Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 22 listopada 2020

1238. Bądźmy nie tylko miłosiernymi, ale i wypełniajmy uczynki miłosierdzia

Niedziela Chrystusa Króla jest tradycyjnym zakończeniem roku liturgicznego, a jednocześnie przypomina nam, że Jezus Chrystus powinien być Królem życia każdego chrześcijanina. Od dzisiaj niedziela wieńcząca rok liturgiczny jest także Światowym Dniem Młodych. Dotychczas takim Światowym Dniem Młodych obchodzonym we wszystkich diecezjach na całym świecie była Niedziela Palmowa. Święto to zostało ogłoszone jeszcze przez Jana Pawła II na pamiątkę wielkiego zjazdu młodzieży w 1984 roku do Wiecznego Miasta z okazji Jubileuszowego Roku upamiętniającego 1950 rocznicę śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa. Młodzi zostali zaproszeni właśnie na Niedzielę Palmową. Oczami wyobraźni widzę ten młodzieńczy entuzjazm, tą ogromną procesję palm niesionych przez młodych całego świata. Niedziela Palmowa była też dniem, w którym w Watykanie przedstawiciele młodzieży kraju, w którym odbywały się Światowe Dni Młodzieży(nie mylić ze Światowym Dniem Młodzieży!) przekazywali przedstawicielom państwa, które będzie następnych organizatorem ich symbole.
Jak nietrudno się domyśleć, w tym roku wszystko zablokowała pandemia. Co prawda Światowe Dni Młodzieży w Lizbonie przesunięto o rok, ale czas biegnie nieubłaganie. Dlatego dzisiaj, u styku starego i nowego roku liturgicznego, przedstawiciele Panamy i Lizbony spotkali się na Placu św. Piotra i podczas uroczystej Mszy świętej pod przewodnictwem papieża Franciszka, przekazali sobie Krzyż oraz Ikonę Światowych Dni Młodzieży. Jednocześnie papież zmienił termin Światowego Dnia Młodzieży z Niedzieli Palmowej na Niedzielę Chrystusa Króla.
Wsłuchując się w treść dzisiejszej Ewangelii słyszymy o tym, jak Jezus informował swoich uczniów o tym, że aby dostać się do Królestwa Niebieskiego powinni nie tylko się modlić i pokutować, ale i wypełniać uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała wobec każdego z napotkanych ludzi. Trudna i wymagająca jest to nauka. Zarazem bardzo dokładnie obrazuje nam, że Boga spotykamy w każdym człowieku - i w tym którego lubimy i szanujemy, i w tym, którym z chęcią ominęliśmy z daleka. A może w tym drugim jeszcze bardziej? Wszak Jezus też został finalnie odrzucony przez społeczeństwo. Uczniowie bardzo wyraźnie pytali swojego nauczyciela - "Kiedy widzieliśmy cię...". Bo przecież zawsze byli razem, zawsze starali się być najedzeni i nocować w miarę bezpiecznym miejscu. On jednak odpowiedział im bardzo wyraźnie - cokolwiek uczyniliście tym najmniejszym, mnieście uczynili i, analogicznie, wszystko czegoście nie uczynili każdemu z tych najmniejszych, mnieście tego nie uczynili. 
Tak samo jak dwa tysiące lat temu, także i w dzisiejszych czasach wypełnianie obowiązków względem ciała, a zwłaszcza duszy, nie jest sprawą łatwą. Tak jak piszę, dużo łatwiej jest wypełniać te względem ciała. Bo zawsze można komuś coś kupić, odwiedzić chorego(chociaż dzisiaj jest to trochę ograniczone), a nawet oddać coś co nam zbywa. Dużo trudniej wypełniać uczynki miłosierdzia względem duszy. I wiem to sama po sobie. I rozumiem, że innym też może przychodzić to z trudem. 
Kilka lat temu została wydana niewielkich rozmiarów książeczka autorstwa księdza Stanisława Klimaszewskiego - "Uczynki miłosierdzia", zawiera bardzo wiele przykładów, czasami wręcz banalnych, na to, jak w codziennych sytuacjach można stosować uczynki miłosierdzia względem zarówno duszy, jak i ciała. Bardzo często sięgam do niej, ponieważ można w niej znaleźć naprawdę dużo inspiracji.
A ponieważ warto zacząć działać od niewielkich gestów, zachęcam Was wszystkich do wzięcia udziału w tegorocznej akcji "Robótka 2020". Każdemu z nas koronawirus dał się we znaki. Większość z nas jednak spędza ten czas w domowym zaciszu, z bliskimi. Podopieczni DPSów zostali natomiast odseparowani od świata zewnętrznego, bez możliwości odwiedzin tych, którzy są bliscy ich sercu (zresztą DPSy zamknęły się nie tylko na rodziny podopiecznych, ale i np. na studentów chcących zrobić u nich praktyki). Od wielu lat w Domu Pomocy Społecznej w Niegowie organizowana jest akcja "Robótka". Nie inaczej jest i w tym roku, pomimo panującej sytuacji. Podejrzewam, że większość z Was wie o co chodzi. Dla niezorientowanych wklejam notatkę, jaka została umieszczona na blogu poświęconym akcji:

