Lipiec na szczęście okazał się o wiele bardziej łaskawym pod względem czasu miesiącem niż czerwiec. Dzięki temu mogłam poświęcić więcej czasu na czytanie. W większości były to książki czytane dla przyjemności, chociaż nie mogłam tak zupełnie odpuścić sobie pozycji dotyczących tworzenia programów profilaktycznych dla młodzieży, czy też tych związanych z ruchem hospicyjnym. Wakacje, chociaż są odpoczynkiem od wytężonej pracy umysłowej i czasem nabrania sił na to, co będzie, nie zwalniają zupełnie ze wszystkiego.
Wracając do głównego tematu, w tym miesiącu zabawy wyznacznikami czytanych książek były następujące literki:
W - pierwsza litera imienia lub nazwiska autora
C - litera, na którą powinien zaczynać się tytuł książki
U - rzecz na okładce
Na początku byłam trochę zaskoczona tymi literkami, jednak kiedy przejrzałam moje półki z książkami, okazało się, że coś tam się znajdzie. A przy okazji był pretekst, aby wypożyczyć z biblioteki te książki, na które miałam chrapkę już od jakiegoś czasu.
Muszę przyznać, że znowu trochę mnie poniosło(a to przecież nie wszystkie czytane przeze mnie książki). Oficjalnie pochłonęłam 19 tytułów(chociaż samych książek było 20 - słynni "Pancerni" byli w dwóch tomach), nieoficjalnie jakieś 5 pozycji więcej. No, ale nie będę Was zamęczać genezą powstania ruchu hospicyjnego, czy też tworzeniem szkolnych programów profilaktycznych, zwłaszcza w wakacje) 😂.
Poniżej krótki skrót przeczytanych w tym miesiącu książek. Ostatnie trzy czytam na obozie w przerwach pomiędzy jednym, a drugim treningiem(przynajmniej mam taką nadzieję, bo notkę napisałam jeszcze przed wyjazdem), a ponieważ technicznie mogę nie dać rady uzupełnić ich na czas, pozwolę sobie wrzucić ich opis po powrocie do domu(czyli gdzieś po 4, maksimum 8, bo może od razu z obozu pojadę na zawody).
Muszę przyznać, że znowu trochę mnie poniosło(a to przecież nie wszystkie czytane przeze mnie książki). Oficjalnie pochłonęłam 19 tytułów(chociaż samych książek było 20 - słynni "Pancerni" byli w dwóch tomach), nieoficjalnie jakieś 5 pozycji więcej. No, ale nie będę Was zamęczać genezą powstania ruchu hospicyjnego, czy też tworzeniem szkolnych programów profilaktycznych, zwłaszcza w wakacje) 😂.
Poniżej krótki skrót przeczytanych w tym miesiącu książek. Ostatnie trzy czytam na obozie w przerwach pomiędzy jednym, a drugim treningiem(przynajmniej mam taką nadzieję, bo notkę napisałam jeszcze przed wyjazdem), a ponieważ technicznie mogę nie dać rady uzupełnić ich na czas, pozwolę sobie wrzucić ich opis po powrocie do domu(czyli gdzieś po 4, maksimum 8, bo może od razu z obozu pojadę na zawody).
Autor: Janusz Przymanowski
Okładka: usta, ucho
Strony: 336/320
Czy jest wśród moich czytelników ktoś, kto chociaż raz nie widział serialu "Czterej pancerni i pies"? Nawet mój tata, wychowywany w domu bez prądu, był w szkole zwalniany z lekcji przez nauczycielki, żeby mógł sobie popatrzeć na wojenne przygody czterech dzielnych wojskowych na szkolnym telewizorze. A kilka lat później dostał dwutomowe wydanie na zakończenie roku szkolnego. Wspaniała powieść odzwierciedlająca to, co znamy ze szklanego ekranu - Janek Kos tak samo czaruje swoim wdziękiem, a Gustaw Jeleń śmieszył swoją prostotą. Po raz kolejny przeczytałam całość z prawdziwą przyjemnością.
Okładka: usta, ucho
Strony: 336/320
Czy jest wśród moich czytelników ktoś, kto chociaż raz nie widział serialu "Czterej pancerni i pies"? Nawet mój tata, wychowywany w domu bez prądu, był w szkole zwalniany z lekcji przez nauczycielki, żeby mógł sobie popatrzeć na wojenne przygody czterech dzielnych wojskowych na szkolnym telewizorze. A kilka lat później dostał dwutomowe wydanie na zakończenie roku szkolnego. Wspaniała powieść odzwierciedlająca to, co znamy ze szklanego ekranu - Janek Kos tak samo czaruje swoim wdziękiem, a Gustaw Jeleń śmieszył swoją prostotą. Po raz kolejny przeczytałam całość z prawdziwą przyjemnością.
Autor: Jacek Caban
Okładka: ucho
Strony: 292
Lubię od czasu do czasu sięgnąć po taką pozycję w literaturze, z jaką dotąd nie miałam styczności. Dzięki temu poznaję nie tylko nowe style, ale i perspektywy patrzenia na otaczający nas świat. Książka „Chabrowe pola” otwarła przede mną drzwi do nieznanego mi wcześniej gatunku literackiego – pisania o otaczającej nas rzeczywistości, w taki sposób, w jaki faktycznie się znajduje.
Marcel Zatorski jest pracownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych. Pewnego razu wpada na trop międzynarodowej afery przemytowej. Zamieszany jest w nią obcy wywiad. Marcel śledząc przemytników trafia do swojego rodzinnego Włocławka, z jednej strony miasta biedy i lewych interesów, a z drugiej nierozerwanie złączonego z kulturą romską, jej muzyką oraz obyczajami. Mimochodem wracają do niego wspomnienia z lat dziecinnych, kiedy wszystko było dużo prostsze i beztroskie, a podwórkowi koledzy byli całym światem dla zbuntowanego chłopaka.
Poznajemy m.in. bratanka Marcela, Piotra, którego znajomi przezywają żartobliwie Pewexem bądź chudym. Piotr jest ciężko chory na białaczkę szpikową, a jedyną szansą na wyjście z niej jest kosztowny i niebezpieczny przeszczep szpiku kostnego. Niestety, poszukiwania dawcy trwają, a młody chłopak nie ma zbyt dużo czasu. Co więcej, dziewczyna Pewexa, Agata, spodziewa się ich wspólnego dziecka, o czym on sam jednak nie wie. Czy Marcel pomoże bratankowi w znalezieniu dawcy szpiku kostnego, a tym samym przyczyni się do zobaczenia przez chłopca swojego synka?
Na drodze Marcela stoją też koledzy Piotra, kryjący się pod pseudonimami Bulion oraz Chechłacz. Są to typowi przedstawiciele grupy chuliganów, zarazem osób wywodzących się z dzielnicy biedy, gdzie patologia i przemoc rodzinna jest na porządku dziennych, a gwara podwórkowa zastępuje codzienny język. Chłopcy, mając niewłaściwy przykład w dzieciństwie, wpadają w różne uwikłania grup przestępczych działających w mieście. To nie są jednak źli ludzie. Kiedy trzeba umieją stanąć za sobą murem, martwią się też o stan zdrowia swojego kolegi z dzieciństwa. Mimo wszystko Marcel musi być ostrożny, kiedy będzie się z nimi kontaktował – nigdy nie wie, czy akurat zachowują się naturalnie, czy też blefują.
