Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 9 lutego 2025

2124. Plany były ambitne, rzeczywistość - brutalna

Plan był prosty, przewidywalny i w zasadzie wykonalny - najpierw pomoc w biurze zawodów "Biegu walentynkowego", potem sam udział w biegu, a na koniec, w miarę możliwości, uczestnictwo w diecezjalnych obchodach Światowego Dnia Chorego w ramach trwającego aktualnie Roku Jubileuszowego. No, ale ja mogę sobie planować coś, a życie i tak napisało swój całkiem inny scenariusz. 
Na bieg pojechałam dosyć wcześnie, bo przed godziną 6 rano. I wtedy czułam się bardzo dobrze. Po drodze kanarzy spisali jakiegoś obcokrajowca, który, jak się okazało, jest w Polsce nielegalnie (ups). Tak więc na przystanku mieli poczekać na przyjazd straży granicznej, która miała zająć się delikwentem. Nie byłam świadkiem całego przedstawienia, które, sądząc po zachowaniu zatrzymanego w autobusie, mogło być ciekawe, musiałam bowiem biec na kolejny autobus, który miał mnie dowieść na Dolinę Trzech Stawów, gdzie od lat odbywają się "Parkowe Hercklekoty", o których zresztą pisałam Wam tu nie raz. Co roku jest w zasadzie ta sama trasa, zmienia się tylko logo przewodnie biegu (na którym najczęściej wzorowane są medale). W tym roku wyglądało ono tak:
Ładne, prawda?
Ku mojemu zaskoczeniu udało mi się dotrzeć na miejsce przed godziną zbiórki. Akurat trafiłam w dziurę czasową, kiedy nic mi nie jechało bezpośrednio do parku na Muchowcu (zwanego wspomnianą Doliną Trzech Stawów). Musiałam więc dojść ok. 1,5 - 2 km. No, właściwie tyle co nic. Ale i tak bałam się, że się spóźnię. Na szczęście nie miałam racji.
Na miejscu przywitałam się ze wszystkimi (w większości znamy się z poprzednich edycji biegów) i zabrałam do pracy, czyli wydawania pakietów startowych. Chociaż nie, wcześniej sama odebrałam swój pakiet, na który składał się numerek startowy, chip, masa ulotek, rogalik oraz paczka makaronu. No i jeszcze wspomniany medal na mecie. Dodatkowo dostałam też pakiet wolontariusza, w którym zamiast ulotek był bidon termiczny i identyfikator. 
Przez pierwsze 1,5 godziny było wszystko dobrze, ale potem tak mnie rozbolał brzuch, że z ledwością funkcjonowałam. Wiem, że złożyły się na to różne czynniki z ostatnich dni - chociaż głównego winowajcy poszukiwała bym w okresie. Chociaż to dziwne, bo zazwyczaj umieram z jego powodu pierwszego dnia. No, ale sesja mogła zmienić ten stan rzeczy. Ewentualnie mogłyby to być objawy zbliżającego się rzutu L-C, ale to też niezbyt mi się zgadzały objawy. Chociaż, kto to wie. A że inni niemal od razu spostrzegli, że coś jest ze mną nie tak, i nie zgadzało to im się z ogólnym obrazem mojej osoby, to zaczęli się zastanawiać, czy nie lepiej by było, gdybym wróciła do domu. Nawet znalazł się chętny, aby mnie odwieźć do domu.
- Nic się nie martw Lolku, pobiegniesz w Biegu Hazoka - pocieszała mnie Ewcia. No tak, ale to dopiero za dwa miesiące. No nic, trzeba było przyjąć to co jest i zgodzić się na powrót do domu. I cieszyć, że miało się transport, bo miejsce biegu jest na zupełnym odludziu, gdzie autobusy jeżdżą raz na godzinę, albo i rzadziej. Normalnie można iść te dwa - trzy kilometry do skrzyżowania, które jest bardziej skomunikowane z resztą miasta. Jednak w moim stanie to mogłabym nie dojść. Na pocieszenie dostałam medal, chociaż nie do końca mi się należał. Ale dostałabym go i tak, gdybym pobiegła bez względu na miejsce.
Tym sposobem, zamiast być w domu bardzo późno, byłam już po 10:00. A że do końca dnia czułam się już nietęgo (mimo że największy ból już mi minął), to zrezygnowałam z udziału w diecezjalnych obchodach Światowego Dnia Chorego. Trochę żałowałam, że nie wysłucham konferencji prelegenta, który okazał się bratem jednego z moich aktualnych wykładowców, jednak w życiu trzeba iść na pewne ustępstwa, choćby rezygnacją z naszych planów i pragnień. 
Tylko proszę, nie piszcie mi, że od razu trzeba było zostać w domu. Ja rano naprawdę dobrze się czułam i nic nie wskazywało na to, że tak zakończy się ten dzień.

9 komentarzy:

  1. Czasami organizm potrafi niemiło zaskoczyć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykre, że spełniło się porzekadło "człowiek planuje, a Pan Bóg kreśli", ale najważniejsze, że bezpiecznie dotarłaś do domu, więc dużo zdrowia życzę i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Medal bardzo udany, bo i Walentynki, i bieganie!
    Może funkcjonujesz szybciej, niż twoje ciało nadąża...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuje za odwiedziny i za komentarz, to ja sama wyprowadzam Groszka ,jak choruje, troche krocej chodzimy na spacerki,Groszek jest nieprzewidywalnym pieskiem i dlatego tylko ja moge go prowadzac, tak jest lepiej dla wszystkich.Pozdrawiam i dziekuje za troske o niego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny medal. Dużo zdrowia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło, a pobiegniesz następnym razem. Może w jakimś innym biegu.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam to i rozumiem. Dlatego już nie planuję tylko chcę. Ja swoje, a życie swoje. Dobrze, że jednak brałaś udział. Pozdrawiam serdecznie 💕

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję ze skończyło się dobrze.
    Zaintrygował mnie ten makaron w prezencie na starcie. Oczyma duszy widzę paczkę nitek, ale proszę, napisz, że to taki do zalania wrzątkiem i zjedzenia. Bo inaczej to byłoby chyba absurdalne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie nitki - dla biegaczy były to 250 g paczki muszelek, dla wolo - łazanki. W zasadzie, jakby tak się uprzeć, to pewnie dałoby się je jakoś zalać wrzątkiem i zjeść...

      Usuń