"Najukochańsi Robótkowicze, Seryjni Dobroczyńcy i Hiperentuzjastyczni Debiutanci,

Rok 2020 wyszarpał nam wszystkim spod stóp dywanik samozadowolenia, bezpieczeństwa, stabilności i często również nadziei. 2020 poturbował nas niemało, a do końca - strach pomyśleć - nadal zostało nam kilka tygodni, które los może wciąż zagospodarować.
Nie inaczej jest w Domu Pomocy Społecznej w Niegowie, pośród naszych ulubieńców. Cała ta umilona, fantastyczna, koedukacyjna gromada, ponad setka Starszaków, intelektualnie i fizycznie niepełnosprawnych dorosłych, tkwi od ośmiu miesięcy odizolowana i zabarykadowana w swoim DPSie i toczy nierówną walkę z pandemią.
Nic tak nie cieszyło Starszaków, jak wyprawy do naszego świata. Wyjścia do teatru, na koncert, wczasy nad morzem, kino, pielgrzymka, spacer po lesie, czy frytki w Macu. Wszystko to stracili. Nie mogą wyjść, nikt nie może ich odwiedzić. Nawet w obrębie samego domu. Starszaki muszą pozostawać w swoich grupach, czyli Rodzinkach. Nie ma mowy o odwiedzeniu przyjaciół, nie ma wspólnych zajęć, nie ma jak zaprosić gości na urodziny, nie można wyskoczyć do sąsiedniego budynku na kawę i ciasteczko.
Miesiąc lub dwa temu wirus dotarł do Niegowa. To, oczywiście, spowodowało jeszcze ściślejszą izolację i zmusiło całą ekipę Opiekunów do odziania się od stóp do głów w ochronne zbroje.
Chyba jeszcze nigdy w całej jedenastoletniej swej historii, Robótka nie była tak potrzebna jak dziś.
W 2020 roku Starszaki wymagają absolutnego zbombardowania miłością.
Zatem przecinamy wstęgę JEDENASTEJ, NADZWYCZAJNEJ edycji Robótki.
(CIACH...)
Robótkowa kierowniczka tnie wstęgę, Robótkowa Woźna zsuwa atłasy zakrywające piskele odlotowego sztandaru, orkiestra dęta dmie Odę do Radości na puzonach i waltorniach, Beethoven klaszcze, Mozart zazdrości, wszyscy omdlewamy z zachwytu!
(Byle nie na długo, bo Robótka sama się nie zrobi.)

Trzeba Starszakom powiedzieć, że pamiętamy o nich, przypomnieć im jacy są fajni i jak bardzo ich potrzebujemy. I że tęsknimy za ich obecnością w naszym świecie.

Prosimy Was zatem o świąteczne kartki z dobrymi słowami dla nich, zaadresowane do konkretnych Starszaków. Jedna kartka, trochę słów z cukru, miodu i melasy, znaczek pocztowy i już.

To plaster na świąteczną samotność, bo większość Starszaków nie ma już nikogo lub nigdy nie miała nikogo, kto o nich, za bramą DPS-u, by pamiętał. A tę niewyobrażalną samotność jeszcze okrutniej pogłębiła pandemia.
W tym roku w Robótce nastąpiła wymuszona przez okoliczności zmiana. Tę zmianę sugeruje sztandar. Zmiana ta dotyczy obdarowywania Waszych ulubieńców podarkami. Jeśli planujecie dorzucić jakieś materialne dobro do Waszych życzeń i listów dla Starszaków, przeczytajcie odpowiedni akapit w poniższym podsumowaniu i wtedy zrozumiecie, dlaczego Robótka 2020 stoi pod znakiem... skarpety!

PODSUMUJMY:

1. DLA KOGO TA ROBÓTKA?
Dla koedukacyjnej brygady niepełnosprawnych intelektualnie mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Niegowie, dla Starszaków, o których w detalu przeczytacie w zakładkach. W tym roku do Robótki, na prośbę Dyrekcji, wciągamy wszystkich Starszaków z Niegowa, także tych, którzy spędzają życie na własnych planetach, na przykład oglądając świat z perspektywy łóżek, z których nie mogą wstać.
2. CO ZROBIĆ, BY ZOSTAĆ ROBÓTKOWICZEM?
Poczytać rodzinkowe zakładki i wyłuskać sobie spośród Starszaków konkretnego ulubieńca i wysłać mu słów kilka napisanych z serca. Niech się Wasz ulubieniec przez chwilę poczuje wyróżniony i wybrany. Jedyny, wyjątkowy i specjalny.
Listy adresujcie następująco:
Dom Pomocy Społecznej w Niegowie
Rodzinka...
dla...
Wierzbowa 4
07-230 ZABRODZIE

Niegowiacy nie umieją czytać, więc Wasze słowa będą czytać im Opiekunowie. Ale niech to będzie kuksańcem dla Waszej fantazji, wszak pisanie to nie jedyna opcja. Te życzenia można Niegowiakom namalować, wykleić, wydziergać, upiec z piernika, nagrać, czy wyśpiewać. Można samemu, można skrzyknąć grupę(choć w bieżących okolicznościach będzie to prawdopodobnie grupa telekonferencyjna).
Pisać można zewsząd. Z kraju, z dzielnicy, z zagranicy. Z miast i wsi. Słać gołębiem pocztowym, priorytetem, kurierem. Tym razem odwiedzanie Starszaków, by osobiście doręczyć im życzenia, jest niewskazane.

Co roku pytacie:
1. CZY MOŻNA OBDAROWAĆ ULUBIEŃCÓW ŚWIĄTECZNYM PREZENTEM?
Wszystkie nasze wysiłki, by świąteczne podarunki dla Starszaków miały moc zapraszania ich do naszego świata, w tym roku nie mają absolutnie żadnego sensu. Starszaki jeszcze długo nie wyjdą ze swoich Rodzinek, a co dopiero z domu. Nie dla nich kina, teatry, koncerty, wycieczki, czy wizyty u fryzjera.
Wiedząc, że wielu Robótkowiczów do swych życzeń uwielbia dokładać rozmaite drobiazgi, Dyrekcja wystąpiła z propozycją: zasypcie Starszaków... SKARPETAMI! Nie dlatego, że skarpety są wirusoodporne. Dyrekcji po prostu brakuje chwilowo rąk do pracy i Robótki na "normalną" skalę nie dadzą rady w tym roku ogarnąć. Nie chcemy jadącym na oparach sił opiekunom dokładać sortowaniem wielkich paczek. Stąd prośba Dyrekcji, żeby w tym roku ograniczyć się do kartek i skarpet(w gorączce w łóżku fajnie jest mieć ciepłe stopy).
Dlatego, nowość, w Rodzinkowych zakładkach znajdziecie rozmiary stóp Waszych Ulubieńców. Oczywiście, tradycyjne Robótkowe opisy są tam nadal, bo do skarpety zawsze można wsunąć jakiś symboliczny symboliczny pierniczkowy przemyt lub małą ciasteczkową kontrabandę.
Dyrekcja twierdzi, że jest gotowa na wszelki skarpetkowy freestyle. Możecie jechać po bandzie. Skarpety ciepłe, ocieplane, letnie, kolorowe, puchate, w szalone wzory, świecące w ciemnościach, wełniane, bawełniane, ręcznie dziergane, gładkie, lśniące, brokatowe, eleganckie, garniturowe, sportowe, dekorowane, podłączone do bateryjek w podeszwach i śpiewające "We wish you a Merry Christmas!"... ufff!
Tylko prosimy, w ferworze robienia girland ze skarpet i napychania ich Waszą miłością i węglowodanami, nie zapominajcie o dobrych słowach dołączonych do paczek. To one są esencją Robótki.
2. CZY POTRZEBNE SĄ UŻYWANE UBRANIA, ŚRODKI CZYSTOŚCI, ŻYWNOŚĆ?
Robótka nie jest charytatywną zbiórką. Opiekunowie dbają, by Starszaki miały jedzenie, czystą pościel i ciepłe kalesony na zimę. Kasza, proszek do prania, czy używane ubrania przydadzą się bardziej innym (Komitet DezOrg i Niegowska Dyrekcja zawsze służą pomocą we wskazaniu miejsc, gdzie taka pomoc jest niezbędna). Niegowiacy potrzebują Waszych ciepłych słów, Waszej uwagi, Waszego zainteresowania. W Robótce chodzi o to, aby każdy Starszak przez chwilę poczuł, że jest ważny dla kogoś spoza Domu w Niegowie, dla kogoś innego niż tylko Opiekunowie, czy współmieszkańcy.
3. CO W ZAMIAN?
Fala uderzeniowa wdzięczności. Dobro, które wróci bumerangiem. Satysfakcja z nawróconych na uśmiech Starszaków. Niegowskie pacierze w Waszych intencjach. Do Waszych słów Starszaki będą wracać przez cały rok, aż inkaust kompletnie zblednie, a papier zamieni się w cienką bibułkę od nieustannego obracania w rękach.

4. KTO ZA TYM STOI? KIM JEST KOMITET DEZORGANIZACYJNY? KIM SĄ KACZKA KIEROWNICZKA I WOŹNA BEBE? CZY ZARABIAJĄ NA ROBÓTCE? I JAKA PARTIA POLITYCZNA ZBIJA TU KAPITAŁ? ;)
Komitet DezOrganizacyjny Robótki to: kaczka Kierowniczka i Woźna Bebe. Pierwsza jest mikrobiolożką, druga - graficzką i ilustratorką. Obie są blogerkami. Obie mieszkają w Niemczech(Badenia i Bawaria. Ktoś chciałby się z nami spotkać przy preclach i wurstach?). Obie od lat zaprzyjaźnione z Dyrekcją i Starszakami. Ponieważ Dyrekcja i Opiekunowie są wystarczająco zapracowani dbaniem o bieżący dobrostan Starszaków, sponiewierani szukaniem kasy, znękani bieganiem w kołowrotku ustaw i przepisów, zdeptani przez nieustanne remonty, hydraulikę, czy elektrykę, raz w roku kaczka i Bebe - za ich przyzwoleniem - (dez)organizują im wszystkim tę Robótkę.
Na Robótce kaczka i Bebe nie zarabiają ni w złocie, ni w dolarach, ani nawet w kokosach, ale w najfantastyczniejszej walucie wirtualnych i realnych kontaktów międzyludzkich. Robótka przyciąga tak niezwykłych, szczodrych, fascynujących i kreatywnych Robótkowiczów. Same wisienki na torcie ludzkości, praliny w bombonierce ziemian, złote grudki rodzaju ludzkiego. Od dekady kaczka i Bebe kiwają się tu w kąciku, stwierdzając smutno, że choćby sczezły nie uda im się osiągnąć podobnej doskonałości i fajności.
Corocznym bonusem, który Komitet DezOrganizacyjny odbiera sobie w okolicy stycznia, jest radość Starszaków i wzruszenie Opiekunów. Bonus ten, dla jasności, jest dostępny wszystkim. Czasem w formie zdjęć, czasem w formie filmu. Dyrekcja zawsze próbuje nas zaskoczyć! Aczkolwiek trudno przewidzieć, jak to się uda w tym roku.
Chcemy, by Robótka łączyła, więc nikogo nie pytamy o przekonania, poglądy, racje, czy denominacje. Nadrzędnym celem Robótki jest po prostu kumulacja i kondensacja szczęścia u niegowskich Starszaków.
Chwyćcie za długopisy i papeterie i chodźcie z nami!
No bo jeśli nie my, to sami wiecie, nikt Starszakom nie zrobi tych nadchodzących świąt lepszymi. Nikt

To, co? Słuchajcie. Jest Robótka... 
I oby i tym razem dało radę, bo oni tam czekają. 
Jak nikt na świecie.
- Podpisano:
Wasz Forever Robótkowy Komitet Dezorganizacyjny
kaczka kierowniczka i woźna Bebe"


Nie ma nic gorszego od bycia opuszczonym w świąteczny czas. Kilka razy zdarzyło mi się spędzić ten piękny okres w szpitalnych murach. I chociaż nie byłam całkowicie pozbawiona kontaktu z najbliższymi, to jednak było mi przykro, że nie mogę wraz z rodziną zasiąść do wigilijnego stołu, posłuchać z nimi kolęd, cieszyć się wzajemną obecnością. 
To nieprawda, że głęboko upośledzone osoby nic nie czują, są nieświadome otaczającego ich świata. One też są wyczulone na obecność drugiego człowieka, na jego słowa, gesty. Wierzę, że w głębi duszy cieszą się z każdego miłego słowa skierowanego w ich kierunku. Sama nie dostaję ogromu kartek na święta, czy też na urodziny, ale... jeżeli te 2, 3 osoby które wysyłają mi życzenia w wersji papierowej, tym razem zrezygnują z tego i wyślą je komuś z podopiecznych DPSu w Niegowie, zrobią mi tym prawdziwą przyjemność. Dobrze wiem, jak bardzo cieszą takie niewielkie oznaki zainteresowania, wszak nieraz takich od Was doznałam. Teraz pora, aby i inni poczuli się ważni. A uwierzcie mi, czasami nawet bardziej cieszę się z radości innych, niż wtedy, kiedy sama jej doznaję.

Pozdrawiam Was serdecznie i pamiętajcie - nawet niepozorne gesty mogą mieć olbrzymią moc. 

piątek, 20 listopada 2020

1237. Pomost łączący pokolenia

Ze wzruszeniem odbieram każdą reakcję na próbki poezji, zarówno tej, którą zamieszczam tutaj na blogu, jak i za pośrednictwem facebooka(chociaż to jedno i to samo, jednak nie wszyscy moi znajomi wiedzą o tej stronie, tak samo jak nie każdy z Was zna mnie z facebooka). Każdy pozytywny komentarz powoduje uśmiech na mojej twarzy oraz szybsze bicie mojego serca. No bo ja wierzę, że te opinie są szczere i autentyczne, że naprawdę się podobają innym. W końcu, że to jeden ze sposobów na wypełnienie się słów: "Oto jest życia mała garść, pochyl się nad nią - oceń, patrz. Czy jest tak, jak człowiek chciał, czy ktoś inny z niej do syta brał. Czy ktoś inny z życia twego radość brał". Co prawda nie zapowiada się na wydanie żadnego tomiku, ale... ale to chyba nie byłby zbyt dobry pomysł. Zresztą non sum dignus. Co ciekawe to samo non sum dignus pojawiło się z tyłu mojej głowy, kiedy po opublikowaniu wiersza o różańcu na fb pewna osoba napisała do mnie w wiadomości, czy może go wykorzystać na jednym z najbliższych nabożeństw różańcowych w krakowskim kościele. Ale z drugiej strony, gdyby nie podobał jej się, to raczej nie chciałaby go użyć, prawda? Za każdym razem modlę się też w duchu, abym zbytnio przez to wszystko nie popadła w pychę i zauważała też twórczość innych.
W życiu bym nawet nie śniła, że jednym z wiernych fanów dopingujących mnie w moich poczynaniach na polu poezji będzie moja była nauczycielka, jeszcze z czasów podstawówki, a następnie gimnazjum. Wraz z ukończeniem przeze mnie tej drugiej w 2006 roku nasze drogi niejako się rozeszły, po to, aby za pośrednictwem tzw. social mediów ponownie się spotkać. Pani R. przeczytała kilka moich poetyckich wypocin, pozostawiła przy wielu pokrzepiające komentarze, a także złożyła mi pewną propozycję. Pani R. od kilku lat pracuje jako nauczyciel przedszkola("za moich czasów" była nauczycielem świetlicy oraz prowadziła harcerstwo), w tym roku zajmuje się grupą trzylatków. W prywatnej wiadomości poprosiła mnie, abym wymyśliła krótką kwestię, którą mógłby powiedzieć anioł. Krótką, z prostym rymem, łatwą do zapamiętania. I znowu z tyłu głowy pojawiła się myśl non sum dignus. Ale z drugiej strony - tak uroczej nauczycielce jak pani R. po prostu nie można odmówić.
I to jest wyzwanie - nie dość, że tekst ma być dla trzylatka, to jeszcze dla niepełnosprawnego trzylatka. Pani R. nic nie wspominała na ten temat, ale mam nadzieję, że jest to grupa z miarę funkcjonalnymi dziećmi... Wszak niepełnosprawność niepełnosprawności nierówna. Ale, między jednymi zajęciami, a drugimi, pomiędzy coraz większym i większym zagłębianiu się w tajemnicach statystyki matematycznej i koncepcjach zarządzania, Lolek pogłówkował, i spod klawiatury wyszło mi coś takiego.

Jezu malutki w stajence będący,
Jezu kochany dziś z zimna płaczący.
Przyjmij proszę anielskie śpiewanie,
O Boże najdroższy co leżysz na sianie.

Nie wiem, czy to "przejdzie", nie wiem czy będzie dobre, jakiś punkt wyjściowy jednak mam. Ale jakby się udało... Pani R. swoją prośbę argumentowała tym, że byłby to taki pomost pomiędzy moim pokoleniem, a tym, które aktualnie uczęszcza na zajęcia w ośrodku. Pomiędzy starym światem, a nowym. To też nadzieja na przyszłość. Nadzieja, że pomimo nieprzychylnej diagnozy lekarskiej można coś osiągnąć. Niekiedy są to małe, a niekiedy dosyć spore sukcesy(np. obronienie pracy dyplomowej, założenie rodziny, praca zawodowa itp.). Grunt to się nie poddawać i od początku walczyć. Bo tylko poprzez walkę jesteśmy w stanie coś osiągnąć. Tym samym będą się tworzyły kolejne i kolejne mosty pokoleniowe. Zresztą dotyczy to tak samo pełnosprawnych - oni też niejednokrotnie walczą o swoje marzenia. A najlepszą formą tej walki jest praca nad samym sobą i swoimi zdolnościami.

środa, 18 listopada 2020

1236. Wszyscy mają te książki, mam i ja

Nic tak nie pasuje do opisu dzisiejszego dnia jak slogan z pewnej reklamy z okresu lat 90!
Na wielu znajomych blogach czytałam o tych książkach, potem przewertowałam całego bloga ich autorki. I przepadłam w wirtualnych podróżach związanych ze znanymi ludźmi. Zapragnęłam mieć to wszystko w formie papierowej. Pierwotnie miałam zamówić trylogię we wrześniu, na urodziny. Wiecie, nie mam smartfona na własność, a dzięki temu mogłabym sama zwiedzić niektóre miejsca pod kątem Henryka Sienkiewicza, Bolesława Prusa(swoją drogą gdyby nie ta pandemia to prawdopodobnie w kwietniu tego roku wygłaszałabym referat o rodzinie Karola Wojtyły podczas sympozjum poświęconego tej tematyce w Warszawie[tak przy okazji 100-lecia urodzin], a przy okazji chciałam zwiedzić stolicę idąc śladami właśnie Bolesława Prusa) oraz odkrytego ostatnio na nowo Adama Mickiewicza(och, czemu dopiero dzisiaj dostrzegam piękno jego "Sonetów Krymskich", albo "Dziadów", do których czułam odrazę w szkole średniej?). Jednak w międzyczasie padła informacja, że wkrótce pojawi się czwarta część "Podróży literackich" tym razem poświęconych osobie Stefana Żeromskiego. Postanowiłam chwilkę poczekać i zamówić całą tetralogię. 
W sobotę dokonałam wpłaty, a już dzisiaj do moich drzwi zapukał kurier z przesyłką. Nie wiem jak u Was wygląda odpakowywanie przesyłek, ale w moim przypadku jest to "celebracja chwili". Po uporaniu się z kopertą na moim stole znalazła się cała seria owinięta w folię.
Moja cierpliwość została wydłużona o chwilę potrzebną do rozparcelowania dodatkowej przeszkody. Po chwili moim oczom ukazały się cztery książki o Henryku Sienkiewiczu, o Adamie Mickiewiczu, o Bolesławie Prusie oraz o Stefanie Żeromskim. 
Otworzyłam jedną z nich i zanurzyłam w niej nos. Poczułam ten charakterystyczny zapach druku - ech, tego nie zastąpi żadna wersja elektroniczna wydania. Sama uśmiechałam się do przepięknych okładek, które cieszą oczy. A jeżeli dodać do tego szelest kartek - po prostu jest się w siódmym niebie! Myślę, że nadchodzące długie wieczory będą sprzyjać lekturze. Pandemia utrudniła mi w tym roku wiele wyjazdów, na szczęście żaden koronawirus nie przeszkodzi mi w podróżach po kartkach kolejnych tomów z cyklu. 
Po trochu to też sama sobie zrobiłam prezent imieninowy. Dzisiaj jedna osoba zapytała mnie, czy obchodzę w tym dniu imieniny(wspomnienie Karoliny Kózkówny). Tak się akurat złożyło, że rodzice wybrali mi imię bardziej ze względu na Karola Boromeusza, wzór głosiciela miłości Bożej. Bardzo zapadła mi w serce jego maksyma - "Wszystko, co czynicie, niech się dokonuje w miłości". Takie streszczenie nauczania Jezusa w jednym zdaniu. Na to ta osoba mi odpowiedziała, że w sumie w moim przypadku imieniny można obchodzić cały listopad.
I nawet humoru nie popsuła mi liderka Sz.P.(ta sama od trzech lat). Wysłałam krótkiego SMSa do wolontariusza wspomagającego z jednym pytaniem. Co dostałam w odpowiedzi? "Lolek, ty się nic nią nie przejmuj, bo J. w ogóle ostatnio jest jakaś "wścieknięta" :)". Uśmiałam się z tego jak jakiś lis. No dobrze, to się nią nie przejmuję. Za to zaczynam się zastanawiać jak uratować jeden z moich różańców, bo nie wytrzymał próby przetrwania ze mną przez dłuższy okres czasu.
Nie to, żebym się nim bawiła, bo nigdy nie bawiłam się różańcem. Po prostu jak co dzień odmawiałam Koronkę do Bożego Miłosierdzia, kiedy poczułam, że rozdziela się na dwie części. Nie jest to mój jedyny różaniec, bo mam jeszcze kilka. Ale ten bardzo lubiłam brać na piesze pielgrzymki do Częstochowy, nie plątał mi się tak bardzo jak te duże. No nic, może tacie uda się go odreanimować, a jak nie, to mówi się trudno, idzie się do sklepu z dewocjonaliami i kupuje nowy.

Trzymajcie się ciepło

wtorek, 17 listopada 2020

1235. Może czasami lepiej jest być ubogim materialnie, niż duchowo?

Cztery lata temu papież Franciszek ogłosił 33 Niedzielę Zwykłą roku liturgicznego Światowym Dniem Ubogich. Święto(hmmm... zastanawiam się czy to określenie jest poprawne, ale chwilowo nic innego nie przychodzi mi nas myśl) to ma na celu zwrócić wzrok społeczeństwa na problem ubóstwa. I to niekoniecznie w Krajach Trzeciego Świata, ale tuż obok nas. Być może naszych znajomych, przyjaciół, sąsiadów? W każdym środowisku znajdą się bowiem ludzie, którym wiedzie się gorzej od innych. Jedni to ukrywają, drudzy nie. To od nas zależy, czy będziemy na tyle spostrzegawczy i czujni, że dostrzeżemy ich biedę, czy też nie. Przyznam się szczerze, że nie wrzucam pieniędzy do koszyków ludzi przed którymi stoi kartka z apelem, że zbierają na jedzenie. Wolę kupić np. drożdżówkę i dać takiej osobie. Jeżeli naprawdę jest głodna - przyjmie, jeżeli nie - odmówi(czasami wyzywając człowieka od najgorszych). Z sentymentem wspominam pewną kobietę, która podeszła do mnie pewnego razu na przystanku w K-cach prosząc o 2 złote na jedzenie. Nie dałam jej pieniędzy, ale bułkę(bodajże z szynką). Zachwytu w jej oczach nie zapomnę chyba do końca życia. Pamiętam, że dodałam jej jeszcze jabłko - co prawda nie miałam już 2 śniadania, ale miałam przeświadczenie, że to była tzw. dobra pomoc.
Taką dobrą pomocą w wielu przypadkach jest prowadzona od wielu lat akcja "Szlachetna paczka", w której trzeci raz z rzędu działam jako wolontariusz. W sobotę odwiedziłam pierwsze dwie rodziny, została mi jedna. Jedną z tych dwóch przyjęliśmy do programu, drugą odrzuciliśmy ze względu na zbyt, naprawdę zbyt, wysoki dochód. Rodziny w Szlachetnej Paczce są różne, ja jednak nigdy nie przychodzę do wierzącego, czy też ateisty, do sympatyka PiSu, czy też PO, do Polaka, czy też obcokrajowca. Przychodzę do człowieka. Do człowieka, który z jakiegoś powodu został zgłoszony do programu. Nie zawsze jest to bieda taka, jaką przedstawiana jest w mediach, czasami są to przejściowe problemy w życiu. A z drugiej strony zdarzają się rodziny, które żyją w przekonaniu, że Szlachetna Paczka jest niczym worek z prezentami od świętego Mikołaja i należy im się co roku. Tymczasem otrzymanie paczki ma być tylko impulsem do wyjścia z sytuacji, w jakiej znalazła się dana rodzina. Oczywiście, Szlachetna Paczka nie jest przysłowiowym lekiem na całe zło, bo np. nie uleczy członka rodziny z ciężkiej choroby, ale np. można poprosić darczyńcę o zakup specjalistycznego wózka czy też zapasu pampersów. W innych sytuacjach czasami sama staram się podpowiedzieć rozwiązania danego problemy, poddając instytucje, do których dana rodzina może się zgłosić(oto jak można połączyć wiedzę zdobytą na studiach z działalnością społeczną).
Sporządzając notatki ze spotkania(ach ta papierologia stosowana), a następnie je analizując zauważam jednak, że dużo gorsze od ubóstwa materialnego jest ubóstwo duchowe. Zresztą dotyczy to nie tylko osób do których chodzę w ramach programu, ale też np. podopiecznych naszego parafialnego Oratorium Młodzieżowego. Nie chodzi mi tu wyłącznie o kwestie związane z wiarą(chociaż nasze dzieciaki są wychowywane w duchu św. Jana Bosko), ale o kontakty międzyludzkie. Ileż rodziców na tzw. starość zostało opuszczonych i zapomnianych przez swoje dzieci i wnuków? Ileż ludzi w sile wieku jest stygmatyzowana przez środowisko, bo ma problemy ze znalezieniem pracy? Ile dzieci jest odrzuconych przez rówieśników tylko dlatego, że pochodzą z biedniejszych rodzin? W ilu rodzinach rodzice nie mają czasu dla swoich pociech? Przykładów można mnożyć w nieskończoność. I na odwrót - odwiedziłam oraz znam rodziny żyjące na niższej stopie finansowej, których członkowie są prawdziwym dla siebie wsparciem. Można więc powiedzieć, że samotność oraz odrzucenie przez innych, potrafią być jeszcze gorsze od problemów materialnych. 
Zawsze szkoda mi takich osób, zawsze zastanawiam się, jak można im pomóc. Sama nie pomogę jednak wszystkim, moja doba, jak każda inna, ma tylko 24 godziny, w ciągu których muszę zmieścić także i moje życie. Z drugiej strony śmieję się, że kiedyś zastanawiałam się czy np. osoba mająca problemy z pisaniem i wymową jest w stanie pomóc innym osobom, a dzisiaj udzielam czterem osobom korepetycji, ale często też rozmawiam z nimi po prostu o życiu. Nie wiem na ile im pomagam, chcę wierzyć, że chociaż w minimalnym stopniu tak jest. Od dwóch lat jest zamiar utworzenia w naszym mieście innego programu Szlachetnej Paczki - Paczka Seniorów. W założeniu grupa wolontariuszy ma odwiedzać zgłoszone przez Sz.P. osoby starsze i niepełnosprawne. Czasami takie osoby będą potrzebowały zrobienia zakupów, a innym razem zwyczajnej rozmowy. To niewiele, ale czasami ma moc większą niż wszystkie bogactwa świata.

sobota, 14 listopada 2020

1234. Jesień z mojej wyobraźni...

Pomiędzy wprowadzenia arkusza danych jednej i drugiej rodziny do systemu Sz.P.(dopiero dzisiaj je odwiedziłam, została mi więc jeszcze jedna rodzina), wkuwaniem czasowników nieregularnych w języku niemieckim, a czytaniem "W cieniu Pałacu Zimowego" dzielę się z Wami nie tylko kolejną próbką mojej poezji, ale i próbą zilustrowania jej za pomocą farb.

Namaluję Ci jesień...

Namaluję Ci jesień - 
taką, jaką znajdziesz,
przechadzając się po parkowych alejach.
Namaluję Ci jesień -
z różnobarwnymi drzewami,
rosnącymi po ich obydwóch stronach.
Namaluję Ci jesień -
z kolorowymi liśćmi,
szeleszczących na parkowej alei pod naciskiem Twych stóp.
Namaluję Ci jesień -
z dwoma kasztanami leżącymi pod drzewem,
na którym siedzi wiewiórka z orzechem w łapkach.
Namaluję Ci jesień -
czy widzisz te dwa grzyby pod kasztanem,
o których zapomniał grzybiarz?
Namaluję Ci jesień -
sam popatrz, jak pies goni jeża,
uciekającego w stronę rosnących wśród korzeni wrzosów.
Namaluję Ci jesień - 
z krukiem siedzącym na fioletowej ławce,
i dziwiącym się otaczającą go gamą barw.
Namaluję Ci jesień -
jesień wyszła z mych drżących dłoni,
nie jest może idealna, ale przecież,
do każdego nieśmiało woła:
"oto jestem jesień, czy chcecie, abym właśnie taka była!?"
Namalowałam Ci jesień...
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie