustynik opuszczał swoje probostwo we Włoszczowej, przyjaciele ofiarowali mu kopię obrazu Matki Bożej Miłosierdzia, który wisiał w tamtejszej parafii, a który kapłan tak sobie ukochał. W nowym miejscu zamieszkania umieścił go na honorowym miejscu, aby Maryja inspirowała jego duchowość i pomagała w działalności kapłańskiej. Następnie podzielił się z parafianami swoją miłością do łaskawego spojrzenia Maryi Włoszczowskiej. Nakazał nawet wykonać kopię tego obrazu i w uroczystej procesji z gołonoskiego kościoła intronizował 8 września 1897 roku obraz w kaplicy św. Aleksandra. Polecił też namalowanie na nim dwójki franciszkańskich świętych: Franciszka i Klarę. W dniu pojawienia się obrazu w dąbrowskiej świątyni tak tłumaczył prostym ludziom jego symbolikę: "Matka Boża stoi na kuli ziemskiej i depcze łeb węża na znak, że Ona niewiastą obiecaną w raju, która miała zwyciężyć Szatana czyhającego na zgubę dusz naszych, i miała wziąć pod swoją macierzystą opiekę cały okrąg ziemi. Aniołowie ją otaczają jako swoją Królową, a święci klęczą u Jej stóp i modlą się za biednymi wygnańcami ziemi". Od początku wizerunek Matki Bożej Anielskiej cieszył się wśród wiernych niezwykłą czcią. Bardzo często prosili o odprawienie Mszy Świętej przy tym obrazie i składali wota. Nie bez znaczenia był fakt, że wielu z nich otrzymało za jego pośrednictwem ogromnych łask. Również budowę nowego kościoła ksiądz Augustynik powierzył Matce Bożej. Ponieważ już podczas projektowania nowej świątyni było wiadomo, że ten niewielkich rozmiarów obraz nie będzie widoczny w ogromnym kościele, dlatego zaplanował monumentalny ołtarz o wysokości dwudziestu metrów, a w nim postanowił wyeksponować włoszczowski obraz w formie rzeźby ołtarzowej. Matka Miłosierdzia miała zostać na nim ukazana jako Królowa Aniołów z motywami świętych franciszkańskich. Aby nadać kościołowi jeszcze większe cechy franciszkańskie, nowemu kościołowi jako patronkę dano Matkę Boską Anielską de Porcjunkula, a także obowiązywały w nim odpusty i przywileje franciszkańskie. Rzeźbę Matki Boskiej z Dzieciątkiem wykonał rzeźbiarz Józef Baltazar Proszowski. Figura wykonana z drewna cyprysowego ma 170 cm. wysokości. Maryja, stojąca na kuli ziemskiej i depcząca głowę węża, w prawej ręce trzyma berło, na lewej zaś Jezusa, który na kolanach trzyma królewskie jabłko. Dzieciątko wyciąga rączki do wiernych i obdarza ich uśmiechem. Maryja jest poważna, swoją twarz kieruje ku Synowi. Ubrana jest w różową sukienkę z wzorami oraz niebieski płaszcz okrywający także jej głowę. Na jego brzegu widoczna jest ozdobna lamówka, która przetkana jest szlachetnymi kamieniami. Dzieciątko natomiast ubrane jest w białą szatkę ozdobioną złotymi krzyżami. Na głowie ma maleńką koronę ze srebrnych lilii. Korona Maryi jest identyczna tylko, rzecz jasna, większa. Ich głowy okalają złociste promienie oraz 12 gwiazd. Również na berle trzymanym przez Matkę Bożą pojawia się motyw lilijki. Kompozycja sceny otaczającej figurę Matki Bożej jest przemyślanym układem. Z jednej strony przedstawia Najświętszą Dziewicę w otoczeniu świętych charakterystycznych dla danego regionu lub kościoła. Z drugiej jest wyraźnym ukazaniem chwały Maryi Niepokalanej, która unoszona przez dwa anioły, depcząc węża - symbol Szatana, dostępuje łaski Wniebowzięcia i Ukoronowania. Świadkami tej sceny są Trójca Święta wraz z zastępami niebieskimi. Zastępy trzymają świece lub instrumenty muzyczne, dzięki którym uświetniają ten moment. Figura jest centralnym punktem ołtarza głównego. Obok niej znajdują się rzeźby św. Rozalii oraz św. Antoniego Padewskiego. Ponadto dzieło zdobią mniejsze figury archaniołów Michała, Gabriela oraz Rafała. W zwieńczeniu widoczny jest zmartwychwstały Chrystus z krzyżem oraz para aniołów po lewej oraz prawej stronie. Figura w uroczystej procesji została przeniesiona z kościoła św. Antoniego do bazyliki w dniu 19 listopada 1904 roku i spokojnie czekała na chwilę, aż jej głowy będą zdobić korony papieskie.
