W ubiegłą środę solidarnie z Madziałkiem odmówiłyśmy Starościnie udziału w przygotowywanym przez nią przedstawieniu jasełkowym. Ja mam już tyle rzeczy na głowie, że nie dam rady bawić się jeszcze w jakieś szopki. Tym bardziej, że znając Starościnę, to wiem, jak to będzie wyglądało. Szkoda mojego czasu i energii. Madziałek też się do niej w ostatnim czasie zraziła (a mówiłam, uważaj na Starościnę, bo to jest bardzo nieobliczalny człowiek, nie posłuchała mnie, teraz płacze) i też powiedziała mi, że też nie ma ochoty na branie udziału w jej szopkach. W ogóle zaczęłyśmy się zastanawiać, dlaczego ona nie robiła tego typu przedstawień, kiedy była (również samozwańczą, jak się ostatnio okazało) przewodniczącą Wydziałowej Rady Samorządu Studenckiego. Ale może teraz dalej chce był "naj", chociaż nie dzierży żadnej znaczącej roli, poza funkcją Starościny naszej grupy.
W przerwie między zajęciami oznajmiłyśmy jej naszą decyzję. Spokojnie i kulturalnie, podając swoje argumenty (chociaż pominęliśmy ten, że nie mamy na to całkowitej ochoty). No i się zaczęło: że odmawiamy jej w ostatniej chwili i że ona nie znajdzie tylu chętnych do jej przedstawienia*, że jaka ja jestem niedobra i niewdzięczna, że ona tak się stara i daje mi notatki**... Jednym uchem mi wpadało, a drugim wypadało. Do końca dnia mnie ignorowała, ale przez lata zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Na szczęście mam inne koleżanki w grupie, z którymi rozmawiam. A widząc zachowanie Starościny względem mnie, to mi po prostu współczują...
Nazajutrz na przerwie podeszła do mnie Madziałek z pytaniem, czy jestem na Teamsie w zespole, który dotyczy organizacji konferencji "Między katedrą a katedrą". Już rok temu obydwie pomagałyśmy w jej organizacji, główna organizatorka bardzo nas sobie chwaliła, toteż obydwie byłyśmy chętne do współorganizowania jej w tym roku. Oczywiście znowu nie wiedzieliśmy na czym stoimy, bo Starościna chyba poczuła się panem i rządcą i nie dość, że to ona miała dostęp do wszystkich dokumentów, to jeszcze wcale nikogo nie informowała na jakim etapie organizacji wszystko się znajduje. I tylko do mnie miała pretensję, że nie jestem prelegentem (litości... ciekawe dlaczego sama nim nie jest). Ale miałam nadzieję, że chociaż w komitecie mnie zostawi.
Po powrocie do domu sprawdziłam kanał. I okazało się, że mnie też tam nie ma. Napisałam do Starościny prośbę o wyjaśnienie sytuacji. Napisała mi lakoniczną odpowiedź, że pewnie samo się usunęło. No tak, ma przed sobą idiotkę, która nie wie jak funkcjonuje Teams i kanały. Madziałek był zaskoczony, że mnie też usunęła. Bo ani ja, ani ona nie wierzymy, że to jest przypadek, że akurat dzień po odmowie (a może jeszcze w tym samym dniu) obydwie zostałyśmy usunięte z zespołu. Tym bardziej, że jest to raczej skomplikowany proces, którego nie da się zrobić jednym kliknięciem myszy.
Ech, zawsze myślałam, że tego typu sprawy rozwiązuje się za pomocą rozmowy. Jak widać, są inne sposoby. Czy tylko ja i Madziałek mamy wrażenie, że jest to jakaś zemsta za naszą rezygnację z jasełek?
* Ja tego tak nie widzę, w ostatniej chwili to by było, gdybyśmy zrezygnowały kilka dni przed. Na tamtą chwilę nie znałyśmy nawet scenariusza, więc nie wiem, o co całe halo
** tylko, że kilka godzin przed zaliczeniem. Ja dziękuję za taką pomoc
Karolinko!
OdpowiedzUsuńRób swoje i nie przejmuj się taką osobą.
Pozdrawiam:)
A czy starościny nie można zmienić?
OdpowiedzUsuńjotka