Wspomnienia Marcela przeplatają się z rzeczywistością, czasami sam bohater gubi się w tym, co obecnie sądzi i myśli. Jednak ten powrót do przeszłości pozwala czytelnikowi zrozumieć perspektywy życia w tak prowincjonalnym mieście, jakim jest Włocławek. Biedota wdziera się wszędzie, panuje patologia, mordy, a pracujący w Służbach Bezpieczeństwa agent Konecki wplątuje miasteczko w szereg niebezpiecznych intryg. Jednocześnie dowiadujemy się, że Zatorski pomagał na przykład zapobiec zamachowi na papieża Jana Pawła II.
Nie powiem, żeby książkę czytało mi się łatwo i przyjemnie, bo przeplatanie przeszłości z teraźniejszością wymagało ode mnie zastanowienia się, o czym mówi aktualny, czytany przeze mnie fragment tekstu. Uważam jednak, że autor powieści, Jacek Caban, bardzo ciekawie opisał życie w biednych miastach, które tak bardzo odstaje od tego, które zna większość z nas.
Okładka: ucho
Strony: 292
Lubię od czasu do czasu sięgnąć po taką pozycję w literaturze, z jaką dotąd nie miałam styczności. Dzięki temu poznaję nie tylko nowe style, ale i perspektywy patrzenia na otaczający nas świat. Książka „Chabrowe pola” otwarła przede mną drzwi do nieznanego mi wcześniej gatunku literackiego – pisania o otaczającej nas rzeczywistości, w taki sposób, w jaki faktycznie się znajduje.
Marcel Zatorski jest pracownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych. Pewnego razu wpada na trop międzynarodowej afery przemytowej. Zamieszany jest w nią obcy wywiad. Marcel śledząc przemytników trafia do swojego rodzinnego Włocławka, z jednej strony miasta biedy i lewych interesów, a z drugiej nierozerwanie złączonego z kulturą romską, jej muzyką oraz obyczajami. Mimochodem wracają do niego wspomnienia z lat dziecinnych, kiedy wszystko było dużo prostsze i beztroskie, a podwórkowi koledzy byli całym światem dla zbuntowanego chłopaka.
Poznajemy m.in. bratanka Marcela, Piotra, którego znajomi przezywają żartobliwie Pewexem bądź chudym. Piotr jest ciężko chory na białaczkę szpikową, a jedyną szansą na wyjście z niej jest kosztowny i niebezpieczny przeszczep szpiku kostnego. Niestety, poszukiwania dawcy trwają, a młody chłopak nie ma zbyt dużo czasu. Co więcej, dziewczyna Pewexa, Agata, spodziewa się ich wspólnego dziecka, o czym on sam jednak nie wie. Czy Marcel pomoże bratankowi w znalezieniu dawcy szpiku kostnego, a tym samym przyczyni się do zobaczenia przez chłopca swojego synka?
Na drodze Marcela stoją też koledzy Piotra, kryjący się pod pseudonimami Bulion oraz Chechłacz. Są to typowi przedstawiciele grupy chuliganów, zarazem osób wywodzących się z dzielnicy biedy, gdzie patologia i przemoc rodzinna jest na porządku dziennych, a gwara podwórkowa zastępuje codzienny język. Chłopcy, mając niewłaściwy przykład w dzieciństwie, wpadają w różne uwikłania grup przestępczych działających w mieście. To nie są jednak źli ludzie. Kiedy trzeba umieją stanąć za sobą murem, martwią się też o stan zdrowia swojego kolegi z dzieciństwa. Mimo wszystko Marcel musi być ostrożny, kiedy będzie się z nimi kontaktował – nigdy nie wie, czy akurat zachowują się naturalnie, czy też blefują.
Wspomnienia Marcela przeplatają się z rzeczywistością, czasami sam bohater gubi się w tym, co obecnie sądzi i myśli. Jednak ten powrót do przeszłości pozwala czytelnikowi zrozumieć perspektywy życia w tak prowincjonalnym mieście, jakim jest Włocławek. Biedota wdziera się wszędzie, panuje patologia, mordy, a pracujący w Służbach Bezpieczeństwa agent Konecki wplątuje miasteczko w szereg niebezpiecznych intryg. Jednocześnie dowiadujemy się, że Zatorski pomagał na przykład zapobiec zamachowi na papieża Jana Pawła II.
Nie powiem, żeby książkę czytało mi się łatwo i przyjemnie, bo przeplatanie przeszłości z teraźniejszością wymagało ode mnie zastanowienia się, o czym mówi aktualny, czytany przeze mnie fragment tekstu. Uważam jednak, że autor powieści, Jacek Caban, bardzo ciekawie opisał życie w biednych miastach, które tak bardzo odstaje od tego, które zna większość z nas.
Autor: Władysław Kluz OCD
Okładka: usta, ubiór, ucho
Strony: 328
Książka do której za każdym razem wracam z prawdziwą przyjemnością została zrecenzowana >>TUTAJ<<.
Okładka: usta, ubiór, ucho
Strony: 328
Książka do której za każdym razem wracam z prawdziwą przyjemnością została zrecenzowana >>TUTAJ<<.
Autor: Leach Fleming
Okładka: usta, ubiór
Strony: 591
Większość moich stałych czytelników zapewne wie, że transatlantyk "Titanic" darzę platoniczną miłością. Dlatego z prawdziwą przyjemnością sięgnęłam po "Córkę kapitana", która została oparta na wydarzeniach tamtej tragicznej nocy.
May Smith, młoda, dwudziestokilkuletnia Angielka wsiada w porcie w Southampton na pokład legendarnego statku. W podróży do lepszego życia towarzyszą jej małżonek Joe oraz ich niespełna roczna córeczka Ellen. Przyjemny rejs kończy się w nocy z niedzieli na poniedziałek, kiedy "Titanic" uderza w górę lodową, a Smithowie wraz z pozostałymi pasażerami trzeciej klasy, zostają uwięzieni na niższych partiach statku. Kiedy udaje im się dostać na pokład okazuje się, że wszystkie łodzie ratunkowe już odpłynęły. Rodzina wpada do lodowatej wody, gdzie May traci z oczu swoich bliskich. Wkrótce ktoś ją wyławia z wody i umieszcza w łodzi ratunkowej. Po chwili na jej kolanach ląduje maleństwo, uratowane przez kapitana Smitha. May chce wierzyć, że to jej mała Ellen. Całą sytuację obserwuje ocalona z katastrofy pasażerka pierwszej klasy, Celeste, która postanawia pomóc młodej wdowie. Jeszcze przed ocaleniem przez "Carpatię" May odkrywa, że ocalone dziecko nie jest jej Ellen. Mimo wszystko postanawia je wychować. Wspierana przez nową przyjaciółkę rozpoczyna nowe życie. Tymczasem w porcie na statek z rozbitkami czeka młody emigrant z Włoch, Angelo. Słyszał o tragedii, ale miał nadzieję, że płynące "Titanic'iem" żona i córeczka ocalały. Niestety, nie znajduje ich wśród szczęśliwców. Jego uwagę przykuwa jednak charakterystyczny bucik. W mężczyźnie odżywa nadzieja na cud...
Bardzo ciepła, wielowątkowa saga opowiadająca o dziejach właściwie trzech rodzin, połączonych tragedią tej jednej, kwietniowej nocy. Celeste - chociaż ocalała, tak bardzo chciała, aby mąż-despota płynął wtedy z nią i zginął w lodowatych wodach oceanu. May - straciła męża i córkę, ale za to los dał jej na wychowanie inną dziewczynkę. I w końcu Angelo, który, chociaż założył drugą rodzinę to czuł, że ta pierwsza jednak nie zginęła całkowicie. Czy uda się każdemu z nich ułożyć na nowo swoje życie? Czy Ella, przygarnięta przez May dziewczynka, pozna swoją prawdziwą tożsamość? I jaką rolę w tym wszystkim odegrały oryginalne buciki? Dowiemy się tego z kolejnych stron powieści.
