Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 31 grudnia 2020

1254. Wyzwanie u Lidzi "Czytamy książki 2020" - grudzień

Skończył się kolejny rok. Jego krótkie podsumowanie pozwolę sobie zrobić jutro. Wbrew pozorom nie był on dla mnie taki zły, a główny powód wyjawiła w komentarzu pod poprzednią notatką Ana... W ogóle dziękuję tym, którzy zabrali na ten temat głos(obiecuję jutro odpowiedzieć na Wasze komentarze). Dla mnie ostatnią "akcją" był tegoroczny "Sylwester z ubogimi". Zazwyczaj, podobnie jak "Wigilia dla ubogich", odbywał się on w salach. Dzisiaj, z powodu pandemii, akcja została przeniesiona na katowickie planty. Było ciekawie, w każdym razie zdobyłam kolejne doświadczenie. Czy dane mi będzie powtórzyć to za rok, mam nadzieję że tak.
Wracając z Sylwestra do domu, jeszcze zdążyłam doczytać ostatnią książkę w tym roku. W ogóle grudzień, chociaż niezwykle pracowity, okazał się być dla mnie łaskawym pod względem "czytelnictwa dla przyjemności". Swoją drogą już współczuję Lidzi liczenia tego wszystkiego.
W tym miesiącu królowały literki:
B - pierwsza litera tytułu książki
Z - pierwsza litera imienia lub nazwiska autora
N - coś znajdującego się na okładce

Tradycyjnie wśród przeczytanych przeze mnie lektur znalazły się tzw. "odgrzewane kotlety", jak i książki, po które sięgnęłam pierwszy raz w życiu. Niektóre z nich miałam na swoich półkach w domu, inne wypożyczyłam z biblioteki. Fakt, czytałam po 2-3 książki na raz, ale dzięki temu ich ilość automatycznie wzrosła. A moja czytelnicza lista z tego miesiąca(z wyłączeniem trzytomowych "Podstaw psychologii") przedstawia się następująco:

Tytuł: Barbara
Autor: autor zbiorowy
Okładka: Nos
Ilość stron: 115

"Barbara" to zbiór dwóch opowiadań napisanych przez szwedzkich pisarzy: Birgittę Trotzig i Larsa Gorlinga. Tytułowa Barbara jest młodą, zaledwie osiemnastoletnią kobietą, która od dwóch i pół roku jest żoną niemłodego już pastora o starotestamentarnym imieniu Abraham. Życie w związku z osobą duchowną, tak pełne wszelkich możliwych wyrzeczeń, zakazów i zasad jednak dalece odbiega od wyobrażeń młodej dziewczyny. Rozczarowana dziewczyna zaczyna szukać pocieszenia gdzie indziej. Kiedy mówi o tym mężowi, ten domyśla się, że dziecko nie jest jego. Swoją oziębłością wobec żony, Abraham doprowadza ją do rozstroju nerwowego. To zachowanie ma tragiczne konsekwencje dla całej rodziny.
Drugie opowiadanie to "Przygoda w branży wydawniczej". Z dość dużym humorem opowiada krótki epizod z życia przebywającego w więzieniu mężczyzny o nieznanym nawet imieniu(opis na okładce sugeruje wręcz, że zostało ono napisane na kanwie doświadczeń mającego kłopoty z prawem autora), który przez jakiś czas nielegalnie wydawał swoje książki w więzienia. Niezbyt skomplikowana fabuła, aczkolwiek czytało się bardzo przyjemnie.

Tytuł: Bracia
Autor: Karol Bunsch
Okładka: -
Ilość stron: 411

Dotychczas nie doceniałam twórczości Bunscha, chociaż kojarzę fragmenty jego powieści w szkolnych podręcznikach. W tym roku zajęłam się jego twórczością na poważnie (a sytuacja temu sprzyjała) i za każdym razem na nowo odkrywałam jego geniusz.
W tym miesiącu, z racji tytułu na literkę "B", mój wybór padł na dwutomową powieść zatytułowaną "Bracia". Jej akcja zaczyna się tuż po śmierci Bolesława Chrobrego w 1025 roku i trwa do 1034 roku. Głównym bohaterem pozycji jest władca z dynastii Piastów, Mieszko II, który jest z jednej strony przedstawiony jako człowiek wszechstronnie wykształcony i światły, a z drugiej strony jako ktoś, kto ma trudności w zjednywaniu i pozyskiwaniu ludzi, jako człowiek zbyt łagodnego i pobłażliwego. Jako główny powód upadku potęgi państwa zbudowanego przez jego poprzednika, Bolesława Chrobrego, zostaje podany konflikt Mieszka z jego braćmi - Bezprymem oraz Ottonem, jak też decyzja o przekazaniu praw do tronu swojemu nieślubnemu synowi, Bolkowi. To zaś było przyczyną jego konfliktu z żoną Rychezą. Po śmierci ojca Mieszko nie radzi sobie z władaniem ogromnym państwem. W dodatku zostaje zdradzony przez przyrodniego brata, Bezpryma, przez co wpada w coraz większe problemy. Nie jest jednak sam - w walce wspomaga go jego nieślubny syn, Bolko.
Książka, chociaż oparta na faktach historycznych, jest fikcją literacką. Wiele zawartych w niej wydarzeń mogło się zdarzyć. Jednak czy faktycznie miało miejsce - tego nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy. Tak samo nie dowiemy się, czy Mieszko II faktycznie miał syna imieniem Bolesław. Nie zachowały się bowiem ku temu żadne przesłanki, jednak tradycja chce, aby tak było.
Tytuł: Bez mojej zgody
Autor: Jodi Picoult
Okładka: nosy
Ilość stron: 528

To moje kolejne zderzenie z tą niełatwą powieścią, w której poruszany jest problem zarówno ciężko chorej na białaczkę Kate, jak i jej młodszej siostry, dzięki której życie dziewczynki może być przedłużone, jeśli nie uratowane.
Anna pomimo tego, że jest zupełnie zdrową trzynastolatką, cały czas jest trzymana przez rodziców pod przysłowiowym kloszem. Nigdy nie wiadomo, kiedy jej starszej siostrze będzie potrzebna transfuzja jej drogocennej krwi, albo szpik kostny. Po kolejnych przeszczepach stan Kate na chwilę ulega poprawie, jednak choroba wciąż wraca. Anna kocha siostrę nad życie, a jednak czuje się wykorzystywana zarówno przez rodzinę, jak i lekarzy. Kiedy rodzice chcą, aby młodsza córka oddała Kate jedną nerkę, Anna wtacza do sądu pozew, w którym żąda wyłączności w decydowaniu o własnym ciele. Wspiera ją w tym trochę zwariowany adwokat Campbell Alexander, któremu towarzyszy pies Sędzia oraz kuratorka sądowa, Julia Romero.
Akcja książki toczy się z kilku perspektyw, dzięki czemu można jeszcze bardziej "wejść" w historię i uczucia poszczególnych jej bohaterów. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest trudna, głównie ze względów etycznych - gdzie jest granica pomiędzy chęcią pomocy jednemu dziecku kosztem drugiego.

Tytuł: Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń
Autor: Nick Vujicic
Okładka: nos,
Ilość stron: 288

Nick Vujicic urodził się z fokomelią - schorzeniem objawiającym się brakiem rąk i nóg. Mimo tak ciężkiego upośledzenia fizycznego żyje pełnią życia, co udowadnia w napisanej przez siebie książce "Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń".
Mężczyzna od kilku lat jest mówcą motywacyjnym, który jeździ po całym świecie i przemawia do ludzi różnych narodowości i religii. Jeździ zarówno do bogatych, jak i biednych krajów, wszędzie tam, gdzie może zmotywować i dać nadzieję drugiemu człowiekowi. Swoje prelekcje opiera na doświadczeniu życiowym, jakie dotychczas zdobył oraz silnej i autentyczne wierze, którą wyniósł z rodzinnego domu (ojciec Nicka jest nawet pastorem w jednym z ewangelickich wspólnot). Mogłoby się wydawać, że z powodu braku kończyn życie Nicka jest bardzo ograniczone i nieciekawe. Nic bardziej mylnego. Ten mężczyzna już od dzieciństwa jeździł na deskorolce, w szkole średniej był jej przewodniczącym, pływał na desce surfingowej, nurkował na rafie koralowej, grał na perkusji, a nawet dyrygował orkiestrą. A to jeszcze nie wszystko.
Książka jest dowcipnym wspomnieniem różnych etapów z życia Nicka połączonych z jakąś złotą myślą, radą dotyczącą ludzkiego życia. Na jej kartkach mężczyzna uczy czytelnika, jak czerpać z życia całymi garściami oraz czegoś, co zostało we współczesnych czasach nieco zapomniane - wdzięczności i pokory wobec życia. Muszę przyznać, że po jej lekturze nieco inaczej patrzę na świat i problemy, które mnie dotykają. Zawsze w takich przypadkach zastanawiam się, co by zrobił Nick. Nie oznacza to, że biorę na barki wszystkie problemy i zadania, ale nie boję się już tych, które jestem w stanie wykonać.
Tytuł: Błękitna dama
Autor: Javier Sierra
Okładka: nos(a przynajmniej jego fragment)
Ilość stron: 400

Dość ciekawa książka, której fabuła toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, pomiędzy którymi dochodzi do zjawiska bilokacji. Czy jednak tytułowa "Błękitna dama" była faktycznie Matką Bożą, która w XVII wieku ukazała się meksykańskim Indianom, czy może to kolejna tego typu mistyfikacja?
Młoda Jennifer Narody zwierza się psychoterapeutce, że właściwie od zawsze miewa sny, w których widzi tajemniczą osobę, która ukazuje się Indianom w dalekim Meksyku. Nie ma pojęcia skąd one się biorą, ale chciałaby, aby już się one skończyły. W tym samym czasie grupa duchownych - badaczy, zwanych Czterema Ewangelistami, bada zjawisko chronowizji. Jeden z nich, Ojciec Giuseppe Baldi, zostaje w tej sprawie wezwany do Watykanu. W Rzymie jest świadkiem śmierci innego z badaczy. Przed śmiercią miał się z kimś spotkać. Trop prowadzi do tajemniczej kobiety w czerwonych mokasynach. Tymczasem dwóch hiszpańskich dziennikarzy szuka informacji o żyjącej w XVII wieku zakonnicy, która prawdopodobnie miała dar bilokacji. Która z tych trzech grup pierwsza dojdzie do tego, co tak naprawdę wydarzyła się trzy wieki wcześniej w dalekim Meksyku?
"Błękitna dama" to książka, która autentycznie mnie wciągnęła w swoją fabułę. Chociaż na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że jej treść będzie zdominowana przez tematy religijne, to tak naprawdę nadawały one tylko nadawały wszystkiemu tajemniczości. Wprowadzenie wątku bilokacji do fabuły zupełnie mnie zaskoczyło, ale też sprawiło, że stała się ona jeszcze bardziej ciekawa.
Tytuł: Tylko dzięki miłości
Autor: Bogna Ziembicka
Okładka: nos
Ilość stron: 400

Oj z sentymentem kolejny raz sięgnęłam po tą wygraną w jednym z licznych konkursów książkę, która była moim spotkaniem z twórczością pani Bogny Ziembickiej. Z sentymentem, ponieważ dobrze pamiętam jak zaczytywałam się nią siedząc u stóp Wawelu pomiędzy jednym, a drugim wykładem.
Fabuła opowiada o nastoletniej Zuzannie Hulewicz, która w wyniku wypadku samochodowego w jednej chwili traci siostrę oraz rodziców. Opiekę nad osieroconą dziewczyną przejmuje babcia Jadwiga, prawdziwa dama dwudziestolecia międzywojennego. Aby nieco osłodzić wnuczce życie zabiera ją do uroczego dworku Różany znajdującego się pod Krakowem, razem podróżują po Europie i do Egiptu, w którym Zuzia poznaje uroki starożytności, smakują światowego życia. Wszystko to sprawia, że dziewczyna wyrasta na wyjątkową kobietę. Szczęście zostaje jednak przerwane przez wybuch II wojny światowej. Pewnego dnia na drodze Zuzanny pojawia się Niemiec imieniem Joachim, w którym dziewczyna zakochuje się ze wzajemnością. Czy uczucie będzie silniejsze od toczącej się dookoła wojny?

Tytuł: Bądź przy mnie
Autor: Bogna Ziembicka
Okładka: nos
Ilość stron: 360

Powieść "Bądź przy mnie" jest bezpośrednią kontynuacją poprzednio przeczytanej przeze mnie książki Bogny Ziembickiej - "Tylko dzięki miłości". Pojawia się większość występujących w niej bohaterów, a miejsce babci Jadwigi, która oczywiście też pojawia się na kartkach powieści, powoli zajmuje przystojny Niemiec, Joachim.
Wybuch wojny zastaje Joachima w Afryce. Pracując w faktorii znajdującej się na terytorium brytyjskiej Tanganiki ukochany Zazulki jest na ziemi wroga. Musi uciekać na tereny podległe Włochom, by nie trafić do niewoli. Nie jest to łatwe zadanie. Joachim musi nie tylko nie wpaść w ręce wroga, ale i przedrzeć się przez dzikie tereny nieprzyjazne człowiekowi. Opis jego ucieczki jest urzekający i dramatyczny. Autorka świetnie oddała afrykańskie realia, grozę sytuacji i dramat młodego człowieka, któremu niezbędnych sił dodaje uczucie do pięknej Polski. Zuzia wojnę przeżywa wraz z ocalałym synkiem Piotra – małym Stasiem. Para spotyka się raz w czasie wojennych zmagań w Krakowie, ale na drodze do ich szczęścia stoi tak wiele przeszkód. Czy uda się je pokonać? Czy wielka miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko co stanie jej na drodze – ludzkie słabości, wojnę i wszelkie inne zło?

Tytuł: Bohaterska piątka
Autor: ks. Leon Musielak SDB
Okładka: nosy, nogi
Ilość stron: 120

Książka została opisana >>tutaj<<.










Tytuł: Blondyn i Blondyna
Autor: Magdalena Kulus
Okładka: nosy
Ilość stron: 261

Magda jest rodowitą Tyszanką, którą wręcz rozpiera wewnętrzna energia. Niestety, jej temperament uwięziony jest w ciele, które opanował rdzeniowy zanik mięśni. Kobieta nie jest w stanie chodzić, siedzieć, a nawet trzymać prosto głowy, czy też podnieść z podłogi długopis. Nie jest jej łatwo, a od ponad 10 lat pomaga jej pies rasy golden o imieniu Igor, który potrafi nawet poprawić opadającą głowę swojej pani. Książka jest zbiorem blogowych zapisków Magdy od 7 września 2007 roku do 27 sierpnia 2010. Nie jest to dziennik, ale luźnie zapisku autorki na temat minionych dni. Niektóre opatrzone są późniejszą adnotacją Magdy, nawiązującą do danego wpisu. Przy wielu z nich wybuchałam autentycznym śmiechem, inne wręcz mnie zdumiewała. Igor dał się poznać zarówno jako troskliwy opiekun swojej pani, jak i psiak skory do figli. Poza tym poznajemy codzienne życie autorki, jej wypady na uczelnie, na wieś, pracę jako wolontariuszka w tyskich przedszkolach czy też rodzinne spotkania. Dzięki temu czytelnik przekonuje się, że życie osoby mającej bezwładne ciało nie musi ograniczać się do siedzenia w domu, że jeśli ona faktycznie tego chce, to może być takie samo, jak jej zdrowych rówieśników. Jestem pełna podziwu uporu Magdy, choćby w takich sprawach jak zdobywanie zaświadczenia o możliwości uczestnictwa Igora w Mszach świętych(na co proboszcz jej parafii nie wyrażał zgody). A jednocześnie jestem godna dla tej kobiety, która pomimo wielu przeciwności losu i niepewnego jutra pnie się do przodu. Myślę że niejeden niepełnosprawny mógłby brać z niej przykład.

Tytuł: Barakuda
Autor: Helena Sekuła
Okładka: -
Ilość stron: 364

Trochę pogmatwana powieść opowiadająca o perypetiach polskiej rodziny robiącej karierę w przemyśle naftowym w Ameryce. Na odprężenie jak znalazł.








Tytuł: Baśń
Autor: Jonas T. Bengtsson
Okładka: -
Ilość stron: 416

Książkę Jonasa T. Bengtssona pt. „Baśń” można podzielić na dwie części. Pierwsza rozpoczyna się w dniu śmierci szwedzkiego polityka, Olofa Palme, czyli 28 lutego 1986 roku. To również dzień szóstych urodzin głównego bohatera powieści – Petera. Z pewnością czekał na jakiś wyjątkowy prezent z tej okazji. Paradoksalnie okazała się nim przeprowadzka do Danii. Kolejna w krótkim życiu chłopca. W Kopenhadze wynajmują mieszkanie w kamienicy. Chłopiec zauważa, że w jego życiu jest coś nie tak – nie chodzi do szkoły, to tata jest jego nauczycielem, często nie płacą za wiele rzeczy i usług, a ojciec raz po raz zmienia pracę. Zresztą maluch często towarzyszy w niej ojcu, niejednokrotnie pomagając mu ją wykonać. Ma nadzieję, że któregoś dnia tata kupi mu rower, o którym tak bardzo marzy. Chłopiec jest obdarzony dużym talentem plastycznym, bardzo lubi rysować, toteż spędza nad blokiem rysunkowym każdą wolną chwilę. Któregoś dnia sielanka się kończy i ojciec oznajmia synkowi, że muszą ponownie zmienić miejsce zamieszkania. Tym razem trafiają do małej klitki, a ojciec zostaje stolarzem. Bardzo często zabiera chłopca do swojego miejsca pracy, gdzie uczy go fachu. Pewnego razu dochodzi do tragedii, która kończy się kolejną przeprowadzką. Tym razem do domku pewnej staruszki, u której ojciec jest ogrodnikiem. W czasie kiedy porządkuje ogród, Peter poznaje dom wraz z tajemnicą, którą skrywa. Po śmierci jego właścicielki następuje kolejna przeprowadzka, a potem jeszcze jedna.
Druga część książki przenosi nas do 1996 roku. Szesnastoletni Peter mieszka wraz z matką oraz jej rodziną w jej domu. W dalszym ciągu uwielbia rysować, przez co o mało nie zostaje wydalony ze szkoły. Jej dyrektor daje mu dwa tygodnie do namysłu, czy na pewno chce kontynuować naukę. W tym czasie dzwoni do niego babcia od strony ojca, która prosi, aby przyjechał do niej na wyspę. Tam żegna się ze swoim umierającym dziadkiem oraz poznaje rodzinną tajemnicę. Od tej pory, podobnie jak w dzieciństwie ukrywa się oraz zmienia swoją tożsamość.

Tytuł: Bezsenność w Tokio
Autor: Marcin Buczkowski
Okładka: neony, noc
Ilość stron: 396

Pierwszy raz sięgnęłam po tą książkę pod wpływem mojego kolegi z uczelni, który czytając ją, zaśmiewał się do łez. Od razu przypadła mi do gustu. I od razu zrozumiałam ukrywany chichot M., na wykładach z podstaw zarządzania, kiedy ukradkiem czytał ją pod ławką. Sama nie byłam lepsza, z tym, że czytałam ją nie na uczelni, ale w domowym zaciszu.
Teraz przeczytałam ją po raz drugi. Co prawda nie wszystko cieszyło mnie jak za pierwszym razem, aczkolwiek bywały momenty, kiedy mimowolnie uśmiechałam się sama do siebie. Książka nie jest przewodnikiem po stolicy Japonii(chociaż na upadłego mogła by za niego służyć), ale luźnym zbiorem opisów przygód, które przydarzyły się autorowi podczas pobytu w Tokio. Przygody, jakie mogą przydarzyć się każdemu, kto pierwszy raz styka się z tą zupełnie odmienną od naszej kulturą. Czasami śmieszyły, czasami wywoływały zażenowanie, a innym razem zdumienie. Ale może Chińczycy i Japończycy czują się podobnie, kiedy przyjeżdżają do nas?

Tytuł: Biegnij chłopcze, biegnij!
Autor: Uri Orlev
Okładka: nos, nogi
Ilość stron: 240

Akcja rozpoczyna się pewnego dnia, kiedy Dawid opowiadał swojemu młodszemu bratu, Srulikowi, o realiach życia po aryjskiej stronie warszawskiego getta, do którego przenieśli rodzinę jakiś czas temu. Kilka dni później rodzice uciekają z Srulikiem z odgrodzonego obszaru miasta. Ich ucieczka nie trwała długo – wkrótce matka z synem zostają złapani przez Niemców i odstawieni na nowo do getta, ojcu udaje się uciec. Rodzina cierpi głód, toteż matka z synem wygrzebują z kontenerów resztki jedzenia. Któregoś dnia, kiedy chłopiec znowu szuka odpadków w śmietniku, matka niespodziewanie znika. Ponieważ malec nie wie gdzie mieszka, przyłącza się do spotkanej grupki chłopców. Po jakimś czasie Srulikowi udaje się przy pomocy woźnicy uciec z getta. Wolność nie jest jednak taka piękna, jakby się mu mogło wydawać. Chociaż na początku ośmiolatkowi udaje się znaleźć w pobliskim lesie grupkę chłopców, także uciekinierów, którzy uczą go zasad życia wśród Polaków, to po pewnym czasie chłopiec ponownie zostaje sam. Od tego czasu przedstawia się jako Jurek Stanek. Mimo swojego wieku jest bardzo zaradny życiowo. Wykorzystując wskazówki, które usłyszał w lesie, a także te, które potem przekazała mu pewna miła kobieta, zatrudnia się u kolejnych wiejskich rodzin. W pracy nie przeszkadza mu kalectwo, którego się nabawił pracując w młockarni. Dzięki temu jest nie tylko szanowany, ale i udaje mu się przetrwać najgorszy okres w swoim życiu.

Tytuł: Biały Kieł
Autor: Jack London
Okładka: nos
Ilość stron: 262

Akcja „Białego Kła” Jacka Lonona dzieje się w erze gorączki złota, gdzieś pod koniec XIX wieku. Na dalekiej i mroźnej Alasce porozrzucane są osady, w których mieszkają ludzie poszukujący swojego szczęścia w życiu. Wśród nich są Bill i Henry, którzy nieustannie walczą ze zgrają czyhających w pobliskich lasach wilków. Tymczasem poszukiwane zwierzęta czują zew krwi i łączą się w pary. Jedną z nich tworzą Jednooki wilk i Ruda wilczyca. Po jakimś czasie wilczyca rodzi pięć szczeniąt, z których przeżywa tylko jedno. Pewnego dnia wilczyca z młodym zostają złapani przez tutejszych Indian. Jeden z nich nadaje szczenięciu imię Biały Kieł. W obozie inne psy szykanują Białego Kła, ponieważ nie był oswojony przez człowieka. Mimo to młody wilczek zostaje zaprzęgnięty do sań. W jednym z miast Biały Kieł zostaje sprzedany, jako zapłata za wódkę. Biedne zwierze trafia pod „opiekę” Pięknego Smitha, który pastwi się nad nim w najgorszy sposób – głodzi Białego Kła, uczy go agresji oraz wystawia do walki psów. Podczas jednej z nich Białego Kła zauważa Scott Weedon, który jest sędzią. Rozumiejąc, jaka przyszłość czeka biedne zwierzę, postanawia je kupić. Początkowo nieufny i wrogo nastawiony do ludzi pies, z czasem przekonuje się do swojego nowego właściciela, który jest dla niego dobry. Sam sędzia natomiast doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że czeka go ciężka praca, jeżeli chce, aby Biały Kieł nauczył się zasad panujących w społeczeństwie. Razem z nim jedzie do Kalifornii, gdzie poznaje matkę Scotta oraz jej suczkę Collie. Pomiędzy zwierzętami rodzi się uczucie, które owocuje potomstwem.

Tytuł: Bari, syn Szarej Wilczycy
Autor: James Oliver Curwood
Okładka: nos, nogi
Ilość stron: 240

Mały Bari to pół pies, pół wilk. Jego rodzicami jest pies Kazan oraz Szara Wilczyca. Wychowuje się w środku tajgi, gdzie nie tylko uczy się życia, ale i przeżywa przeróżne przygody. Jedne są bardziej bezpieczne, inne mniej. Chociaż poprzez wychowanie w środku lasu bliżej mu zachowaniem do wilka, to jednak instynkt udomowionego psa, który odziedziczył po swoim ojcu coraz bardziej daje mu się we znaki. Pewnego dnia poznaje człowieka. Czy da się ponieść instynktowi i pójdzie za nim, czy może zostanie przy swoich przyzwyczajeniach i zostanie w leśnej ciszy?
Co mi się w nich podoba? Trudno powiedzieć. Nie znajdziemy w nich rewelacyjnych, porywających dialogów. Przeczytamy natomiast o prawdziwych prawach przyrody. Prawach, w których wygrywa silniejszy bądź sprytniejszy, a słaby i zdezorientowany zostaje zepchnięty na dalszy plan. Bardzo wzruszyłam się przy fragmentach obcowania człowieka z dzikim zwierzęciem. Kolejny raz sprawdza się powiedzenie, że psy, nawet te dzikie, są najlepszym przyjacielem człowieka. Ujęły mnie też opisy przyrody. Tereny Syberii oraz Alaski zawsze działały na moją wyobraźnię, a dzięki lekturze moje wyobrażenie o tej drugiej krainie jeszcze bardziej przybrało na wadze. Chociaż czasami opisy przyrody przypominały mi narrację filmu przyrodniczego. Na szczęście lubię tego typu filmy, więc i czytanie nie sprawiło mi większych trudności i zawirowań.

Tytuł: Balladyna
Autor: Juliusz Słowacki
Okładka: nos
Ilość stron: 141

Jeden z moich ulubionych dramatów w dziejach literatury polskiej, do którego bardzo lubię wracać. Do dzisiaj pamiętam, jak w szkolnym teatrze grałam Alinę, otrutą przez przebiegłą siostrę, tytułową Balladynę. Dodatkowo w tym roku akcja Narodowego Czytania dotyczyła właśnie tej lektury, więc grzech było nie sięgnąć po nią raz jeszcze.
Całość została zawarta w 5 aktach. Otwiera ją scena przybycia Kirkora do chaty Pustelnika, czyli podstępnie usuniętego z tronu króla Popiela III. Chce się go poradzić w sprawie wyboru żony. Pustelnik mówi mu, aby poślubił dziewczynę z ludu. Tymczasem jedna z nimf wodnych, Goplana, budzi się ze snu. Jest zakochana w Grabcu, jednak ten kocha Balladynę. Królowa Gopła w zemście każe doprowadzić Kirkora do chaty wdowy. Tam mężczyzna poznaje dwie siostry: Alinę i Balladynę. Obie mu się podobają. Decyduje, że poślubi tą, która pierwsza uzbiera dzban malin. Goplana wypytuje Skierkę o to co się działo w chacie Wdowy. W ten sposób dowiaduje się o schadzce Balladyny z Grabcem. Siostry zbierają maliny. Ponieważ Alina zebrała ich więcej, zostaje zamordowana przez Balladynę, na której czole pojawia się czerwona plama. W domu mówi, że siostra uciekła z jakimś chłopakiem i dzięki temu wychodzi za Kirkora. Wkrótce mężczyzna zostaje powołany na wojnę, a Balladyna zrywa kontakty ze swoim dawnym środowiskiem. I chociaż wciąż dręczą ją wyrzuty sumienia spowodowane zabójstwem zbrodni, nie ma zahamowania przed kolejnymi zabójstwami.

Tytuł: Buszujący w zbożu
Autor: J. D. Salinger
Okładka: nogi(u konia)
Ilość stron: 304

Kolejna moja ulubiona lektura, którą przeczytałam jeszcze zanim  mieliśmy ją przerabiać na lekcjach języka polskiego.
Treść książki przedstawia kilka dni z życia pewnego Holdena Caulfielda, ucznia prywatnej szkoły średniej, z której został wydalony tuż przed końcem pierwszego semestru. Tuż przed wyjazdem do domu odwiedza nauczyciela historii, jednak szybko kończy wizytę, zniechęcony uwagami profesora. Wieczorem dowiaduje się, że jego współlokator był na randce z jego byłą przyjaciółką. Pomiędzy chłopakami wybucha bójka, którą Holden przegrywa . Tej samej nocy ucieka z internatu i wraca do Nowego Jorku, gdzie wynajmuje pokój w jednym z hoteli. Chociaż chłopak odwiedza dwa kluby nocne, to czuje się samotny. W spotkanych osobach widzi snobów. Kiedy hotelowi windziarz proponuje mu usługi prostytutki, Holden zgadza się. Jednak w ostateczności do niczego nie dochodzi. Następnego dnia chłopak rozmawia z dwiema zakonnicami, a następnie kupuje prezent dla młodszej siostry. Wieczorem umawia się zaś ze swoją byłą dziewczyną w teatrze. Tam zwierza się Sally ze swojego samopoczucia i proponuje wspólną ucieczkę do Nowej Anglii, na co dziewczyna odmawia. Kolejne dwa dni Holden spędza na błąkaniu się po mieście. Udaje mu się spotkać z siostrą, której opowiada o byciu "buszującym w zbożu". Później powiadamia ją o zamiarze ucieczki. Dziewczynka chce uciec z bratem, na co on się nie zgadza. Aby poprawić jej humor zabiera ją do zoo i obiecuje, że nigdzie nie wyjedzie. 

Tytuł: Brat naszego Boga
Autor: Karol Wojtyła
Okładka: nos
Ilość stron: 136

Postać Adama Chmielnickiego jest mi bardzo bliska. Być może dlatego, że też staram się być wyczulona(z różnym skutkiem, wszak do świętości to mi bardzo daleko) na potrzeby drugiego człowieka. Adam Chmielowski był też bliski Karolowi Wojtyle. Mówi się nawet, że to pod jego wpływem objął drogę kapłańską. Być może dlatego też przyszły papież poświęcił jeden ze swoich dramatów właśnie "krakowskiemu przyjacielowi ubogich".
Akcja książeczki, jak przystało na prawdziwy dramat, rozgrywa się w ciągu jednej doby. Widzimy w niej wspaniale prosperującego malarza o nieznanym imieniu(w zamyśle Alberta Chmielowskiego), który na ulicach dziewiętnastowiecznego Krakowa spotyka pełno wynędzniałych żebraków. Tak bardzo przejmuje się ich losem, że postanawia zostać jednym z nich. Rzuca więc swoje dotychczasowe zajęcie, lokum, które zajmował i wychodzi na ulicę. Jeszcze tego samego dnia udaje mu się znaleźć niewielkie pomieszczenie, do którego sprowadza wygnanych i opuszczonych. Prowadząc z nimi długie rozmowy, poznaje historię każdego z nich. Pod wieczór utwierdza się w przekonaniu, że "praca" z bezdomnymi jest tym, czym chce się zajmować. Porzuca swoje dotychczasowe życie, a na znak tego przyjmuje nowe imię - Adam.

Tytuł: Bracia Karamazow
Autor: Fiodor Dostojewski
Okładka: nosy
Ilość stron: 788

Bardzo sobie cenię dorobek literacki rosyjskiego pisarza Fiodora Dostojewskiego, a zwłaszcza jego niezwykłą umiejętność literackiej psychoanalizy zachowań bohaterów napisanych przez niego książek. Kiedy moi szkolni koledzy w liceum narzekali na ciężkość "Zbrodni i kary" ja z wypiekami na twarzy czytałam kolejne kartki zastanawiając się, kiedy prawda wyjdzie na jaw.
Podobnie było i tym razem. Książka opowiada historię czwórki braci: Dymitra, Alosza, Iwana i Pawła. Ojca chłopców, Fiodora, nie obchodzi ich wychowanie, nie interesuje się też ich sprawami. Kiedy chłopcy dorastają Dymitr zostaje żołnierzem, Alosza wstępuje do zakonu, natomiast Paweł służącym. W charakterze tego ostatniego ujawnia się tendencja do okrucieństwa. Wkrótce Dymitr z ojcem kłócą się o pieniądze po zmarłej matce chłopaka. Sprawa komplikuje się, kiedy Fiodor zostaje zamordowany. Chociaż za zbrodnię odpowiada Paweł(z czasem popełnia samobójstwo), to Dymitr zostaje o nią oskarżony. Iwan, który obwinia siebie o przyczynienie się do zbrodni, popada w obłęd. Najstarszy z Karamazowów zostaje skazany na Syberię. Chce jednak uciec w czasie podróży, by wraz z ukochaną osiedlić się w Ameryce.
Tytuł: Był sobie chłopiec
Autor: Ewa Winnicka
Okładka: nos, nagrobek
Ilość stron: 208

Tą zbrodnią żyła cała Polska. W pewien marcowy dzień 2010 roku w zalewie koło Cieszyna znaleziono zwłoki malutkiego chłopca. Chociaż media poruszyły niebo i ziemię, by znaleźć jego krewnych, oni jakby zapadli się pod ziemię. Sekcja zwłok obnażyła po części ukrywaną prawdę - malec zmarł na skutek obrażeń jamy brzusznej. Został pochowany jako Jasiu na lokalnym cmentarzu. Dwa lata później do będzińskiego MOPSu ktoś zgłasza, że nie wie co się dzieje z synkiem sąsiadów. Rodzina po odnalezieniu Jasia była sprawdzana(jak się potem okazało, matka chłopca pokazała wtedy policjantom dziecko swojej starszej córki), jednak sprawa musiała zostać zbadana. W końcu poznano tożsamość tajemniczego chłopca - okazało się, że miał na imię Szymon i mieszkał w jednej z kamienic w Będzinie.
Autorka w formie reportażu próbuje dociec, jak to się stało, że Szymek stracił życie oraz przebadać "przebiegłość" jego rodziców w ukrywaniu prawdy. Poznaje przeszłość rodziców i to w niej szuka odpowiedzi na zadane sobie pytania. Analizuje też dzień po dniu, miesiąc po miesiącu działania policji w celu rozwikłania tej sprawy. Naprawdę bardzo ciekawe spojrzenie na tą niełatwą sprawę.

