Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

wtorek, 31 lipca 2018

758. Czy to się nazywa siła myślenia?

Czasami mamy tak, że podejmując jakąś decyzję prosimy niebiosa czy też inne moce nadprzyrodzone o jakiś znak, który miałby nas utwierdzić w tym, czy jest ona słuszna, czy też nie. No i ja też prosiłam w pewnej sprawie o jakiś znak. No i chyba wyprosiłam. Z tym, że z niekorzyścią dla pewnej osoby. Oczywiście podejrzewam, że dana sytuacja i tak by nastąpiła niezależnie od tego, czy bym się modliła o ten znak, czy też nie, wszak zmiany na pewnych stanowiskach czasami muszą zajść, ale jakoś się dziwnie czuję z tą zmianą... 
A wiecie co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Że już, już zaczęłam kombinować jak zdobyć pewne informacje na pewien temat, gdyby mój zamiar doszedł do skutku. Najprościej by było od tej osoby je zdobyć, jednak ona, jakby to powiedzieć, jest mało przychylna osobom takim jak ja. No wiecie, jednak trochę odbiegam od normy i czasami pewne stereotypy bardzo ciężko jest zmienić. W dodatku ja tak mam, że jeżeli już się do kogoś zrażę, to potem mam problem w kontaktach z tą osobą. Ale spokojnie, trzeba się bardzo postarać, aby mnie do tego doprowadzić. Nawet znajomi bardzo często śmieją się, że mnie chyba nie da się do siebie zrazić... 
Mój zamiar jest bardzo realny do osiągnięcia, potrzeba tylko ciut ludzkiej otwartości. W planach miałam obejść tą osobę i załatwić sobie te informacje przez inną, dla której może mój zamiar będzie wydawał się po trochu szalony, ale byłaby szansa, że by mnie zrozumiał. A tymczasem sprawy przybrały zupełnie inny obrót. Dla mnie jest to jasny sygnał - "Tak, zrób to". Ale z drugiej strony nie mogę się wyzbyć myśli, że swoimi myślami jakoś przyczyniłam się do tej zmiany.
Mam tylko nadzieję, że nie spełni się przysłowie, że zamienił stryjek siekierkę na kijek...

W ogóle przepraszam za taki "tajemniczy" wpis, ale na razie nie chcę jeszcze pisać o tym, co mi się po łebku kołacze.

niedziela, 29 lipca 2018

757. Cztery lata to już całkiem fajny wiek...

Bardzo lubię przebywać z dziećmi w wielu przedszkolnym. Można się z nimi wspaniale bawić, prowadzić dyskusje, zdają się nawet nie przejmować innością innych. Ponadto są ciekawe świata, chcą wszystkiego dotknąć, wszystkiego spróbować.
Dzisiaj czwarte urodziny obchodzi też mój blog. To już zupełnie przyzwoity staż. Cieszę się, że udało mi się dotrwać do tego momentu. Przez te cztery lata napisało się ponad 750 postów, które otrzymały masę komentarzy. Nie wszystkie były pozytywne, fakt, ale przecież nie każdy musi zgadzać się z moim zdaniem. Obraźliwych komentarzy mogłabym policzyć na palcach. Cieszę się też z tego, że mam tylu wspaniałych i wiernych czytelników. Na przestrzeni tych lat wielu z Was odeszło, wielu zawitało i już pozostało. Najbardziej mi żal, że nasza Jadzia już tutaj nie zagląda. Mam swoje przypuszczenia dlaczego, ale nie chcę ich tutaj wywlekać. Chociaż chciałabym się w tej kwestii mylić... Nie zawsze się ze sobą zgadzamy, może niektóre moje posty są dla Was niezrozumiałe, ale w blogu jest trochę jak w życiu. Jak wiecie na blogu poruszam wiele tematów, niekoniecznie związanych z moją niepełnosprawnością. Bo chociaż szereg związanych z nią dolegliwości skutecznie utrudnia mi życie i rzuca kolejne kłody pod nogi, to jednak staram się aby one nie zdominowały mojego życia. Staram się, aby było ono pełne i nie przelatywało mi przez moje skostniałe palce. Pasje i zainteresowania doskonale je dopełniają.
Na blogu staram się przedstawiać moje życie wraz z jego wzlotami i upadkami. Chcę pokazać, że niepełnosprawny ruchowo człowiek może realizować się i aktywnie żyć, że też stara się działać w swoich społecznościach. Przez wielu ludzi odbierane jest to jako kreowanie się na bohatera, ale skoro takie jest moje życie, to czemu mam o tym nie pisać. Mam też swoje zdanie na dane tematy, może niezbyt po myśli niektórych z Was, ale trudno. Chcę też pokazać, że nie każdym niepełnosprawnym da się manipulować, że mamy własny rozum, i tak jak piszę, możemy mieć swoje zdanie na dany temat.
Mam do Was pytanie - jakie tematy poruszane na blogu najbardziej lubicie? Czy moja pisanina Wam nie przeszkadza? Nie denerwuje Was? Bardzo proszę o szczere wypowiedzi na ten temat.
A skoro są urodziny to wypadałoby wręczyć solenizantowi też jakieś prezenty. Kochani, nie proszę Was o wiele, tylko o jednego jedynego SMSa na dzieciaczki, o których pisałam w >>TYM<< poście. Dla wielu z nas to tylko 2,46 zł, dla nich 2,46 zł na lekarstwo ratujące, a przynajmniej przedłużające im życie. Wiem, że się powtarzam, ale nie wiem dlaczego, ale zależy mi na nich, chociaż w ogóle ich nie znam. Za każdy taki prezent bardzo dziękuję

sobota, 28 lipca 2018

756. Następne takie zaćmienie dopiero za jakieś 100 lat

Raz na jakiś czas z pewnych miejsc naszego globu można zobaczyć częściowe lub całkowite zaćmienie słońca bądź księżyca. Szybkie przypomnienie z przyrody, geografii bądź fizyki - do zaćmienia dochodzi wtedy, kiedy Słońce, Ziemia i księżyc znajdują się w jednej linii, rzucając tym samym na siebie cień(zaćmienie księżyca), bądź zasłaniając sobą inny obiekt(zaćmienie Słońca). 
Wczorajszej nocy mieliśmy możliwość, w miarę bezchmurnego nieba, podziwiać bardzo długie, bo trwające ponad godzinę, zaćmienie księżyca. W przeciwieństwie do zaćmienia słońca zaćmienie księżyca można oglądać gołym okiem i robić mu zdjęcia aparatem bez żadnych specjalnych filtrów. Również i mnie udało się utrwalić kilka jego momentów. No co, kolejna taka okazja nadarzy się dopiero za jakieś 100 lat. 
Co prawda brakuje tutaj zdjęcia samego zaćmionego księżyca, jednak nie byłam w stanie go utrwalić. I tak cieszę się, że udało mi się utrwalić kilka faz zaćmienia. Wiecie, to nie jest takie hop-siup, jeżeli trzęsą Ci się łapy jak po kilku głębszych. Ale ja kocham fotografować, pomimo tego problemu. A poza tym zawsze śmieję się, że moje zdjęcia obrazują mnie samą - czyli są cholernie niedoskonałe. Ale i o tym kiedyś napiszę.
I tak zupełnie na koniec - zdjęcie dedykowane naszej blogowej miłośniczce pociągów - Lidii

piątek, 27 lipca 2018

755. Wyjaśnienie i gorzka rzeczywistość

Na początku postanowiłam wytłumaczyć dlaczego usunęłam poprzedni post. Za dużo w nim było emocji, nawet za bardzo nie potrafiłam nazwać tego, co się we mnie burzyło. Po prostu od zawsze wkurzali mnie ludzie, którzy z jednej strony widzieli w tobie np. egoistę, a z drugiej nie przeszkadzało im to w wybieraniu sobie przekazywanych przez siebie informacji względem siebie i przypisywaniu ich swojej osobie. Za dużo spotkałam ich w życiu codziennym, kiedy wtedy gdy nie dałeś ściągnąć na klasówce to byłeś egoistą nie chcącym podzielić się swoją wiedzą, a za razem nie przeszkadzało to nikomu czerpać z moich spostrzeżeń. Internet niestety okazał się taki sam... I tutaj nie chodzi o wymienianie nazwisk, ale o samo zdarzenie, które może być nawet hamulcem dla innych. Bo kiedyś to ktoś nam może zarzucić egoizm, a następnie jak gdyby nigdy nic snuć przypuszczenia na pewne tematy na podstawie naszych spostrzeżeń. Chyba nikt by się nie czuł komfortowo, prawda?
Za nieco ponad rok kończy mi się termin przyznania renty socjalnej. Innymi słowy mam stanąć na komisji, która ma zdecydować, czy należy mi się prawo do świadczenia czy też nie. Teoretycznie z uwagi na trwały i nieodwracalny uszczerbek na zdrowiu, który powoduje zaburzenia moich czterech kończyn oraz ośrodka mowy powinni mi ją przyznać, w praktyce, w związku ze sporym podwyższeniem wypłacanych środków pieniężnych, mogą zrobić redukcję osób całkowicie niezdolnych do pracy. To nic, że pracodawcy są niezbyt chętni do zatrudniania osób takich jak my. Dla ZUSu liczy się wykształcenie. A reszta? Reszta to przysłowiowy pikuś(ciekawe dlaczego w samym ZUSie pracuje tak mała ilość osób z widocznym upośledzeniem, w tym z niewyraźną mową?). Pół biedy, jeżeli człowiek jeszcze mieszka z rodzicami i nie musi się zbytnio martwić o utrzymanie. Ale co, jeżeli trzeba się samemu utrzymać? Nie pozostaje chyba innego niż iść żebrać pod most...
Ale zanim nastąpi posiedzenie komisji i wydanie wyroku trzeba uzupełnić wymaganą dokumentację u lekarza specjalisty. Od jakiegoś czasu media aż huczą od relacji z tego co się dzieje w związku z wejściem w życie tej nowej reformy dotyczącej pierwszeństwa osób niepełnosprawnych w stopniu znacznym(ciekawe, czy wprowadzili już nowelizację dotyczącą dzieci do 16 roku życia). I nie są to pozytywne doniesienia.
Komizm zaistniałej sytuacji został przedstawiony w naszej regionalnej telewizji. Ekipa zawitała do jakiejś przyszpitalnej przychodni rehabilitacyjnej(akurat włączyłam w trakcie, więc nawet nie bardzo wiem gdzie), ponieważ rodzice byli wściekli, że ich dzieci zgodnie z obietnicą pana Prezydenta nie mogą dostać się na zabiegi bez kolejki. Oczywiście w przychodni w dalszym ciągu było zatrudnionych tyle samo fizjoterapeutów co przed 1 lipca(a raczej 2, bo 1 wypadł w niedzielę). Rzesza rozwścieczonych niepełnosprawnych wraz z opiekunami napadło dosłownie na rejestratorkę w kartotece z pretensjami dlaczego nie jest tak jak miało być. I wtedy pani w kartotece powiedziała coś bardzo ważnego. Nie wiem czy to było wyreżyserowane czy też spontaniczne, ale trafiła w sedno sprawy:
- To co ja mam zrobić tymi z ludźmi, którzy czekali na dwa tygodnie zabiegów nawet i ponad rok? Skreślić ich z listy tylko po to, aby Wasze dzieci zostały przyjęte od razu? Naprawdę, zapomniał wół jak cielęciem był.
No bo ustawa może i miała dobre przesłanki, ale została za szybko wprowadzona. Logiczne jest, że w ciągu kilku tygodni nikt nie zatrudni rzeszy nowych fizjoterapeutów, czyli pozostanie ta sama ilość na zwiększoną liczbę ludzi. W dodatku jeden fizjo przypada normalnie na kilka ludzi, a przydałoby się, aby niepełnosprawni mieli indywidualnego fizjoterapeutę. A do tego dochodzą ludzie, którzy faktycznie wyczekali sobie te terminy. I co, mają one zostać przesunięte tylko po to, aby niepełnosprawny był przyjęty, bo rząd mu tak obiecał?
Obawiając się o brak terminów do neurologa w przyszłym roku postanowiłam zapisać się do niego już teraz. Bo zmniejszenie terminów przyjęć jest też u tego specjalisty. Zostałam zapisana na... 16 maja z zastrzeżeniem, że mogę nie zostać przyjęta, ponieważ niepełnosprawni ze znacznym stopniem niepełnosprawności mają pierwszeństwo przyjęcia bez kolejki i mogą wyrobić dzienny limit przyjęć. Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Nie moja wina, że urodziłam się taka jaka się urodziłam, nie chciałam być niepełnosprawna, ale dlaczego zawsze musi być pod górkę?