Tytuł: "Cuda Jana Pawła II"Okładka: usta, ubiór
Strony: 591
Większość moich stałych czytelników zapewne wie, że transatlantyk "Titanic" darzę platoniczną miłością. Dlatego z prawdziwą przyjemnością sięgnęłam po "Córkę kapitana", która została oparta na wydarzeniach tamtej tragicznej nocy.
May Smith, młoda, dwudziestokilkuletnia Angielka wsiada w porcie w Southampton na pokład legendarnego statku. W podróży do lepszego życia towarzyszą jej małżonek Joe oraz ich niespełna roczna córeczka Ellen. Przyjemny rejs kończy się w nocy z niedzieli na poniedziałek, kiedy "Titanic" uderza w górę lodową, a Smithowie wraz z pozostałymi pasażerami trzeciej klasy, zostają uwięzieni na niższych partiach statku. Kiedy udaje im się dostać na pokład okazuje się, że wszystkie łodzie ratunkowe już odpłynęły. Rodzina wpada do lodowatej wody, gdzie May traci z oczu swoich bliskich. Wkrótce ktoś ją wyławia z wody i umieszcza w łodzi ratunkowej. Po chwili na jej kolanach ląduje maleństwo, uratowane przez kapitana Smitha. May chce wierzyć, że to jej mała Ellen. Całą sytuację obserwuje ocalona z katastrofy pasażerka pierwszej klasy, Celeste, która postanawia pomóc młodej wdowie. Jeszcze przed ocaleniem przez "Carpatię" May odkrywa, że ocalone dziecko nie jest jej Ellen. Mimo wszystko postanawia je wychować. Wspierana przez nową przyjaciółkę rozpoczyna nowe życie. Tymczasem w porcie na statek z rozbitkami czeka młody emigrant z Włoch, Angelo. Słyszał o tragedii, ale miał nadzieję, że płynące "Titanic'iem" żona i córeczka ocalały. Niestety, nie znajduje ich wśród szczęśliwców. Jego uwagę przykuwa jednak charakterystyczny bucik. W mężczyźnie odżywa nadzieja na cud...
Bardzo ciepła, wielowątkowa saga opowiadająca o dziejach właściwie trzech rodzin, połączonych tragedią tej jednej, kwietniowej nocy. Celeste - chociaż ocalała, tak bardzo chciała, aby mąż-despota płynął wtedy z nią i zginął w lodowatych wodach oceanu. May - straciła męża i córkę, ale za to los dał jej na wychowanie inną dziewczynkę. I w końcu Angelo, który, chociaż założył drugą rodzinę to czuł, że ta pierwsza jednak nie zginęła całkowicie. Czy uda się każdemu z nich ułożyć na nowo swoje życie? Czy Ella, przygarnięta przez May dziewczynka, pozna swoją prawdziwą tożsamość? I jaką rolę w tym wszystkim odegrały oryginalne buciki? Dowiemy się tego z kolejnych stron powieści.
Autor: Paweł Zuchniewicz
Okładka: usta, ubiór, ucho, uśmiech
Strony: 246
Książka Pawła Zuchniewicza „Cuda Jana Pawła II. Wydanie poszerzone i uzupełnione” znalazła się w moim posiadaniu właściwie przez przypadek. Tuż przed beatyfikacją papieża Polaka w 2011 roku w księgarni pojawiły się promocje dotyczące książek o Karolu Wojtyle. O autorze naczytałam się wiele pozytywnych opinii, zresztą znałam go już z audiobooku „Lolek. Młode lata papieża”. Z drugiej strony nie miałam jeszcze książki, w której zawarte by były opisy cudów za pośrednictwem Jana Pawła II. Wiedziałam, że muszę to zmienić, tym bardziej, że ponowna okazja na kupienie książki o 6 złotych taniej niż w rzeczywistości kosztowała mogła się szybko nie powtórzyć.
Pozycję można odczytać jako kontynuację cyklu książek biograficznych o Karolu Wojtyle. Ja jednak podeszłam do niej jako do zupełnie osobnego woluminu. Większość opisanych przypadków była mi znana z wcześniejszej lektury powieści: uzdrowienie Kay Kelly z Liverpoolu, córeczki polskich emigrantów do Kanady - Wiktorii cierpiącej na guza śródpiersia, Herona cierpiącego na białaczkę, Angeliki Marii z wodogłowiem, siostry Ofelii Trespalacios cierpiącej na bóle głowy oraz mdłości, chorego na stwardnienie rozsiane, dystrofię mięśniową oraz epilepsję Ugo Fetse, czy też księdza Mirosława Drozdka. Ale pojawiają się też opisy cudów, które miały miejsce już po śmierci papieża: uzdrowienia zakonnicy Marie Simone Pierre z choroby Parkinsona(cud, który przyczynił się do beatyfikacji papieża), malutkiej Glorii Marii, która miała nie żyć, chorego na nowotwór Dawida, małej Uli z wylewem krwi do mózgu, wybudzenie się ze śpiączki młodej kobiety, której lekarze nie dawali szans, pomoc bezdzietnemu małżeństwu, czy też ominięcie pewnej miejscowości przez groźni huragan. Wszystko to zostało przypisane wstawiennictwu Jana Pawła II. W książce znajdziemy też rozmowy z osobami, których życie zmieniło się po spotkaniu z papieżem oraz na temat jego świętości. Ostatnia część książki poświęcona jest ostatnim chwilom życia Ojca Świętego. Jeszcze bardziej przybliża nam jego świętość, w opinii której odszedł do „Domu Ojca”.
Okładka: usta, ubiór, ucho, uśmiech
Strony: 246
Książka Pawła Zuchniewicza „Cuda Jana Pawła II. Wydanie poszerzone i uzupełnione” znalazła się w moim posiadaniu właściwie przez przypadek. Tuż przed beatyfikacją papieża Polaka w 2011 roku w księgarni pojawiły się promocje dotyczące książek o Karolu Wojtyle. O autorze naczytałam się wiele pozytywnych opinii, zresztą znałam go już z audiobooku „Lolek. Młode lata papieża”. Z drugiej strony nie miałam jeszcze książki, w której zawarte by były opisy cudów za pośrednictwem Jana Pawła II. Wiedziałam, że muszę to zmienić, tym bardziej, że ponowna okazja na kupienie książki o 6 złotych taniej niż w rzeczywistości kosztowała mogła się szybko nie powtórzyć.