Ta chwila miała nadejść właśnie dzisiaj. Niemy świadek tutejszej historii oraz powiernik tak wielu ludzkich spraw miał otrzymać korony papieskie z rąk tych, którym historia nada tytuł Prymasa Tysiąclecia oraz Jana Pawła II - papieża - Polaka. Co ciekawe, ten pierwszy jedenaście lat wcześniej wydał dekret, na mocy którego ogłosił Matkę Boską patronką Dąbrowy Górniczej i matką Zagłębia. Nie mogę przegapić tej chwili, po prostu nie mogę. Z trudem udaje mi się wejść w tłum, a potem, wśród syków i potrąceń przejść do przodu.
Przed wejściem już stoją ubrane w ludowe oraz komunijne stroje dzieci, które wraz z proboszczem, Janem Domarańczykiem, tu i ówdzie kręcą się księża z diecezji(jeszcze częstochowskiej) i inni hierarchowie Episkopatu Polski. Rozejrzałam się wokoło, tu i ówdzie stały oddziały Milicji Obywatelskiej oraz Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej.
- No tak, wróg nie śpi, ORMO czuwa - jakże wymowny dzisiaj stał się ten PRLowski slogan. Starałam się nie zwracać na nich większej uwagi.
Wreszcie podjechał odświętny samochód, z którego najpierw wysiadł wysoki i szczupły Stefan Wyszyński(przypomniało mi się, że mam wypożyczyć z biblioteki jego "Zapiski więzienne", o ile oczywiście uda mi się trafić do "moich" czasów), a za nim nieco pucołowaty Karol Wojtyła. Z marszu podeszły do nich dzieci, które w wierszowanych słowach mówionych gwarą śląską, przywitały dostojników kościelnych.
- Ale ja Cię nic a nic nie słyszałem - mówi Wojtyła do stojącego przed nim chłopca w górniczym stroju.
- To się trzeba było nachylić i uważnie słuchać - brzmi niespodziewana riposta malca. Ta riposta niejako rozładowała atmosferę. Być może za dziesięć lat będzie się jej wstydził, ale skąd może wiedzieć, że stoi przed nim przyszły papież?
Każdy kto może, wchodzi do świątyni, reszcie muszą wystarczyć głośniki wystawione na zewnątrz. Głównym celebransem Mszy świętej jest Karol Wojtyła. To z jego ust padają słowa:
-
Tu wszystko dźwiga się ku Ojcu: i to co na ziemi i to co pod ziemią (...), a Maryja jest rzeczywiście skuteczną Orędowniczką u Boga i najpewniejszą pomocą w trudnościach. (...) Na zakończenie uroczystości dzisiejszej pragnę wam powiedzieć, że z radością przyjmujemy do wspólnoty tylu sanktuariów maryjnych metropolii krakowskiej to nowe sanktuarium, które staje obok Częstochowy i obok Kalwarii i obok Ludźmierza i obok Tuchowa i obok tylu innych miejsc, gdzie się czci Maryję, gdzie się przez Nią najskuteczniej wchodzi w tajemnicę Chrystusa i Kościoła, tego Chrystusa i tego Kościoła, który nie pozwala nam przywrzeć tylko do ziemi, ale zgodnie z naturą naszego ducha, dźwiga wszystkie sprawy tej ziemi, sprawy ludzkie ku Ojcu. Liturgia dzisiejsza, liturgia V niedzieli po Wielkanocy jest pełna oczekiwania na przyjście Ducha Świętego, na coroczne Zielone Święta. Wierzymy, że gdy On przyjdzie, wówczas zawsze urzeczywistnia w życiu człowieka i w życiu społeczeństw ludzkich to doskonałe prawo wolności, o którym mówi w dzisiejszej liturgii św. Jakub. I oto my, Polacy, to doskonałe prawo wolności spisaliśmy i zarazem odczytujemy w Matce Chrystusa. Dlatego nie lękaliśmy się i nie lękamy się zawierzać Jej siebie, aż do oddania się w jej Macierzyńską Niewolę, bo w Niej jest zapisane prawo wolności i to wolności doskonałej. (…) Gratuluję wam Matki Bożej, Królowej Aniołów, Królowej Zagłębia i gratuluję Matce Bożej, Królowej Aniołów, Królowej Zagłębia, was, ludu Boży tej pracowitej ziemi.
Wcześniej jednak podczas homilii prymas Stefan Wyszyński mówi:
-
Każdy, kto obiektywnie i spokojnie bada dzieje Kościoła, ten musi zerwać z tą legendą, tendencyjnie niekiedy umacnianą, że Kościół jest niewrażliwy na potrzeby klasy pracującej, że nie miał nic do powiedzenia i nic dla tej klasy pracującej nie zrobił. Wasze miasto – Dąbrowa Górnicza i całe Zagłębie – niezawodnie w dziejach swoich znalazłoby też dowody tego, że właśnie Kościół – trwając wśród was – najmilsze dzieci Boże – dodawał wam otuchy w trudnych chwilach udręki i niesprawiedliwości i krzywdy społecznej. I jak uczył was i pokoju Bożego, a jednocześnie budził nadzieję i pobudził do wysiłku, ażeby życie ludzkie na ziemi lepiej, uczciwiej, sprawiedliwiej urządzić. (…) Królowo Aniołów i ludzi! Oddajemy się dzisiaj w Twoją szczególną opiekę. Patrzymy z radością na Twoje Ukoronowanie. Stało się to, czego pragnął rzetelny, pracowity, gorliwy, wierzący Lud Dąbrowy Górniczej i Zagłębia Dąbrowskiego. Jesteś ukoronowana, nasza Oblubienico i Matko! I my dzisiaj, patrząc na Ciebie, głosimy radosną nowinę: Niech będzie słyszana, Alleluja! Po krańce polskiej ziemi, niech będzie opowiadane, że Pan swój naród wyzwolił, Alleluja, Alleluja! Amen.
Aż wreszcie nadchodzi moment samej koronacji. W imieniu parafian przysięga jest składana przez proboszcza, księdza prałata Jana Domarańczyka:
-
Ja, proboszcz parafii Matki Bożej Anielskiej w Dąbrowie Górniczej, pełen wdzięczności Bogu za łaskę koronacji figury Matki Bożej Anielskiej postanawiam i obiecuję stać na straży tutejszego sanktuarium. Wespół z moimi współpracownikami, w imieniu wszystkich naszych następców przyrzekam ze wszystkich sił rozszerzać kult maryjny według zdrowej nauki Kościoła w całkowitej jedności ze Stolicą Apostolską.
Po chwili dwie korony zostają nałożone na skronie Matki Bożej Anielskiej oraz Dzieciątka na jej ręku.
Po Mszy świętej wychodzimy na zewnątrz, aby procesyjnie trzy razy obejść bazylikę. Trochę się bałam tych wszystkich służb mundurowych rozlokowanych wokół placu kościelnego. Tymczasem dzieje się coś zupełnie niezrozumiałego, a na pewno niespodziewanego - w obliczu Majestatu wielu z nich zdejmuje swoje nakrycia głowy, a nawet przyklęka. Gdzieś tam w głębi budzą się w ludziach religijne uczucia.
Pomimo niepogody tłumy ludzi uczestniczą w uroczystościach, które trwają do późnych godzin popołudniowych. Osobiście jestem niesłychanie zmęczona i zmoknięta, ale nie przejmuję się tym. Idę pozwiedzać moje miasto sprzed półwiecza. Przecież nie wiem, w którym roku się jutro obudzę...