Jakiś czas temu na youtubie zaczęto zamieszcza archiwalne odcinki "Świata według Kiepskich" oraz "Rodziny zastępczej". Obydwa seriale komediowe zaczęły być emitowane około 1999 roku, ja jednak dobrze pamiętam, jak oglądałam ich powtórki w wakacyjjne poranki 2000 roku. Ech, jeszcze mam przed oczami, jak razem z kuzynkami siedzimy na wersalce u babci w saloniku i oglądamy odcinek z radiowęzłem, czy też z Klątwą Tutenchama, złotym jajkiem lub rewią mody. A potem odtwarzaliśmy je w naszych dziecięcych zabawach.
Ale wcześniej, na początku wakacji, musiały iść powtórki "Rodziny zastępczej". Skąd takie przypuszczenie? Tak mi się podobała jedna scena, że próbowałam ją odtworzyć za pomocą lalek, które potem wzięłam na wieś i zostały tam już na wieki wieków. Co ciekawe, nie siedziałam całymi dniami przed telewizorem, a tylko rano i wieczorem oglądałam to, co mnie interesowało. To były czasy...
Teraz w wolnych chwilach, najczęściej przypadających na deszczowe dni, podczas których trudno jest się gdzieś ruszyć, włączam sobie jakiś stary odcinek któregoś ze wspomnianych seriali. Łatwiej jest w przypadku "Rodziny zastępczej", bo tam odcinki wrzucane są po kolei. "Świat według Kiepskich" wrzucany jest losowo, chociaż udało mi się już znaleźć kilka takich, które zostały wyemitowane w latach 1999 - 2001. Mówcie sobie co chcecie, ale w mojej opinii, tamte były najlepsze. Chociaż kilka późniejszych też było dobrych. Oglądam, ale z perspektywy lat trochę inaczej je odbieram. Patrzę na nie z innej, dojrzalszej perspektywy. To, co kiedyś cieszyło, teraz zastanawia i wzbudza zastanowienie. Są jednak i takie sceny, które chyba już zawsze będą wywoływać uśmiech na moich ustach. Ponadczasowe skecze i gagi sytuacyjne. Wtedy, te 26 lat temu prawdopodobnie ich nie rozumiałam. Teraz znam podtekst, wiem o co w nich chodzi i co wyśmiewają.
A może tylko mi się wydaje, że wiem? Może tylko odbieram świat w swoim krzywym zwierciadle i tak też rozumiem to, co widzę na ekranie monitora. Może to co widzę jest czymś w rodzaju matrixa, świata widzianego tylko przeze mnie samą. Mimo wszystko, miło jest czasami się odmóżdżyć i obejrzeć coś na pozór bez sensu, a jednak mającego swój podtekst...
Chyba lubimy co jakiś czas wracać do tego, co poznawaliśmy, oglądaliśmy w latach dzieciństwa i wczesnej młodości. Wówczas było to okno na świat, które nas kształtowało. Jakiś czas temu przypomniałam sobie filmy z porucznikiem Columbo. Czasem wspominam (choć nie oglądam ponownie) filmy przyrodnicze Jaquesa Cousteau i pierwszy polski program popularnonaukowy "Sonda".
OdpowiedzUsuńNie znam tych seriali. Natomiast swego czasu uwielbiałem oglądać serial amerykański „Three’s Company”. Później w Polsce zrobiono na jego podstawie „Lokatorzy”, będący prawie-że lustrzanym odbiciem. Z niego uczyłem się angielskiego i świetnie odpoczywałem po pracy—było to coś, czego potrzebowałem: lekkiego, relaksującego, nie intelektualnego i pełnego prostego, sytuacyjnego humoru! Do tej pory od czasu do czasu lubię obejrzeć stare odcinki i się nie tylko pośmiać, ale też pomyśleć o tamtych fajnych czasach, gdy po raz pierwszy je zobaczyłem.
OdpowiedzUsuń