Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 13 kwietnia 2025

2170. Czwarta edycja Biegu Hazoka

Nie, spokojnie, tym razem nie biegłam, chociaż pierwotnie miałam taki zamiar. Właściwie to wtedy, gdy jeszcze udział w EDK był poza zasięgiem mojej wyobraźni. Jednak jakoś tak nie miałam kiedy się zapisać. Aż w końcu uznałam, że aż takim szaleńcem nie jestem i bieg, nawet na tych 5 kilometrów, byłby małym kamikadze. Jeszcze będzie nie jedna okazja. A tymczasem pozostałam na zapisie na wolontariat podczas czwartej edycji Biegu Hazoka. Na wolontariacie nie trzeba dużo biegać (przynajmniej w teorii), a można w jakimś stopniu się wykazać.
Kiedy była 3 edycja tego wieku, to ja akurat miałam spotkanie wielkanocne w Duszpasterstwie. Tym bardziej zależało mi na tym, aby w tym roku w miarę możliwości być. Na szczęście to nie jest moja pierwsza współpraca z zespołem MK Team, a co za tym idzie - dostanie się na wolontariat było w miarę proste. I nawet przydzielono mnie do Biura Zawodów, co bardzo mi odpowiadało.. Tylko ta pora - aby dotrzeć na czas musiałam wsiąść do autobusu o 6:44. Zważając na to, że obudziłam się o 6:25, miałam mały wyścig z czasem. Na szczęście zdążyłam, choć nie pamiętam kiedy ostatni raz wykonywałam wszystko w tak ekspresowym tempie.
Pierwszy bieg, na 10 km, był o 10:00, ten na 5 km - o 12:00, marsz NW - pięć minut później. Biegi dla dzieci były od 14:00, jednak na nich już nie zostałam. Kiedyś trzeba odpocząć. Nawet w moim przypadku.
Z doświadczenia wiem, że największy młyn jest jakieś 30 minut przed danym biegiem. Wszyscy nagle i w jak najszybszym czasie chcą odebrać swój pakiet startowy. Ale tak się nie da i nikt nic na to nie poradzi. Jesteśmy tylko ludźmi, a nie automatami pracującymi przy taśmie produkcyjnej. Na szczęście to jedyny minus tego wszystkiego, bo sama atmosfera jest bardzo ciepła, a i sama Rzęsa, zbiornik wodny w Siemianowicach Śląskich, gdzie odbywa się bieg, zachęca do tego typu aktywności. Pogoda też dopisała - było ciepło, ale nie gorąco, wiał lekki, przyjemny wietrzyk.
Taki bieg to też dla mnie okazja do pobycia w gronie znajomych osób. A także zawarcia nowych znajomości. Ogólnie zespół tworzą bardzo sympatyczni ludzie, tacy do tańca i do różańca. Dobrze mi się przebywa w ich towarzystwie. Tak po prostu.
Kolejny bieg przez nich organizowany odbędzie się dopiero w październiku. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się w nim wystartować. Oczywiście w biegu na 5 km, bo na 10 nie dam radę pobiec i jestem tego niesamowicie pewna. Chcę też wreszcie przekonać się, czy ta cała Rzęsa naprawdę jest taka klimatyczna, jak mówią.

1 komentarz: