 |
| Plakat reklamujący tegoroczne Misterium |
Który to już raz moja parafia wybrała się w okresie Wielkiego Postu na Misterium Męki Pańskiej odgrywane na salezjańskiej scenie w Krakowie? Trudno powiedzieć.
Pierwszy taki wyjazd, głównie dla scholi i ministrantów zorganizowano w 2007 roku przez ówczesnego proboszcza, który sprawował swoją posługę dopiero od sierpnia poprzedniego roku. I chociaż wszystkim się on podobał, to jednak nastąpiła kilkuletnia przerwa w wyjazdach na nie, aż w końcu jak ponownie pojechaliśmy, tak jeździmy po dzień dzisiejszy.
Tegoroczne Misterium Męki Pańskiej wystawiono już po raz 86. Tradycyjnie w przedstawienie zaangażowani byli klerycy z krakowskiego seminarium salezjańskiego, natomiast role kobiece odgrywane są przez dziewczęta zaangażowane w salezjańskie duszpasterstwo akademickie. Bardzo wielu kapłanów z naszej parafii, czy też tych, którzy odbywali w naszym kościele swoją praktykę, brało udział w tych przedstawieniach. Nota bene, kiedy pierwszy raz zobaczyłam księdza Oskara, to zastanawiałam się, gdzie go kiedyś widziałam. Na początku obstawiałam, że może gdzieś mi mignął na uczelni(wszak też studiował na Uniwersytecie Papieskim), ale teraz już wiem, że to były właśnie te Misteria.
Każdego roku przyświeca mu inna tematyka skupiona wokół głównego wydarzenia, jakim oczywiście jest czas od Ostatniej Wieczerzy po Zmartwychwstanie Pańskie(w przybliżeniu, bo czasami akcja rozgrywa się w szerszych ramach czasowych). W tym roku była to historia świętego Pawła, na kanwie których opowiedzianych zostało 5 historii współczesnych osób prześladowanych za swoją wiarę. Jest to nawiązaniem do chrześcijan, których prześladował sam Szaweł, zanim stał się Pawłem. Dopiero w drodze do Damaszku, kiedy jadąc na koniu został z niego zwalony i usłyszał tajemniczy głos "Szawle, Szawle, dlaczego mnie prześladujesz?" zrozumiał, że to sam Bóg do niego mówi. Nie dość, że zaprzestał swoich praktyk, to jeszcze stał się głosicielem nowej wiary w Syna Człowieczego i w Jego imię zginął ścięty mieczem w Rzymie.
P.S. Z powodu zakazu robienia zdjęć podczas spektaklu pozwoliłam sobie zamieścić kilka ze strony "Gościa Niedzielnego", którego reporter(ka) był obecny podczas prób do niego(oprócz zdjęć napisał(a) też recenzję przedstawienia zachęcającą do udanie się na niego)
 |
| Aktorzy odgrywający role ludzi prześladowanych za wiarę(źródło zdjęcia) |
Tak jak wspominałam wcześniej na kanwie prześladowań wyrządzonych chrześcijanom przez nienawidzącego ich Szawła, zostało opowiedzianych pięć historii ukazujących prześladowania współczesnych wyznawców chrześcijaństwa. Pierwsza przedstawiała młodego mężczyznę, który w wyniku wybuchu bomby w kościele stracił całą rodzinę. Mimo ogromnego bólu, kiedy rok później spotkał się podczas rozprawy sądowej z kobietą, która podłożyła bombę w świątyni, potrafił spojrzeć jej w twarz i najzwyczajniej w świecie jej wybaczyć.
 |
| Mężczyzna, który stracił w wybuchu bomby w kościele całą rodzinę(źródło zdjęcia) |
Druga historia opowiadała o wyświęconym w tajemnicy chińskim księdzu. Aby tego dokonać wkraść się w środku nocy do pałacu biskupiego, otoczonego policjantami, gdzie w areszcie domowym przebywał biskup. Msza święta, podczas której udzielono święceń kapłańskich, trwała zaledwie... 37 minut. Po wszystkim biskup poprosił neoprezbitera, aby nikomu nie mówił o tym, czego właśnie dokonano, bo w przeciwnym razie biskup trafi do prawdziwego więzienia, gdzie nie będzie mógł nawet odprawić Mszy świętej...