Pozycję można odczytać jako kontynuację cyklu książek biograficznych o Karolu Wojtyle. Ja jednak podeszłam do niej jako do zupełnie osobnego woluminu. Większość opisanych przypadków była mi znana z wcześniejszej lektury powieści: uzdrowienie Kay Kelly z Liverpoolu, córeczki polskich emigrantów do Kanady - Wiktorii cierpiącej na guza śródpiersia, Herona cierpiącego na białaczkę, Angeliki Marii z wodogłowiem, siostry Ofelii Trespalacios cierpiącej na bóle głowy oraz mdłości, chorego na stwardnienie rozsiane, dystrofię mięśniową oraz epilepsję Ugo Fetse, czy też księdza Mirosława Drozdka. Ale pojawiają się też opisy cudów, które miały miejsce już po śmierci papieża: uzdrowienia zakonnicy Marie Simone Pierre z choroby Parkinsona(cud, który przyczynił się do beatyfikacji papieża), malutkiej Glorii Marii, która miała nie żyć, chorego na nowotwór Dawida, małej Uli z wylewem krwi do mózgu, wybudzenie się ze śpiączki młodej kobiety, której lekarze nie dawali szans, pomoc bezdzietnemu małżeństwu, czy też ominięcie pewnej miejscowości przez groźni huragan. Wszystko to zostało przypisane wstawiennictwu Jana Pawła II. W książce znajdziemy też rozmowy z osobami, których życie zmieniło się po spotkaniu z papieżem oraz na temat jego świętości. Ostatnia część książki poświęcona jest ostatnim chwilom życia Ojca Świętego. Jeszcze bardziej przybliża nam jego świętość, w opinii której odszedł do „Domu Ojca”.
Autor: A. M. Homes
Okładka: usta
Strony: 207
Po raz drugi postanowiłam zmierzyć się z tą książką i po raz drugi mam do niej mieszane uczucia.
Rozumiem, że jest to opis wewnętrznych przeżyć ponad trzydziestoletniej kobiety, która dowiedziała się, że ludzie, których cały czas uważała za rodziców, tak naprawdę nimi nie są. Ale chwilami miałam wrażenie, że czytam pamiętnik jakiejś małej dziewczynki. Ogólnie chodzi w niej o to, że autorka, po odkryciu przerażającej prawdy, postanawia spotkać się z kobietą, która podaje się za jej biologiczną matką. Wiadomo, że w związku z tym targa jej wnętrzem wiele wątpliwości. Ostatecznie decyduje się na wykonanie tego niełatwego kroku. Jednak zanim to zrobi, musi wejść "w głąb siebie" i pogodzić się ze swoją przeszłością. Nie wszystkie poruszane kwestie były dla mnie nie jasne, czasami też gubiłam się w treści, wydarzeniach i akcji książki.
Może pozycja byłaby dobra dla kogoś, kto lubi takie psychologiczne książki, ale ja niestety do nich nie należę. Nie, "Córka kochanki" jest zdecydowanie nie w moim typie.
Okładka: usta
Strony: 207
Po raz drugi postanowiłam zmierzyć się z tą książką i po raz drugi mam do niej mieszane uczucia.
Rozumiem, że jest to opis wewnętrznych przeżyć ponad trzydziestoletniej kobiety, która dowiedziała się, że ludzie, których cały czas uważała za rodziców, tak naprawdę nimi nie są. Ale chwilami miałam wrażenie, że czytam pamiętnik jakiejś małej dziewczynki. Ogólnie chodzi w niej o to, że autorka, po odkryciu przerażającej prawdy, postanawia spotkać się z kobietą, która podaje się za jej biologiczną matką. Wiadomo, że w związku z tym targa jej wnętrzem wiele wątpliwości. Ostatecznie decyduje się na wykonanie tego niełatwego kroku. Jednak zanim to zrobi, musi wejść "w głąb siebie" i pogodzić się ze swoją przeszłością. Nie wszystkie poruszane kwestie były dla mnie nie jasne, czasami też gubiłam się w treści, wydarzeniach i akcji książki.
Może pozycja byłaby dobra dla kogoś, kto lubi takie psychologiczne książki, ale ja niestety do nich nie należę. Nie, "Córka kochanki" jest zdecydowanie nie w moim typie.
Autor: Kim Edwards
Okładka: usta, uśmiech
Strony: 560
Bardzo lubię wracać do tej książki, która mówi o tym, że prawdziwa miłość jest silniejsza od wszelkich uprzedzeń i rokowań.
Pewnego zimowego dnia 1964 roku w rodzinie Davida i Norah rodzą się bliźnięta: zdrowy chłopiec i dziewczynka z zespołem Downa. Z powodu szalejącej na zewnątrz śnieżycy położnik nie dociera do nich na czas i w porodzie pomaga była asystentka Davida, który zresztą jest lekarzem, Caroline. Po odkryciu straszliwej prawdy mężczyzna prosi ją, aby oddała dziewczynkę do przytułku dla upośledzonych. Żonie zaś mówi, że dziecko zmarło zaraz po urodzeniu. Caroline nie spełnia prośby lekarza i przygarnia dziewczynkę do siebie. Miłość, jaką została obdarzona mała niepełnosprawna Phoble oraz poświęcenie Caroline sprawiły, że wyrosła na niezwykle zaradną kobietę.
Tytuł powieści można interpretować na dwa sposoby. Pierwszy z nich jest odzwierciedleniem wielkiej pasji Davida – fotografii. Mężczyzna fotografował wszystko i wszystkich, starając się uchwycić w ten sposób nie tylko najpiękniejsze chwile swojego życia, ale i piękno otaczającego go świata. Niestety, na zdjęciach zabrakło jego córki, Phoble. Druga interpretacja tytułu każe nam spojrzeć na przeszłość Davida, który jako dziecko stracił siostrę, która cierpiała na wadę serca. Pamiętając ból, jaki zadała ta śmierć ich matce, postanawia oszczędzić tych przeżyć swojej żonie i postanawia oddać dziecko do ośrodka. Jednak myśląc o Phoble nie mógł nie przypominać sobie swojej małej siostrzyczki, która tyle wycierpiała.
Okładka: usta, uśmiech
Strony: 560
Bardzo lubię wracać do tej książki, która mówi o tym, że prawdziwa miłość jest silniejsza od wszelkich uprzedzeń i rokowań.
Pewnego zimowego dnia 1964 roku w rodzinie Davida i Norah rodzą się bliźnięta: zdrowy chłopiec i dziewczynka z zespołem Downa. Z powodu szalejącej na zewnątrz śnieżycy położnik nie dociera do nich na czas i w porodzie pomaga była asystentka Davida, który zresztą jest lekarzem, Caroline. Po odkryciu straszliwej prawdy mężczyzna prosi ją, aby oddała dziewczynkę do przytułku dla upośledzonych. Żonie zaś mówi, że dziecko zmarło zaraz po urodzeniu. Caroline nie spełnia prośby lekarza i przygarnia dziewczynkę do siebie. Miłość, jaką została obdarzona mała niepełnosprawna Phoble oraz poświęcenie Caroline sprawiły, że wyrosła na niezwykle zaradną kobietę.
Tytuł powieści można interpretować na dwa sposoby. Pierwszy z nich jest odzwierciedleniem wielkiej pasji Davida – fotografii. Mężczyzna fotografował wszystko i wszystkich, starając się uchwycić w ten sposób nie tylko najpiękniejsze chwile swojego życia, ale i piękno otaczającego go świata. Niestety, na zdjęciach zabrakło jego córki, Phoble. Druga interpretacja tytułu każe nam spojrzeć na przeszłość Davida, który jako dziecko stracił siostrę, która cierpiała na wadę serca. Pamiętając ból, jaki zadała ta śmierć ich matce, postanawia oszczędzić tych przeżyć swojej żonie i postanawia oddać dziecko do ośrodka. Jednak myśląc o Phoble nie mógł nie przypominać sobie swojej małej siostrzyczki, która tyle wycierpiała.