P.S. Jaką macie pogodę? Bo u mnie leje. A miałam taką ochotę wieczorem przebiec się w to samo miejsce co wczoraj i pooglądać zaćmienie księżyca. Akurat znalazłam łąkę bez latarń, wszystko byłoby ładnie widać. Ech, mam nadzieję, że do wieczora jeszcze się wypogodzi...

poniedziałek, 23 lipca 2018

754. Ostatni taki car, czyli jak upadł carat w Rosji - suplement

Przez ostatnie notatki starałam się Was zapoznać z historią carskiej rodziny Romanowów i jej tragicznym końcem. Dzisiaj wszyscy już wiedzą, że tamtej tragicznej nocy zginęła cała piątka wraz ze swoimi wiernymi służącymi. Jednak do 2007 roku, kiedy odnaleziono brakujące szczątki Aleksieja i jednej z jego sióstr, nic właściwie nie było do końca pewnego. Raporty z tej tragicznej nocy były ze sobą sprzeczne, a brak ciał wysuwał podejrzenia, że być może najmłodsi członkowie rodziny uniknęli tragicznego losu cara, carycy, trzech córek i służby. Od razu nasuwało się pytanie - a co by było, gdyby to była prawda? Na to pytanie odpowiada jedna z książek Steve Berry'ego(nota bene napisana jeszcze przed 2007 rokiem) zatytułowana "Przepowiednia dla Romanowów".

Tytuł: "Przepowiednia dla Romanowów"
Autor: Steve Berry
Wydawnictwo: Sonia Draga
Katowice 2013
Ilość stron: 468

Rosja, październik 1916 roku. Słynny rosyjski mnich, Grigorij Rasputin, zostaje wezwany do cierpiącego na kolejny napad hemofilii carewicza Aleksego. Podczas spotkania z jego matką, carycą Aleksandrą, w cesarskim pałacu w Carskim Siole wygłasza przepowiednię, wedle której rodzina zostanie zgładzona w ciągu dwóch lat od jego śmierci, dwóm jej członkom uda się jednak ujść z niej cało, dzięki czemu uda się utrzymać ród Romanowów w linii prostej. Po latach ich krewni zostaną odnalezieni przez kruka i orła, a zanim tego dokonają zginie dwanaście istnień. Dwa miesiące później zwłoki Rasputina zostają wyłowione z przepływający przez Piotrogród Newy, zaś w lutym 1918 roku rodzina carska zostaje zamordowana w Jekaterynburgu. Kiedy po latach ich mogiła zostaje wreszcie odnaleziona, brakuje dwóch ciał... 
Czasy współczesne. Pracujący dla rządu afroamerykański prawnik, Miles Lord, dociera do niedawno odtajnionych dokumentów dotyczących zbrodni na ostatnim carze Rosji i jego rodzinie. Ich tekst napawa go zdumieniem. Postanawia rozwiązać zagadkę i odkryć prawdę sprzed lat. Pomaga mu w tym przypadkowo poznana w pociągu akrobatka cyrkowa imieniem Akilina. Wspólnie przemierzają Rosję i Stany Zjednoczone, rozwiązując pozostawione po drodze zagadki zostawione przez najczęściej nieżyjących już przodków zaangażowanych w całą sprawę. Tym czasem Rosja na powrót planuje przejść do ustroju władzy, jakim jest carat. Rząd ma nawet swojego kandydata na to miejsce, niejakiego Stefana Bakłanowa. W związku z tym wysyła za Lordem dwóch swoich ludzi - Feliksa Orlega i człowieka, który pojawia się w powieści jako "Opadająca powieka", którzy mają za zadanie pozbycie się niewygodnego prawnika i jej partnerkę. Co gorsza, we współpracę z mafią wciągnięty jest także przełożony Amerykanina, Taylor Hayes. Rozpoczyna się walka z czasem, której ceną jest nie tylko ludzkie życie, ale i przyszłość cesarstwa Rosyjskiego. 
To kolejny rewelacyjny i wciągający thriller autorstwa Steve'a Berry'ego, który miałam okazję, a raczej przyjemność, przeczytać(a propos, lada dzień skończę czytać ostatnią jak dotąd wydaną książkę o przygodach agenta Cottona Melone, mam nadzieję, że nie ostatnią w ogóle, i w planach mam zrecenzowanie całej serii). Jak we wszystkich przypadkach, także i tym razem akcja wciągnęła mnie na przysłowiowy amen. Tym razem wraz z autorem i Milesem Lordem przeniosłam się do carskiej Rosji i przemierzałam ją wzdłuż i wszerz poszukując kolejnych wskazówek, gdzie szukać zaginionych członków carskiej rodziny, denerwowałam się, kiedy mafiozi namierzyli po raz kolejny Milesa i Akilinę, śmiałam po kolejnym wyprowadzeniu przeciwników w błąd, a nawet czułam żal, kiedy ginęli niewinni ludzie. Ba, doszło nawet do tego, że zaczęłam się zastanawiać co by w danej sytuacji zrobił... Cotton Melone. Tak, tak, tak samo jak można po kilku spotkaniach wyrobić sobie o kimś zdanie, tak też po przeczytaniu kilku książek z danym bohaterem można już obsadzić go w danej roli.
Samą książkę odebrałam na zasadzie "co by było gdyby..." i czytałam ją na tzw. luzie. Wszak odkrycie sprzed dekady przekreśliła wszelkie takie scenariusze. Jednak zastanawiam się co by było, gdybym przeczytała ją przed tym odkryciem(oryginał powstał w 2003 roku). Czy wierzyłabym w cudowne ocalenie carskich dzieci i w to, że ich potomkowie żyją gdzieś na świecie? Ciekawa była dla mnie również interpretacja kruka i orła, którzy pojawiają się w przepowiedni. Ale po rozwiązanie tej(i innych) zagadki odsyłam Was do samej książki...

sobota, 21 lipca 2018

753. Ostatni taki car, czyli jak upadł carat w Rosji cz. 4

W licznych opracowaniach dotyczących zabójstwa carskiej rodziny Romanowów właściwie bez przerwy pomijane są sylwetki czterech członków ich służby, tak jakby ich nie było. A przecież nie tylko zostali przy nich do końca, ale też podzielili tragiczny los cara. Kim tak właściwie byli ci cisi bohaterowie?
  • Jewgienij Siergiejewicz Botkin urodził się 25 marca 1865 roku w Carskim Siole. Jego ojciec Siergiej Borkin był nadwornym lekarzem carów Aleksandra II i Aleksandra III oraz Anastazji Kryłowej. Jewgienij poszedł w ślady ojca i studiował medycynę na Uniwersytetach w Petersburgu, Berlinie i Heidelbergu. Pracował w petersburskim szpitalu. W czasie wojny rosyjsko-japońskiej służył na froncie jako lekarz pociągu sanitarnego, który został wystawiony przez szpital. Ze swoją żoną Olgą miał piątkę dzieci. Para rozstała się w 1910 roku z powodu zaangażowania Jewgienija w pracę na carskim dworze, gdzie trafił dwa lata wcześniej i zaniedbywanie rodziny. Na dworze uchodził za przyjaciela cara. Często spędzał czas na rozmowach z carycą w jej rodzinnym niemieckim języku. Po tym jak w czasie I wojny światowej zginęła dwójka jego synów, popadł w dewocje. Po abdykacji cara zdecydował się pozostać przy jego rodzinie. Towarzyszył jej podczas więzienia przez bolszewików. Zginął wraz z całą rodziną której służył i innymi towarzyszącymi im osobami w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku w Jekaterynburgu. 6 lutego 2016 roku został kanonizowany przez Rosyjski Kościół Prawosławny jako cierpiętnik. Uroczystość odbyła się w cerkwi Wszystkich Świętych Ziemi Ruskiej znajdującej się na miejscu jego śmierci(dlatego inna nazwa świątyni to Cerkiew na Krwi).
  • Ivan Michajłowicz Charintow - urodził się 14 czerwca 1870 roku w Jekaterynburgu. Był synem urzędnika dworskiego Michaiła Charitonowicza Charitonowa. W 1882 roku za radą ojca zaczął naukę sztuki kucharskiej. W 1888 roku, po odbyciu praktyki w Paryżu, został mianowany kucharskim czeladnikiem. W latach 1891 - 1895 został powołany do floty wojennej. Po zakończeniu służby powrócił na carski dwór, na którym otrzymał stanowisko starszego kucharza. Po rewolucji lutowej pozostał przy rodzinie cara. W czasie więzienia uczył córki cara tajniki kuchni. Zginął wraz z carską rodziną rozstrzelany w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku. Zrehabilitowany w październiku 2009 roku przez Prokuraturę Generalną Federacji Rosyjskiej. Do dzisiaj nie został uznany przez cerkiew prawosławną za świętego. 
  • Aleksiej Trupp - urodził się 8 kwietnia 1856 roku. Pochodził z terenów dzisiejszej Łotwy. Był katolikiem. Jako nadworny kamerdyner rodziny pozostał przy niej po abdykacji Mikołaja II pozostał przy rodzinie carskiej towarzysząc jej podczas więzienia. Tak jak inni zginął w Jekaterynburgu w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku. W 1981 roku uznany przez świętego przez Rosyjski Kościół Prawosławny poza granicami Rosji pomimo tego, że nie wyznawał prawosławia.
  • Anna Stiepanowna Diemidowa - urodziła się w 1878 roku jako córka kupca Stiepana Diemidowa z Czerepowca. Po ukończeniu Jarosławskiego Instytutu Pokojówek została w 1900 roku pokojówką carycy Aleksandry. Przez pewien czas była zaręczona z bratem innej pokojówki pracującej na dworze. Podkochiwała się też w nauczycielu języka angielskiego carskich dzieci. Po abdykacji cara pozostała przy rodzinie towarzysząc jej podczas więzienia. Wraz z innymi została zabita w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku w jekaterynburdzkim więzieniu. Prawdopodobnie nie zginęła od razu, dlatego dobito ją bagnetami. Razem z Aleksiejem Truppem została w 1981 roku uznana za świętą przez Rosyjski Kościół Prawosławny poza granicami.

