Kilka lat temu tak porządnie pokłóciłam się z rodzicami. Chyba każdemu z nas przytrafiło się to mniej więcej kilka razy w życiu, nie ma w tym więc raczej nic dziwnego. Nie wiem już o co poszło, zresztą to nie jest w tym wszystkim najważniejsze. Pamiętam jednak, że w nerwach powiedziałam coś, co brzmiało mniej więcej:
- Wy nigdy mnie nie zrozumiecie...
Mama wtedy spojrzała na mnie i spokojnie mi odpowiedziała:
- No bo nikt nas nie zrozumie tak, jak my sami siebie będziemy rozumieć.
I chociaż mama wcale nie jest dyplomowanym psychologiem, to jej słowa niejednokrotnie trafiały do mnie bardziej, niż ich wydumane stwierdzenia. Może dlatego, że dla tej prostej wiejskiej kobiety byłam po prostu dzieckiem, a nie przypadkiem, który trzeba wsadzić w odpowiednie ramy i schematy. Dlatego nigdy nie lubiłam chodzić do poradni psychologiczno - pedagogicznej. Na szczęście byłam tam tylko cztery razy: trzy razy przed egzaminami kończącymi poszczególne etapy mojej obowiązkowej edukacji i raz przed przejściem ze specjalnego gimnazjum do integracyjnego liceum.
Dlaczego zdanie wypowiedziane przed laty stało się tytułem dzisiejszego posta? Ostatnio przeczytałam w jednym z Waszych komentarzy, że kiedy ktoś mnie pochwali, to odnoszę to do mojej niepełnosprawności, a także, że "Niepełnosprawność jest przypadkiem, słaby to więc powód do dumy. Powodem do dumy jest to, jak sobie z nią radzimy. Dostrzeganie w każdym komentarzu i w każdej reakcji innych cudzego problemu z naszą niepełnosprawnością to nie jest dowód na to, że sobie radzimy wspaniale". Pewnie zauważyliście, że rzadko odnoszę się w treści postów do komentarzy, ale teraz po prostu czuję, że muszę to zrobić.
Człowiek to taka istota, która kieruje się stereotypami. Ja też nie jestem tutaj wyjątkiem i niejednokrotnie pomyślałam sobie coś niewłaściwego o danej osobie tylko dlatego, że taka i taka panuje o nim wśród społeczeństwa opinia. No bo wiecie - muzułmanin to na pewno przeprowadzi zaraz zamach terrorystyczny, ludzie ze wsi zawsze będą gorsi, każdy leżący na ulicy człowiek to alkoholik, a niepełnosprawny... Niepełnosprawny to z pewnością, jak sama nazwa wskazuje, z niczym sobie nie radzi. A wiecie co jest najlepszą metodą na przeciwdziałanie stereotypom? Poznanie tego, co jest nieznane, skupieniu się na jednostce, a nie na ogóle. Bo przecież stereotypy biorą się z postrzegania ogółu, a nie jednostce.
Dlatego, jak ktoś mi mówi, że nie, bo z niepełnosprawnością nie dam sobie z tym i tym rady, mówię: "Chwileczkę, nie znasz mnie, więc nie znasz też moich możliwości. Dlaczego więc zakładasz, że nie dam rady?". Dzięki temu wielokrotnie udowodniłam, że daję radę w większości rzeczy. Czy gdybym sobie nie radziła z niepełnoprawnością, a za razem nie znała swoich możliwości, nie próbowałabym nowych rzeczy? Bo jako nieradzenie sobie z niepełnosprawnością rozumiem postawę, kiedy się jej wstydzę i nie próbuję nowych rzeczy, z góry zakładając, że mi się nie uda. Jako nieradzenie sobie z niepełnosprawnością rozumiem ukrywanie jej, wtedy kiedy się da.
Wiele razy w przeszłości szydzono z mojego wyglądu, nieskoordynowanych ruchów, niewyraźnej mowy twierdząc, że z mózgowym porażeniem dziecięcym daleko nie zajdę. Również wiele codziennych, prozaicznych rzeczy sprawia mi problem. Składanie alby w kostkę(chociaż do kostki to temu było bardzo daleko). Do opanowania wielu czynności dochodziłam latami. Ale doszłam. Może nie robię wielu rzeczy idealnie, ale dla mnie są to osiągnięcia na miarę złota. Zdrowemu człowiekowi trudno zrozumieć, jak można cieszyć się jak głupi z przeniesienia kubka z głupią herbatą, a dla nas, niepełnosprawnych, bardzo często jest to powód do przysłowiowej dumy. Bardzo często jesteśmy krytykowani za to, że przez nasze nieskoordynowane ruchy nie jesteśmy w stanie zrobić tego czy tamtego, dlatego drobne pochwały, które dla człowieka niezdającego sobie sprawy z codzienności i problemów ludzi niepełnosprawnych mogą wydawać się wręcz śmieszne, dla nas są potwierdzeniem na to, że pomimo naszych ograniczeń możemy osiągnąć to czy tamto, możemy być w jakimś tam stopniu samodzielni.
Z drugiej strony nie piszę w każdym moim poście, że od tylu i tylu lat jestem niepełnosprawna, nie wydaje mi się też, abym robiła z mojego schorzenia sensacji na miarę krajową. Tym bardziej, że MPD jest moim towarzyszem do końca życia. To nie jest tak, że wezmę tabletkę i wszystkie moje problemy znikną. Rehabilitacja też nie zniweluję wszystkich moich niedoskonałości. Ale obok rehabilitacji fizycznej ważna jest też, o czym wiele z nas zapomina, rehabilitacja społeczna, wychodzenie do ludzi. Dzięki temu stajemy się odważniejsi, nie boimy się rozmawiać z przypadkowo poznanymi osobami.
Nikt z nas nie chce być niepełnosprawny, niestety świat jest tak urządzony, że niektórzy się z nią rodzą, inni nabywają z czasem w wyniku wypadku, choroby bądź po prostu starości. Jednak każda niepełnosprawność wiąże się z ograniczeniem w pewnym stopniu sprawności i zmianie naszego wizerunku w oczach społeczeństwa. Możemy nic z tym nie robić i marudzić, że jesteśmy tacy biedni i w ogóle, albo możemy walczyć ze stereotypami i pokazywać, że pomimo naszych ograniczeń możemy wieść szczęśliwe, spełnione życie. I chociaż wielu ludziom obserwującym nasze poczynania z boku, a przede wszystkim nieznających nas będzie to się wydawało dziwne i niezrozumiałe, to kierując się słowami mojej mamy warto pamiętać, że "nikt nas nie zrozumie tak, jak my sami siebie będziemy rozumieć.".
- Wy nigdy mnie nie zrozumiecie...
Mama wtedy spojrzała na mnie i spokojnie mi odpowiedziała:
- No bo nikt nas nie zrozumie tak, jak my sami siebie będziemy rozumieć.
I chociaż mama wcale nie jest dyplomowanym psychologiem, to jej słowa niejednokrotnie trafiały do mnie bardziej, niż ich wydumane stwierdzenia. Może dlatego, że dla tej prostej wiejskiej kobiety byłam po prostu dzieckiem, a nie przypadkiem, który trzeba wsadzić w odpowiednie ramy i schematy. Dlatego nigdy nie lubiłam chodzić do poradni psychologiczno - pedagogicznej. Na szczęście byłam tam tylko cztery razy: trzy razy przed egzaminami kończącymi poszczególne etapy mojej obowiązkowej edukacji i raz przed przejściem ze specjalnego gimnazjum do integracyjnego liceum.
Dlaczego zdanie wypowiedziane przed laty stało się tytułem dzisiejszego posta? Ostatnio przeczytałam w jednym z Waszych komentarzy, że kiedy ktoś mnie pochwali, to odnoszę to do mojej niepełnosprawności, a także, że "Niepełnosprawność jest przypadkiem, słaby to więc powód do dumy. Powodem do dumy jest to, jak sobie z nią radzimy. Dostrzeganie w każdym komentarzu i w każdej reakcji innych cudzego problemu z naszą niepełnosprawnością to nie jest dowód na to, że sobie radzimy wspaniale". Pewnie zauważyliście, że rzadko odnoszę się w treści postów do komentarzy, ale teraz po prostu czuję, że muszę to zrobić.
Człowiek to taka istota, która kieruje się stereotypami. Ja też nie jestem tutaj wyjątkiem i niejednokrotnie pomyślałam sobie coś niewłaściwego o danej osobie tylko dlatego, że taka i taka panuje o nim wśród społeczeństwa opinia. No bo wiecie - muzułmanin to na pewno przeprowadzi zaraz zamach terrorystyczny, ludzie ze wsi zawsze będą gorsi, każdy leżący na ulicy człowiek to alkoholik, a niepełnosprawny... Niepełnosprawny to z pewnością, jak sama nazwa wskazuje, z niczym sobie nie radzi. A wiecie co jest najlepszą metodą na przeciwdziałanie stereotypom? Poznanie tego, co jest nieznane, skupieniu się na jednostce, a nie na ogóle. Bo przecież stereotypy biorą się z postrzegania ogółu, a nie jednostce.
Dlatego, jak ktoś mi mówi, że nie, bo z niepełnosprawnością nie dam sobie z tym i tym rady, mówię: "Chwileczkę, nie znasz mnie, więc nie znasz też moich możliwości. Dlaczego więc zakładasz, że nie dam rady?". Dzięki temu wielokrotnie udowodniłam, że daję radę w większości rzeczy. Czy gdybym sobie nie radziła z niepełnoprawnością, a za razem nie znała swoich możliwości, nie próbowałabym nowych rzeczy? Bo jako nieradzenie sobie z niepełnosprawnością rozumiem postawę, kiedy się jej wstydzę i nie próbuję nowych rzeczy, z góry zakładając, że mi się nie uda. Jako nieradzenie sobie z niepełnosprawnością rozumiem ukrywanie jej, wtedy kiedy się da.
Wiele razy w przeszłości szydzono z mojego wyglądu, nieskoordynowanych ruchów, niewyraźnej mowy twierdząc, że z mózgowym porażeniem dziecięcym daleko nie zajdę. Również wiele codziennych, prozaicznych rzeczy sprawia mi problem. Składanie alby w kostkę(chociaż do kostki to temu było bardzo daleko). Do opanowania wielu czynności dochodziłam latami. Ale doszłam. Może nie robię wielu rzeczy idealnie, ale dla mnie są to osiągnięcia na miarę złota. Zdrowemu człowiekowi trudno zrozumieć, jak można cieszyć się jak głupi z przeniesienia kubka z głupią herbatą, a dla nas, niepełnosprawnych, bardzo często jest to powód do przysłowiowej dumy. Bardzo często jesteśmy krytykowani za to, że przez nasze nieskoordynowane ruchy nie jesteśmy w stanie zrobić tego czy tamtego, dlatego drobne pochwały, które dla człowieka niezdającego sobie sprawy z codzienności i problemów ludzi niepełnosprawnych mogą wydawać się wręcz śmieszne, dla nas są potwierdzeniem na to, że pomimo naszych ograniczeń możemy osiągnąć to czy tamto, możemy być w jakimś tam stopniu samodzielni.
Z drugiej strony nie piszę w każdym moim poście, że od tylu i tylu lat jestem niepełnosprawna, nie wydaje mi się też, abym robiła z mojego schorzenia sensacji na miarę krajową. Tym bardziej, że MPD jest moim towarzyszem do końca życia. To nie jest tak, że wezmę tabletkę i wszystkie moje problemy znikną. Rehabilitacja też nie zniweluję wszystkich moich niedoskonałości. Ale obok rehabilitacji fizycznej ważna jest też, o czym wiele z nas zapomina, rehabilitacja społeczna, wychodzenie do ludzi. Dzięki temu stajemy się odważniejsi, nie boimy się rozmawiać z przypadkowo poznanymi osobami.
Nikt z nas nie chce być niepełnosprawny, niestety świat jest tak urządzony, że niektórzy się z nią rodzą, inni nabywają z czasem w wyniku wypadku, choroby bądź po prostu starości. Jednak każda niepełnosprawność wiąże się z ograniczeniem w pewnym stopniu sprawności i zmianie naszego wizerunku w oczach społeczeństwa. Możemy nic z tym nie robić i marudzić, że jesteśmy tacy biedni i w ogóle, albo możemy walczyć ze stereotypami i pokazywać, że pomimo naszych ograniczeń możemy wieść szczęśliwe, spełnione życie. I chociaż wielu ludziom obserwującym nasze poczynania z boku, a przede wszystkim nieznających nas będzie to się wydawało dziwne i niezrozumiałe, to kierując się słowami mojej mamy warto pamiętać, że "nikt nas nie zrozumie tak, jak my sami siebie będziemy rozumieć.".