Tytuł: Bóg zawsze znajdzie ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia
Autor: Regina Brett
Okładka: -
Ilość stron: 368

Szczerze powiedziawszy to sceptycznie podchodzę do tego typu książek. Nie pytajcie mnie dlaczego, bo Wam nie odpowiem. A może dlatego, że zawsze brałam ich autorów za ludzi, którzy uważają, że wszystko wiedzą i wszyscy muszą żyć według ich rad? Tą jednak dostałam na urodziny, więc grzechem byłoby nie przeczytać.
Czy żałuję, że po nią sięgnęłam? Mimo wszystko nie. Książka dała mi przeświadczenie, że moja działalność wcale nie jest taka bezsensowna, że każdy dzień, nawet z pozoru nic nie znaczący, czy wręcz zmarnowany, może być "dobry" w boskich oczach. Pokazała, jak w z pozoru prozaicznych rzeczach i czynnościach można znaleźć ukryty głębszy sens. Zarazem kolejny raz nabrałam przekonania, że każdy z nas jest piękny, bo jest stworzony na Jego chwałę i podobieństwo. I że wobec każdego z nas Najwyższy ma piękny i niepowtarzalny plan. Czyż to nie jest piękne? A my? My tak często o tym zapominamy, chcąc żyć po swojemu i po swojemu interpretować Boże Przykazania. Może więc czas z tym zerwać i w każdym działaniu widzieć Bożą Iskrę? Wszak tak niewiele zależy od każdego z nas...
Teraz, po przeczytaniu książki zupełnie inaczej podchodzę do tego co na co dzień robię. Zwłaszcza kiedy mam wrażenie, że coś idzie nie po mojej myśli. Kiedyś pewnie chodziłabym poirytowana. Dzisiaj wiem, że to tylko drobna zmiana, czy też modyfikacja moich zamiarów. I że tak naprawdę w końcowym efekcie może z tego wyjść coś bardzo pięknego.

Tytuł: Był sobie pies
Autor: W. Bruce Cameron
Okładka: nos
Ilość stron: 392

Mogło by się wydawać, że jako typowa kociara "pogardzę" książkami, których głównym bohaterem jest pies. Nic bardziej mylnego. Lubię psy, chociaż one nie za bardzo odwzajemniają moją sympatię. Chociaż na szczęście ten pies nie mógł na mnie szczekać z książkowej okładki.
Książka jest próbą spojrzenia na świat ludzi oczami psa. Jej główny bohater pies Bailey opowiada swoje przygody ze swojego punktu widzenia(czyli w pierwszej osobie). Przeżywa szereg zabawnych sytuacji pokazując, że wprawdzie rozumie ludzki język, ale daleko mu do pełnego zrozumienia zachowań i oczekiwań, które wyrażają wobec niego ludzie. Czytelnik ma okazję śledzić losy psa od pierwszych świadomych chwil, jego liczne psie smutki i radości, które pozwalają mu się rozwinąć i przybliżyć do odkrycia sensu swojego istnienia. Bailey, mimo kilku psot, pozostaje bezsprzecznie pozytywnym bohaterem, za to ludziom daleko niekiedy do ideału: na przykładach kolejnych opiekunów możemy obserwować, jak różne sposoby postępowania wpływają na zwierzę i jak wiele można osiągnąć z odpowiednim podejściem. Powieść każe się zastanowić, na ile to my opiekujemy się naszymi zwierzętami, a na ile to one troszczą się o nas.

Tytuł: Był sobie pies 2
Autor: W. Bruce Cameron
Okładka: nos
Ilość stron: 408

"Był sobie pies 2" to kontynuacja kultowej powieści "Był sobie pies", która wywołała u mnie salwy śmiechu podczas czytania. Sympatycznego psa imieniem Bayleya nie da się nie pokochać od pierwszego zdania, ponieważ wywołuje same pozytywne uczucia u czytelnika. Toteż z miłą chęcią sięgnęłam po kontynuację powieści.
W drugim tomie autor kontynuuje motyw duszy pieska odradzającej się w kolejnych ciałach po to, by zapewnić swojemu właścicielowi szczęście. Znaczącą różnicą względem poprzedniej części jest fakt, że w każdym swoim wcieleniu psi bohater w jakiś sposób spotyka swoją nową panią. Pisarz tym razem znacznie więcej uwagi poświęca właśnie owej dziewczynce, jej złożonej i ciężkiej, pełnej nieszczęść historii, co sprawia, że ten tom jest zupełnie inny od swojego poprzednika. Styl pisarski autora jest prosty, co sprawia, że książkę czyta się, pomimo trudnej tematyki, niemal błyskawicznie. Wciąż udaje mu się zachować prostolinijność umysłu psa, który rozumuje na swój sposób i nie rozumie pewnych wydarzeń mających miejsce w danym momencie – jest jedynie obserwatorem, który w dużej mierze nie ma wpływu na decyzje podejmowane przez swoją panią. Jednak mimo to czuwa przy niej w każdym wcieleniu, by na swój psi sposób sprawić, by odeszła z tego świata szczęśliwa. Choć w wielu powieściach kolokwialny sposób opisywania i postrzegania świata przez bohatera nie należy do pozytywów, tak tutaj właśnie on sprawia, że książka jest w pewnym sensie wyjątkowa i wzruszająca.

Tytuł: Cień wiatru
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Okładka: nogi
Ilość stron: 520

Zauroczony powieścią i zafascynowany jej autorem Daniel usiłuje odnaleźć inne jego książki i odkryć tajemnicę pisarza, nie podejrzewając nawet, iż zaczyna się największa i najbardziej niebezpieczna przygoda jego życia, która da również początek niezwykłym opowieściom, wielkim namiętnościom, przeklętym i tragicznym miłościom rozgrywającym się w cudownej scenerii Barcelony gotyckiej i renesansowej, secesyjnej i powojennej.








Tytuł: Gra anioła
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Okładka: nogi
Ilość stron: 608

W mrocznej, niebezpiecznej i niespokojnej Barcelonie lat dwudziestych młody pisarz, żyjący obsesyjną i niemożliwą miłością, otrzymuje od tajemniczego wydawcy ofertę napisania książki, jakiej jeszcze nie było, w zamian za fortunę i, być może, coś więcej.
Z niezwykłą precyzją powieściopisarską i w charakterystycznym dlań, oszałamiającym stylu, autor "Cienia wiatru" ponownie przenosi nas do Barcelony Cmentarza Zapomnianych Książek, by obdarować niezwykłą intrygą, romansem i tragedią poprzez labirynt tajemnic, gdzie czar książek, namiętności i przyjaźni splatają się w mistrzowskiej opowieści.



Tytuł: Więzień nieba
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Okładka: nogi
Ilość stron: 416

Rok 1957. Interesy rodzinnej księgarni Sempere i Synowie idą tak marnie jak nigdy dotąd. Daniel Sempere, bohater Cienia wiatru, wiedzie stateczny żywot jako mąż pięknej Bei i ojciec małego Juliana. Następny w kolejce do porzucenia stanu kawalerskiego jest przyjaciel Daniela, Fermín Romero de Torres, osobnik tyleż barwny, co zagadkowy: jego dawne losy wciąż pozostają owiane mgłą tajemnicy. Ni stąd, ni zowąd przeszłość Fermina puka do drzwi księgarni pod postacią pewnego odrażającego starucha. Daniel od dawna podejrzewał, że skoro przyjaciel nie chce mu opowiedzieć swej historii, to musi mieć ważny powód. Ale gdy Fermín wreszcie zdecyduje się wyjawić mroczne fakty, Daniel dowie się "rzeczy, o których Barcelona wolałaby zapomnieć".
Jednak niepogrzebane upiory przeszłości nie dadzą się tak łatwo wymazać z pamięci. Daniel coraz lepiej rozumie, że będzie musiał się z nimi zmierzyć. I choć zakończenie powieści wydaje się ze wszech miar pomyślne, to Ruiz Zafón mówi nam wprost, że "prawdziwa Historia jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła".

Tytuł: Labirynt duchów
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Okłada: nosek(?)
Ilość stron: 896

Barcelona, lata pięćdziesiąte ubiegłego stulecia, mroczne dni reżimu generała Franco. Alicja Gris jest piękną, inteligentną i pozbawioną skrupułów agentką. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie z najwyższych sfer władzy. Sprawa jest ściśle tajna i dotyczy tajemniczego zniknięcia ministra kultury Mauricia Vallsa. Wydaje się, że może mieć to związek z przeszłością, kiedy Valls był dyrektorem budzącego grozę więzienia Montjuic. Alicja, wraz z przydzielonym do tego dochodzenia, kapitanem policji ma kilka dni na odnalezienie ministra. W trakcie poszukiwań w jej ręce trafia należący do Vallsa siódmy tom serii „Labirynt duchów”. Książka ta doprowadzi Alicję do ukrytej w samym sercu Barcelony księgarni Sempere & Synowie. Czar tego miejsca sprawia, że jak przez mgłę powracają do niej obrazy z dzieciństwa. To, co odkryje, będzie śmiertelnym zagrożeniem dla niej i dla wszystkich, których kocha.
Zafón ostatecznie zamyka swoją tetralogię o „Cmentarzu Zapomnianych Książek”. Po mistrzowsku rozsupłuje wszystkie splątane wątki wielopiętrowej intrygi i prowadzi czytelnika do emocjonującego finału.
„Labirynt duchów” to jednocześnie hołd dla świata książek, sztuki snucia opowieści i magicznych powiązań między literaturą a życiem.

Tytuł: Mój wielki dzień, czyli kochankowie mojej mamy
Autor: Janina Zającówna
Okładka: nos
Ilość stron: 212

Treść książki znałam już wcześniej, nie tylko dlatego, że ją już kiedyś czytałam, ale też z jej ekranizacji ze znakomitymi kreacjami Krystyny Jandy oraz Rafała Węgrzyniaka w rolach głównych.
Niewielkich rozmiarów książeczka zawiera w sobie historię małego Rafała, ucznia klasy czwartej jednej z warszawskich podstawówek. Zazwyczaj to rodzice troszczą się o dzieci zapewniając im należytą opiekę. W książce role niejako się odwracają - to Rafał zajmuje się domem i mamą, kiedy ona wraca z pracy do domu pod wpływem alkoholu oraz zrozpaczona kolejnym nieudanym romansem. Gotuje obiad, sprząta, przygotowuje mamie odprężające kąpiele. Ucieczką przedwcześnie dojrzałego chłopca od rzeczywistości są wypożyczane z biblioteki książki, z których chłopiec poznaje świat. Jednocześnie ukrywa przed wszystkimi trudną sytuację rodzinną. Pewnego dnia zostaje przyłapany na kradzieży kanapki innemu uczniowi. Zdenerwowana sytuacją matka postanawia przenieść syna do innej szkoły. Ale i tam Rafał popada w tarapaty(najpierw nauczycielka nie wierzy, że sam napisał wypracowanie, a potem wdaje się w bójkę z koleżanką z klasy). Kiedy dyrektor proponuje matce udanie się z synem do Poradni Zdrowia Psychicznego, ta znowu przenosi Rafała do innej podstawówki. Ciągłe przenosiny nie służą chłopcu. Tymczasem nadchodzą święta Bożego Narodzenia, po których sprawy Rafała przybierają niespodziewany obrót.

Tytuł: Podróże literackie. Mickiewicz
Autor: Agnieszka Zielińska
Okłada: nos, niebo
Ilość stron: 111

Podróże śladami słynnych polskich pisarzy i poetów są innowacyjnym pomysłem na przybliżenie uczniom ich życiorysów autorstwa polonistki uczącej w jednym z płockich szkół średnich - Agnieszki Zielińskiej. Początkowo prezentowała swoje podróże na prowadzonym przez siebie blogu, z czasem ich ilość poświęcona danemu nazwisku pozwoliła na wydanie ich w formie książkowej.
Całość otwiera, a jakże by inaczej, nasz wieszcz narodowy - Adam Mickiewicz. Dzięki pasji Agnieszki wędrujemy jego ścieżkami, poczynając od miejsca narodzin, czyli znajdujące się na Białorusi Zaosie, poprzez kolejne miejscowości na jego życiowej drodze, takie jak np. Nowogródek, Wilno, Kowno, Petersburg, Krym, Paryż, aż po Stambuł, w którym zakończył swój żywot. W każdym z tych miejsc pani Agnieszka stara się nakreślić rys geopolityczny czasów, w których żył nasz najsłynniejszy wieszcz narodowy, jak także odnaleźć miejsca z nim związane i pokazać je nie tylko czytelnikowi, ale i swoim uczniom. Z rozczuleniem czytałam więc o miejscach związanych z dzieciństwem poety oraz jego życiową tułaczką. A dzięki unikatowym zdjęciom mogłam chociaż przez chwilę poczuć, że sama się tam znajduję.

Tytuł: Podróże literackie. Sienkiewicz
Autor: Agnieszka Zielińska
Okładka: nos, niebo
Ilość stron: 112

Podróże literackie z Sienkiewiczem to druga część cyklu wydanego przez Agnieszkę Zielińską. Tym razem, zgodnie z tytułem pozycji, "podróżujemy" po świecie śladami pisarza, który tworzył "ku pokrzepieniu serc".
Naszą podróż rozpoczynamy od Woli Okrzejskiej i Okrzei, miejsc nierozerwanie związanych z wczesnym dzieciństwem małego Henia. To tu przyszedł na świat, w tamtejszym kościele przyjął sakramenty święte, a okolica zapewne służyła za miejsce jego psot. Wraz z dorastaniem mały Henio przeniósł się do Warszawy, gdzie ukończył jedno z tamtejszych gimnazjów klasycznych. Następnie rozpoczynamy "tułaczkę" właściwie po całym świecie, od Londynu, poprzez Nowy Jork, Lwów, Kair i Gizę, Niceę, aż po Vevej, w którym zakończył swoje życie. Odzwierciedlenie wielu z tych wypraw można znaleźć na kartach sienkiewiczowskich powieści. Oczywiście autorka nie skupia się tylko na wyprawach zagranicznych, ale szuka też śladów Sienkiewicza na polskiej ziemi. Trafiamy więc m.in. do Płocka, Krakowa, na legendarny Grunwald, czy też podarowany mu dworek w podkieleckim Oblęgorku. Autorka zabiera nas też w miejsca, do których co prawda nasz pierwszy noblista w dziedzinie literatury nie zawitał, ale zostały nierozłącznie z nim związane na kartach powieści. Głównie chodzi tutaj o kilka miejscowości na wschodzie, gdzie umiejscowiona jest akcja "Trylogii". Podobnie jak w przypadku Adama Mickiewicza, również i teraz całość dopinają cudowne fotografie z odwiedzonych miejsc. Jedyne czego mi zabrakło to odniesienia do miejsca, w którym Sienkiewicz odebrał Nobla. Ale nie można mieć przecież wszystkiego.

Tytuł: Podróże literackie. Żeromski
Autor: Agnieszka Zielińska
Okładka: nos, niebo, niebieski
Ilość stron: 112

W trzecią literacką podróż Agnieszka Zielińska zabiera nas śladami Stefana Żeromskiego(spójrzcie na zdjęcie tego pomnika, czyż nie wygląda jak typowy belfer?). Żeromski każdemu z nas zapewne kojarzy się ze szklanymi domami oraz postaciami Stasi Bozowskiej i doktora Tomasza Judyma. Skąd mógł czerpać inspiracje do swoich powieści?
Stefan Żeromski urodził się na kielecczyźnie w niewielkiej wsi Strawczyn, co zostało upamiętnione przez głaz ze stosowną adnotacją oraz symboliczną chatką. Namacalną pamiątką po obecności poety jest natomiast metryka chrztu w tamtejszym kościele. Następnie podążamy jego śladem do wsi Ciekoty, gdzie spędził swoje dzieciństwo. Wraz z dorastającym twórcą "Siłaczki" przenosimy się do miejsc jego edukacji - Kielc ze sławnym gimnazjum oraz Warszawy, gdzie studiował weterynarię. Następnie podążamy jego śladem przez uzdrowisko w Nałęczowie, gdzie spotkał swoją pierwszą żonę, Oktawię), szwajcarskie miasteczko Rapperswil, gdzie przez jakiś czas pracował w jednym z tamtejszych archiwów, Mediolan, który Żeromski pokochał od pierwszego wejrzenia, Paryż, który znalazł swoje odzwierciedlenie chociażby w "Ludziach bezdomnych", Florencję, włoskie miasto, w którym na świat przyszła jego córka Monika, Zakopane, w którym bywał dla podratowania zdrowia oraz miejscem śmierci jego syna Adama, Iławę, Orłowo i latarnię na przylądku Rozewie, tak silnie kojarzone z "Przedwiośniem" i "Wiatrem od morza", aż po Konstancin i Warszawę, gdzie doszedł kresu swojego życia. W każdym z tych miejsc autorka stara się odnaleźć i w ciekawy sposób zaprezentować obiekty związane z życiem pisarza. Czasami jest to tabliczka na domu, pomnik, muzeum poświęcone twórczości Żeromskiego, a innym razem po prostu miejsce, w którym coś się znajdowało.

Tytuł: Podróże literackie. Prus
Autor: Agnieszka Zielińska
Okładka: nos, niebieskie niebo
Ilość stron: 112

W czwartą literacką podróż Anna Zielińska zabiera nas wraz z Bolesławem Prusem vel Aleksandrem Głowackim. Było to dla mnie duże zaskoczenie, ponieważ z lekcji języka polskiego kojarzę, że pisarz cierpiał na lęk przed przestrzenią(zresztą w książce też zostało to podkreślone), przez co jego podróżowanie musiało zostać ograniczone do minimum. Dlatego byłam pozytywnie zaskoczona faktem, że to minimum obejmowało znacznie więcej niż się spodziewałam.
Podróż śladami Prusa zaczyna się w Hrubieszowie, gdzie na tamtejszej plebani(jeden z jego wujów być tam proboszczem) przyszedł na świat. W miejscowości zabawił zaledwie kilka miesięcy, po czym wraz z matką przeprowadził się do Puław, gdzie mieszkała jego babka. Następnie droga, głównie w zdobywaniu wykształcenia, zawiodła go do Siedlec, Kielc oraz Warszawy. W stolicy(chociaż wtedy nie była to stolica Polski) został zatrudniony jako reporter w jednej z gazet, dzięki czemu jeździł nie tylko po terenie Polski, ale i za granicę. Odwiedził, a wraz z nim czytelnik, Płock, Kraków, Lwów, Wiedeń, Nałęczów, Drezno, Rapperswil, Paryż i ponownie wrócił do Warszawy, gdzie zmarł. Autorka tradycyjnie podąża jego śladem wskazując w tych miejscowościach miejsca związane z literackim przewodnikiem. Całość została opatrzona stosownymi zdjęciami.

Tytuł: Emilia i Karol Wojtyłowie. Rodzice św. Jana Pawła II
Autor: Milena Kindziuk
Okładka: nos, 
Ilość stron: 496

Przyjęło się przekonanie, że sposób, w jaki rodzice wychowują swoje dzieci wpływa na ich dorosłe życie. W maju ubiegłego roku ruszył proces beatyfikacyjny Karola i Emilii Wojtyłów, rodziców świętego Jana Pawła II. Z tej okazji, jak również z okazji setnej rocznicy urodzin Karola Wojtyły juniora, Milena Kindziuk, autorka m.in. osobnej książki biograficznej o Emilii Wojtyły, postanowiła przyjrzeć się ich życiorysom.
Korzystając z zachowanej i coraz bardziej dostępnej dokumentacji oraz wiedzy uzyskanej na podstawie przeprowadzonych rozmów, w tym z osobami pamiętających jeszcze rodzinę kapitana Wojtyły (a tych jest niestety coraz mniej) szkicuje nam niezwykłą charakterystykę rodziny, w której życiu na pierwszy plan wybijała się niezwykła wiara. Wiara, którą Emilia i Karol Wojtyłowie wynieśli z swoich rodzinnych domów, i którą przekazali swoim dwóm synom. Z kolei synowie tą wiarą, połączoną z miłością i poszanowaniem drugiej osoby, kierowali się w swoim życiu. W rodzinie Wojtyłów rytm dnia ustanowiony został przez wiarę, z wiarą też przyjmowali kolejne ciosy, spadające na jej barki. A jednocześnie Milena Kindziuk przedstawia nam historię zarówno rodzin Wojtyłów, jak i Kaczorowskich(z której wywodziła się Emilia Wojtyła). Dzięki dociekliwości udaje jej się dotrzeć do dokumentów z XVIII wieku świadczących o tym, że jeden z pradziadów papieża od strony ojca służył w znamienitym rodzie Zamojskich. Obowiązkowa pozycja dla tych, którzy chcą poszerzyć wiadomości o papieżu-Polaku.

I to by było na tyle nie tylko w tym miesiącu, ale i całym roku. Ile stron w tym roku przeczytałam? Nie mam pojęcia. Bardziej liczy się dla mnie wartość przekazywanej treści. A tej w 98% nie mam nic do zarzucenia.

Zaś tym, którzy wytrwali do końca kolejnego "tasiemca", chciałabym życzyć: wszystkiego co najlepsze na ten Nowy Rok. Aby okazał on się dużo łaskawszy od tego, który mijał, zaś wszystkie Wasze marzenia i pragnienia okazały się łatwiejsze do spełnienia. Zaś odchodzący rok niech zostawi w nas, mimo wszystko, chociaż cień pozytywnych wspomnień. Bo nie wierzę, aby wszystkie 12 miesięcy było takie złe. Niech będzie też dla nas lekcją, że mimo wszystko nie jesteśmy Panami tego świata, że zawsze może okazać się coś niewielkiego, a potężniejszego, co może pokrzyżować nam szyki. Mimo wszystko: Do siego Roku!

środa, 30 grudnia 2020

1253. Pytanie do Was

Witajcie Kochani. Dzisiaj, u schyłku 2020 roku, pod wpływem pewnej wymiany zdań na jednym z portali internetowych(nie brałam w niej udziału, ale zarówno dyskusja, jak i pewne wcześniejsze zarzuty na mój temat dały mi do myślenia), przychodzę do Was z jednym pytaniem:

Czy ktokolwiek z Was czytając moje notatki czuł się gorszym? Czy np. czytając o moim wykształceniu czuliście się gorsi(zwłaszcza Ci, którzy nie mają go wyższego)? Czy nie pysznię się za bardzo tym, co osiągnęłam? Czy macie wrażenie, że nie okazuję Wam szacunku?

Niby staram się, aby nikt nie czuł się od tej strony gorszy, ale jednak są ludzie "przewrażliwieni" na tym punkcie. I chociaż nigdy nikomu nie wytknęłam wprost, że jest gorszy, bo np. nie ma matury, czy też musiał do czegoś dłużej dochodzić, to jednak teraz, po latach, próbuje mi się to "wmówić". Kiedyś zarzucono mi też brak szacunku, bo nie odpowiadałam na czyjeś meile. Prawda była taka, że kompletnie nie miałam na to czasu. Zresztą teraz też, głównie z braku czasu, nie odpowiadam na Wasze komentarze. Co ciekawe, kiedy przejrzałam komentarze w "pokoiku" tej osoby o której piszę zauważyłam, że na wszelkie komentarze przedstawiające inny punkt widzenia odpowiada emiotką "haha"(jak dla mnie to też jest oznaka lekceważenia) oraz taką typową butą w odpowiedziach. Tłumaczenie? Że potem czyta, że daje sobą manipulować(to akurat ja jej kiedyś napisałam, może trochę niegrzecznie, ale już denerwowało mnie, jak bezkrytycznie przystawała na odpowiedzi każdego komentatora). Ale asertywność(bo dla mnie to ona jest przeciwieństwem manipulacji) nie polega na kłótni i atakowaniu innych osób, lecz na przedstawianiu swojego zdania z poszanowaniem zdania innych, a tym samym z szacunkiem do nich. Ani na wyzwiskach i obraźliwych określeniach wobec kogoś, z kim się nie zgadzamy. Ani na bezsensownym biciu piany, czy też przysłowiowym odwracaniu kota ogonem. No, chyba że się mylę. Nie to jest jednak dla mnie w dzisiejszej notatce najważniejsze - najważniejsze jest dla mnie otrzymanie odpowiedzi na powyższe pytania. Tylko szczerze, bez mydlenia oczu. Inaczej daleko nie zajadę.

A notkę o podróży z Adasiem dokończę w późniejszym czasie(swoją drogą nawet nie wiedziałam, że aż tak pracochłonna będzie)

poniedziałek, 28 grudnia 2020

1252. "Podróże" w czasach pandemii - cz. 1 Śladami Mickiewicza

Mijający rok nie był dla nas łaskawy pod wieloma względami. Również w sferze wszelkich wypraw niejeden z nas musiał sobie dać spokój i zostawić sobie odwiedzenie nowych miejsc na bardziej dogodny termin.
Chociaż od dzisiaj w Polsce działają kolejne restrykcje uniemożliwiające m.in. korzystanie zwykłym osobom korzystanie chociażby z hoteli, od dwóch dni intensywnie "zwiedzam" różne zakątki naszego kraju, a nawet i globu związane z popularnymi postaciami literatury polskiej. Wszystko za sprawą pewnej polonistki, Agnieszki Zielińskiej, a raczej wydanej przez niej serii książek "Podróże literackie", która niewiele ponad miesiąc temu stała się moją własnością. Dzisiaj postaram się Wam opowiedzieć o podróży pierwszą książką, poświęconą Adamowi Mickiewiczowi.


Pierwszy na ruszt poszedł, zgodnie z kolejnością wydania książek, "Adaś". Ale żeby nie było tak nudno, starałam się uzupełnić podróż z wieszczem narodowym o materiały związane z miejscami, w których przebywał. Historia Adama Mickiewicza zaczęła się w położonym w Białorusi Zaosiu, niewielkiej wsi, gdzie w jednym z tamtejszych dworków w Wigilię Bożego Narodzenia 1798 roku przyszedł na świat. Dzisiaj we wsi znajduje się muzeum poety. Dzięki internetowi można "podejrzeć" jego wnętrze.
wnętrze muzeum w Zaosiu                                                                                            Zaosie na mapie google
Działa na wyobraźnię, a to przecież początek naszej wędrówki. Następnym przystankiem był Nowogródek, jedna z nielicznych miejscowości, którą udało mi się znaleźć na mapie w atlasie. Nowogródek - "kraj lat dziecinnych", wszak to w tej miejscowości mały Adaś przeżył swoje dzieciństwo. I chociaż od tego czasu minęły przeszło trzy stulecia, z przyjemnością "wybrałam się" na wycieczkę po ulicach miasta, wyobrażając sobie, jak kroczył nimi młodziutki Adam, przyszły wieszcz narodowy. To tutaj rodzina miała swój przytulny dworek, to tutaj Adaś musiał słyszeć pierwsze historie z przeszłości, to tutaj czytał swoje pierwsze książki. Do dzisiaj znajduje się w Nowogródku posiadłość Mickiewiczów, chociaż odbudowana, to jednak ich. Stoi też kościół farny, który pamięta młodziutkiego jeszcze chłopaczka, o którym po latach mówiła cała Polska.
Nieopodal Nowogródka znajduje się słynne jezioro Świteź. Pod wpływem usłyszanych opowieści po latach powstała ballada "Świtezianka" ukazująca jego magię. Oczami wyobraźni widziałam kilkuletniego chłopca, który z przejęciem wsłuchiwał się w słowa miejscowych bajarek. Z przyjemnością wróciłam też do wspomnianej ballady, przy okazji "odwiedzin" tego wciąż magicznego miejsca.
Następnie przeniosłam się do Wilna, miasta, w którym Mickiewicz studiował nauki humanistyczne na Cesarskim Uniwersytecie Wileńskim. "Zaszłam" pod Ostrą Bramę, miejsca wspomnianego w inwokacji "Pana Tadeusza" obok Częstochowy. Podobno matka Adama nakazała na "dzień dobry" odwiedzić to niezwykłe miejsce. Udało mi się też znaleźć klasztor, w którym więziono Mickiewicza za udział w tajnych młodzieżowych organizacjach. Z książki Agnieszki dowiedziałam się, że nieopodal znajduje się "Cela Konrada" z "Dziadów III", która zapewne przypomina tą, w której siedział ich twórca.
Z Wilna przeniosłam się do położonego ponad 100 kilometrów na zachód Kowna, gdzie Mickiewicz odrabiał swoje uczelniane stypendium w jednej z tamtejszych szkół. Wzmiankę o tej miejscowości możemy odnaleźć w jednym z jego dramatów zatytułowanym "Konrad Wallenrod"
Dzięki technice mogłam się przejść Doliną Mickiewicza, czyli traktem, którym często spacerował nasz słynny wieszcz.

Z Kowna zrobiłam sobie krótki wypad do położonej nieopodal Kłajpedy(nawet nie wiecie jak mi się w gimnazjum podobała nazwa tego miasta) Połągi. Połąga jest położona nad Morzem Bałtyckim. Dzisiaj znajduje się w niej Muzeum Bursztynu, jednak na przełomie XVIII i XIX wieku był to nadmorski kurort. Mickiewicz odwiedził ją m.in. w lipcu 1821 roku, tuż po wyjściu z więzienia. O miejscowości jest krótka wzmianka w "Konradzie Wallenrodzie". Wiadomo, że zamieszkał w willi nazwanej w późniejszych czasach Aldoną. Nie zachowała się ona do dnia dzisiejszego, jednak w jednej z aptek, nomen omen "pamiętających" mickiewiczowskie czasy, wisi rycina przedstawiająca tenże obiekt.
Z Połągi wyruszyłam do jednego z moich ulubionych miast na świecie - Sankt Petersburga. Oczywiście, nie widziałam go na własne oczy, dlatego z taką radością czytam o nim wszędzie, gdzie tylko się da. To temu miastu poświęcił początek "Dziadów II", zastanawiając się jakie są jego początki. Ponownie otwieram googlemaps, aby chociaż w wirtualny sposób pospacerować po tamtejszych uliczkach.
Tą ulicą musiał nie raz iść. Już sobie wyobrażam stojące po bokach dorożki zamiast aut...
Próbowałam znaleźć kamieniczkę, w której mieszkał nasz przedstawiciel romantyzmu, niestety niezbyt mi się to udało. Z książki dowiedziałam się, że w tym pięknym mieście znajduje się też jego pomnik tuż przy szkole, w której dzieci mogły poznawać język polski. Niestety, została ona zlikwidowana. Mam jednak nadzieję, że pomnik jej patrona w dalszym ciągu stoi na swoim miejscu.

Z wędrówki po Sankt Petersburgu(nie mogłam się powstrzymać i nie zajrzeć do Ermitażu, wybacz Adamie) udałam się na przepiękny Krym, z którym nierozerwanie kojarzyć mi się będą słynne "Sonety Krymskie":

W ślad za wieszczem "wspięłam się" na słynny Czatyrdah.
Drżąc muślimin całuje stopy twéj opoki,
Maszcie krymskiego statku, wielki Czatyrdahu!
O minarecie świata! o gór padyszachu!
Ty, nad skały poziomu uciekłszy w obłoki,

Następnie, oczywiście dzięki wirtualnej rzeczywistości, przeniosłam się nad kolejne wzniesienia - tym razem były to Ajudah oraz Czufut-Kale.


A swoją drogą, zastanawiam się, jakie te wzniesienia muszą robić wrażenie na żywo, skoro już na zdjęciach powodują u mnie szybsze bicie serca... Wędrówki tymi malowniczymi krainami musiały szczególnie odcisnąć się w mickiewiczowskim sercu, skoro poświęcił im cały cykl utworów. Na Krymie udało mi się jeszcze odszukać pałac chanów w Bakczysaraju, któremu również został poświęcony jeden z sonetów.

I znowu pojawia się pytanie - czy widzimy go takim, jakim widział go Mickiewicz? Z Bakczysaraju jeszcze na chwilę "skoczyłam" do Ałuszty, również utrwalonej na kartach Sonetów Krymskich, po czym udałam się w kierunku tajemniczej Sycylii. Po drodze "zahaczyłam" o Splugen, niewielkie szwajcarskie miasteczko, w którym bohater podbojów spędził zaledwie jedną noc. Do dzisiaj zachował się hotelik, w którym nocował. Zapewne różnił się wystrojem od tego, co można zobaczyć współcześnie. Zachował się jednak wpis Mickiewicza na 17 stronie księgi pamiątkowej, która się w nim znajduje. Niestety, wśród licznych zbiorów dzieł napisanych przez hotelowych gości zabrakło chociaż jednego, które wyszłoby spod pióra naszego wieszcza narodowego.

Następnym punktem w mojej podróży była włoska wyspa Sycylia. 
Mickiewicz odwiedził ją w 1830 roku, kilka miesięcy po tym, jak erupcja tamtejszego wulkanu, Etny, spowiła całe niebo ciemną chmurą pyłu. Być może to spowodowało, że w Dziadach porównał polski naród do lawy - z wierzchu zastygłej, ale wewnątrz niezwykle gorącej.
Wybuch Etny

Na Sycylii Mickiewicz zwiedził Palermo, a w nim zapewne Katedrę p.w. Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej. Z zachwytem przejrzałam wykonane wewnątrz zdjęcia(głównie na podróżniczych blogach) oraz uzupełniłam swoją wiedzę na jej temat. Ale katedra w Palermo nie była jedyną, którą odwiedził nasz wieszcz, a i ja, przy okazji. Zobaczyliśmy razem katedrę w Messynie wraz z wieżą, która posiada największy na świecie mechanizm zegarowy.
Katedra w Palermo

Katedra w Messynie
Unikatowa dzwonnica
Wątek sycylijski można odnaleźć na kartach "Pana Tadeusza", w Księdze V(kiedy Hrabia opowiada Gerwazemu o swoim męstwie) oraz w Księdze VIII(podczas jego rozmowy z Zosią i Telimeną).
Następny punkt postojowy(mam nadzieję, że jeszcze nie macie dosyć) to położone w Niemczech Drezno.

Pierwsze skojarzenie z Adamem Mickiewiczem i Dreznem? Oczywiście trzecia część "Dziadów", zwana także "Dziadami dereźniańskimi".

Mickiewicz był w Dreźnie trzy razy(w 1829, 1831, 1832 r). Jest to jedna z niewielu miejscowości, w którym i ja miałam okazję być, toteż trochę łatwiej mi było wyobrazić sobie przebieg wizyty wieszcza w tym mieście. Co mógł zobaczyć w tym mieście nasz wieszcz narodowy? Być może zwiedzał późnobarokowy pałac Zwinger znajdujący się w jego centrum. A może zaglądał do katedry św. Trójcy na tamtejsze Msze święte? Nie zachowały się co prawda żadne ku temu wzmianki, mury budynków milczą jak zaklęte, ale kto wie?
Pałac Zwinger                                                                                                                  katedra św. Trójcy

Kolejnym przystankiem w mojej podróży z Mickiewiczem był Paryż. I to miasto mogłam zaledwie 5 lat temu zobaczyć na własne oczy. Czy wieszczowi podobała się stolica Francji? Niekoniecznie, czego dał wyraz w "Panu Tadeuszu".


CDN...