piątek, 20 lipca 2018

752. Ostatni taki car, czyli jak upadł carat w Rosji cz. 3

Witajcie, dzisiaj przychodzę do Was z pozostałymi trzema dziećmi carskiej pary. 
    Maria Romanowa(źródło zdjęcia)
  • Maria Mikołajewna Romanowa - urodziła się 26 czerwca 1899 roku w pałacu carskim w Peterhowie jako trzecia córka cara Mikołaja II i carycy Aleksandry. Para miała już dwie córki toteż liczyli na to, że tym razem na świecie pojawi się syn, który będzie mógł odziedziczyć po ojcu tron. Podobnie jak w przypadku starszych sióstr, także i ona była wychowywana z największą możliwą prostotą(m.in. oficjalna tytulatura dziewczynki używana była jedynie podczas oficjalnych uroczystości. Masza, bo tak wołano na Marię w domu, od najmłodszych lat skazana była niemal wyłącznie na towarzystwo swoich sióstr, co skutkowało silnym do nich przywiązaniem. Szczególnie silna więź łączyła ją z młodszą siostrą, Anastazją, z którą dzieliła pokój. Tak jak starsze siostry, również i ona pobierała nauki w domu oraz prowadziła pamiętnik. Od małego miała również wpajane przywiązanie do wiary prawosławnej. Posługiwała się językiem rosyjskim, francuskim i angielskim. Jej nauczyciel opisywał Marię jako dziewczynkę wysoką, wyjątkowo zdrową i o prostych upodobaniach. Nie jest tajemnicą, że uchodziła za piękną, z łagodną naturą i lubiącą flirtować. To co szczególnie rzucało się w oczy to jej ogromne niebieskie oczy. Była też bardzo grzeczna, poważna, lubiła okazję, podczas których mogła pięknie wyglądać(co ciekawe, lubiła malować lecz nie koniecznie robić sobie makijaż). Ogromną miłością darzyła ojca, do którego zwracała się "Papa". Kiedy Mikołaj II chorował na tyfus, Maria często całowała miniaturkę jego zdjęcia na znak oddania i miłości. Jej ulubionymi tematami do rozmowy było małżeństwo i dzieci. Raz nawet miała przyznać, że chciałaby mieć żołnierza za męża oraz dwadzieścioro dzieci. Przebywającego na dworze Grigorija Rasputina nazywała "Świętym Panem" oraz "Przyjacielem". Z czasem zaprzyjaźniła się z nim. Po abdykacji swojego ojca została uwięziona wraz z rodziną najpierw w pałacu w Carskim Siole, potem w Tobolku aż wreszcie w Jekaterynburgu, gdzie została rozstrzelana wraz z rodziną i służbą w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku. W chwili śmierci miała 19 lat. Potem jej ciało zostało wywiezione do pobliskiego lasu, okaleczone oraz wrzucone do nieczynnego szybu kopalnianego. Co ciekawe, kiedy w 1991 roku odnaleziono mogiłę carskiej rodziny, wśród szczątków brakowało ciał Aleksego i jednej z jego sióstr(Marii lub Anastazji). Nie przeszkodziło to jednak w ich kanonizacji w 2000 roku. Brakujące szczątki zostały znalezione dopiero w 2007 roku, w pobliżu mogiły. Testy DNA nie dały wątpliwości, że należą one do brakujących członków carskiej rodziny. Po prawie 90 latach dzieci spoczęły obok rodziców.
  • Anastazja Romanowa(źródło zdjęcia)
  • Anastazja Nikołajewna Romanowa - przyszła na świat 18 czerwca 1901 roku w Peterhofie, jako czwarta i najmłodsza córka cara Mikołaja II i jego żony, Aleksandry. Jej rodzice i dalsi krewni znowu przeżyli rozczarowanie, ponieważ liczyli na syna, który odziedziczyłby tron. Car musiał nawet wyjść na spacer i poukładać sobie myśli, zanim po raz pierwszy zobaczył córeczkę. Jej imię oznaczało "otwieracz więzień" na znak tego, że z okazji jej narodzin car przeprosił i przebaczył studentom, którzy ubiegłej zimy zostali uwięzieni za udział w petersburskich zamieszkach. Inne znaczenie tego imienia to "zmartwychwstanie", co nawiązywało do pogłosek o przeżyciu przez nią masakry w Jekaterynburgu. Podobnie jak jej rodzeństwo spała na twardych pryczach bez poduszek(wtedy, kiedy była zdrowa), brała zimne kąpiele rano i sprzątała w swoim pokoju, który dzieliła z starszą siostrą Marią. Dziewczynki były tak bardzo ze sobą zżyte, że zdarzało im się chodzić w takich samych ubraniach. W wolnych chwilach zajmowała się robótkami ręcznymi, które później sprzedawane były na akcjach charytatywnych. Miała zniekształconą lewą stopę. Opisywana była jako skłonna do tycia, z błękitnymi oczami i blond-rudymi włosami. Nauczyciele zaś widzieli Anastazję jako żywą, złośliwą i utalentowaną aktorkę, której ostre, dowcipne uwagi trafiały nierzadko w czuły punkt. Jej brawura czasami przekraczała granice dopuszczalnych zachowań - niejednokrotnie podkładała nogi służącym i psociła w obecności nauczycieli. Jako dziecko miała wspinać się po drzewach. Innym razem w czasie bitwy na śnieżki włożyła kamień do jednej z nich i rzuciła w Tatianie, która przewróciła się na ziemię. Dalsza kuzynka zapamiętała ją jako tę, która mogła oszukiwać, kopać i podstawiał nogi swoim rówieśnikom podczas gry. Anastazja była też zazdrosna o to, że kuzynka choć młodsza, była od niej wyższa. Mniej się przejmowała swoim wyglądem od sióstr - w wieku 10 lat miała zjeść całą czekoladę w swoich długich, białych, operowych rękawiczkach. Mimo energii jej zdrowie fizyczne bywało słabe. Cierpiała z powodu koślawości palucha, mającego wpływ na oba jej duże palce. Miała też słabe mięśnie pleców co próbowano leczyć masażami. Anastazja hołubiła swojego brata Aleksego, który kilka razy był bliski śmierci. Prawdopodobnie bardzo lubiła sprowadzonego na carski dwór Grigorija Rasputina. Nazywała go "Przyjacielem" i często zwierzała mu się. Po abdykacji jej ojca została uwięziona wraz z rodziną najpierw w pałacu w Carskim Siole, następnie w Tobolsku, aż wreszcie w Jekaterynburgu, gdzie zginęła w nocy 16 na 17 lipca 1918 roku. W chwili śmierci miała 17 lat. Po jej śmierci krążyły plotki o jej rzekomej ucieczce z miejsca kaźni. Kiedy w 1991 roku odkryto szczątki cara i jego rodziny, brakowało szczątków carewicza Aleksieja i Marii bądź Anastazji. Tezę o ich przeżyciu obaliło znalezienie zwęglonych szczątków niedaleko Jekaterynburga w sierpniu 2007 roku. W marcu następnego roku Amerykańskie Laboratorium Sił Zbrojnych Identyfikujące DNA potwierdziły, że szczątki wszystkich carskich córek zostały odnalezione i żadnej nie udało się uciec. Wiele kobiet uważało się za ocalałą Anastazję, jednak każde z badań DNA to wykluczało. Dzisiaj wiemy, że wszystkie dziewczęta zginęły wraz z rodzicami. w 2000 roku Anastazja wraz z pozostałymi członkami rodziny została kanonizowana przez Rosyjski Kościół Prawosławny.
  • Aleksy Romanow(źródło zdjęcia)
    Aleksy Mikołajewicz Romanow
     - najmłodszy potomek, a za razem jedyny syn cara Mikołaja II i jego żony Aleksandry przyszedł na świat 12 sierpnia 1904 roku w pałacu w Peterhofie. Tym samym zostało spełnione ich pragnienie o posiadaniu męskiego potomka, który mógłby dziedziczyć tron bezpośrednio po śmierci ojca(jego siostry mogłyby tego dokonać dopiero po śmierci bądź odsunięciu od sukcesji wszystkich męskich krewnych Mikołaja II). Tymczasem zgodnie z prawem chłopiec został automatycznie następcą tronu, a jego narodziny zostały ogłoszone poprzez oddanie 300 wystrzałów w powietrze z twierdzy Pietropawłowskiej. Para wybrała dla dziecka imię Aleksy w celu zerwania z blisko stuletnią tradycją nadawania pierwszym synom imion Aleksander i Mikołaj oraz żeby uczcić najbardziej cenionego przez władcę poprzednika - Aleksego I. Z okazji narodzin oczekiwanego potomka car miał udzielić licznych aktów łaski i amnestii, skracał wyroki sądowe, nadawał liczne odznaczenia i nagrody pieniężne. Nowo narodzone dziecko zostało tytularnym dowódcą kilku specjalnie utworzonych pułków. 3 września 1904 roku w pałacowej kaplicy w Peterhofie odbył się chrzest następcy tronu, w którym zgodnie z tradycją nie brali udziału jego rodzice. Dziecko było niesione przez główną damę dworu na złotej poduszce. Bezpośrednio po przyjściu na świat Aleksy sprawiał wrażenie zdrowego, silnego chłopca, jednak już w kilka tygodni wyszło na jaw, że odziedziczył po matce zaburzony gen, który wywołał u niego hemofilię. Świadomość tego faktu wywołała u Aleksandry ciężką depresję oraz sprawiła, że poświęcała mu cały swój czas nawet kosztem córek. Od momentu wykrycia choroby u carewicza całe życie rodzinne skoncentrowało się wokół niego - atmosfera panująca na dworze w dużej mierze uzależniona była od aktualnego samopoczucia i stanu zdrowia Aleksego. Prawda o stanie zdrowia carewicza była jednak ukrywana przez długi czas. Pomimo swojej choroby chłopiec był żywym i psotnym chłopcem, bardziej lubiącym spędzać czas na zabawie niż na nauce. Z powodu ograniczeń nie mógł jednak uczyć się gry w tenisa ani jeździć na rowerze. Większość czasu spędzał pod opieką dwójki marynarzy, a w chwilach zaostrzenia choroby - również matki. Skutek tego był taki, że nastoletni Aleksy był wyjątkowo rozpieszczony, a próby wdrożenia go do przestrzegania zasad dworskiej etykiety spełzały na niczym(np. otwarcie wyśmiewał się z oficjalnych gości swojego ojca). Aleksandra chcąc doprowadzić do wyleczenia Aleksandra lub złagodzenia objawów jego choroby od 1905 roku dopuszczała na dwór mnicha Grigorija Rasputina. Początkowo nieufna uznała go za cudotwórcę gdy trzykrotnie spowodował zatrzymanie krwotoku u ukochanego syna. W końcu doszło do tego, że twierdziła, że mnich potrafi uleczyć chłopca na odległość, np. rozmawiając z nim przez telefon lub wysyłając depeszę. Niewykluczone, że próbował leczyć Aleksego nawet hipnozą. Te wszystkie "cudowne umiejętności" sprawiły, że caryca uważała, iż tylko Rasputin może uleczyć jej synka. Kiedy carewicz miał 9 lat ojciec postanowił zacząć wdrażanie go do pełnienia obowiązków państwowych. W tym celu chłopiec chodził w galowym mundurze na posiedzenia rządowe i spotkania z dowódcami wojskowymi. Aleksy od najmłodszych lat mówił wyłącznie po rosyjsku, wyrabiano w nim zamiłowanie do rosyjskiej kuchni, sztuki ludowej i stroju. Z czasem rodzice zaprzestali całkowitej opieki nad synem co miało wyrobić u młodzieńca nawyk samodzielnego dbania o swoje bezpieczeństwo. Im chłopiec był starszy tym rzadziej zdarzały mu się ataki choroby, które realnie zagrażały jego zdrowiu(chyba najbardziej niebezpieczny zdarzył się w 1912 roku, kiedy zranił się podczas polowania w Spale). 1 października 1915 roku carewicz trafił do sztabu generalnego armii rosyjskiej, gdzie miał przyglądać się życiu codziennemu żołnierzy i oficerów. Dzięki temu doświadczeniu Aleksy stopniowo stawał się coraz poważniejszy i wrażliwszy na uczucia innych. Chociaż był inteligentnym i pojętnym chłopcem, to niechętnie poświęcał się nauce i czytaniu. Ze względu na swoją chorobę był jeszcze bardziej izolowany od zewnętrznego świata niż jego siostry. Najbliższą mu osobą była jego siostra, Anastazja. Na skutek rewolucji lutowej car musiał abdykować. Początkowo miał zrzec się tronu na rzecz syna, zaś regentem do czasu osiągnięcia przez Aleksego pełnoletności miał zostać jego młodszy brat - Michał. Zanim tekst aktu został potwierdzony podpisem, car spotkał się z lekarzem syna, aby ponownie przemyśleć jego zdolność do sprawowania przez niego władzy. Lekarz stwierdził wówczas, że całkowite wyleczenie hemofilii jest trudne do oszacowania, dlatego obowiązujące chłopca ograniczenia poruszania się i aktywności najprawdopodobniej pozostaną na zawsze. Przyznał też, że jeżeli Aleksy wyjedzie z rodzicami za granicę po abdykacji ojca, to będzie w przyszłości trudny do zaakceptowania jako car. Argumenty te skłoniły Mikołaja II do zmiany zdania i przekazania tronu bratu, a za razem wyraził życzenie, aby nie oddzielać go od żony i dzieci. O abdykacji ojca Aleksy dowiedział się od swojego guwernera. Chłopiec był tak tym zaskoczony, że jedyne o co zapytał to o to, kto będzie rządził Rosją, skoro nikt więcej nie zostanie carem. W marcu 1917 roku cała rodzina została aresztowana i przebywała pod strażą w Carskim Siole. Nastolatek źle znosił nową sytuację, zwłaszcza że był największym obiektem zainteresowania strażników. Ubolewał także na widok lekceważącego stosunku żołnierzy do jego ojca. W ostatni dzień lipca rodzina została przewiezione do Tobolska. Wszyscy zostali umieszczeni w Domu Wolności. Aleksy otrzymał nowego lekarza i przez cały okres pobytu w Tobolsku praktycznie nie chorował. Pomimo trudnych warunków starano się żyć według dawnych obyczajów. W kwietniu 1918 roku pana carska wraz z córką Marią została przewieziona do Jekaterynburga. Reszta dzieci wraz ze służbą dotarła tam miesiąc później na pokładzie statku Ruś. Z powodu wcześniejszego upadku z huśtawki i potłuczenia się, nastąpiło zaostrzenie ataków choroby(chłopiec cierpiał na bóle stawów). Przy młodzieńcu przez cały czas podróży czuwali lekarz, guwerner oraz jeden z marynarzy. Konieczność otoczenia go szczególną opieką wymusiła na rodzicach wyznaczenia dla niego osobnego pokoju(jego siostry mieszkały w jednym pomieszczeniu). W maju stan chłopca uległ jeszcze większemu pogorszeniu. Mimo tego do ostatka prowadził pamiętnik, w którym opisał codzienność, uskarżał się na panującą w domu nudę oraz nieprzychylność strażników. Ponadto pobierał od ojca naukę historii i geografii. Aleksy został zamordowany wraz z całą rodziną w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku. W momencie śmierci nie miał jeszcze ukończonych 14 lat. Cała rodzina została obudzona po północy, poproszona o ubranie się i zejście do piwnicy. Nadzorujący nad nimi straż Jakow Jurowski tłumaczył to przygotowaniem do kolejnego wyjazdu. Chory chłopiec, ubrany w swój ulubiony strój(wojskową bluzę i czapkę) niesiony był przez ojca. Kiedy była para carska usiadła na krzesłach(Aleksy miał siedzieć na ojcowskich kolanach) oznajmiono im, że zostaną rozstrzelani. Zszokowany Mikołaj przerwał wywód Jurowskiego, na co w odpowiedzi został zastrzelony. Kolejny strzał został wymierzony w Aleksego, chociaż chłopiec nie zginął od razu. Po pozbawieniu życia jego sióstr i matki, zorientowano się, że nastolatek jeszcze żyje. Pluton egzekucyjny, nie wiedząc że w ubraniu chłopca zaszyta jest część rodowych klejnotów, bezskutecznie próbował dobić go bagnetami. W końcu udało się to Jurowskiemu, który strzelił chłopcu w głowę. Po dokonanej egzekucji wywieziono ciała do okolicznego lasu. W celu uniemożliwienia identyfikacji zwłok zostały poćwiartowane, oblane kwasem i spalone. Kiedy w czerwcu 1991 roku odnaleziono szczątki rodziny Romanowów, nie było wśród nich ciała Aleksego, chociaż odkopane przedmioty świadczyły o dokonaniu w najbliższej okolicy jego pochówku. Nieodnalezienie na uroczysku szczątków carewicza sprawiło, że przez wiele lat istniały teorie jakoby został cudownie ocalony i uciekł z Jekaterynburga. Nieliczne pozostałości jego szkieletu zostały odnalezione dopiero w sierpniu 2007 roku. Szczątki zostały zbadane najpierw przez specjalistów rosyjskich, a następnie amerykańskich. Ich testy ostatecznie potwierdziły, że odnalezione fragmenty kości należą do Aleksego, co rozwiało wątpliwości związane z kaźnią Romanowów. W 2000 roku Rosyjski Kościół Prawosławny uznał carewicza Aleksego za cierpiącego za wiarę i wraz z pozostałymi członkami rodziny ogłosił go świętym.

1 października 2008 roku po staraniach żyjących jeszcze Romanowów, rosyjski Sąd Najwyższy ogłosił cara i jego rodzinę ofiarami represji politycznych i dokonał ich oficjalnej rehabilitacji. Dodatkowo uchylił wcześniejsze orzeczenia niższych instancji, według których na przeszkodzie dla rehabilitacji stał fakt, że rodzina nigdy nie została oficjalnie osądzona ani skazana na śmierć.
Identyfikacja zwłok rodziny carskiej mogła być przeprowadzona dzięki materiałowi DNA pobranemu od męża (TEJ!!!) królowej Elżbiety, księcia Filipa, który jest najbliżej spokrewnionym z carem Mikołajem żyjącym członkiem rodziny.

czwartek, 19 lipca 2018

751. Ostatni taki car, czyli jak upadł carat w Rosji cz. 2

Wczoraj przedstawiłam Wam sylwetkę cara Mikołaja II, historię dynastii Romanowów jak i ostatnie chwili jego życia. Dzisiaj chciałabym pokrótce przybliżyć Wam pierwszą z trzech części poświęconych sylwetkoi pozostałych członków zabitej rodziny, jak i osób z dworskiej świty, którzy towarzyszyły im do końca.
Caryca Aleksandra(źródło zdjęcia)
  • Aleksandra Fiodorowna(poprzednie imię to Wiktoria Alicja Helena Ludwika Beatrycze Hessen-Darmstadt), urodziła się w 1872 roku w Darmstadt. W wieku 6 lat straciła matkę, która zmarła zaraziwszy się od swoich dzieci dyfterytem. Wkrótce wraz z ojcem przeprowadziła się na dwór brytyjski, gdzie przebywała pod opieką babki, królowej Wiktorii. Jako dwunastoletnia dziewczynka po raz pierwszy spotkała następcę rosyjskiego tronu, a także jej przyszłego męża, carewicza Mikołaja. Alicja uczyła się gry na fortepianie, historii, geografii, literatury angielskiej oraz niemieckiej, interesowała się też polityką. Jako szesnastolatka była konfirmowana w Kościele luterańskim i oficjalnie wprowadzona do eleganckiego towarzystwa. Na przełomie lat 1889 i 1890 miała udać się w odwiedziny do mieszkającej w Rosji siostry, gdzie ponownie spotkała carewicza Mikołaja. Po tej wizycie Alicja wróciła do Darmstadt, gdzie pełniła obowiązki księżnej, organizując bale i spotkania towarzystwa oraz angażując się w działalność charytatywną. W 1894 roku rodzice carewicza zgodziły się na związek swojego syna z księżną, pod warunkiem, że przejdzie na prawosławie. Początkowo Alicja była temu przeciwna, uważając to za wielki grzech, w końcu jednak uległa namową narzeczonego i 2 listopada przyjęła wiarę swojego przyszłego męża i nowe imię - Aleksandra Fiodorowna. Dwa tygodnie później Mikołaj i Aleksandra wzięli ze sobą ślub i zamieszkali w Pałacu Aniczkowskim wspólnie z carycą wdową. Nowa caryca nie zyskała sympatii. Jej zachowanie było krytykowane przez matkę Mikołaja II. Z powodu wciąż narastającego napięcia między paniami, młodzi postanowili przeprowadzić się do pałacu w Carskim Siole. Zniechęcona postawą teściowej, Aleksandra ograniczyła liczbę wydawanych przyjęć i rzadziej pojawiała się w towarzystwie, tłumacząc to złym stanem zdrowia. 15 listopada 1895 roku urodziła swoje pierwsze dziecko - córkę Olgę. 26 maja 1896 roku Mikołaj i Aleksandra zostali koronowani w soborze Zaśnięcia Matki Bożej na moskiewskim Kremlu na cara i carycę. Z tej okazji gubernator Moskwy wydał festyn na podmiejskim polu Chodynka. Na skutek plotki, że nie dla wszystkich wystarczy darmowego alkoholu, tłum zaczął przepychać się w kierunku stołów z jedzeniem i wódką. W wyniku powstałej paniki kilkaset osób zginęło, a ponad tysiąc odniosło rany. Wstrząśnięta tym wydarzeniem para młoda chciała odwołać swoją obecność na planowanym tego wieczoru bankiecie w ambasadzie Francji. W końcu jednak pojawili się na balu, co później było uznane za dowód bezduszności władcy, zaś niechęć do carycy wzrosła jeszcze bardziej. Nie pomogło im nawet to, że para carska odwiedzała w szpitalach ofiary paniki oraz ufundowali ze swoich prywatnych środków odszkodowania dla rodzin zabitych. W wyniku wstrząsu psychicznego caryca poroniła. Chcąc odzyskać popularność zorganizowała ogólnokrajowe stowarzyszenie dobroczynne kobiet. Chociaż na początku cieszyło się ono powodzeniem, z czasem poszczególne jego członkinie zaczęły je opuszczać, rozprowadzając pogłoski o niewdzięczności carycy. Nerwowa i nieśmiała Aleksandra nie rozumiała mentalności rosyjskiej arystokracji i wręcz oburzała ją wizja jawnych romansów i całonocnych zabaw. Dlatego postrzegana była jako nudna i świętoszkowata, a jej nieśmiałość brana była za oschłość i nieżyczliwość. Z kolei Aleksandra doszła do przekonania, że tylko chłopi są prawdziwymi Rosjanami. Nie starała się podobać otoczeniu przez co nigdy nie zyskała jego sympatii. W czerwcu 1897 roku Romanowom urodziła się Tatiana, a ponieważ spodziewano się męskiego potomka, dziecko zostało przyjęte z rozczarowaniem. Co ciekawe, jedynie car wyrażał szczerą radość z pojawienia się córki. Dwa lata później po ciężkim porodzie na świecie pojawiła się trzecia córka Maria. Rozczarowana tym caryca, która po przejściu na prawosławie zaczęła interesować się nową religią, sprowadziła na dwór rosyjskich jurodiwych, którzy mieli jej udzielić modlitewnego wsparcia. Jakież musiało być jej rozczarowanie, kiedy w czerwcu 1901 roku urodziła się jej czwarta córka - Anastazja. W końcu 12 sierpnia 1904 roku przyszedł na świat tak bardzo oczekiwany syn Aleksy. Kilka tygodni później okazało się, że caryca przekazała mu w genach hemofilię. Od tego momentu Aleksandra spędzała sporo czasu opiekując się dzieckiem i modląc, aby przeżyło. Z tych powódek poświęcała carewiczowi o wiele więcej czasu, niż jego siostrom. Z powodu słabego zdrowia Aleksandra coraz rzadziej pokazywała się publicznie, a jej zadania w czasie publicznych balów i przyjęć przejmowały córki. Sama caryca najlepiej się czuła, kiedy wraz z rodziną wyjeżdżała do ich letniej rezydencji w Liwadii. Nielubiana zarówno na dworze, jak i w społeczeństwie czuła się coraz bardziej samotna. Jedynymi jej przyjaciółkami były gruzińska księżniczka Sonia Orbeliani oraz dama dworu - Anna Wyrubowa. W 1905 roku Aleksandra po raz pierwszy spotkała Grigorija Rasputina. Dwa lata później Aleksy niespodziewanie wyzdrowiał po ciężkim ataku hemofilii po tym, jak Rasputin odmówił przy jego łóżku modlitwę. Dla carycy był to znak, że za jego pośrednictwem jej rodzina otrzyma bożą moc. Ona sama była osobą słabego zdrowia. Jej zdrowie fizyczne sukcesywnie pogarszało się z wiekiem, a do tego doszła pogłębiająca się depresja. Nie wierzyła jednak w swoje wyzdrowienie i odmawiała udania się do uzdrowiska. Pogłębiało się też u niej przekonanie, że w swoim otoczeniu może darzyć zaufaniem zarówno paru osobom. W tym samym czasie pojawiły się plotki o jej romansie z Rasputinem. Dotąd choroba małego carewicza była ukrywana, jednak w obliczu nieprawdziwych informacji Aleksandra wyjawiła niektórym członkom rodziny, że carewicz cierpi na hemofilię, przekonując ich jednocześnie, że jedynym ratunkiem była pomoc Rasputina. Kiedy w październiku 1912 roku Aleksy doznał kolejnego krwotoku, obecni na miejscu lekarze nie potrafili mu pomóc. Co ciekawe, krwawienie ustało, kiedy do carycy dotarł uspokajający telegram od Rasputina. Wraz z wybuchem I wojny światowej, Aleksandra zaangażowała się w działalność dobroczynną, otwierając w Ermitażu warsztat szycia na potrzeby wojska. Stanęła też na czele rosyjskiego Czerwonego Krzyża. Do listopada 1914 roku wraz z dwoma starszymi córkami ukończyła kurs chirurgiczny i jako siostry miłosierdzia asystowały przy operacjach w szpitalach wojskowych. Z powodu swojego pochodzenia była stale oskarżana o sprzyjanie Niemcom, prowadzenie tajnych rozmów pokojowych i szpiegostwo. Tuż przed końcem 1916 roku odwiedziła szpitale w Nowogrodzie i udała się do miejscowego żeńskiego monasteru. Po powrocie do Petersburga dowiedziała się o zaginięciu Rasputina, a kiedy 1 stycznia następnego roku wyłowiono z Newy jego zmasakrowane ciało, Aleksandra osobiście wybrała miejsce pochówku. Po wybuchu I wojny światowej nalegała, aby jej mąż objął osobiste dowódco nad wojskami rosyjskimi twierdząc, że jego poczynania muszą skończyć się powodzeniem, ponieważ pozostają pod szczególną opieką świętych. W kolejnych listach zapewniała go, że jest pracowitym carem i samowładcą Rosji, który został skierowany na tron przez samego Boga. Wzywała go też do utrzymania autokracji. Do zadań carycy początkowo należało jedynie informowanie cara o wydarzeniach w stolicy, z czasem jednak coraz wyraźniej zastępowała go przy podejmowaniu decyzji personalnych. W styczniu 1916 roku poradziła mężowi zdymisjonowanie premiera Iwana Goriemykina i zastąpienie go Borisem Sturmerem, którego działania przyczyniły się do dalszego pogorszenia sytuacji Rosji. Caryca traktowała wojnę jako okazję do utrwalenia samowładztwa w Rosji, likwidacji Dumy, usunięcia od władzy przedstawicieli inteligencji liberalnej i oparcia autorytetu cara wyłącznie na chłopstwie. W połowie 1916 roku jej wpływ na męża jeszcze bardziej się pogłębił. Zresztą była ona jedyną osobą, której car w pełni ufał. W momencie wybuchu rewolucji lutowej przebywała w Carskim Siole, gdzie zajmowała się chorymi na odrę dziećmi. Po swojej abdykacji car nakazał swojej żonie przenieść się z dziećmi do Gatczyny lub spotkać się z nim w drodze do Mohylewa. Ani do jednego, ani do drugiego nie doszło, a rodzina została internowana w swoim pałacu. Była caryca pogrążała się w coraz większej apatii - czytała lub przyglądała się jak mąż i dzieci zajmują się ogrodem. W sierpniu 1917 roku rodzina została przewieziona do Tobolska, gdzie ulokowani zostali w domu gubernatora. Na miejscu pozostali pod ścisłą strażą i byli szykanowani przez żołnierzy, a nawet ograniczono im racje żywnościowe. Nieoceniona pomoc przyszła ze strony mieszkańców, którzy przy pomocy lekarzy i służących przekazywali rodzinie świeżą żywność. Podczas internowania Aleksandra uczyła religii i języka niemieckiego, a samą sytuację w której się znalazła uważała jako wielkie upokorzenie i znosiła ją gorzej od Mikołaja, który w kwietniu 1918 roku został wywieziony do Jekaterynburga. Niebawem dołączyła do niego reszta rodziny. Zginęła wraz z całą rodziną rozstrzelana w nocy z 16 na 17 lipca tego samego roku. Zaraz po sprowadzeniu do piwnicy przyniesiono dwa krzesła, z czego na jednym zasiadła Aleksandra. Prawdopodobnie została zastrzelona zaraz po mężu. Następnie jej ciało zostało polane kwasem i poćwiartowane oraz wrzucone do szybu pokopalnianego. Badania genetyczne przeprowadzone prawie osiemdziesiąt lat później potwierdziły jej tożsamość. W 1998 roku jej doczesne szczątki zostały złożone w krypcie soboru Świętych Piotra i Pawła w Petersburgu. W 2000 roku została uznana za świętą  kościoła prawosławnego.
Olga Romanowa (źródło zdjęcia)
  • Olga Nikołajewna Romanowa - urodziła się 15 listopada 1895 roku w Carskim Siole jako pierwsza córka cara Mikołaja II i jego żony, Aleksandry. Chociaż jako kobieta nie mogła dziedziczyć tronu po swoim ojcu, Mikołaj II wyrażał radość z narodzin dziecka. Po urodzeniu dziecka matka zrezygnowała z przyznanej dla dziecka opiekunki, gdyż chciała sama zająć się córką. Przez całe wczesne dzieciństwo Olga była traktowana z możliwie największą prostotą, np. służba zwracała się do niej z imienia. W późniejszym okresie przyszło jej dzielić pokój z młodszą siostrą Tatianą. Była ściśle związana z pozostałymi siostrami, spędzała z nimi większość czasu. Rozmawiały między sobą w języku angielskim lub rosyjskim. Ponadto uczyła się języka francuskiego. Kiedy w 1900 roku jej ojciec ciężko zachorował, cesarzowa chciała aby mąż zmienił prawo w ten sposób, żeby w przypadku braku męskiego potomka, tron dziedziczyła najstarsza córka. Niestety, do tych zmian nie doszło i Olga nie była brana pod uwagę przy sukcesji. Zgodnie z tradycją pobierała naukę w domu. Olga wykazywała największą inteligencję z rodzeństwa i najbardziej chętna do nauki. Ważną rolę w jej wychowaniu odgrywała religia - od najmłodszych lat była wdrażana do regularnego uczestnictwa w nabożeństwach prawosławnych i lektury książek religijnych. Dziewczyna prowadziła też pamiętnik. Jako jedyna z rodzeństwa interesowała się polityką starając się poprzez lekturę gazet śledzić bieżące wydarzenia. Olga o wiele bardziej była związana z ojcem niż z matką, z którą często się kłóciła. Po rewolucji w 1905 roku ze względów bezpieczeństwa została odizolowana od świata. Mimo to Olga angażowała się w działalność dobroczynną i przekazywała część swoich pieniędzy biednym. W wieku 13 lat dostała od matki specjalny bilet, w którym nakazała jej zachowywanie dobrych manier, pomoc młodszym siostrom oraz pocieszanie każdego smutnego człowieka. Trzy lata później została oficjalnie wprowadzona do eleganckiego towarzystwa. Zgodnie z tradycją objęła w tym dniu dowództwo nad prywatnym pułkiem huzarów. Niepewność czasów w jakich żyła sprawiła jednak, że będąc formalnie pełnoletnią osobą, prowadziła bardzo ograniczone życie towarzyskie. Tylko okazjonalnie udawała się do teatru i to zawsze w towarzystwie ojca. Chociaż na początku jej stosunki z Rasputinem były znakomite, z czasem jednak uległy znacznemu oziębieniu. Mimo tego, na polecenie matki, do końca życia nosiła przy sobie jego wizerunek. W 1912 roku pojawiły się pogłoski o planowanym ślubie z wielkim księciem Dymitrem Pawłowiczem Romanowem. Jej matka była jednak temu przeciwna pragnąc, aby najstarsza córka poślubiła następcę tronu Rumunii Karola Hohenzollerna-Sigmarigena. Do ślubu jednak nie doszło z powodu niechęci Olgi. Po wybuchu I wojny światowej kobieta razem z matką oraz siostrą pracowała w szpitalu polowym, gdzie asystowała przy operacjach. Widok ciężko rannych i umierających żołnierzy fatalnie wpływał na jej psychikę, przez co została przesunięta do pracy w szpitalnej administracji. Pogorszyły się jej relacje z matką. Wojna wpłynęła na wzrost uczuć patriotycznej u dziewczyny - czuła się tak silnie związana z Rosją, że za nic nie chciała wyjechać z niej. Po abdykacji ojca została uwięziona wraz z rodziną najpierw w Carskim Siole, potem w Tobolsku, aż wreszcie w Jekaterynburgu, gdzie wraz z całą rodziną zginęła w nocy z 16 na 17 lipca 1918 r. W czasie aresztowania stała się apatyczna i zrezygnowana, spędzała wiele czasu na samotnych spacerach lub rozmowach z ojcem. W chwili śmierci miała 22 lata. Widząc rewolwer w dłoniach strażnika wykonała znak krzyża. Olga przeżyła pierwszą wymierzoną w nią salwę, ponieważ w jej gorsecie zaszyto drogie kamienie. Dobił ją dopiero strzał w głowę. Po egzekucji jej ciało zostało obdarte z biżuterii i wywiezione z innymi do lasku, a następnie wrzucone do szybu kopalnianego. Jej szczątki zostały odnalezione w czerwcu 1998 roku i pochowane w soborze Świętych Piotra i Pawła w Petersburgu. Od 15 sierpnia 2000 roku Olga jest uważana w Rosyjskim Kościele Prawosławnym za świętą cierpiącą za wiarę. W latach 20 XX wieku niejaka Marga Boodts podawała się za cudownie ocaloną Olgę. Boodts zmarła w 1976 roku, jednak jej zapewnienia że jest najstarszą córką cara Mikołaja dawno już były podawane w wątpliwość. 
Tatiana Romanowa(źródło zdjęcia)
  • Tatiana Mikołajewna Romanowa - urodziła się 10 czerwca 1897 roku w Peterhofie jako druga córka cara Mikołaja II. Pomimo tego, że nie urodziła się chłopcem, rodzice bardzo cieszyli się z jej przyjścia na świat. Podobnie jak siostra wychowywana była z możliwie największą prostotą. Wskutek tego Tatiana była tak przyzwyczajona do bezpośredniego zwracania się do siebie, że oczekiwała od dworzan, aby też zrezygnowali z nazywania jej zgodnie z wymogami etykiety. Ponieważ z powodu izolacji od świata zewnętrznego nie miała przyjaciół była silnie związana emocjonalnie ze swoimi siostrami. Podobnie jak Olga oprócz ojczystego języka rosyjskiego potrafiła też mówić po angielsku i francusku. Naukę pobierała w domu. Od najmłodszych lat była wdrażana do uczestnictwa w nabożeństwach prawosławnych. Tatiana ze wszystkich sióstr najczęściej czytała książki teologiczne. Dla większości dworzan było to oznaką jej głębokiej wiary, jednak zdarzają się też głosy, że dziewczyna starała się jedynie spełnić oczekiwania głęboko religijnej matki. Oprócz języków obcych Tatiana uczyła się także gry w tenisa, gry na fortepianie i rysunku, chętnie szyła i haftowała. Interesowała się też modą co przejawiało się w dbaniu o swój elegancki wygląd. Na polecenie matki prowadziła pamiętniki. Tatiana najbardziej z sióstr przypominała charakterem swoją matkę, najlepiej ją rozumiała i najchętniej spędzała z nią czas. Ona też, obok swojej najmłodszej siostry Anastazji, miała być najbardziej posłuszna w stosunku do rodziców. Była też bardziej ładna od swojej starszej siostry, ale mniej otwarta i spontaniczna. W odróżnieniu od Olgi Tatiana pozostawała w dobrych relacjach z Rasputinem - wierzyła w jego dobroć i wszechmoc, a jego morderstwo wywołało w niej głębokie poruszenie. Młoda dziewczyna pragnęła mieć wielu przyjaciół i obracać się w towarzystwie, jednak ze względu na niepewność czasów w jakich żyła rzadko pojawiała się w eleganckim towarzystwie i na oficjalnych spotkaniach. Nigdy też nie została oficjalnie nie wprowadzono ją na rosyjskie salony. Jedną z jej nielicznych rozrywek były wyjścia z ojcem do teatru. Uczestniczyła też w pracach działających przy dworze organizacji charytatywnych. Po wybuchu I wojny światowej poszła w ślady swojej matki i starszej siostry i podjęła pracę w szpitalu asystując przy operacjach. Miała też w swoim życiu pewien polski epizod - wielokrotnie przekazywała środki na rzecz poszkodowanych przez wojnę w naszym kraju(np. tuż przed abdykacją ojca przekazała niejakiemu księdzu Zdzisławowi Lubomirskiemu darowiznę w kwocie 400 000 rubli. Po abdykacji Mikołaja II została wraz z całą rodziną i służbą uwięziona w pałacu w Carskim Siole. Chorą na odrę córkę poinformowała o tym matka. Księżna ciężki przeżyła tą wiadomość. Pod koniec lipca 1917 roku została wywieziona chronionym pociągiem oflagowanym symbolami Czerwonego Krzyża do Tobolska. Zamieszkała z rodziną w specjalnie urządzonej dawnej rezydencji gubernatorskiej. Mimo skromnych warunków życia brała regularny udział w nabożeństwach, codziennie się modliła oraz pogrążała się w lekturze książek religijnych. W tym okresie Tatiana stała się szczególnie religijna, co upodobniło ją do matki. Kiedy w kwietniu 1918 roku była para carska została przewieziona do Jekaterynburga, Aleksandra zabrała ze sobą tylko jedną córkę - Marię. Tym samym na barki Tatiany, która była najsolidniejsza i cieszyła się najlepszym zdrowiem, spadł obowiązek prowadzenia gospodarstwa i zajmowania się młodszym bratem, Aleksym. Jednak już miesiąc później dołączyła do rodziców wraz z rodzeństwem i służbą na statku "Ruś". W domu Ipatiewa, do którego trafiła rodzina, dzieliła pokój z siostrami. W ostatnich miesiącach życia pogłębiła się jej religijność. Regularnie czytała Pismo Święte, a w ostatnim dniu swojego życia czytała wraz z matką Księgę Amosa i Księgę Abdiasza. Tatiana Romanowa w momencie śmierci miała jedynie 21 lat. Podczas odczytywania wyroku przez Jakowa Jurowskiego stała wraz z siostrami za siedzącymi na krześle rodzicami. Podobnie jak pozostałe córki byłego cara przeżyła pierwszą salwę, ponieważ miała zaszyte w gorsecie kosztowne kamienie. Dobił ją strzał z bliska w głowę. Następnie została wywieziona do pobliskiego lasu, poćwiartowana, spalona i oblana kwasem, po czym zwłoki wrzucono do szybu kopalnianego. Jej szczątki zostały odnalezione w czerwcu 1998 roku i pochowane w soborze Świętych Piotra i Pawła w Petersburgu. Podobnie jak w przypadku pozostałego rodzeństwa, również i wiele osób podawało się za uratowaną Tatianę. Wszystkie te poszlaki okazały się jednak nieprawdziwe. Od 15 sierpnia 2000 roku Tatiana jest uważana w Rosyjskim Kościele Prawosławnym za świętą cierpiącą za wiarę.

