W tym roku na Wydziale Teologicznym pierwszy raz zorganizował w dniu dzisiejszym ogólnowydziałowe spotkanie przedświąteczne. Przynajmniej za mojej kadencji bytowania na tym wydziale. Co prawda już rok temu odbyło się spotkanie z władzami wydziału (czyli dziekanem i prodziekanem), ale zorganizowano je tylko dla studentów zaangażowanych w działalność w Wydziałowy Samorząd, albo któreś z dwóch Kół Naukowych funkcjonujących na Wydziale. A że w Kole Naukowym Nauk o Rodzinie jestem od samego początku studiów na tym kierunku, to automatycznie znalazłam się w tym niewielkim gronie.
Tym razem byłam nie tylko uczestnikiem spotkania, ale też je współorganizowałam, ponieważ głównymi jego inicjatorami był Samorząd oraz Koła Naukowe. W sumie to zastanawiam się, czy bardziej byłam jako członek tej pierwszej organizacji, czy może tej drugiej. Ale tak to jest, kiedy się działa tu i tu. Kilka spotkań poprzedzających wydarzenie oraz wymiana pomysłów na organizację całego przedsięwzięcia skutkowało dosyć nieoczekiwanie... świątecznym miniprzedstawieniem, które moglibyśmy wystawić. Jeszcze większym zaskoczeniem było dla mnie to, że zaproponowano mi zagranie w nim jednej z ról. Mówionych ról, żeby nie było.
Skąd to zaskoczenie? Chyba znowu ze scholi i z tego ile tam razy byłam pomijana przy podobnego typu projektach. Po tym, jak dużo rzeczy wydarzyło się w ciągu ostatniego roku, ja naprawdę zastanawiam się, ile scholi się "nie dało" w stosunku do mnie tylko dlatego, że ktoś nie chciał, aby się dało. Że ktoś po prostu nie odważył się mi nawet dać tej szansy. Myślę że dużo. Czasu nie cofnę, ale żal pozostaje za tyle zmarnowanych szans w ciągu tych 15 lat.
Nie wiem, może ktoś z Was kojarzy taki motyw, że najpierw Pan Bóg obiecuje komuś, że przyjdzie do niego tego dnia, a potem przychodzą do niej trzy osoby i proszą ją o pomoc. W zależności od wersji, dana osoba albo im pomaga, albo nie. Puenta jest taka, że Pan Bóg faktycznie przyszedł do tego kogoś w postaci tych trzech osób. To, jak z nimi postąpił odzwierciedla to, jak postąpił z Najwyższym, w myśl zasady - "cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 40).My zakładaliśmy drugą z opcji, czyli że rodzina nie pomoże tym, którzy zapukają do ich drzwi. Ogólnie koncepcja była taka, że podczas przygotowań do wieczerzy wigilijnej ojciec rodziny zdradził żonie i córeczce, że podczas modlitwy w kościele usłyszał od Jezusa, iż przyjdzie do ich domu tego dnia, aby zjeść wspólną kolację. Żona zaaferowana, zaczęła zmieniać nakrycia na stole na lepsze, dogotowała potraw i cała rodzina z niecierpliwością czekała na zapowiedzianego gościa. Jednak zamiast niego do ich drzwi zapukała najpierw staruszka (to była moja rola), potem chłopiec, którego rodzice zmagali się z problemem alkoholowym, a na koniec żebrak. Każdy z nich zapytał o możliwość dołączenia do ich wieczerzy, wszak jest tradycja jednego pustego nakrycia na stole. Jednak, jak możecie się domyśleć, nie zostali wpuszczeni. Trochę zawiedzona rodzina poszła spać, a nazajutrz ojciec "poszedł" do kościoła, aby wygarnąć Bogu co o Nim myśli. W odpowiedzi usłyszał, że przecież Bóg przyszedł do niego w postaci staruszki, chłopca i żebraka i ani razu nie otworzył przed nim szerzej drzwi i nie zaprosił go na wieczerzę wigilijną, jednocześnie przywołał wspomniany cytat z Ewangelii według św. Mateusza. Całość zwieńczyliśmy kolędą "Nie było miejsca dla Ciebie".
Całość chyba się podobała, bo zebraliśmy gromkie brawa, a potem przez cały czas ktoś nam gratulował występu. Może nie było nas szczególnie dużo zaangażowanych w przedstawienie, ale bardzo dobrze nam się współpracowało.
Na spotkaniu przedświątecznym nie mogło oczywiście zabraknąć władz wydziału, czyli dziekana i prodziekana, a także wielu naszych wykładowców, którzy z takim oddaniem przekazują nam tajniki wiedzy teologicznej, pedagogicznej, a także związanej z prawidłowym funkcjonowaniem rodziny. To jeden z niewielu dni w roku, kiedy można się tak po prostu, na spokojnie spotkać i porozmawiać.
![]() |
| Ksiądz dziekan składa wszystkim przybyłym na spotkanie życzenia świąteczne i noworoczne |
![]() |
| Może i nasz wydział nie jest najliczniejszy, ale tworzy to swoistą, kameralną atmosferę |
Spotkanie zgromadziło sporo osób, jednak nie byli na nim obecni wszyscy studenci wydziału, co było do przewidzenia. Statystycznie najwięcej było... kleryków. W tym roku zrezygnowano z dzielenia się opłatkiem. Każdy kto chciał, podchodził do siebie i składał sobie życzenia. Do mnie np. podszedł aktualny ksiądz promotor i życzył mi większej odwagi w podejmowaniu wyzwań. Hmm... jednak owca, a nie wilk (o co chodzi dowiecie się >>tutaj<<). Zobaczymy na jak długo. Za to pani promotor mojego licencjatu życzyła mi, aby praca magisterska wyszła mi równie ciekawa, a może jeszcze ciekawsza. Jednak najbardziej rozbawiła mnie wypowiedź księdza, który będzie błogosławiony, który życzył mi... A nie, niech to pozostanie moją małą tajemnicą.
To były cudowne dwie godziny spędzone na rozmowach, śmiechach i pałaszowaniu pysznych wypieków, pod którymi uginały się stoły. Jakże pasuje do niego dzisiejsze motto z elektronicznego kalendarza adwentowego KBO ŚDM.











