Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

czwartek, 2 października 2025

2264. Prawie jak członek komitetu organizacyjnego peregrynacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej

Lubię przeglądać kroniki. Można się z nich wiele dowiedzieć na temat minionych wydarzeń, ważnych dla danej jednostki. Sama przez wiele długich lat prowadziłam różne kroniki. Pamiętam jak już w czwartej klasie włączyłam się w prowadzenie kroniki kolonijnej (właściwie to obozu sportowego) wraz z dziewczynami z gimnazjum. Dzieliło nas kilka lat różnicy, nie przeszkadzało nam to jednak w prowadzeniu zapisków z naszej obozowej codzienności. Potem, gdzieś od szóstej klasy podstawówki do końca gimnazjum prowadziłam z koleżanką z klasy kronikę szkolną. Ja układałam zdania, a ona je zapisywała. Najczęściej w przerwie pomiędzy lekcjami, a treningami. Było z tym nieco pracy, ale mnie się podobało. Potem moja oficjalna działalność kronikarska zamarła, ale i tak pisałam dla siebie notatki z różnych wydarzeń, czy to w mieście, czy to sportowych, uczelnianych, czy też parafialnych, w których brałam udział. Myślę, że też blog jest taką ciekawą formą kronikarską, do której może właściwie w dowolnej chwili powrócić i autor, i jego czytelnik. O ile oczywiście będzie otwarty i nie zostanie usunięty. Wreszcie przez lata prowadziłam parafialną kronikę, co dawało mi wiele radości i satysfakcji. I poczucia bycia nie "przez przypadek", ale "po coś". Dlaczego teraz jej nie prowadzę (ani nikt inny - wiem z wiarygodnego źródła)? To pytanie nie do mnie, lecz do aktualnego proboszcza mojej parafii.
Dlatego aż mi się oczy zaświeciły, kiedy na stole w jadalni jednej z parafii mojej diecezji zobaczyłam leżącą kronikę. Jej aktualny administrator (to taki jakby okres próbny przed przyjęciem funkcji probostwa) Ksiądz z Gitarą znalazł ją przy okazji szukania czegoś tam i przyniósł w bardziej widoczne miejsce. Nawet powiedział, że mogę sobie ją obejrzeć, jak chcę. Chciałam, ale bałam się, że jeden niezamierzony ruch, wywołany atetozą, i piękne kartki z zapiskami z przeszłości mogłyby zostać bezpowrotnie zniszczone. Właśnie tego najbardziej nie lubię w moim schorzeniu - tych mimowolnych odruchów, nad którymi nie sposób zapanować. Ale przecież zawsze mogło być gorzej, więc nie mam prawa narzekać. Ksiądz kręcił się po kuchni, robiąc dwie herbaty*, bo jednak było zimno, a ja stałam bezradnie nad stołem ze wzruszeniem wpatrując się w piękną, złotą oprawę. Z tego, co powiedział mi kapłan, to została ona wykonana specjalnie na peregrynację obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, która miała miejsce w 1980 roku, jeszcze w momencie, kiedy większość parafii należała do archidiecezji częstochowskiej. 
W pewnym momencie do jadalni wszedł poprzedni proboszcz, który jest już na emeryturze, i zobaczył, że stoję nad bezcennym skarbem. Ucieszyłam się z jego przyjścia, bo właśnie przywiozłam mu obiecane znaczki ze świętymi Carlem Acutisem i Pier Giorgiem Frassati, prosto z Watykanu. Też zachęcał mnie do obejrzenia kroniki, ale ja dalej miałam obawy. W końcu ksiądz przyniósł herbatę (zapamiętał, żeby nie lać mi wody do pełna bo wyleję), a widząc moje wahanie co do kroniki, po prostu usiadł po jednej stronie, po drugiej siadł proboszcz-senior, i Ksiądz z Gitarą zaczął sam z siebie przerzucać kolejne strony, które przyciągały mnie niczym magnez. W mojej głowie pojawiało się tysiące pytań, odpowiedzi na większość z nich potrafił udzielić mi proboszcz-senior. A reszty się dowiem prawdopodobnie po śmierci. W kronice jest jednak bardzo dużo pustych stron, więc...
Jak wiecie z poprzednich wpisów, w sierpniu w naszej diecezji (tym razem sosnowieckiej) rozpoczęła się ponowna peregrynacja obrazu. Ma on zawitać do wszystkich kościołów i ważniejszych ośrodków religijnych na jej terenie. Szczególnie uroczyście ma się to odbywać w kościołach dekanalnych, w których biskup ma przewodniczyć specjalnym nabożeństwom. A parafia Księdza z Gitarą jest siedzibą dekanatu, w dodatku to kościół jubileuszowy, więc i tam wydarzenie będzie miało szczególny, trzydniowy charakter. I proboszcz-senior (który zna mnie zaledwie od kilkunastu dni), ni z gruszki, ni z pietruszki, wyskoczył z propozycją, że w sumie to mogłabym się włączyć w przygotowania i oprawę tego wszystkiego. Ksiądz z Gitarą nie protestował, tylko z rozbawieniem przyznał, że wcale go nie zdziwi to, jak przez te trzy dni będę się przez godzinę tłuc autobusem "po całym bożym świecie" w pogodę i niepogodę, aby tylko być. Tym bardziej, że kiedy obraz był w moim dekanacie, to ja akurat byłam na kanonizacji w Watykanie, więc nie za bardzo miałam jak w nim uczestniczyć. I tak mimochodem dodał, że w zasadzie to przydałoby się, aby ktoś zrobił jakąś sensowną notatkę z tego wydarzenia. 
Trochę niepewnie na nich popatrzyłam, bo przecież kim ja dla nich jestem? Co najwyżej przybłędą z oddalonego o godzinę drogi autobusem. Proboszcz-senior dopiero co mnie poznał, a już obdarzył mnie niewyobrażalną sympatią i zaufaniem. O Księdzu z Gitarą nie wspominając. Co prawda był moim katechetą, ale kiedy to było. Obiecał znaleźć sekretarza, który będzie notował moje pomysły. Przez przypadek wracam do jednej z tych czynności, które naprawdę lubiłam. Ostatnio pisałam, że Bóg zawsze daje nam piękne prezenty. Nawet jeżeli wcześniej coś zabiera. Czyżby to był kolejny "Boży" piękny prezent urodzinowy? I tak sobie myślę, że nawet kiedy wszyscy o nas zapomną, nie znajdą dla nas czasu, zwykłych pięciu minut, to On jeden zawsze będzie o nas pamiętać, o tym, że pojawiliśmy się na tym świecie i obdarzy nas w niezwykły sposób. Tak, że my sami nawet nie będziemy się tego spodziewać. Musimy tylko chcieć dostrzec te Jego niezwykłe dary dawane nam za pośrednictwem innych ludzi i znaków na niebie i ziemi.
Wiecie co, coraz częściej chce mi się płakać. Bo jak to jest, że jedni zabierają to, w czym jesteś dobry, czym zajmowałeś się przez lata. Teraz w mojej parafii kronika kurzy się gdzieś w Oratorium. Chyba, że proboszcz sam ją prowadzi. Ale zawsze mi się wydawało, że do pisania sprawozdań z wydarzeń potrzebny jest nie tyle talent, ile zaangażowanie, pomysł i pasja, a nie święcenia kapłańskie. Zabrał mi kronikę, odebrał możliwość udzielania się w scholi na tym poziomie co dotychczas, zamknął Oratorium. I cynicznie mówi, że "nie udzielam się wystarczająco udzielam"... Błędne koło... Ale jak to raz powiedział mi Ksiądz Niosący Światło: "Wiesz Lolku, Jezus też przyszedł do swoich, a swoi go nie przyjęli" - ot, takie pocieszenie. A drudzy, nawet jeżeli do końca nie wierzą w drzemiący we mnie potencjał, w to, że jestem w stanie coś zdziałać, to przynajmniej dają szansę na wykazanie się. Nie widzą 100% problemu, ale kogoś, kto chce coś robić, mimo wszystko. I tacy ludzie będą błogosławieni, bo nie widzieli, a uwierzyli. A ja mam poczucie, że jednak jestem po coś potrzebna. Postaram się wywiązać z powierzonego mi zadania najlepiej, jak tylko będę mogła. Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodę...
Wiem, że w mojej parafii też będzie ten obraz. I że nawet gdybym zaoferowała pomoc, to przeszłoby to bez echa. Dlatego jakoś tak wyjątkowo cieszę się na to, co już niebawem będzie się działo w parafii Księdza z Gitarą.
Ej, a tak w ogóle to myślicie, że jako kronikarz chociaż przez chwilę mogę poczuć się jako członek komitetu organizacyjnego?

*  proboszcz najzwyczajniej w świecie obsługujący kogoś... Myślę, że mój nie zdobyłby się na taki gest, przecież on nawet zamknął Oratorium na cztery spusty, coś co według reguły zgromadzenia ma służyć młodzieży... Brak słów

14 komentarzy:

  1. Kronikarz to nie lada funkcja, jasne że możesz :) czyli przed tobą kolejne wyzwania i uroczystości :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję, poznali się na Tobie że masz to coś, masz dar pisania, pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo Karolinko, nasz Kronikarzu!
    https://okularnicawkapciach.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kroniki... Też lubię je przeglądać. Szkoda, że teraz mało kto je prowadzi.
    Wierzę, że w ten czas Aniołów Stróżów i nie tylko wtedy, Twój Opiekun będzie Ci towarzyszył na ścieżkach codzienności

    OdpowiedzUsuń
  5. Kroniki—nie tylko w kościele—z czasem stają się bardzo cenne, szczególnie dla przyszłych pokoleń i dlatego warto je prowadzić. Muszę przyznać, że też niekiedy lubię wertować różne stare zapiski, bo można z nich się dowiedzieć dużo ciekawych rzeczy, o których nikt już nie pamięta.

    Sądzę, że Ty w ogóle posiadasz ogromne zacięcie pisarskie i z pewnością mogłabyś pisać artykuły do magazynów czy gazet—chociaż przypuszczam, że w obecnych czasach AI i ChatGPT nie są to popłatne przedsięwzięcia. Swego czasu też moje artykuły i blogi były zamieszczane w gazetach i do tej pory pamiętam, że otrzymałem raz tylko zapłatę $20 (chociaż muszę dodać, że nigdy się nie spodziewałem żadnych korzyści finansowych i robiłem to głównie dla przyjemności).

    Jednakże czasami zdarza się połączenie „przyjemnego z pożytecznym”: ok. 20 lat temu jedna z członkiń klubu fotograficznego (do którego wówczas należałem) wybrała się na wycieczkę-rejs statkiem po lodowcowych wodach Arktyki—i oczywiście zrobiła bardzo dużo przepięknych zdjęć, które następnie obrobiła i wydrukowała w formie albumów. Organizatorom rejsu zdjęcia tak się podobały, że zaoferowali jej układ—bezpłatne rejsy (a były one b. drogie) za jej usługi fotograficzne. Toteż czasem talenty są doceniane!

    A co do Twojej parafii i proboszcza… Może warto ją zmienić i przenieść się do innej? Z pewnością w okolicy są inne świątynie. Ja przestałbym chodzić do takiego kościoła, gdyby mi nie odpowiadał ksiądz—zresztą w Kanadzie z pewnych powodów kilkakrotnie starannie omijałem msze, odprawiane przez pewnych duchownych.

    Mieszkając w Warszawie, moim kościołem parafialnym był Kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, tzw. „przesuwany” (w 1962 roku przesunięto go w nocy o 21 metrów, aby poszerzyć b. ulicę Leszno). Niemniej jednak od początku chodziłem do innego kościoła (obecnie Parafia Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny), który znajdował się bliżej, jak też księża byli o wiele przyjemniejsi (włącznie ze wspomnianym przeze mnie w innym wpisie znanym księdzem Januszem Tarnowskim)—miałem w nim Pierwszą Komunię Świętą, byłem ministrantem, jak też uczęszczałem tamże przez wiele lat na lekcje religii.

    A na koniec... też spotkałem w czasie rekolekcji b. fajnego „Księdza z Gitarą”, zresztą sam tak siebie nazywał!

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoja pasja kronikarska wciąż w Tobie żyje i wraca w tak wyjątkowym momencie. Czasem ktoś odbiera nam możliwość działania tam, gdzie byliśmy najbardziej u siebie, ale wtedy Bóg otwiera inne drzwi i stawia ludzi, którzy potrafią dostrzec w nas światło.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. witam Karolinko💚
    napisałaś, że od od wielu lat prowadziłaś różne kroniki, masz zamiłowanie do kronik i doświadczenie 😊
    Pisanie to Twoja niezwykła pasja (dar do pisania towarzyszy Ci od wielu wielu lat), więc dobrze, że dostałaś tą funkcję..
    - pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i ciepło, życzę dobrych dni i pięknych chwil🌞🍀🥰

    OdpowiedzUsuń
  8. Kronikarze przez lata dawali świadectwo o wydarzeniach w których uczestniczyli i to dzięki nim pamięć o nich przetrwała, mam ciekawą pasję, życzę Ci powodzenia w jej realizowaniu, pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie sobie pomyślałam ostatnio, że to, co tworzymy z takim zaangażowaniem to nasza spuścizna. Wspomnienie dla potomnych. Na pewno warto to robić. A trudnościami się nie przejmuj, rób to, co kochasz. "Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno" (Ks. Twardowski)

    OdpowiedzUsuń
  10. Karolinko, piszesz bardzo piękną polszczyzną. Masz niesamowity dar swobodnego wyrażania myśli. Myślę, że jesteś idealną osobą do prowadzenia kroniki.
    I uważam, że ta umiejętność to nie zasługa Boga, ale Twoich własnych ambicji, pracowitości, starań. Bóg chyba by nie był taki małostkowy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie pamiętam, żebyśmy w szkole mieli kronikę jako taką, byłem natomiast członkiem redakcji gazetki szkolnej :) Cieszę się, że tak zostałaś zauważona Karolinko :) Biorąc pod uwagę co i jak piszesz tutaj, Ksiądz Proboszcz i Ksiądz z Gitarą (mój katecheta z podstawówki wprawdzie bez gitary, ale kontakt mamy do dzisiaj) nie mogli dokonać lepszego wyboru :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przez jakiś czas prowadziłam kronikę szkoły, ale od kiedy wszystko zaczęło funkcjonować w Internecie, kronika odeszła do lamusa...

    OdpowiedzUsuń
  13. Myślę, że kronikarz to jedna z ważniejszych osób w składzie komitetu organizacyjnego i tak powinnaś się czuć! Powodzenia w przygotowaniach:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś częściej się prowadziło takie kroniki. Ja brałam udział w pisaniu kroniki szkolnej w naszym technikum. Cieszyłam się że polonistka mnie doceniła. Najserdeczniej Cię pozdrawiam Karolinko.

    OdpowiedzUsuń