wtorek, 17 lipca 2018

750. Ostatni taki car, czyli jak upadł carat w Rosji cz. 1

Przeglądałam dzisiaj newsy na niemal wszystkich popularniejszych portalach internetowych. I nigdzie, naprawdę nigdzie nie natchnęłam się na informacje na temat 100 rocznicy zamordowania carskiej rodziny Romanowów, która wypadła dzisiejszej nocy. Zapomnieli? Nie chcieli pamiętać? Trudno mi tutaj oceniać dlaczego przegapili tą rocznicę. Ale skoro oni zapomnieli, to może ja powinnam upomnieć się o tą kartę historii powszedniej? Tym bardziej, że historia dynastii Romanowów zalicza się do moich zainteresowań, a zwiedzenie Sankt Petersburga jest moim cichutkim, bardzo odległym marzeniem.
Początki dynastii sięgają XV wieku. Zapoczątkował ją kniaź Andrzej Iwanowicz Kobyła. Jego potomkowie posługiwali się nazwiskiem Kobylin. Jednym z jego synów był gubernator Nowogrodu - Fiodor Kobylin. Potomkowie jedynego jego wnuka, Zacharija Iwanowicza, przyjęli nazwisko Zacharin, zaś wnukowie Zacharija posługiwali się podwójnym nazwiskiem Juriewicz-Zacharyn. Jednym z nich był żyjący w latach 1470-1543 Roman Juriewicz-Zacharyn. To prawdopodobnie od jego imienia wzięła się nazwa rodu - Romanowowie. Roman Juriewicz miał syna Nikitę i córkę Anastazję, która poślubiła (tego) Ivana IV Groźnego 3 lutego 1547 roku. Z tego małżeństwa urodziło się 3 synów, z których najmłodszy Fiodor został ostatnim carem z dynastii Rurykowiczów(pozostali zmarli tragicznie) i 3 córki. W 1563 roku Nikita został dworzaninem swojej siostry i jej męża, a pod koniec życia wstąpił pod imieniem Nifont do monastyru. W ślady ojca poszedł też jeden z jego synów, Fiodor(który potem przyjął mnisze imię Filaret). Wcześniej jednak spłodził Michała, który jako pierwszy Romanow został wybrany 21 lutego 1613 roku przez Sobór Ziemski złożony z mieszczan i szlachty rosyjskiej na cara Wszechrusi. Zakończył tym samym okres Wielkiej Smuty, który trwał od śmierci cara Fiodora Rurykowicza w 1598 roku. Męska linia Romanowów wygasła w 1730 roku wraz ze śmiercią Piotra II. 32 lata później książę Holsztynu Karol Piotr Ulryk wywodzący się z dynastii Oldenburgów, wnuk Piotra I Wielkiego, zasiadł na tronie Rosji jako Piotr III Holstein-Gottorp-Romanow(niektóre źródła podają tą nazwę jako nową dynastię pomimo tego, że Piotr III wraz ze swoimi potomkami przyjął nazwisko Romanów rezygnując z rodowego). Po okresie panowania jego żony Katarzyny II(rządzącej w latach 1762-1796), jego potomkowie do 1917 roku zasiadali na tronie rosyjskim. Obecnie ród Romanowów liczy ponad 40 osób w większości mieszkających poza granicami Rosji.
Rodzina Aleksandra i Marii Romanów
(Mikołaj, przyszły car, stoi za ojcem)
źródło zdjęcia
Ostatni car Rosji, Mikołaj Aleksandrowicz Romanow przyszedł na świat 6 maja 1868 roku w petersburskim pałacu carskim. Był najstarszym z sześciorga dzieci carewicza Aleksandra Aleksandrowicza Romanowa i jego żony, Marii. Tego dnia w Rosyjskim Kościele Prawosławnym przypadało wspomnienie św. Hioba, co było uważane za złą wróżbę. Miał trzech braci i dwie siostry. Pomimo carskiego pochodzenia dzieci Aleksandra były wychowywane w jak największej prostocie - spali więc na twardych łóżkach i myli się w zimnej wodzie. Pomimo tego, że car w niewielkim stopniu zajmował się wychowaniem dzieci, Mikołaj dorastał w poczuciu ogromnego respektu do niego. Taka postawa skutkowała wyrobieniem w młodzieńca postawy ukrywania swoich uczuć oraz niezdolnością do podejmowania samodzielnych decyzji. Matkę zaś darzył do końca życia bezgranicznym zaufaniem. Carskie dzieci wychowywały się w całkowitej izolacji od zewnętrznego świata. Szczególnie dotyczyło to chorowitego na początku swojego życia Mikołaja, który pozostawał pod troskliwą opieką matki i osobistej niani. Do ukończenia 13 lat mieszkał wraz z rodziną w Pałacu Aniczkowskim w Petersburgu, a następnie w pałacu w Gatczynie. Jako dziecko Mikołaj posiadał zdolności plastyczne, wykazywał chęci do nauki(szczególnie historii), dużo czytał, ponadto uczył się języków angielskiego, francuskiego oraz rosyjskiego. Niechętnie odnosił się do faktu bycia najstarszym synem carewicza, a więc potencjalnym następcą tronu po śmierci Aleksandra II.
A to stało się już w 1881 roku, kiedy car zginął w przygotowanym na niego zamachu. Chociaż pomiędzy jednym caratem, a drugim był jeszcze carat prowadzony przez syna Aleksandra II, a ojca Mikołaja, rozszerzono program kształcenia młodzieńca o matematykę, ekonomię polityczną, historię, literaturę, geografię, podstawy prawa, teoretyczną wiedzę o wojskowości i ćwiczenia wojskowe. Szkolni profesorzy zostali zastąpieni przez specjalistów w tych dziedzinach. Dzięki temu stał się najstaranniej wykształconym carem. Ponadto Mikołaj wychowywany od dzieciństwa w głębokim duchu religijnym interesował się doktryną prawosławną. Z najmłodszych lat wyniósł także zainteresowania literaturą rosyjską. Już jako nastolatek miał pisać satyryczne opowiadania, a od 1 stycznia do końca życia prowadził pamiętnik. W wieku 16 lat przyszły car został formalnie uznany za pełnoletniego. 6 maja 1884 roku podczas stosownej uroczystości w Pałacu Zimowym złożył przysięgę wierności ojcu-carowi, a następnie przysięgę wojskową na sztandar pułku kozackiego, którego był członkiem tytularnym. W 1890 roku, w wieku 22 lat, carewicz oficjalnie zakończył swoją edukację. Chcąc dopełnić edukację dziedzica tronu, car wysłał go w październiku jeszcze w zagraniczną podróż, która prowadziła przez Egipt, Indie, Cejlon, Singapur i Japonię. W każdym z tych miejsc carewicz miał poznawać kulturę i odbywać oficjalne wizyty. Car świadomie nie wysłał go na Zachód Europy, ale na tereny uważane za cel rosyjskiego oddziaływania cywilizacyjnego. Wyprawa została przerwana w Japonii, gdzie pewien policjant zaatakował mieczem samurajskim Mikołaja w głowę. Carewicz był zmuszony powrócić do domu przez Zabajkale i Syberię. W maju następnego roku carewicz wziął udział w uroczystym rozpoczęciu budowy Kolei Transsyberyjskiej.
Trzy lata po złożeniu przysięgi, carewicz otrzymał stopień wojskowy porucznika i został włączony do składu Przeobrażeńskiego Pułku Gwardii. Wiązało się to z dwumiesięcznym pobytem wraz z innymi żołnierzami w koszarach. W kolejnych latach zdobywał honorowo kolejne wysokie tytuły wojskowe(był m.in. komendantem I Baterii Kawalerii Gwardyjskiej, dowódcą Szwadronu Huzarów Gwardyjskiego Pułku Carskiej Wysokości oraz z nominacji cesarza Franciszka Józefa I tytularnym dowódcą V Austro-Węgierskiego Pułku Ułanów). Chociaż młody Mikołaj Aleksandrowicz prowadził ożywione życie towarzyskie, nie przejawiał zainteresowania polityką. Chcąc wdrążyć syna do jego przyszłych obowiązków, Aleksander III powołał go do rady ministrów i Rady Państwa. Mikołaj co prawda uczestniczył w posiedzeniach rad, ale mało kiedy zabierał głos, a wielu przekazywanych mu dokumentów wcale nie czytał. Warto wspomnieć, że dwudziestoletni Mikołaj nawiązał bliższą znajomość z tancerką Matyldą Krzesińską, co było jego pierwszym poważnym związkiem z kobietą. Poznali się podczas dyplomowego spektaklu wychowanków dworskiego teatru, po którym młode aktorki zostały zaproszone do stołu wraz z carską rodziną. Mikołaj był zauroczony kobietą i kilka razy spotkali się za kulisami Teatru Maryjskiego. Przypuszcza się, że to jego ojciec, uznając, że dorastający syn kiedyś nawiąże romans z kobietą, z którą nie będzie mógł się ożenić sam znalazł odpowiednią kandydatkę i zainspirował tą znajomość. Co ciekawe, to ojciec nakazał też przerwać mu tą znajomość. Jednocześnie miał być zainteresowany poznaną w 1884 roku na ślubie wielkiego księcia Sergiusza Aleksandrowicza i Elżbiety księżniczką heską - Alicją. Drugi raz carewicz miał ją zobaczyć trzy lata później, jednak w swoim dzienniku zapisał, że jest w niej zakochany.
Poszukiwania odpowiedniej małżonki dla przyszłego cara Rosji rozpoczęto już w 1889 roku. Rodzice Mikołaja pragnęli, aby małżeństwo ich syna było nie tylko korzystne pod względem dynastycznym, ale i szczęśliwe. Pierwszą z wymienianych kandydatek była młodsza siostra cesarza niemieckiego Wilhelma II, Małgorzata. Ostatecznie została ona odrzucona z powodu stanu zdrowia oraz odmowy zmiany wyznania z luterańskiego na prawosławne. Religia stała się również przyczyną niepowodzenia starań o ślub carewicza z córką paryskiego hrabiego - Heleną. W latach 1892-1894 carewicz kontynuował romans z Matyldą Krzesińską, a jednocześnie dążył do zaakceptowania przez rodziców jego uczucia do Alicji Heskiej. Przekonywał również księżniczkę do przyjęcia prawosławia, co udało mu się dokonać po długich namowach. 7 kwietnia 1894 roku oficjalnie ogłoszono zaręczyny młodych. Kilka miesięcy później Alicja została przedstawiona carowi Aleksandrowi III. W tym samym czasie stan zdrowia ojca jej narzeczonego uległ takiemu pogorszeniu, że carewicz zmuszony był przejąć większość jego obowiązków państwowych.
20 października 1894 roku car Aleksander III zmarł, a carewicz Mikołaj został ogłoszony jego następcą, co wiązało się z przyjęciem od członków najbliższej rodziny oraz urzędników i wojskowych przysięgi wierności. Tego samego dnia trumna z ciałem zmarłego cesarza dotarła w towarzystwie nowego cara i jego narzeczonej do Petersburga. Tydzień później odbył się ślub Mikołaja i Alicji, która po przejściu na prawosławie przyjęła imię Aleksandry Fiodorowny. Natomiast koronacja cesarska odbyła się dopiero 14 maja 1896 roku(tyle trwał okres żałoby) w soborze Zaśnięcia Matki Bożej w Moskwie. Przewodniczył im metropolita petersburski i ładoski Palladiusz.
Mówi się, że Mikołaj II bezpośrednio po objęciu władzy myślał o powrocie do liberalnej polityki swojego dziadka. Z czasem jednak opowiedział się po stronie tradycyjnego samowładztwa. W styczniu 1895 roku, podczas spotkania z delegacjami ziemstw, wojsk kozackich, szlachty i miast, nazwał nadzieje przedstawicieli ziemstw na udział w rządzeniu państwem "bezsensownymi marzeniami". Sam początek panowania Mikołaja II wiąże się z masową tragedią, jaką była panika na Chodynce w trakcie festynu, który towarzyszył koronacji nowego cesarza. Zginęło wtedy 1389 osób, a 1301 zostało rannych. W polityce zagranicznej kontynuował zawarte przez ojca przymierze z Francją oraz dążył do rozszerzenia wpływów rosyjskich w Azji i na Bałkanach. Sprzeciwiał się autonomii dla Kraju Nadwiślańskiego(od 1867 roku tak określano Królestwo Polskie). W 1904 roku wywołał wojnę z Japonią. Była ona pasmem klęsk wojsk carskich i w końcu zakończyła się w 1905 roku zwycięstwem ze strony Japonii. Poniesiona klęska spowodowała wybuch protestów społecznych, w których domagano się przeprowadzenia reform społeczno-gospodarczych. Na początku 1905 roku pokojowa demonstracja w Petersburgu została krwawo rozproszona przez wojsko. Dokładna liczba ofiar do dziś nie jest znana, liczbę zabitych i rannych szacuje się od 400 do 5000. Car, który w tym czasie przebywał w Carskim Siole, po powrocie spotkał się z zorganizowaną przez władze delegacją robotników, którą miał uszczęśliwić określeniem zdarzeń jako bolesnych i buntowniczych. Zajścia te poprzedziły wybuch rewolucji roku 1905. W konsekwencji car poczynił pewne ustępstwa: w sierpniu wydał manifest, który powoływał do życia Dumę Państwową(w założeniu miała być jedynie organem doradczym cara), w październiku wydał tzw. manifest październikowy(znosił część ustaw represyjnych, m.in. pozwolił na przywrócenie języka polskiego w szkolnictwie Kongresówki), wprowadził wolność wyznania, słowa i stowarzyszeń, a w kwietniu 1906 roku nadał krajowi konstytucję gwarantującą carowi prawo weta ustaw głosowanych w Dumie oraz zapewniła mu szereg innych prerogatyw.
Od 1907 roku coraz większe wpływy na carskim dworze zdobywał Grigorij Rasputin, który miał w opinii pary carskiej ratować życie choremu na hemofilię carewiczowi Aleksowi.
Po wybuchu I wojny światowej opozycja przygotowała zamach stanu przeciw carowi. Zakładano, że po zmuszeniu władcy do podpisania abdykacji, na tronie zasiądzie jego małoletni syn. Zaś w jego imieniu rządy będzie sprawować regent - Michał II Romanow(młodszy brat Mikołaja II). Uzgodniono, że zamach musi mieć miejsce nie później niż w kwietniu 1917 roku, kiedy to była zaplanowana prowadząca do wzrostu patriotyzmu ofensywa Ententy. Plan spiskowców był prostu - podczas najbliższej podróży cara pociągiem z Piotrogrodu(Petersburga) do Mohylewa wojsko miało zatrzymać pociąg i aresztować monarchę. Carski rząd przewidział możliwe emocje ludności i opracował plan rozwiązania ewentualnych zamieszek. Nie zakładał on jednak masowego powstania w Piotrogrodzie. Na początku 1917 roku przez Rosję przeszła fala strajków podsycanych przez polityków. W lutym car opuścił Carskie Sioło i wyjechał do Mohylewa. Na przełomie lutego i marca z powodu warunków atmosferycznych wystąpiły trudności z dostawami chleba, a także sparaliżowany został transport kolejowy, co pogorszyło zaopatrzenie Piotrogrodu w opał. Z tego powodu fabryki zawieszały produkcję, przez co robotnicy wyszli na ulicę. Jednocześnie wybuchły zamieszki skierowane przeciw carskiej policji. 8 marca odbyła się demonstracja z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, która wkrótce przemieniła się w antycarski wiec. W odwecie car wydał zakaz organizacji zgromadzeń publicznych i nakazał robotnikom skończenie strajku. Kilka dni później wojsko wkroczyło do Piotrogrodu siłą rozpędzając demonstracje. 11 marca żołnierze zaczęli strzelać do tłumu w wyniku czego zginęło 150 osób. Wybuchł bunt zapoczątkowany przez żołnierzy z Pułku Pawłowskiego, którzy odmówili strzelania do cywilów(jako poborowi solidaryzowali się z nimi). Wkrótce bunt przeniósł się na pozostałe pułki w stolicy. Następnego dnia posterunki prorządowe w mieście zostały usunięte przez buntowników, którzy przejęli kontrolę nad większością budynków publicznych. Rozszalały tłum wdarł się do siedziby Ochrany, gdzie zniszczono większość akt. Zdemolowana została także siedziba Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a więźniowie z Twierdzy Pietropawłowskiej zostali uwolnieni. Nic dziwnego, że doszło do masowej grabieży sklepów, restauracji oraz domów.
Rewolucja lutowa zwiastująca koniec caratu w Rosji(źródło zdjęcia)
15 marca car Mikołaj II abdykował na żądanie umiarkowanych polityków i monarchistów na rzecz swojego brata Michała Aleksandrowicza, który jednak nie przyjął korony i zrzekł się jej następnego dnia, przekazując tym samym całą władzę Tymczasowemu Komitetowi Dumy.
Po abdykacji rodzina Romanowów z powodu nienawiści społeczeństwa rosyjskiego wobec nich, ich ogromnego majątku(roczne dochody z rosyjskich posiadłości ziemskich szacowano na ok. 42 mln dolarów, a udziały cara w amerykańskich kolejach na ok. 9 mld dolarów) oraz zagrożenia wobec władzy rewolucyjnej, przebywała w areszcie domowym w Carskim Siole. Car zamierzał wyemigrować do Anglii, jednak rząd demokratyczny nie wyraził na to zgody. Z czasem rodzina została przeniesiona do Toborska, aż w końcu uwięziono ich w domu Nikołaja Ipatiewicza w Jekaterynburgu. Wraz z rodziną carską w więzieniu przebywali przyboczny lekarz Jewgienij Botkin, kucharz Ivan Charitonow, kamerdyner Aleksiej Trupp oraz pokojówka Anna Diemidowa.
Decyzja o jej egzekucji zostało podjęte na początku lipca 1918 roku przez kierownictwo bolszewików. 12 lipca formalna decyzja o rozstrzelaniu została podjęta przez bolszewików Urałsowiet. Zgoda została wydana cztery dni później przez przewodniczącego Ogólnorosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego Rad - Jakowa Swierdłowa. Pośpiech uzasadniony był rychłym wejściem do miasta wojsk Korpusu Czechosłowackiego i wojsk białej armii.
Dom, w którym zamordowana została carska rodzina (źródło zdjęcia)
16 lipca carska rodzina wraz ze swoją skromną służbą położyła się spać ok. godziny 23. Krótko po północy zostali obudzeni przez dowódcę domu - Jakowa Jurowskiego. Kazał wszystkim zejść do piwnicy argumentując to grożącym im niebezpieczeństwem. Jurowski zgodził się przynieść dwa krzesła dla osłabionego chorobą carewicza Aleksego oraz jego matki, Aleksandry. Następnie dowódca odczytał wyrok, po czym zabił wraz z towarzyszami wszystkie znajdujące się w pomieszczeniu osoby. Ciała zostały wywiezione do lasu i rozebrane, oblane kwasem, poćwiartowane i wrzucone do nieczynnych szybów kopalni rudy żelaza.
Rodzina Romanowów(źródło zdjęcia)
W lipcu 1991 roku dokonano ekshumacji ciał. Po odkryciu ciał w szybie nie dopatrzono się w nich szczątków wskazujących na ukrycie w niej najmłodszych potomków monarchy - Aleksiego i Marii lub Anastazji. Ich szczątki znaleziono dopiero 16 lat później, co potwierdziły testy DNA wykonane w USA. Zostały złożone wraz z resztą rodziny carskiej. Jednak Rosyjski Kościół Prawosławny do dzisiaj nie uznał prawdziwości odnalezionych szczątków.

niedziela, 15 lipca 2018

749. Jak Dawid z Goliatem

Mundial 2018 przeszedł do historii. Następny dopiero za cztery lata. Te cztery lata drużyny piłkarskie muszą jak najlepiej spożytkować, wszak każdemu piłkarzowi chyba marzy się, aby wystąpić w imprezie o tak wielkiej randze. A i na sam mundial, jak zresztą na Igrzyska Olimpijskie, nie jest wcale tak łatwo się dostać.
Ostatni, finałowy mecz dostarczył niezwykłych emocji. Bo oto Francja miała zagrać z Chorwacją. To trochę tak, jakby Dawid miał walczyć z Goliatem. Oczywiście w roli Goliata występowała Francja, a w roli Dawida - Chorwacja. Ech, tylko szkoda, że historia się nie potoczyła się podobnie jak w Biblii. Tym razem silniejszy przeciwnik okazał się zwycięzcą. Wszak we Francji jest gdzie i za co trenować. A w Chorwacji? Bida z nindzą w tym temacie. To trochę tak jak u nas ze sportami zimowymi - jest potencjał, ale warunków brak. Zresztą ze sportem osób niepełnosprawnych jest analogiczna sytuacja. A jednak zdobywamy miejsca. Bo walczymy do końca. I Chorwacja też walczyła - aby wyjść z grupy, przebrnąć przez 1/8, ćwierćfinały, półfinały i w końcu dotrzeć do wielkiego finału. I co z tego, że przegrali tą ostatnią rozgrywkę? Że zdobyli drugie miejsce, a nie pierwsze? Dla mnie już są zwycięzcami, bo udało im się osiągnąć tak wiele, że wygrali bitwy z tak wieloma "Goliatami". A , że ostatniego nie udało im się pokonać... Czasami jednak nie miejsce jest ważne, ale sama walka do końca. Szczególnie wtedy, kiedy z pozoru jesteśmy skazani na porażkę. Bo nawet porażka może być naszym małym sukcesem. I mówię to z perspektywy sportowca...
Zresztą nie tylko ja cieszę się z tego drugiego miejsca. Szczęście malowało się też na twarzy pani prezydent Chorwacji - Kolindy Grabar-Kitarović. W sumie patrząc na tych wszystkich oficjeli(oprócz niej finalistom gratulowali również prezes FIFA - Gianni Infantino, prezydent Rosji - Władimir Putin oraz prezydent Francji - Emmanuel Macron) odnosiłam wrażenie, że z nich wszystkich tylko ona autentycznie cieszy się z takiego wyniku. Ale oczywiście gratulowała uzyskanego wyniku obydwóm drużynom. Bo przecież każda z nich w jakimś stopniu zwyciężyła.