Autor: R. J. Palacio
Okładka: uszy, usta, ubiór
Strony: 414
Książka została opisana >>tutaj<<
Tytuł: "Chłopak z sąsiedztwa"
Okładka: uszy, usta, ubiór
Strony: 414
Książka została opisana >>tutaj<<
Tytuł: "Chłopak z sąsiedztwa"
Autor: Meggin Cabot
Okładka: usta, uśmiech
Strony: 343
Książka w formie korespondencji dwójki młodych, zakochanych w sobie osób. Co ciekawe, ani on, ani ona nie przypuszczają, że mieszkają tuż obok siebie. Trochę przypominało mi to "S@motność w sieci" Wiśniewskiego. Tamta książka była jednak poważna, dojrzała, ta wręcz przeciwnie - jest nawet trochę humorystyczna. Wszak młodość "musi się wyszaleć".
Tytuł: "Cena sławy"
Okładka: usta, uśmiech
Strony: 343
Książka w formie korespondencji dwójki młodych, zakochanych w sobie osób. Co ciekawe, ani on, ani ona nie przypuszczają, że mieszkają tuż obok siebie. Trochę przypominało mi to "S@motność w sieci" Wiśniewskiego. Tamta książka była jednak poważna, dojrzała, ta wręcz przeciwnie - jest nawet trochę humorystyczna. Wszak młodość "musi się wyszaleć".
Tytuł: "Cena sławy"
Autor: Marta Sztokfisz
Okładka: usta, uszy, uśmiech
Strony: 174
Książkę już kiedyś czytałam, ale teraz miałam okazję do niej wrócić. Formułą nieco przypomina przeczytaną w lutym pozycję "Z nienawiści do kobiet".
Tym razem są to wywiady z jedenastoma osobami znanymi z pierwszych stron gazet, tzw. celebrytami. Marta Sztokpisz rozmawiała z Zenonem Laskowikiem, Danielem Olbrychskim, Bogusławem Lindą, Violettą Villas (książka powstała w 2000 roku, a więc piosenkarka wtedy żyła), Katarzyną Figurą, Mariuszem Szczygłem, Edytą Górniak, Niną Terentiew, Stanisławą Celińską, Aleksandrą Jakubowską oraz Andrzejem Sewerynem, szukając odpowiedzi na pytanie, jak to jest być osobą medialną? Z rozmów wynika, że jest to, wbrew powszedniemu mniemaniu, bardzo trudne zadanie, a sama tytułowa "Cena sławy" ma zarówno gorzki, jak i słodki posmak.
Czytając takie książki cieszę się, że jestem jednak tym przysłowiowym "szaraczkiem", bo nie wiem, czy dałabym radę udźwignąć ciążące na mnie brzemię.
Okładka: usta, uszy, uśmiech
Strony: 174
Książkę już kiedyś czytałam, ale teraz miałam okazję do niej wrócić. Formułą nieco przypomina przeczytaną w lutym pozycję "Z nienawiści do kobiet".
Tym razem są to wywiady z jedenastoma osobami znanymi z pierwszych stron gazet, tzw. celebrytami. Marta Sztokpisz rozmawiała z Zenonem Laskowikiem, Danielem Olbrychskim, Bogusławem Lindą, Violettą Villas (książka powstała w 2000 roku, a więc piosenkarka wtedy żyła), Katarzyną Figurą, Mariuszem Szczygłem, Edytą Górniak, Niną Terentiew, Stanisławą Celińską, Aleksandrą Jakubowską oraz Andrzejem Sewerynem, szukając odpowiedzi na pytanie, jak to jest być osobą medialną? Z rozmów wynika, że jest to, wbrew powszedniemu mniemaniu, bardzo trudne zadanie, a sama tytułowa "Cena sławy" ma zarówno gorzki, jak i słodki posmak.
Czytając takie książki cieszę się, że jestem jednak tym przysłowiowym "szaraczkiem", bo nie wiem, czy dałabym radę udźwignąć ciążące na mnie brzemię.
Autor: Władysław Stanisław Reymont
Okładka: usta, ubiór
Strony: 606
Przełom lipca i sierpnia zawsze będzie mi się kojarzył ze żniwami. A skoro żniwa i wieś, to muszą być i chłopi. Chociaż chyba teraz nikt tak nie nazywa rolników.
Chyba każdy absolwent szkoły średniej zna tą czteroporową(tak, tak, czteroporową, a nie czterotomową) opowieść o życiu chłopów w podłódzkich Lipcach. Nie wiem jak to było wcześniej, ale moje pokolenie miało ograniczoną lekturę do pierwszego tomu - "Jesień". A szkoda, bo "Chłopi" to piękna opowieść o życiu na wsi w zgodzie z naturą. A jak to inaczej zaakcentować, niż poprzez wnikliwe przyjrzenie się pracy rolników w każdej z czterech pór roku? I oto mamy jesień z wykopkami, zimę poświęconą w dużej mierze pracom w domu, wiosnę z zasiewami i lato ze żniwami. Równocześnie, na tle tych wszystkich rolniczych prac, toczy się normalne, wiejskie życie z narodzinami i śmiercią, z przepięknymi obrzędami ludowych, z zatargami z sąsiadami i ludzką zawiścią. Ot, zwyczajne życie z przełomu XIX i XX wieku. Życie naszych, moich przodków.
Nobel dla Reymonta w pełni zasłużony.
Okładka: usta, ubiór
Strony: 606
Przełom lipca i sierpnia zawsze będzie mi się kojarzył ze żniwami. A skoro żniwa i wieś, to muszą być i chłopi. Chociaż chyba teraz nikt tak nie nazywa rolników.
Chyba każdy absolwent szkoły średniej zna tą czteroporową(tak, tak, czteroporową, a nie czterotomową) opowieść o życiu chłopów w podłódzkich Lipcach. Nie wiem jak to było wcześniej, ale moje pokolenie miało ograniczoną lekturę do pierwszego tomu - "Jesień". A szkoda, bo "Chłopi" to piękna opowieść o życiu na wsi w zgodzie z naturą. A jak to inaczej zaakcentować, niż poprzez wnikliwe przyjrzenie się pracy rolników w każdej z czterech pór roku? I oto mamy jesień z wykopkami, zimę poświęconą w dużej mierze pracom w domu, wiosnę z zasiewami i lato ze żniwami. Równocześnie, na tle tych wszystkich rolniczych prac, toczy się normalne, wiejskie życie z narodzinami i śmiercią, z przepięknymi obrzędami ludowych, z zatargami z sąsiadami i ludzką zawiścią. Ot, zwyczajne życie z przełomu XIX i XX wieku. Życie naszych, moich przodków.
Nobel dla Reymonta w pełni zasłużony.
Autor: Maciej Pieprzyca
Okładka: usta, uszy, uśmiech
Strony: 254
Powieść oparta na prawdziwej historii.
W 1981 roku w pewnej robotniczej rodzinie przychodzi na świat Mateusz. Poród jest ciężki, samo dziecko też nie rozwija się prawidłowo. Po pewnym czasie u chłopca zostaje zdiagnozowane mózgowe porażenie dziecięce. Co gorsza, według lekarzy chłopiec miał wieść żywot rośliny. Mimo diagnozy rodzice robią wszystko, aby Mateusz miał szczęśliwe życie. Wszystko zmienia się wraz ze śmiercią ojca chłopca. Po kilku latach rodzina oddaje mężczyznę do ośrodka dla osób upośledzonych umysłowo w nadziei, że tam będzie mu lepiej...
Tymczasem Mateusz od początku rozumie wszystko, co się dzieje dookoła jego, a jego problem polega na tym, że nie potrafi porozumieć się z otoczeniem. Każda próba odbierana jest jako atak padaczki lub agresji. Tylko przypadek sprawił, że jedna z terapeutek odkryła sposób, w jaki chłopak może komunikować się z otoczeniem.
Zawsze, kiedy czytam tą książkę mam przed oczami wiele moich znajomych, którzy mieli mniej szczęścia niż ja. Ale których podstawowym problemem jest, tak jak w przypadku Mateusza, brak możliwości komunikacji werbalnej. Czy to oznacza, że są upośledzeni umysłowo? Oczywiście, że nie. Bo wbrew pozorom można z nimi "porozmawiać" - z jednymi za pomocą mrugania oczami, a z innymi, tak jak z Mateuszem, za pomocą symboli Blissa.
Okładka: usta, uszy, uśmiech
Strony: 254
Powieść oparta na prawdziwej historii.
W 1981 roku w pewnej robotniczej rodzinie przychodzi na świat Mateusz. Poród jest ciężki, samo dziecko też nie rozwija się prawidłowo. Po pewnym czasie u chłopca zostaje zdiagnozowane mózgowe porażenie dziecięce. Co gorsza, według lekarzy chłopiec miał wieść żywot rośliny. Mimo diagnozy rodzice robią wszystko, aby Mateusz miał szczęśliwe życie. Wszystko zmienia się wraz ze śmiercią ojca chłopca. Po kilku latach rodzina oddaje mężczyznę do ośrodka dla osób upośledzonych umysłowo w nadziei, że tam będzie mu lepiej...
Tymczasem Mateusz od początku rozumie wszystko, co się dzieje dookoła jego, a jego problem polega na tym, że nie potrafi porozumieć się z otoczeniem. Każda próba odbierana jest jako atak padaczki lub agresji. Tylko przypadek sprawił, że jedna z terapeutek odkryła sposób, w jaki chłopak może komunikować się z otoczeniem.
Zawsze, kiedy czytam tą książkę mam przed oczami wiele moich znajomych, którzy mieli mniej szczęścia niż ja. Ale których podstawowym problemem jest, tak jak w przypadku Mateusza, brak możliwości komunikacji werbalnej. Czy to oznacza, że są upośledzeni umysłowo? Oczywiście, że nie. Bo wbrew pozorom można z nimi "porozmawiać" - z jednymi za pomocą mrugania oczami, a z innymi, tak jak z Mateuszem, za pomocą symboli Blissa.
Autor: Zbigniew Domino
Okładka: -
Strony: 415
"Czas kukułczych gniazd" to bezpośrednia kontynuacja książki "Syberiada Polska" tego samego autora, opowiadającej o losach Polaków z fikcyjnej miejscowości "Czerwony Jar", wywiezionych na Sybir 10 lutego 1940 roku. "Syberiadę Polską" przeczytałam już dawno temu. Bardzo mi się spodobała jej treść, miejscami kibicowałam jej bohaterom i nie ukrywałam, że zastanawiałam się, jak też sobie poradzą po powrocie do Ojczyzny.
"Syberiada Polska" kończy się sceną wyjazdu Polaków z Syberii do ojczyzny. "Czas kukułczych gniazd" otwiera scena wjazdu tego samego pociągu do Polski. W jednym z wagonów znajdują się główni bohaterowie - Staszek i Tadek Dolina oraz opiekująca się nimi Bronia, sympatia ich ojca. Jan Dolina jeszcze na Syberii został wcielony karnie do Armii, matka zmarła na zesłaniu. W Polsce jednak stał się cud - Dolinie udało się odnaleźć pociąg, którym jadą jego dzieci. Wkrótce cała czwórka(wraz z Bronią) zamieszkuje w jednym z poniemieckich domków znajdujących się na ziemiach obiecanych. W tej samej wsi, nazwanej Zielonym Polem, lokuje się wielu ich znajomych z "Czerwonego Jaru". Mają nadzieję wieść takie samo życie jak dawniej. Jednak rzeczywistość wcale nie jest taka wesoła, jakby się mogło wydawać. Trzeba się przyzwyczaić do nowych warunków życia, dzieci po wielu latach wracają do szkół. Tymczasem raz po raz we wsi pojawia się jakiś znajomy, czy to z Czerwonego Jaru, czy to z Syberyjskiej tułaczki.
Okładka: -
Strony: 415
"Czas kukułczych gniazd" to bezpośrednia kontynuacja książki "Syberiada Polska" tego samego autora, opowiadającej o losach Polaków z fikcyjnej miejscowości "Czerwony Jar", wywiezionych na Sybir 10 lutego 1940 roku. "Syberiadę Polską" przeczytałam już dawno temu. Bardzo mi się spodobała jej treść, miejscami kibicowałam jej bohaterom i nie ukrywałam, że zastanawiałam się, jak też sobie poradzą po powrocie do Ojczyzny.
"Syberiada Polska" kończy się sceną wyjazdu Polaków z Syberii do ojczyzny. "Czas kukułczych gniazd" otwiera scena wjazdu tego samego pociągu do Polski. W jednym z wagonów znajdują się główni bohaterowie - Staszek i Tadek Dolina oraz opiekująca się nimi Bronia, sympatia ich ojca. Jan Dolina jeszcze na Syberii został wcielony karnie do Armii, matka zmarła na zesłaniu. W Polsce jednak stał się cud - Dolinie udało się odnaleźć pociąg, którym jadą jego dzieci. Wkrótce cała czwórka(wraz z Bronią) zamieszkuje w jednym z poniemieckich domków znajdujących się na ziemiach obiecanych. W tej samej wsi, nazwanej Zielonym Polem, lokuje się wielu ich znajomych z "Czerwonego Jaru". Mają nadzieję wieść takie samo życie jak dawniej. Jednak rzeczywistość wcale nie jest taka wesoła, jakby się mogło wydawać. Trzeba się przyzwyczaić do nowych warunków życia, dzieci po wielu latach wracają do szkół. Tymczasem raz po raz we wsi pojawia się jakiś znajomy, czy to z Czerwonego Jaru, czy to z Syberyjskiej tułaczki.
Muszę przyznać, że jednak "Syberiada Polska" bardziej mi się podobała. W "Czasie kukułczych gniazd" czasami zbyt dużo miejsca poświęcano opowieściom tych, którzy po latach spotykali się z krewnymi i znajomymi. Niby dobrze jest się dowiedzieć co się z nimi działa, ale poświęcanie im kilku rozdziałów nie było jak dla mnie dobrym pomysłem. Natomiast bardzo mi się podobały opisy stosunków międzyludzkich oraz obyczajowości ludzi wracających z zesłania.
Autor: Ks. Wojciech Wawrzyniak
Okładka: -
Strony: 384
Kilka lat temu spełniło się jedno z moich marzeń i zostałam szczęśliwą posiadaczką powyższej pozycji. Książki niezwykłej, ponieważ zawiera biblijne przesłanie na każdy kolejny dzień. Książki uniwersalnej, ponieważ daty nie są przypisane konkretnemu dniowi tygodnia.
Tytuł: "Chłopiec w pasiastej piżamie"
Okładka: -
Strony: 384
Kilka lat temu spełniło się jedno z moich marzeń i zostałam szczęśliwą posiadaczką powyższej pozycji. Książki niezwykłej, ponieważ zawiera biblijne przesłanie na każdy kolejny dzień. Książki uniwersalnej, ponieważ daty nie są przypisane konkretnemu dniowi tygodnia.
Tytuł: "Chłopiec w pasiastej piżamie"
Autor: John Boyne
Okładka: -
Strony: 192
Tą książkę również zaliczam do moich ulubionych. Pierwszy raz przeczytałam ją 13 lat temu(też w wakacje) i z marszu "zakochałam się" w niej.
Powieść opowiada historię przyjaźni dwóch ośmioletnich chłopców - Szmula oraz Bruna. Bruno wraz z rodzicami i siostrą na teren obozu koncentracyjnego, gdzie jego ojciec został komendantem. Pewnego razu podczas "zwiedzania" okolicy Bruno trafia na druciaste ogrodzenie, za którym siedział chłopiec. Postanowił z nim porozmawiać, aż w końcu się zaprzyjaźnili. Chłopcy, chociaż dzieli ich praktycznie wszystko oprócz tego, że urodzili się tego samego dnia, potrafią razem się bawić i prowadzić długie rozmowy, na tematy typowe dla dzieci w ich wieku. Jednocześnie na oczach Brunona, którego ojciec pracował w Auschwitz, odbywa się propaganda, pokazujące, że życie w obozie jest wspaniałe i wszyscy o nim marzą. Co ważne, sam chłopiec zaczyna w to wierzyć i nie do końca daje wiarę słowom Szmula, który opowiada mu o życiu za druciastym płotem.
Okładka: -
Strony: 192
Tą książkę również zaliczam do moich ulubionych. Pierwszy raz przeczytałam ją 13 lat temu(też w wakacje) i z marszu "zakochałam się" w niej.
Powieść opowiada historię przyjaźni dwóch ośmioletnich chłopców - Szmula oraz Bruna. Bruno wraz z rodzicami i siostrą na teren obozu koncentracyjnego, gdzie jego ojciec został komendantem. Pewnego razu podczas "zwiedzania" okolicy Bruno trafia na druciaste ogrodzenie, za którym siedział chłopiec. Postanowił z nim porozmawiać, aż w końcu się zaprzyjaźnili. Chłopcy, chociaż dzieli ich praktycznie wszystko oprócz tego, że urodzili się tego samego dnia, potrafią razem się bawić i prowadzić długie rozmowy, na tematy typowe dla dzieci w ich wieku. Jednocześnie na oczach Brunona, którego ojciec pracował w Auschwitz, odbywa się propaganda, pokazujące, że życie w obozie jest wspaniałe i wszyscy o nim marzą. Co ważne, sam chłopiec zaczyna w to wierzyć i nie do końca daje wiarę słowom Szmula, który opowiada mu o życiu za druciastym płotem.
Przyjaźń Bruna i Szmula była na pozór niemożliwa. Bo kto by pomyślał o niej w kontekście Żyd - Niemiec, zwłaszcza w okresie II wojny światowej. A jednak, czystość dziecięcych umysłów i wzajemna sympatia wygrały ze wszelkimi ideologiami.
Piękna opowieść o najpiękniejszych wartościach, którymi powinniśmy się kierować. I o tym, że niemożliwe może stać się możliwym przy sprzyjających ku temu okolicznościach.
Tytuł: "Chłopiec na szczycie góry"
Tytuł: "Chłopiec na szczycie góry"
Autor: John Boyne
Okładka: urwisko
Strony: 272
Nie będę ukrywać, że "Chłopiec w pasiastej piżamie" mnie zauroczył. Podobnego "wow" oczekiwałam po "Chłopcu na szczycie góry" tego samego autora. I szczerze mówiąc wcale się nie zawiodłam.
Tym razem mamy do czynienia z kilkuletnim Pierrotem, mieszkającym we Francji. Pierrot ma dom, kochających rodziców, ulubionego psa oraz oddanego przyjaciela, Anszela, który jest Żydem. Szczęśliwe dzieciństwo chłopca kończy się z chwilą, jego rodzice giną w wypadku samochodowym, a on sam trafia do domu swojej ciotki, gdzie poznaje Adolfa Hitlera. Owo spotkanie przynosi same negatywne skutki. Pieter, bo tak od tej chwili nazywa się chłopiec, zostaje wciągnięty w trybiki rodzącej się właśnie machiny zła. Takim szczytowym momentem tej machiny zła była dyskusja prowadzona przy chłopcu, która dotyczyła budowy obozu zagłady. Przez te wszystkie zabiegi Hitlera znajdujący się w rezydencji chłopiec z czasem zatraca swoją dziecinną niewinność, zaś na jej miejscu pojawia się wyrachowanie. Wpatrzony w Fuhrera potrafi też zdradzić swoich najbliższych, którzy tak go kochali, a nawet wyrzec się swojej przyjaźni z Anszelem.
Okładka: urwisko
Strony: 272
Nie będę ukrywać, że "Chłopiec w pasiastej piżamie" mnie zauroczył. Podobnego "wow" oczekiwałam po "Chłopcu na szczycie góry" tego samego autora. I szczerze mówiąc wcale się nie zawiodłam.
Tym razem mamy do czynienia z kilkuletnim Pierrotem, mieszkającym we Francji. Pierrot ma dom, kochających rodziców, ulubionego psa oraz oddanego przyjaciela, Anszela, który jest Żydem. Szczęśliwe dzieciństwo chłopca kończy się z chwilą, jego rodzice giną w wypadku samochodowym, a on sam trafia do domu swojej ciotki, gdzie poznaje Adolfa Hitlera. Owo spotkanie przynosi same negatywne skutki. Pieter, bo tak od tej chwili nazywa się chłopiec, zostaje wciągnięty w trybiki rodzącej się właśnie machiny zła. Takim szczytowym momentem tej machiny zła była dyskusja prowadzona przy chłopcu, która dotyczyła budowy obozu zagłady. Przez te wszystkie zabiegi Hitlera znajdujący się w rezydencji chłopiec z czasem zatraca swoją dziecinną niewinność, zaś na jej miejscu pojawia się wyrachowanie. Wpatrzony w Fuhrera potrafi też zdradzić swoich najbliższych, którzy tak go kochali, a nawet wyrzec się swojej przyjaźni z Anszelem.
Tytuł książki można odczytywać w dwojaki sposób - dosłownie, bo mały Pierrot po przeprowadzce naprawdę mieszkał w domu znajdującym się na szczycie góry, z której wszystko było widać. Ale też w przenośni - przez pewien czas zajmował bowiem bardzo wysoką pozycję w hierarchii Adolfa Hitlera. Mógł mieć wszystko, co tylko chciał. A jednak nie do końca czyniło go to szczęśliwym w życiu.
Autor: Justyna Kopalińska
Okładka: usta, ubiór
Strony: 240
Okładka: usta, ubiór
Strony: 240
O tym co się dzieje za drzwiami zabrzańskiego Domu Dziecka prowadzonego przez siostry boremeuszki świat miał się nie dowiedzieć. I pewnie by się nie dowiedział, gdyby nie tajemnicze zniknięcie małego Mateusza Domaradzkiego oraz skarga nastoletniego Pawła w szkole.
Tym zaginięciem żył cały Śląsk. Pewnego zimowego dnia(akurat były ferie zimowe) zaginął bez wieści ośmioletni chłopiec z Rybnika. Na mieszkańców regionu padł blady strach, rodzice zakazywały dzieciom wychodzić na sanki w obawie, że w okolicy grasuje seryjny porywacz(co ciekawe, sześć lat później, w czasie głośnego zaginięcia małej Madzi, sytuacja się powtórzyła). Śledczy rozpoczęli poszukiwania, które doprowadziły ich do Tomasza i Łukasza. Prowadząca sprawę prokurator Joanna Smorczewska, dzięki współwięźniom siedzącym z Tomaszem w jednej celi odkrywa, że jest on byłym wychowankiem Zakładu Opiekuńczego sióstr boremeuszek oraz że za zamkniętymi drzwiami działy się wręcz dantejskie sceny. Kolejne przesłuchania byłych i obecnych wychowanków zakładu ujawniają, że sprawujące opiekę nad dziećmi siostry wręcz się nad nimi znęcały, a wykorzystywanie seksualne było na porządku dziennym.
Książka w dużej mierze opisuje sytuacje poprzedzające proces, w którym sąd miał ukarać siostry, które nie reagowały na to, co się dzieje w placówce oraz poniżały jej wychowanków. Opis śledztwa przeplata się z zeznaniami ofiar. To co szokuje to fakt, że gdyby nie zaginięcie Mateusza i interwencja jednej ze szkolnych nauczycielek, która uwierzyła słowom swojego ucznia, że w Domu Dziecka dochodzi do przemocy, to pewnie nikt by nie poznał prawdy. Tym bardziej, że na zewnątrz wszystko wyglądało zwyczajnie. Z drugiej strony w doskonały sposób zostało w książce ukazane to, że ludzie związani z kościołem wcale nie są święci(chociaż sam kościół już jest).
Zakład prowadzony przez siostry boremeuszki został rozwiązany, najbardziej winne temu co się działo w jego murach - ukarane. Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadecie? On może tak. Społeczeństwo - niekoniecznie.
Autor: Leon Leyson
Okładka: ubiór, ulica
Strony: 256
Trzymajcie się ciepło
Okładka: ubiór, ulica
Strony: 256
Kilka lat temu miałam przyjemność przeczytać "Listę Schindlera" opowiadającą o tym, jak w okresie II wojny światowej niemiecki przedsiębiorca Oscar Schindler uratował kilkaset Żydów z niechybnej śmierci, zatrudniając ich w swojej fabryce. Teraz miałam okazję przeczytać wspomnienia jednego z ocalałych - Leona Leysona.
Leon, a właściwie Lejb, urodził się w położonej na wschodzie wsi Narewka, w tradycyjnej, żydowskiej rodzinie. Wczesne lata jego dzieciństwa były raczej beztroskie - spędził je na zabawach z czwórką starszego rodzeństwa. Jego ojciec, Mosze, pracownik położonej nieopodal huty szkła, został przeniesiony do Krakowa, kiedy chłopiec miał trzy lata. Przez pięć lat ciężko pracował, aby sprowadzić do siebie resztę rodziny. Kiedy w końcu mu się to udało, wszyscy myśleli, że znaleźli raj na ziemi. Ich szczęście trwało zaledwie dwa lata. Wybuchła II wojna światowa, a wraz z nią pojawiły się restrykcje dotyczące ludności żydowskiej. Mały Leon został wydalony ze szkoły, szykanowany przez kolegów. Wkrótce prawie cała rodzina została zamknięta w getcie krakowskim. Tam też nie czuli się w pełni bezpieczni, ponieważ co rusz były jakieś łapanki. I wtedy na drodze rodziny pojawił się Oscar Schindler, który najpierw zatrudnił w swojej fabryce naczyń emaliowanych Mosze, a następnie, kiedy zlikwidowano getto, a zamieszkującą go ludność przeniesiono do obozu na Podgórzu, całą rodzinę Leysonów. Prawdopodobnie uratował im tym życie, zwłaszcza w chwili, kiedy zabierał wszystkich swoich pracowników do Czech, gdzie przeniósł swoją fabrykę. Co ciekawe, nawet po latach, pamiętał swoich Żydów i od razu poznał Leona, kiedy w latach 60 przyleciał do USA.
Piękne autentyczne wspomnienia osoby, która na własnej skórze przeżyła piekło holokaustu, a zarazem potwierdzenie, że nie wszyscy Niemcy byli źli i bezduszni.
Tytuł: "Czerwony namiot"
Tytuł: "Czerwony namiot"
Autor: Anita Diamant
Okładka: ubiór, uszy, usta
Strony: 256
Pismo Święte poświęciło starotestamentarnej Dinie, "mlecznej siostrze" sprzedanego do Egiptu przez braci Józefa, jeden rozdział w Księdze Rodzaju. Z tych 31 wersetów Anita Diamant stworzyła historię, której początek i koniec wybiega daleko poza ramy biblijnej historii.
Okładka: ubiór, uszy, usta
Strony: 256
Pismo Święte poświęciło starotestamentarnej Dinie, "mlecznej siostrze" sprzedanego do Egiptu przez braci Józefa, jeden rozdział w Księdze Rodzaju. Z tych 31 wersetów Anita Diamant stworzyła historię, której początek i koniec wybiega daleko poza ramy biblijnej historii.
Dima była jedną z córek Jakuba, syna Izaaka(tego, który "kupił" pierworództwo od swojego brata Ezawa za miskę soczewicy) i jednej z jego żon, Lei. Była rówieśnicą Józefa, którego wykarmiła piersią Lea, ponieważ Rachela była bezmleczna. Niemal wszystkie kobiety z rodu Jakuba były położnymi, nie ominęło to i Dimy, która z czasem zaczęła pomagać rodzić kobietom z położonego nieopodal ich osady miasta Sychem. Pewnego razu, zostaje wezwana do porodu w pałacu królewskim, gdzie poznaje książęcego syna, który też się nazywał Sychem. Obydwoje zakochują się w sobie. Po pewnym czasie została znowu wezwana na królewski dwór. Tym razem zostaje na nim już jako żona Sychema. Zgodnie z lokalnym zwyczajem ojciec Sychema, Chamor, poszedł do namiotów Jakuba, aby "wykupić" Dinę. Jako "zapłaty" zażądano obrzezania Chamona, Sychema oraz mieszkańców Sychem, co zresztą wykonano. Jednak trzy dni później bracia Diny, Symeon i Lewi, wtargnęli do miasta i wyzabijali wszystkich mężczyzn. Zabrali też Dinę do swojego obozu. Ona jednak, za pomocą niejakiego Nehesi, wymyka się z niego i wraca do miasta, do pałacu, w którym została m.in. matka Sachema, Re-nefer. Razem uciekły do Egiptu, gdzie pod przybraną historią zaczynają nowe życie. Dina, która w dalszym ciągu jest położną, sama rodzi synka, owoc jej miłości z Sychemem. Jest szczęśliwa, powoli zapomina o przeszłości. Pewnego dnia zostaje jednak wezwana do rodzącej w pałacu, w którym jej syn Re-mose jest skrybą. Usłyszana w nim historia przywraca w niej wspomnienia, w nowym władcy rozpoznaje zaś Józefa. W jaki sposób to spotkanie wpłynie na ich życie.
"Czerwony namiot" to piękna historia o życiu kobiet z zamierzchłych czasów. Życia, w którym prym wiodą kobiety, wszak tytułowy "czerwony namiot" jest miejscem, w którym spędzają czas podczas miesiączki i połogu. Mają wtedy czas na podzielenie się najgłębiej skrywanymi tajemnicami. Życia, gdzie wiara w Boga Abrahama przeplata się ze zwyczajami pogańskimi(np. rozdziewiczenie dziewczynki podczas pierwszej miesiączki). Życia, o którym marzyła każda ówczesna kobieta, chociaż pojawiały się w nim zarówno łzy szczęścia, jak i rozpaczy.
Trzymajcie się ciepło

