Trzecia historia przedstawiała muzułmankę o imieniu Fatima, która z całego serca chciała być służebnicą Pańską. Gorliwie studiowała Koran i odmawiała modlitwy. Po rewelacyjnie zdanej maturze przeprowadziła się do Francji, gdzie zaczęła studia na kierunku zarządzanie mediami. Pewnego razu, szukając czegoś na internecie, trafiła na stronę jej rówieśnika, który przeszedł z islamu na chrześcijaństwo. Zainteresowała się tą religią i zaczęła zbierać o niej informację. W końcu przeczytała całą Biblię, a Ewangelię wg świętego Mateusza" wydrukowała sobie i nosiła zawszę przy sobie. Ukochane "Osiem błogosławieństw" znała wręcz na pamięć. Wreszcie zrozumiała czego chce od niej Bóg, czuła się szczęśliwa. I wtedy jej brat zorientował się, że Fatima oddala się od Allacha. Kiedy zapytał się jej, co się dzieje, usłyszał w odpowiedzi, że jego siostra chce przejść na chrześcijaństwo. Zdenerwował się nie na żarty - najpierw zamknął siostrę na kilka godzin w pokoju, potem skatował, uciął język, a ją samą wrzucił do ognia, gdzie spłonęła żywcem. Do końca jednak nie wyrzekła się Chrystusa.
 |
| Fatima, kobieta, która przeszła z islamu na chrześcijaństwo(źródło zdjęcia) |
Czwarta przedstawia lekarza, który dokonywał aborcji. Bywały dni, kiedy usuwał nawet 35 płodów dziennie. Wychowany w komunistycznym państwie uważał je tylko za kawałek tkanki. Pewnej nocy miał dziwny sen: zobaczył rozległą łąkę, na której bawiły się dzieci. Pośród nich kroczył jakiś nieznajomy mu mężczyzna, który zobaczywszy go, zmierzał w jego kierunku... Kiedy spotkali się twarzą w twarz, lekarz zapytał się nieznajomego kim jest i co to za dzieci. Nieznajomy przedstawił się jako święty Tomasz z Akwinu, zaś te dzieci były tymi, których usunął z matczynych łon w czasie wykonywanych przez niego zabiegów. Kilka tygodni później przyszedł do niego krewny wraz ze swoją dziewczyną, w celu usunięcia niechcianej ciąży. Lekarz bez mrugnięcia okiem zaczął przeprowadzenie zabiegu i nagle przypomniał mu się święty Tomasz z Akwinu z jego niedawnego snu. I te dzieci... Na przerwanie zabiegu było już za późno - w dłoniach trzymał coś, co jeszcze przed chwilą było bijącym sercem i zapłakał zaprzysięgając sobie, że już nigdy nie podejmie się zabiegowi usunięcia ciąży. Teraz dostaje telefony z szykanami odnośnie zmiany swojego postępowania, na które odpowiada szczerze, że o mały włos, a jego własna matka też by go usunęła, kiedy rozwijał się w jej łonie. Zabieg się jednak nie udał, dzięki czemu on może dzisiaj promować życie...
|
| Lekarz, który najpierw dokonywał aborcji, a potem sam bronił nienarodzonych dzieci(źródło zdjęcia) |
Piąta i ostatnia historia przedstawiała Nigeryjczyka, który mieszkał w niewielkiej wiosce wraz z żoną i 6-letnim synkiem. Pewnego dnia ich osadę napadli wyznawcy islamu. Każdego dorosłego mężczyznę pytano, czy zostanie muzułmaninem. Kiedy odmawiał, zostawał zastrzelony z zimną krwią. Nasz Nigeryjczyk także powiedział, że "nie wyrzeknie się wiary w Jezusa Chrystusa". Po chwili rozległ się strzał, a on sam padł u stóp swojej żony i przerażonego dziecka. Jednak nie umarł tak jak inni. Ucieszona żona pobiegła do miasta po lekarza. Nigeryjczyka zabrano do szpitala, gdzie okazało się, że potrzebna jest skomplikowana operacja, inaczej mężczyzna umrze jak tamci. Żaden lekarz nie chciał jej się jednak podjąć. Kilka dni później okazało się jednak, że nie jest ona potrzebna - Nigeryjczyk został bowiem cudownie uzdrowiony.
Pięć różnych historii, które potrafią zmusić człowieka do zastanowienia się, czy naprawdę mamy tak źle? Przecież mamy wolność religii, nikt nas w naszym kraju nie rozlicza nas z tego, że jesteśmy tego, czy innego wyznania. A gdzieś obok ludzie giną tylko dlatego, że wyznają chrześcijaństwo.
Ale przecież po każdym męczeństwie jest zmartwychwstanie dusz i radość z bycia w Królestwie Bożym. Bo czyż to nie to jest kwintesencją zbliżających się świąt Wielkiej Nocy?