sobota, 14 lipca 2018

748. Zapomniałem, że...

Czy zastanawialiście się jednak jak to jest, że np. przez całe życie pamiętamy ile to jest 8x8(a propos przypomniało mi się, że było to sztandarowe pytanie mojej nauczycielki z klas 1-3 podstawówki, która zakładała, że jak uczeń zna ten wynik, to zna całą tabliczkę mnożenia), albo przedstawienie w którym braliśmy udział kilkadziesiąt lat temu, a nie pamiętamy tego, co czytaliśmy poprzedniego dnia. Albo dlaczego pamiętamy tylko niektóre sny? I właściwie jak to się dzieje, że czasami chcemy coś bardzo zapamiętać, a jednak zapominamy. 
Już starożytni Grecy wierzyli, że pamięć jest darem otrzymanym od bogini Mnemozyny. Dzisiaj już jednak wiemy, że jest ona podstawową zdolnością umysłu. Jej fundament ulokowany jest w mikroświecie mózgu, zaś pożywka to nic innego niż wszelakie docierające do niego informacje. Nie chodzi tu oczywiście o bombardujące nas newsy z show-biznesu, ale o to, co dochodzi do nas z otaczającego świata czy też wnętrza naszego własnego organizmu. Przekazywane są one pod postacią impulsu nerwowego pomiędzy neuronami. Miejscami styków neuronów są synapsy. To dzięki nim możliwa jest jakakolwiek komunikacja. Sam przesył impulsu zmienia środowisko biochemiczne synaps co powoduje powstanie engramu, czyli śladu pamięciowego. W przypadku krótkiego trwania tego zjawiska(od kilku sekund do kilkudziesięciu minut) zapamiętujemy daną informację na stosunkowo krótko. Jednak kiedy dana sytuacja jest powtarzana, to do synaps docierają następne impulsy, wzmacniając tym samym ten ślad. W czasie snu czy też niezobowiązującego wypoczynku dochodzi do konsolidacji pamięci, czyli utrwalenia śladów pamięciowych dzięki zmianom strukturalnym w synapsach(to trochę tak, jakby plik tekstowy na pewno zapisać w pamięci komputera, a nie tylko bazować na "autozapisie"). Dzięki temu zapamiętujemy daną rzecz na długi czas. Niezależnie od systemu pamięci mózg zapamiętuje to, co jest ważne. Ale i to czasem jest zapominane. Mechanizmy zapominania są różne, bo i różnie zapominamy. O co chodzi? Już wyjaśniam.
Wyobraźcie sobie, że idziecie przez park. Po drodze myślicie trochę o dzisiejszym dniu w pracy, trochę o tym, co zrobicie na kolację. Nagle wpadacie w kałużę, a chwilę potem głaszczecie psa sąsiada, który przybiega się przywitać. Następnie kupujecie ulubione lody i odbieracie telefon od ankietera. Aż w końcu, zupełnie niespodziewanie, wpada na was jadące na rowerze dziecko i wbija wam boleśnie kierownicę w udo - to tylko kilka elementów puzzli z milionowej układanki wrażeń dnia codziennego. W sumie większości z nich nikt z nas nie zapamięta, bo mózg rejestruje je tylko na swoje bieżące potrzeby. Coś w rodzaju komputerowej pamięci RAM. To pierwszy z poznanych dotąd mechanizmów zapominania polegający na zanikaniu śladów pamięciowych, które bezpowrotnie się rozpadają. Dzięki temu mózg nie kumuluje zbędnych rzeczy. Wbrew pozorom takie niepamiętanie jest bardzo pożyteczne, ponieważ w przeciwnym przypadku nawet mózg wielkości pokoju by nam nie wystarczył.
W naszym życiu zapominanie jednak nie zawsze popłaca. Ileż to razy zdarzyło nam się, że nie mogliśmy sobie przypomnieć jakiejś informacji, bo coś nam się miesza. Albo dzisiejsze informacje od szefa zmieniały to, co dotychczas myśleliśmy o rozmowie z klientem? Zjawisko to nazwano interferencją i jest drugim na liście mechanizmem zapominania. Jego przejawem jest hamowanie jednych informacji przez drugie. Interferencję można podzielić na proaktywną(stare informacje zakłócają nowe), albo retroaktywną(nowe informacje zakłócają stare).
Czasami jednak bywa tak, że mamy wrażenie, że już zupełnie czegoś nie pamiętamy, chociaż bardzo byśmy tego chcieli. Chyba każdy z nas doświadczył uczucia pustki w głowie po dniu intensywnej nauki. Jest to tzw. efekt Kamina, który mija wraz z nadejściem poranka, oczywiście kiedy się wyśpimy. Niegroźny jest też efekt "końca języka", bo wreszcie przypominamy sobie dane słowo. Są jednak sytuacje, kiedy wiedza nie chce wrócić. Dobrym tutaj przykładem tego zjawiska są ludzie uczący się w myśl zasady "zakuć i zapomnieć". Określając z góry termin przydatności danej wiedzy, określana jest także jej dostępność. Tak więc utrata dostępu jest trzecim mechanizmem zapominania. Innym przykładem tego mechanizmu jest sytuacja, kiedy przechadzamy się po centrum handlowym i nagle kogoś spotykamy. Wiemy, że znamy tą osobę, ale nie wiemy skąd. Tym czasem spotkaną osobą jest nasz laryngolog. Gdybyśmy spotkali go w przychodni nie byłoby problemu z jego rozpoznaniem. Jest to efekt tzw. kontekstu społecznego - informacje o osobach zapisujemy zaczynając od roli społecznej, jaką dla nas odgrywają.
Tak samo jak czasami na siłę chcemy coś pamiętać, tak samo czasem marzymy o tym, by o czymś zapomnieć. Z reguły są to bardzo nieprzyjemne wspomnienia. Zazwyczaj nie da się tego tak po prostu zapomnieć, można jedynie zepchnąć to do nieświadomości. Proces ten nazywa się motywowane wypieranie i jest ostatnim z mechanizmów zapominania, lecz bardzo nieopłacalnym. Nieświadomość nie jest śmietnikiem na odpady z importu i to co do niej "schowamy", będzie do nas powracało. Z takimi emocjami najlepiej się rozprawić. Bo to, że czegoś nie pamiętamy, nie musi stanowić dowodu, że danej informacji nie posiadamy. Ale to też działa w drugą stronę - stosując własne skojarzeniowe wskazówki odpamiętywania mamy spore szanse na przywołanie informacji. To zaś należy do doraźnej pomocy w przypominaniu, a trzeba pamiętać, żeby dbać o higienę samego zapamiętywania, w tym o koncentrację, odpoczynek i powtarzanie. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że to jak zapamiętujemy przekłada się na to, jak pamiętamy.
Zupełnie inna sprawa ma się z naszymi snami, a raczej z tym, czy je zapamiętujemy czy też nie. W ogóle nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, że to dlaczego śnimy w dalszym ciągu jest zagadką dla nauki. Jednak różnice w aktywności mózgu mogą tłumaczyć, dlaczego niektórzy z nas doskonale pamiętają swoje sny, a niektórzy wcale.
W prowadzonych przez siebie eksperymentach francuskim neurologom udało się ustalić, że osoby doskonale pamiętające swoje sny, budzą się w nocy dwukrotnie częściej nić ludzie, którzy rzadko potrafią przywołać swoje marzenia senne. Zauważyli także, że mózgi osób należących do pierwszej grupy silniej reagują na dźwięk podczas snu i w stanie przebudzenia. Wobec powyższych badacze sugerują, że posiadanie mózgu silniej odpowiadającego na dźwięki, może mieś wpływ na częstsze przebudzenia w ciągu nocy. To właśnie w momencie przebudzenia mózg zapamiętuje sny. Jak podkreśla jeden z badaczy, śpiący mózg nie jest w stanie zapamiętać nowych informacji. Aby to uczynić musi się przebudzić. 
W jednym z prowadzonych przez siebie badań naukowcy postanowili znaleźć obszary mózgu, które są zaangażowane w proces zapamiętywania snów. Zwerbowali więc 41 ochotników, których podzielili na dwie grupy. W pierwszej z nich znalazły się osoby, które pamiętały swoje sny przez co najmniej 5 poranków w tygodniu, a w drugiej te, które pamiętały je około raz w miesiącu. Przy pomocy pozytonowej tomografii emisyjnej zbadano aktywność mózgową reprezentantów obu grup zarówno w czasie snu, jak i przebudzenia. Dzięki temu odkryto, że skrzyżowanie skroniowo-ciemieniowe oraz przyśrodkowa kora przedczołowa wykazały bardziej spontaniczną aktywność u uczestników z pierwszej grupy zarówno w czasie snu, jak i przebudzenia. Badanie to przyniosło bardzo ciekawy rezultat pokazując, że obie grupy wykazują odmienną aktywność mózgową podczas snu i przebudzenia. Według badaczy jeżeli skrzyżowanie skroniowo-ciemieniowe(część mózgu działająca niczym ośrodek przetwarzania informacji) jest bardziej aktywne u ludzi pamiętający swoje sny, mogą być oni bardziej wrażliwi na bodźce zewnętrzne. Skutkuje to ich częstszym budzeniem się w nocy, a w konsekwencji kodowaniem snów w pamięci. Jednocześnie badacze nie wykluczają, że u uczestników z obydwóch grup w odmienny sposób może przebiegać także produkcja snów. Możliwe jest, że osoby które częściej pamiętają sny, po prostu doświadczają większej ich ilości niż ci, którzy rzadko potrafią przywołać to, co śniło im się w nocy.
W powyższym eksperymencie naukowcy użyli badania elektroencefalografii w celu nagrania aktywności elektrycznej mózgów 36 osób, kiedy słuchały muzyki, w którą od czasu do czasu wpleciono ich imię. Test powtórzono zarówno w czasie przebudzenia, jak i snu. Połowa jego uczestników pamiętała swoje sny praktycznie zawsze, a połowa prawie nigdy. Gdy uczestnicy eksperymentu spali, wykazywali podobne zmiany w aktywności mózgu w odpowiedzi na brzmienie swojego imienia(odtworzonego na tyle cicho, aby ich nie obudzić). Jednak kiedy byli już obudzeni, u osób które częściej pamiętały sny zauważono wyraźny spadek fali mózgowej nazwaną falą alfa. Co ciekawe, podobnej zmiany nie odnotowano w drugiej grupie badanych. Różnica zauważalna w czasie przebudzenia była zaskakującym odkryciem dla naukowców. Może ona bowiem odzwierciedlać odmienne funkcjonowanie mózgów różnych osób i przyczyniać się do tego, w jaki sposób śnią.
Jedna z ugruntowanych teorii głosi, że spadek fali alfa oznacza powstrzymywanie mózgu przed reakcją na bodźce zewnętrzne. Badania dowodzą, że kiedy słyszymy nagły hałas lub otwieramy oczy doprowadzamy do aktywacji większej ilości obszarów mózgu, przez co następuje spadek fali alfa. W opisanym teście, zgodnie z przypuszczeniami, obie grupy wykazały spadek fali w momencie usłyszenia dźwięku swojego imienia w czasie przebudzenia. Spadek ten był jednak dłuższy u osób, które nie miały problemów z zapamiętaniem snów. Być może wynika to z faktu, że po usłyszeniu swojego imienia stawały się one bardziej aktywne. Podczas spania fala alfa zachowuje się w odwrotny sposób - kiedy usłyszymy nagły dźwięk, zwiększa się. Chociaż nie zbadano jeszcze dlaczego tak się dzieje to naukowcy przypuszczają, że jest to sposób obrony mózgu przed przerwaniem snu w wyniku dźwięków.

źródła: