Kolejny rok dobiegł końca. Jutro obudzimy się (albo i nie) już w kolejnym, 2015. Kolejny rok przybędzie w naszej metryczce. Przyznam się szczerze, że ten rok zleciał mi niesamowicie szybko. W ogóle mam wrażenie, że życie po przekroczeniu 18 roku życia biegnie jak szalone. Oby tylko nie roztrzaskało się o jakiś mur i nie zostało bezpowrotnie zatracone. A niestety, w codziennym pośpiechu bardzo często uciekają nam najistotniejsze rzeczy.
Często na koniec roku zastanawiam się, co można w nim zaliczyć co porażek, a co do sukcesów. Największą moją porażką zdecydowanie okazało się niezaliczenie języka angielskiego, a w konsekwencji nie dopuszczenie mnie do obrony pracy magisterskiej. Mh... Potem dowiedziałam się od koleżanki, że uczelnia całkowicie zlikwidowała Studium Języków Obcych, o czym dziekan "zapomniał" mnie poinformować we wrześniu. Na razie więc odkładam decyzję o zmianie tytułu lic. na mgr, tym bardziej, że coraz częściej odnoszę wrażenie, że kolejne tytuły sprzyjają popadaniu w przeświadczenie, że jesteśmy najlepsi na świecie. Rozstałam się też z K. z którym chodziłam od roku - kolejny raz utwierdził mnie w przekonaniu, że mężczyźni to w większości niedojrzałe gatunki ludzkie. W listopadzie do cieni mojego życia mogę dodać zmianę kursowania busów do Krakowa. Do tego dochodzą jeszcze kłótnie z kilkoma mniej lub bardziej ważnymi osobami...
Na szczęście sukcesów miałam o wiele więcej. Na pewno zaliczę do nich większe zaangażowanie w życie mojej parafii - czytanie modlitwy wiernych, niesienie darów w procesji, raz nawet miałam pierwsze czytanie. W lutym debiutowałam jako główny wychowawca grupy na półkoloniach. Zaangażowałam się także w przygotowanie festynu rodzinnego. Bardzo się cieszę z kolejnego wyjazdu za granicę. Tym razem celem naszej grupy był Wiedeń, Kromeriż oraz Budapeszt. Taki wyjazd to nie tylko okazja do poznania nowych miejsc, ale i nawiązania znajomości.
Dzień po powrocie z zagranicy stanęłam na komisji rentowskiej i przyznali mi to świadczenie do 2019. Nie będę pisać jak ważny jest stały dochód dla osoby mieszkającej samotnie i samotnie opłacającej wszelkie świadczenia. Cieszę się, że ten rok obył się bez dłuższej hospitalizacji, że moje sfatygowane nerki jeszcze radzą sobie z oczyszczania krwi z toksyn. Zastawka w głowie też działa mi bez zarzutu, więc chyba jeszcze trochę pożyję. Zdecydowałam się na poszerzanie swoich kwalifikacji. Bez wahania złożyłam papiery do dwóch szkół policealnych w moim mieście. Jednak za największy sukces w tym roku uważam podjęcie studiów na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.
Dlaczego? Podejrzewam, że nie każdemu chciałoby się codziennie dojeżdżać w jedną stronę na uczelnię. A mnie się chce. Często pytają mnie skąd ja biorę siły na to wszystko? Nie wiem. Może z wiary? A może ktoś tam na górze bardzo się za mną wstawia? W każdym razie póki mam zapał i energię, póty będę kontynuować moją edukację.
Było też jedno wydarzenie w roku, które nadało mu szczególny wymiar i napełniło mnie nadzieją - to kanonizacja dwóch papieży: Jana XXIII oraz Jana Pawła II w Niedzielę Miłosierdzia Bożego. I chociaż sama nie brałam udziału w obchodach tego wydarzenia w Watykanie, to jednak z zapartym tchem śledziłam wszystko na szklanym ekranie telewizora.
Co przyniesie rok 2015 pozostaje dla mnie zagadką. Ja tylko bym chciała dokończyć w końcu moje studia magisterskie, tylko nie koniecznie w Katowicach. I żeby moje zdrowie utrzymało się na obecnym poziomie.
Na koniec pragnę podziękować wszystkim, którzy czytają moje wypociny. W ciągu pół roku licznik odnotował prawie 5 500 odwiedzin (stan na godzinę 14:40). Sporo, zważając na to, że szczególnie nie rozreklamowałam mojej stronki. Dziękuje wszystkim komentującym to co piszę, a szczególnie Ani, cyni, mamie braci Petelczyc, Innej Mamie, Chachulce1990 oraz Ewie (co prawda dałaś mi tylko jeden komentarz, ale jakże podnoszący na duchu). Mam nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się w tym samym gronie.














