Ten post planowałam od dawna. Myślę, że 105 urodziny miasta(tudzież nadanie prężnie rozwijającej się osadzie górniczej o nazwie Dąbrowa Górnicza praw miejskich) jest bardzo dobrą ku niemu okazją. Pierwotnie miała to być jedna notatka, ale chęć ukazania Wam przy okazji historii mojego miasta spowodowałaby, że wyszedłby z tego tasiemiec, a więc podzieliłam notatkę przynajmniej na dwie(a pewnie wyjdą z tego i trzy) części.
Podejrzewam, że wielu z Was zna nowelkę "Dym" opowiadającą o niezwykłej relacji łączącej wdowę i jej syna, Marcysia. Chłopak pracuje w fabryce, jego mama całymi dniami przesiaduje w kuchennym oknie, wpatrując się w dym wydobywający się z jednego z fabrycznych kominów. Pewnego dnia w zakładzie dochodzi do wybuchu kotła, w wyniku którego życie traci właśnie Marcyś. Zawsze wzruszało mnie zakończenie tej pięknej opowieści - matka dalej siadała przy oknie, jednak od momentu wybuchu dym wydobywający się z komina przybierał postać jej tragicznie zmarłego syna. Tłem owej opowieści autorka bajki "Sierotka Marysia i siedmiu krasnoludków" uczyniła jedną z dąbrowskich fabryk, a ona sama na przełomie XIX i XX wieku dosyć często odwiedzała rosnącą w siłę osadę górniczo-przemysłową.
Wszystko za sprawą zięcia pisarki, Bolesława Królikowskiego. W 1890 roku na Jasnej Górze poślubił on córkę Konopnickiej, Zofię. Wkrótce młodzi małżonkowie przeprowadzili się do osady Dąbrowa(człon Górnicza został oficjalnie dodany dopiero po I wojnie światowej), gdzie inżynier Królikowski dostał posadę w tutejszej Hucie Bankowej. Zofia kilka lat wcześniej ukończyła z wyróżnieniem francuską szkołę dla guwernantek(Instytut Polskich Panien Hotelu Lambert), w której specjalizowała się w zakresie nauczycielki języka francuskiego. Niestety, nie dotarłam do informacji, czy Zofia wykorzystała w jakimś stopniu swoje umiejętności będąc w Dąbrowie, dlatego przypuszczam, że po prostu zajmowała się domem. Wiadomo za to, że para posiadała psa oraz kanarka imieniem Zusio. Dąbrowska przygoda państwa Królikowskich trwała do 1902 roku, kiedy to Bolesław zmarł w wyniku choroby. Wkrótce Zofia opuściła osadę i wyjechała do Paryża, gdzie rozpoczęła nowe życie. Dzisiaj, ponad wiek później, chciałabym zaprosić Was na przechadzkę po moim mieście. Z przyjemnością zaprowadzę Was w miejsca, które widziała ta wybitna polska pisarka(pamiętacie "Szkolne przygody Pimpusia Sadełko"? Wspaniała, pełna humoru bajka) i które są milczącym świadkiem historii dziejących się sto lat temu.
Najpierw nakreślę jednak rys geo-historyczny czasów, w jakich "poruszała się" Konopnicka. Jest przełom XIX i XX wieku. Wieś Stara Dąbrowa wraz z przylegającymi do niej koloniami pracowniczymi znajduje się w obrębie zaboru rosyjskiego(chociaż na samym początku zagarnął ją sobie zabór pruski). Odkrycie tu przed ponad stuleciem złóż węgla kamiennego, wybudowanie hut cynku i żelaza oraz podłączenie miejscowości do kolei warszawsko-wiedeńskiej spowodowały gigantyczny napływ w te rejony ludności. W centrum wznoszony jest kościół, ewangelicy mają swoją świątynię, Żydzi - swoją radę. Różne kultury przeplatają się ze sobą, tworząc jedność. Powstają komitety i organizacje. Wokół zakładów pracy tętni życie, ale są jeszcze rodziny, które utrzymywały się z upraw na okolicznych polach. Łatwo odróżnić bogacza od biedaka, dziecko chłopskie od dziecka robotniczego. Wszyscy marzą o tym, żeby Polska odzyskała niepodległość, a Dąbrowie nadane zostały prawa miejskie. Jednak i na jedno, i na drugie trzeba jeszcze zaczekać...
Naszą wędrówkę rozpoczynamy od dworca kolejowego, na którym Maria wysiadała, kiedy przybywała z wizytą do córki. Od razu mówię, że jest on w trakcie przebudowy(tworzą centrum przesiadkowe) toteż cała okolica przypomina krajobraz jak po wojnie. Wyburzono(zresztą wcale się nie dziwię, bo groził zawaleniem) budynek, w którym były kasy biletowe, z tego co wiem, chcą też wyburzyć dawny budynek gospodarczy przy stacji kolejowej. Jednak na przełomie XIX i XX wieku to tutaj zatrzymywały się ciężkie lokomotywy parowe, a z wagonów wysiadali zarówno bogaci przedsiębiorcy, biedota "szukająca szczęścia w świecie", klasa średnia, jak i krewni wszystkich trzech stanów. Na bocznicach załadowywano wagony węglem kamiennym oraz wyrobami stalowymi wyprodukowanymi w tutejszych fabrykach.

Otwarcie odcinka kolei warszawsko - wiedeńskiej nastąpiło w 1858 roku. Początkowo poprowadzony został jedynie jeden tor, w latach 1860 - 1880 położono drugi, prowadził on jednak do pobliskich Ząbkowic. Tory przechodzące przez Dąbrowę nie były linią pierwotną, ani główną, a jedynie odnogą służącą do połączenia ze znajdującą się w Sosnowcu granicą z Prusami, jak też w celu transportu zagłębiowskiego węgla w głąb kraju.
 |
Pociąg wiozący trumnę z ciałem Juliusza Słowackiego przejeżdżający przez stację w Dąbrowie(Górniczej), początek XX w. (źródło zdjęcia) |
Dojechawszy do Dąbrowy, Maria Konopnicka wysiadała na wybudowanym w 1858 roku dworcu kolejowym. Do dzisiaj jest to jeden z najstarszych obiektów w mieście(mówi się nawet, że ma najstarszą elewację). Jest doskonałym przykładem kunsztu dawnych budowniczych. Dawniej w budynku mieściły się m.in. kasy biletowe, poczekalnia, nastawnia, biura kolei, mieszkania i restauracja dworcowa. W czasach carskich znajdowały się w nim nawet pokoje do wynajęcia dla podróżnych. Składa się z trzech części: środkowej i dwóch piętrowych po bokach. Uwagę zwracają dwustopniowe zdobione nadproża zakończone kamiennym zwornikiem nad każdym oknem posiadającym dodatkowo ceglaną ramkę oraz delikatne kasetony pod parapetem. Ważnym elementem jest też gzyms, który oddziela kondygnacje oraz drugi, znajdujący się pod linią dachu. Środek jest 4-poziomowy. Jego głównym pomieszczeniem jest poczekalnia, która zajmuje znaczną część tego segmentu. Wychodziło się z niego na perony i, być może, na osadę. Do dzisiaj zachował się pięknie rzeźbiony wiatrołap z ciemnobrązowego drewna. Obok poczekalni były ustępy. We wschodniej części segmentu ulokowano różne biura kolejowe. Segment po zachodniej stronie mieścił wysokiej klasy dworcową restaurację, do której prowadziły ogromne drzwi. Na piętrach znajdowało się 10 pomieszczeń. Przed wojną funkcjonował tam niewielki hotel oraz mieszkania dla kolejarzy. Konstrukcja więźby dachowej została zrobiona bez użycia gwoździ i przetrwała do dzisiaj. Prawdopodobnie był to jakiś cykl budowniczy, ponieważ w Myszkowie znajduje się bardzo podobny budynek.
Przed dworcem znajdował się postój dorożek, które zawoziły przyjezdnych we wskazane miejsce. Maria Konopnicka nie musiała z nich korzystać, bowiem do domu, w którym mieszkała jej córka nie miała daleko.
Królikowscy mieszkali na poddaszu nieistniejącego już domu przy ulicy Przybylaka (współcześnie). Być może był to prywatny dom, którego właściciele podnajmowali pokoje przybyłym do pracy z różnych stron ludziom. Czasami było to tymczasowe rozwiązanie, innym razem rodziny mieszkały tak latami. Na pewno była to tańsza opcja niż opłata czynszu mieszkań w familokach należących do kopalń lub huty, za to mających bardzo wysoki, jak na tamte czasy, standard - posiadały dwie spore izby oraz mniejszą i większą komorę. Prawdopodobnie mieszkanie podnajmowane od właścicieli było jedno lub dwuizbowe, bez kanalizacji i dostępu do bieżącej wody(którą pobierało się z publicznych studni). Jeżeli jego okna wychodziły na południe, to widać z nich było kominy Huty Bankowej(i być może było pierwowzorem okna ze wspomnianej nowelki Dym).
Idziemy teraz do słynnej Huty Bankowej, znajdującej się niedaleko ulicy Przybylaka. GoogleMaps na siłę poprowadziło mnie na około miejskiego Centrum Handlowego Pogoria, jednak można spokojnie przejść na tzw. przełaj(przez tą drugą białą drogę), co znacznie skraca nam trasę.
Do Huty Bankowej dochodzimy jedną z głównych ulic miejskich, ulicą Sobieskiego. Niegdyś jeździły po niej konie, dyliżanse i bryczki zaprzęgnięte w konie, dzisiaj zostały one zamienione na samochody, autobusy miejskie oraz linię tramwajową, prowadzącą aż do innej huty, tym razem słynnej Huty Katowice. Warto tutaj zwrócić uwagę na kamienice znajdujące się po lewej stronie. Niektóre z nich pochodzą z przełomu XIX i XX wieku, a więc możliwe, że "pamiętają" Bolesława Królikowskiego zmierzającego co rano do pracy, a może i samą Marię Konopnicką.
 |
Ulica Królowej Jadwigi przechodząca w ulicę Sobieskiego
|
 |
| Dalsza część ul Sobieskiego po drugiej stronie kładki, dzięki której można przejść z jednej strony ulicy na drugą. Po prawej stronie widać pierwsze budynki Huty Bankowej |
 |
| Zbieg ulic 3-go Maja i Sobieskiego(dawniej Klubowa) |
 |
To samo miejsce ponad 100 lat wcześniej-zwróćcie uwagę szczególnie na kamienicę po prawej stronie(źródło zdjęcia)
|
 |
Kamienica u zbiegu ulic Sobieskiego i Sienkiewicza
|
Nieco dalej ponownie zobaczymy familoki należące niegdyś do Huty Bankowej. Jednak to, na co warto zwrócić uwagę, to krzyż z 1834 roku, czyli jeden z najstarszych zachowanych obiektów w mieście. Wygląda bardzo niepozornie i bardzo łatwo jest go przeoczyć.
Wkrótce docieramy do sławnej Huty Bankowej, jednego z centrum przemysłu w Zagłębiu na przełomie XIX i XX wieku. Jej nazwa pochodzi od Banku Polskiego, głównego wierzyciela przemysłu rządowego.
Powstała stosunkowo wcześnie, bo już ok. 1839 roku. Decyzja o jej budowie zapadła po tym, gdy wytapiany przez lata cynk przestał odgrywać znaczącą rolę w przemyśle. Postanowiono wtedy zająć się produkcją dużo bardziej opłacalnego żelaza. W 1833 roku wierzyciel przemysłu rządowego zdecydował o zlokalizowaniu zakładu na terenie Dąbrowy. Miał się składać z 6 wielkich pieców na koks, odlewni, 6 pieców refeineris, pudlingarni składającej się z 18 pieców, 4 pieców szwajsowych, walcowni, młotowni, warsztatów mechanicznych, koksownii i magazynów gotowych wyrobów. Maszyny do wyposażenia huty sprowadzono z zagranicy, a plac budowy znajdował się na terenie dwóch funkcjonujących kopalń węgla - "Reden" i "Ksawery".
Pierwszy piec do prażenia rudy ruszył wiosną 1834 roku, a już na jesień warsztat mechaniczny opuściły pierwsze gotowe elementy. Cała budowa huty została ukończona w 1842 roku. Węgiel potrzebny do pracy huty dostarczany był w najprostszy sposób - zaprzęg konny ciągnął wózki z węglem, który następnie był koksowany na składzie huty przez wypalanie go w stertach na wolnym powietrzu. Na przeciwko wejścia do budynku dyrekcji znajdowały się dwa zbiorniki z wodą na potrzeby huty. Woda pozyskiwana była z rzeki i szybu wodnego kopalni Reden.
Huta Bankowa przyczyniła się do rozwoju Dąbrowy. W latach 1836-1840 obok zakładu wybudowano ok. 60 murowanych domów i wytyczono ulice, tworząc w ten sposób osiedle robotnicze. Dekadę później do huty została doprowadzona linia kolejowa wraz z systemem bocznic. Ożywienie huty nastąpiło po rosnących zamówieniach na szyny stalowe, które powoli wypierały te żelazne.
Wraz z przeciągnięciem odnogi kolei warszawsko-wiedeńskiej z Ząbkowic do Szopienic, Zagłębie Dąbrowskie zyskało połączenie ze Śląskiem, Częstochową i Warszawą. Dzięki temu można było eksportować dobra na coraz dalsze odległości.
Wkrótce władze carskie zaczęły dążyć do wyzbycia się wszystkich zakładów byłego skarbu Królestwa. W efekcie gwałtownie obniżono taryfę celną na surówkę, żelazo kute i walcowate. Zamknięto walcownię, wygaszono ostatni z wielkich pieców oraz unieruchomiono pudlingarnię. Zatrudnienie spadło do 20-30 osób. W końcu huta została sprzedana wraz z kopalniami Reden, Ksawery, Cieszkowski i Nowa dwóm carskim oficerom oraz generałowi strzeleckiemu. Rosjanie wkrótce po transakcji wydzierżawili kopalnie na 90, zaś hutę na 36 lat paryskiemu Bankowi Francusko-Włoskiemu, ten zaś powołał Towarzystwo Francusko-Włoskie Dąbrowskich Kopalń Węgla z siedzibą w Dąbrowie. Dawna huta została rozebrana, a w jej miejscu wzniesiono nowy zakład, który odpowiadał współczesnemu poziomowi techniki.
Pierwszy piec, największy w Królestwie(mierzył 16 metrów wysokości) ruszył w 1880 roku, drugi siedem lat później, trzeci w 1890 roku, a czwarty prawie sto lat później(1989 r). Każdy nowy piec był większy, wydatniejszy i ekonomiczniejszy od swoich poprzedników. Nic dziwnego, że rząd carski przekazał hucie zamówienia na dostarczenie m.in. szyn kolejowych.
Pierwsza stalownia została uruchomiona w Dąbrowie już w 1878 r. W piecach wykorzystywano surówkę własnej produkcji, a jako paliwo węgiel z miejscowych kopalni oraz koks. Dzięki temu huta zdobyła nowych nabywców w Prusach oraz na rynku wewnętrznym. Skutkowało to znaczne zwiększenie produkcji i ponowne uruchomiono pudlingarnię oraz walcownię żelaza. Dodatkowo działały piece spawalne, żarowe i 2 młoty parowe. W 1888 roku ruszyła największa w Królestwie odlewnia, a rok później - walcownia blachy stalowej.
Na początku XX wieku huta przeszła na własność Francuskiego Towarzystwa Anonimowego. Po latach okupacji i przymusowym zarządzie Austriaków, zarząd obejmują władze polskie. Niestety, trudności finansowe powodują, że przedsiębiorstwo przechodzi ponownie we władanie kapitału francuskiego. Następuje ponowny upadek produkcji, której wznowienie przebiegało bardzo wolno. Pierwszy wielki piec został uruchomiony dopiero w kwietniu 1920 roku, kolejny pięć lat później. Huta, jako jedyny zakład, pracowała 6 dni w tygodniu(inne tylko 3 dni). W dodatku odczuwało się "wielki kryzys". Jednak dzięki zamówieniom od strony rządu nie tylko pozwoliły hucie przezwyciężyć lata kryzysu, ale i na nowo ruszyć z produkcją po jego ustaniu. Wkrótce przedsiębiorstwo zaczęło zatrudniać nowych pracowników - dostało bowiem kolejne zamówienie na szyny kolejowe od rządu polskiego oraz kolei argentyńskich i szwedzkich.
Wkrótce wybucha II wojna światowa. Polityka prowadzona przez Hitlera miała na celu całkowicie opanować potencjał produkcyjny Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Już 8 września 1939 roku hutę przejmuje Główny Urząd Powierniczy Wschód w Berlinie. Ponieważ w hucie dominował kapitał francuski, została przyjęta przez tę organizację częściowo. Finalnie miała być ona przekazana jednemu z wielkich koncernów niemieckich Konigs und Bismarckhutte AG, co stało się w styczniu 1942. Przez naciski z kręgów politycznych i militarnych, z roku na rok zaostrzała się dyscyplina w hucie, co skutkowało wzrostem produkcji w stosunku do lat przedwojennych. Produkowano przede wszystkim na potrzeby wojska, dzięki czemu została uznana za zakład ważny dla gospodarki wojennej. Z huty wywożono głównie granaty i elementy do pocisków rakietowych V1 i V2. Poziom zatrudnienia w tym okresie wzrósł dwukrotnie, a oprócz Polaków zatrudniano też jeńców wojennych.
26 stycznia 1945 roku, w przeddzień wyzwolenia miasta, kierownictwo nad zakładem przekazano dwóm polskim inżynierom. W pierwszych miesiącach po wyzwoleniu huta posiadała zapasy rudy i złomu, ale brakowało elementów ogniotrwałych i koksu. Wkrótce zostaje wyodrębnionym państwowym zakładem produkcyjnym podlegającym Centralnemu Zarządowi, a następnie Zjednoczeniu Hutniczemu. Jak łatwo się domyślić, produkcja huty skierowana była głównie na potrzeby Armii Radzieckiej. Na początku lat 50 huta zostaje częściowo rozbudowana i zmodernizowana, otrzymuje także imię Feliksa Dzierżyńskiego, który w 1905 roku na jej terenie organizował wiece i strajki. Niestety, z powodu ulokowania zakładu w centrum miasta, nie dało się rozbudować go na nowych terenach. Postawiono więc na politykę socjalną: powstawały nowe osiedla, ośrodek wypoczynkowy w Łebie i nad pobliskim zbiornikiem wodnym Pogoria, dwie szkoły podstawowe, przedszkole i żłobek, na terenie zakładu powstała stołówka, szatnie i łaźnie.
W połowie lat 70 Huta im Feliksa Dzierżyńskiego zostaje wcielona w struktury Huty Katowice. Rok wielkich przemian, 1989, przyniósł zakładowi powrót do pierwotnej jego nazwy - odtąd nazywa się Kombinat Metalurgiczny Huta Katowice - Zakład Huta Bankowa". W tym samym roku zakończono produkcję w małej i średniej walcowni oraz rozebrano halę. Wkrótce wygaszono ostatni piec martenowski.
Od 1 września 1996 roku przedsiębiorstwo występuje pod nazwą Huta Bankowa Spółka z o. o. Po 2000 roku rozebrano starą halę stalowni, gdzie znajdowały się piece martenowskie(7 kominów w centrum miasta). Aktualnie w hucie realizuje się inwestycje dotyczące m.in. modernizacji procesów obróbki cieplnej prętów, stanowiska do przebudowy walców, chłodni pokrocznej do prostownic.
Kierując nasz wzrok nieco na lewo, możemy zauważyć pozostałości po kopalni Paryż, najdłużej działającej w naszym mieście. Ostatnią partię węgla wydobyto z niej w 1995 roku. Została ona założona w 1876 roku z połączenia kopalni Łabęcki oraz kopalni Nowa. Osiem lat później wybudowano szyb, który jeszcze ja osobiście pamiętam. Po wojnie została przemianowana na KWK "Generał Zawadzki"(od jej międzywojennego pracownika, Aleksandra Zawadzkiego). To tutaj miała miejsce słynna katastrofa z lipca 1969 roku, podczas której do wyrobisk przedostała się woda z mułem, odcinając górnikom drogę ucieczki. Akcja ratunkowa znana jest głównie z tego, że górnicy otrzymywali witaminy w... piłeczkach ping-pongowych. Po 1989 roku powrócono do nazwy KWK Paryż. W sierpniu 1993 r. zdecydowano o jej zamknięciu. Na jej terenie do dzisiaj znajduje się pomnik pamięci pomordowanych jej pracowników w Auschwitz-Birkenau.
 |
| Ten wyższy budynek z powybijanymi szybami to właśnie pozostałość po Kopalni "Paryż" |
CDN...