W
moim kościele parafialnym nad ołtarzem góruje wizerunek jego patrona -
św. Paweł Apostoł a dookoła widnieją zwoje z wypisanymi fragmentami z
jego Listów Apostolskich. Zawsze kiedy znajduję się w świątyni mój wzrok
mimowolnie podąża ku górze. Konkretniej to parafia nosi wezwanie
Nawrócenia św. Pawła Apostoła, którego wspominamy dzisiaj w liturgii
Kościoła Katolickiego. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy odpusty przypadały
dokładnie w dniu patrona parafii. Od kilku jednak lat uroczysta suma
została przeniesiona na najbliższą niedzielę poprzedzającą ten dzień,
bądź następującą po nim(w tym roku wypada w przyszłą niedzielę, już
dzwonili, czy dam radę zostać na 12:30 - Mszę wcześniej jest oficjalne
zakończenie zimowiska dla dzieci i też wypada być).
Moje motto
„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"
Jaki był ten dzień
"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"
środa, 25 stycznia 2017
464. Wierzę w świętych obcowanie
wtorek, 24 stycznia 2017
463. Ciężkie jest życie amerykańskiego prezydenta - cz. 2(od Zacharego Taylora do Stephena Clevelanda)
Dzisiaj postanowiłam kontynuować treść posta napisanego w dniu 21 stycznia 2017 roku, a który dotyczył najważniejszych dokonań pierwszych 11 prezydentów Stanów Zjednoczonych. A ponieważ sprawowanie tego urzędu nie skończyło się na Jamesie Polku, to przed nami sylwetki kolejnych 11 amerykańskich mocarzy(a wśród nich mój ulubiony Abraham Lincoln):
![]() |
| Zachary Taylor |
Dwunastym prezydentem Ameryki był kandydat ugrupowania wigów - Zachary Taylor. Z powodu niedzieli został zaprzysiężony na ten urząd w dniu 5 marca 1849 roku(zawsze odbywało się to 4 marca, dlatego przez jeden dzień p.o. prezydenta był przewodniczący Senatu - David Rice Atchison). Musiał się zmierzyć z wieloma problemami, m.in. niewolnictwem. Na północy nasiliły się ruchy abolicjonistyczne, zaś na południu istniało niebezpieczeństwo buntu niewolnictwa. Taylor uregulował więc status Nowego Meksyku i Kalifornii, które zostały przyłączone do Stanów w 1850 roku. Obawiając się opowiedzenia się nowych stanów przeciw niewolnictwu, a tym samym zakłócenia dotychczasowej równowagi, prezydent ogłosił "Kompromis 1850 roku", który zastępował Kompromis Missouri(nowo przyjęte stany miały same decydować o
wprowadzeniu lub zakazaniu niewolnictwa, jednak stany południowe miały
mieć zagwarantowane utrzymanie statusu quo). Ponadto polityka prowadzona przez Taylora dążyła do zapewnienia Staną Zjednoczonym możliwości korzystania z trasy wodnej w Ameryce Środkowej, m.in. dzięki zawarciu traktatów handlowych z Nikaraguą, Gwatemalą i Hondurasem.
![]() |
| Millard Fillmore |
Po szesnastu miesiącach urzędowania Taylora władzę w państwie objął inny przedstawiciel wigów - Millard Fillmore. Zaraz po objęciu urzędu zaaprobował „Kompromis 1850 roku”. Ponadto nowy prezydent zadbał o rozbudowę infrastruktury na Zachodzie, która zgrała się w czasie z szalejącą w Kalifornii gorączką złota. Wspierał też ustawy pocztowe obniżające opłaty, co wpłynęło pozytywnie na rozwój handlu. W drugiej połowie XIX wieku w Stanach Zjednoczonych wzrosło zainteresowanie Japonią(amerykańskie statki parowe wymagały uzupełnień węgla,
kutry rybackie były znoszone przez prąd do Azji wschodniej, a także
dlatego że szukano nowych rynków w tamtych rejonach). Fillmore był jak najbardziej za wysłaniem oficjalnej misji handlowej. Już w styczniu 1851 roku zgodził się na wysłanie floty do Japonii, po to, aby zawrzeć korzystny układ handlowy, uzyskać dostęp do minimum jednego portu dla statków handlowych
oraz otrzymać zgodę na udzielanie pomocy rozbitkom amerykańskim i
zaopatrywanie statków. Okręty dotarły na miejsce dwa lata później 8 lipca, zaś ekspedycja pod groźbą wojny wymusiła akceptację dla nieporównywalnych propozycji amerykańskich. Prezydent zawarł też traktaty handlowe z Kostaryką, Brazylią i Peru, poprawił stosunki z Meksykiem, kontynuował rozmowy z Nikaraguą w sprawie budowy kanału. Był przeciwny prowadzonym na Kubie ekspedycjom(m.in. w kwietniu 1852 roku odmówił podpisania trójstronnego porozumienia zainicjowanego przez Hiszpanię pomiędzy USA, Francją, a Anglią, które dotyczyło właśnie Kuby).
![]() |
| Franklin Piece |
Na czternastego prezydenta wybrano wywodzącego się ze zgrupowania demokratów Franklina Pierce. Niemal od razu po objęcia prezydentury zajął się za rozwój infrastruktury(planował m.in. budowę transkontynentalnej trasy kolejowej mającej przebiegać na południu lub na północy kraju), postanowił też założyć kolejne dwa stany: Nebraskę i Kansas, co doprowadziło do licznych antagonizmów. W zakresie polityki zagranicznej Pierce musiał sobie poradzić z konfliktem z Wielką Brytanią dotyczące połowu ryb wokół Kanady. Negocjacje zakończyły się podpisaniem traktatu, który umożliwiał wolny połów ryb zarówno statków amerykańskich, jak i kanadyjskich, a dodatkowo umożliwiono wzajemną żeglugę na Rzece Świętego Wawrzyńca i jeziorze Michigan oraz obniżono cła protekcyjne. Pierce był zainteresowany też kupnem Kuby oraz Hawajów, do czego niestety nie doszło. Za czasu jego prezydentury wszedł również w życie Traktat z Kanagawy, który dotyczył stosunków handlowych i morskich z Japonią.
![]() |
| James Buchanan |
Po czteroletniej kadencji Franklina Pierce, na piętnastego prezydenta wybrano Jamesa Buchanana - również demokratę. Największym wyzwaniem przed którym przyszło mu stanąć był problem niewolnictwa, który coraz bardziej dzielił stany północne od południowych. Ponieważ sympatyzował z ruchami proniewolniczymi wolał nie podejmować żadnych działał w tych kwestiach, zostawiając decyzję Sądowi Najwyższemu. Innym ważnym krokiem podczas piastowania przez niego urzędu była kwestia starającego się o przyjęcie do Unii terytorium stanu Utah. W 1857 roku zamieszkujący je mormoni, złożyli wizytę Buchananowi i zaprezentowali mu liczne skargi. W odpowiedzi prezydent mianował nowego gubernatora - Alfreda Cumminga, który zastąpił mormońskiego lidera Brighama Younga. Poskutkowało to walkami między zwolennikami jednego, a zwolennikami drugiego. Prezydent wysłał do Utah negocjatora, któremu udało się zażegnać konflikt. W zakresie polityki zagranicznej zainicjował rokowania w sprawie renegocjacji układu Claytona-Bulwera, pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a
Wielką Brytanią, które zakończyły się połowicznym sukcesem(Senat amerykański nie zgodził się na przekazanie Islas de la Bahia Hondurasowi, przez co rozmowy zostały zerwane). Podobnie jak jego poprzednicy, Buchanan zainteresowany był kupnem Kuby, jednak Kongres nie podzielał tego zainteresowania. Za jego prezydentury ratyfikowano układy handlowe z Japonią.
| Abraham Lincoln |
![]() |
| Andrew Johnson |
![]() |
| Ulysses Grant |
![]() |
| Rutherford Hayes |
Dziewiętnasty prezydent Ameryki, republikanin Rutherford Hayes, dowiedział się dzień przed terminem objęcia urzędu, czyli 3 marca 1877 roku. Jeszcze tego samego dnia wieczorem w Białym Domu złożył swoją przysięgę. Chcąc ograniczyć system łupów politycznych, 22 czerwca wydał zakaz
by pracownicy administracji państwowej angażowali się w kampanie
wyborcze czy uczestniczyli w zjazdach partii politycznych. Zaraz po objęciu prezydentury, Hayes wycofał wojska z Południa(doprowadziło do objęcia tam władzy przez demokratów i dyskryminacji rasowej czarnoskórych mieszkańców przez Ku Klux Klan, dodatkowo demokraci blokowali w Kongresie ustawy, zakazujące dyskryminacji rasowej na Południu). W połowie 1877 roku prezydent stanął przed problemem masowych strajków pracowników kolei. Wobec próśb gubernatorów stanów wysłał do nich wojsko, żeby opanować protestujące tłumy. Zaostrzyło to tylko demonstracje, ponieważ opinia publiczna stała po stronie kolejarzy. Wydarzenie to zapoczątkowało powstanie organizacji związkowych w Stanach Zjednoczonych(np. Międzynarodowego Związku Robotniczego). W sferze polityki zagranicznej Hayes zabiegał, aby mający powstać kanał międzyoceaniczny w Panamie, był pod wyłączną kontrolą Stanów Zjednoczonych. Jego budowę rozpoczął Francuz nazwiskiem Lesseps, który zwrócił się do rządu amerykańskiego o pomoc finansową. Hayes zaprotestował by kanał miał być kontrolowany przez jakiekolwiek państwo europejskie. Za kadencji dziewiętnastego amerykańskiego prezydenta do kraju przybyło wielu Chińczyków. Przyczyniło się to do licznych protestów i antyimigracyjnych nastrojów, zwłaszcza w zachodniej części kraju. Na prezydenta wywierano presję, aby podjął politykę zmierzającą do zmniejszenia napływu Chińczyków. Kongres powołał specjalną komisję, która opracowała raport. Na jego podstawie przyjęto antychińską ustawę „Fifteen Passenger Bill”(mówiącą, że statki amerykańskie mogą zabrać na swój pokład najwyżej 15 obywateli chińskich). Hayes zawetował ją i wysłał do Chin specjalną delegację. Celem misji było opracowanie nowej polityki imigracyjnej obu państw. Wynegocjowane porozumienie zezwalało na ograniczanie
migracji chińskiej siły roboczej do USA, jednocześnie zakazując
obywatelom Stanów Zjednoczonych eksportować do Chin opium.
![]() |
| James Garfield |
![]() |
| Chester Arthur |
| Stephen Grover Cleveland |
poniedziałek, 23 stycznia 2017
462. Coś o odpowiedzialności za innych
Tydzień temu Polaków wstrząsnęła wiadomość o utonięciu 12-letniego Rafała na basenie, zaś jego rówieśnik, Dominik, w wyniku podtopienia, a przez to niedotlenienia mózgu, został wprowadzony w stan śpiączki farmaceutycznej. Chłopiec wraz z grupką innych dzieci przebywał na zimowisku zorganizowanym przez Urząd Gminy dla dzieci z biedniejszych rodzin. Szczęśliwy wypoczynek zakończył się tragedią dwóch rodzin i traumą kilkudziesięciu dzieci, na których oczach doszło do niej. Zaś ustalenia śledczych są przerażające - na obiekcie nie było żadnego ratownika, a jedynie osoba pełniąca jego obowiązki(której też nie było na miejscu). Dziwi, tym bardziej, że grupa nie weszła sobie ot tak, z ulicy, ale wcześniej była zgłoszona w ośrodku.
Pewnie nie zabierałabym głosu w tej sprawie, gdy nie dwa ważne fakty: znajomość obiektu oraz to, że sama jestem związana w jakimś stopniu z opieką nad "cudzymi" dziećmi.
Po pierwsze. Przez kilka ładnych lat trenowałam lekką atletykę w katowickim oddziale Stowarzyszenia Sportu i Rehabilitacji Niepełnosprawnych "START". W starych, dobrych czasach(czytaj okres gimnazjum + początek szkoły średniej) każdego roku jeździliśmy do Ośrodka Przygotowań Olimpijskich w Wiśle, należącego do centralnego Stowarzyszenia mieszczącego się w Warszawie. Tego samego, w którym doszło do tragedii. Wszyscy pływacy narzekali wtedy na brak warunków do trenowania. Bo o ile my, lekkoatleci mieliśmy wymarzone warunki do uprawiania swojej dyscypliny sportowej, o tyle oni musieli się zadowolić niewielkim basenem rekreacyjnym. Po godzinach korzystaliśmy z niego wszyscy. I wiecie co, nie przypominam sobie(a pamięć mam dobrą), abym kiedykolwiek widziała tam kogoś, kto przypominałby mi ratownika. Nie licząc naszych trenerów, rzecz jasna, którzy zdając sobie sprawę ze specyfiki pracy z dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną porobiła wszelkie bardziej lub mniej potrzebne kursy. Ale przecież nie każda grupa odwiedzająca pływalnię będzie miała aż tak wykwalifikowaną kadrę! I tutaj nie można mieć do niej za to pretensji, bowiem zapewnienie ratownika na obiekcie pływackim należy do obowiązków właściciela tegoż obiektu! Zaś wykwalifikowany(!!!) ratownik powinien bez przerwy znajdować się na terenie pływalni. Nie za ścianą z szyby, nie w jakiejś przylegającej do pomieszczenia z basenem, ale przy basenie. Inaczej nie ma szans na w miarę szybkie zareagowanie na to, co się dzieje w wodzie. I nie chodzi tutaj tylko o pilnowanie grupek dziecięcych, ale nawet dorosłych. Tak naprawdę nawet doskonały pływak może się utopić - wystarczy, że zachłyśnie się wodą, czy nawet złapie go skurcz. Tak więc pamiętajmy, że jeżeli nie ma ratownika na terytorium basenu, lepiej zrezygnować z radosnego pluskania się w wodzie.
Ostatnie zdanie w szczególności odnosi się do dorosłych, zwłaszcza opiekunów i wychowawców dzieci i młodzieży. Sama się do nich zaliczam, więc doskonale wiem jaka to jest odpowiedzialność sprawować nad nimi opiekę. Tym bardziej, że z roku na rok zauważam, że maluchy są coraz bardziej przemądrzałe, coraz więcej wygadane i coraz częściej chcą postawić na swoim. Ale to są tylko dzieci i nikt nie ma obowiązku wymagać od nich strategicznego myślenia, które będzie uwzględniała skutki ich czynów. Od tego jesteśmy my, dorośli. Bardzo często jest to trudne, bardzo często możemy być zmęczeni ciągłym zwracaniem uwagi temu czy tamtemu. Ale nie zaprzestawajmy, np. widząc brak ratownika na basenie nie pozwalajmy wchodzić do niego dzieciom tylko po to, aby się wyszalały i były trochę grzeczniejsze. Ja wiem, że tak jest najprościej, sama niekiedy na sobotnim Oratorium mam wszystkiego dosyć i najchętniej zrobiłabym wszystko, aby pozbyć się niektórych gagatków. Najprościej nie zawsze idzie jednak w parze z bezpieczeństwem. Pamiętajmy o tym, nie tylko podczas pracy z dziećmi, ale w ogóle.
Dzisiaj odbył się pogrzeb Rafałka, przed którym przecież było całe życie. Nie chcę tutaj oceniać zachowania organizatorów zimowiska, wychowawców przebywających z dziećmi, czy też zarządu obiektu, w którym wydarzyła się tragedia - tym niech zajmą się osoby bardziej kompetentne, np. prokuratorzy. Chcę tylko przestrzec przed wieloma niebezpieczeństwami, które czekają na nas, a których możemy uniknąć zachowując pewien rozsądek i roztropność.
Dzisiaj odbył się pogrzeb Rafałka, przed którym przecież było całe życie. Nie chcę tutaj oceniać zachowania organizatorów zimowiska, wychowawców przebywających z dziećmi, czy też zarządu obiektu, w którym wydarzyła się tragedia - tym niech zajmą się osoby bardziej kompetentne, np. prokuratorzy. Chcę tylko przestrzec przed wieloma niebezpieczeństwami, które czekają na nas, a których możemy uniknąć zachowując pewien rozsądek i roztropność.
niedziela, 22 stycznia 2017
461. "Rozmawiaj z rodzicami, z osobami starszymi, ale zwłaszcza rozmawiaj z dziadkami. Jasne?"*
Pamiętam jak dziś ten wieczór, kiedy po całym dniu zwiedzania najpierw Kalisza, a następnie Lichenia udaliśmy się w tym drugim na spoczynek. Tak się złożyło, że przyszło mi dzielić pokój z pewną sympatyczną staruszką. Nawet za bardzo nie wiem, czy rozumiała to co mówię. Nieważne, ważne jest to, że ja rozumiałam, co ona mówi. A mówiła bardzo ciekawe historię z jej życia. Jedna szczególnie mnie wzruszyła, a za razem utkwiła w mojej pamięci. Zdarzyła się w czasie II wojny światowej, kiedy rodzice kilkunastoletniej Wirki(tak wołano na tą kobietę), już nie żyli ona sama zaś ukrywała się po wsiach u tak zwanych "dobrych ludzi". Czasami zostawała u nich na jedną noc, czasami na cały miesiąc. Pewnego razu udało jej się zatrzymać u pewnej rodziny na dłużej. Była to jedna z zubożałych dawnych rodzin szlacheckich, która jednak mieszkała jeszcze w swoim dworze. Młoda Wirka tak się zżyła z właścicielami, że mówiła do nich "mamo", "tato". Zresztą tak wydawało się być bezpiecznie. Pewnej nocy, kiedy wszyscy już spali, do środka wkroczyli oficerowie armii rosyjskiej. Szukali ukrywających się jeńców, a może czegoś jeszcze - staruszka po tylu latach już tego nie pamiętała. Pamiętała jednak jak właściciel posiadłość, zanim żołnierze wkroczyli do izb, kazał wszystkim się schronić w piwnicy na tyle dworu, jedynym murowanym pomieszczeniu. Był to ostatni raz, kiedy widzieli go żywego. Potem, siedząc już w ciasnej piwnicy, słyszeli już tylko serię strzałów. Kilka chwil po tym zdarzeniu oprawcy podpalili posiadłość. Nikt, kto tego nie przeżył nie jest sobie w stanie wyobrazić, co czuje osoba, znajdująca się w samym środku ogniowego piekła. Zewsząd dochodził gryzący dym i niesamowity smród, było duszno i nie dało się oddychać. W tak koszmarnych warunkach spędzili dwa dni. Ich strach był tak silny, że nikt, nawet małe dzieci, nie odważyły się pisnąć ani słowa. Na trzeci dzień wyszli z ukrycia. Okazało się, że stracili wszystko wraz ze zwierzętami, ale ocaleli to co najcenniejsze - własne życie.
Albo taki pan Henio. Pan Henio podczas drugiej wojny światowej walczył w Legionach. Zawsze w święta państwowe, czy też kościelne, zjawiał się na Mszy świętej w galowym mundurze. A potem, w drodze powrotnej do domu, opowiadał nam o tym jak jego oddział "skopał Ruskom tyłek". Ciekawe były te jego opowieści, dużo bardziej pasjonujące niż to, o czym uczyliśmy się na lekcjach historii.
W moim rodzinnym bloku mieszkała też pewna pani Halinka. Pani Halinka nosiła grube okulary oraz spódnice w kratę. Wychowała szóstkę dzieci. Przyjechała z Syberii, gdzie zesłano jej rodzinę w XIX wieku, tuż po zakończeniu wojny. Do Polski przybyła dosłownie z jedną torbą, w której spakowany był cały jej dobytek. Tutaj zamieszkała, ukończyła studia pedagogiczne, z czasem założyła rodzinę, potem przeprowadzili się z mężem do Zagłębia Dąbrowskiego. Kiedy mama wychodziła załatwić coś na mieście, zostawiała mnie właśnie u niej. Zawsze zadziwiała mnie opowieściami o trudach życia na dalekiej Syberii, a za razem o pięknie tamtejszego krajobrazu. Do dzisiaj pamiętam, chociaż minęło już ponad dwadzieścia lat od chwili, kiedy ją usłyszałam, historię o dziadku pani Halinki, który pracował w jednej z tamtejszych kopalni. W pewnym momencie wzrok mu się pogorszył tak, że orientował się już praktycznie tylko za pomocą słuchu w dodatku cierpiał na coś w rodzaju pylicy. Przeczuwał zbliżający się koniec. Miał jednak jedno marzenie - wyspowiadać się przed śmiercią. Niestety, w okolicy nie było katolickiej świątyni. Ba, tam gdzie oni mieszkali nie było nawet Polaków. Pewnego razu, pracując w kopalni, usłyszał polską mowę, która w dodatku wypowiadała słowa modlitwy. Poszedł za jego dźwiękiem. W końcu w słabym świetle dostrzegł jakąś postać. Od słowa do słowa doszedł do tego, że jest to polski ksiądz katolicki, który tak jak on został zesłany na Syberię. Niemal od razu się wyspowiadał. Tego samego dnia dziadek pani Halinki odszedł do wieczności. Parę godzin wcześniej zdążył jednak pojednać się z Najwyższym.
Albo taki pan Wojtek, który przeszedł w dzieciństwie przez piekło rozgrywające się w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Na wspomnienie "małych Żydziądek" idących na jego oczach "do kąpieli", z której nigdy nie wracali zawsze się wzdrygał. Albo takie jedzenie, na które składał się spleśniały czarny chleb, który i tak wszyscy sobie wyrywali z rąk. Do końca życia dbał o to, aby ani odrobinka tego podstawowego produktu się nie zmarnowała.
Chyba każdy z nas pamięta też wspomnienia papieża Jana Pawła II podczas kolejnych pielgrzymek do ojczyzny. Czy to o rodzinnych Wadowicach i dzieciństwie które w nich spędził, czy to o czasach studenckich na Uniwersytecie Jagiellońskim, czy o wojennej zawierusze, aż w końcu o swoim powołaniu kapłańskim - w każdej z opowieści można było znaleźć jakąś ciekawostkę. A my słuchaliśmy tych opowieści nie jak wierni kapłana, ale jak wnuczki swoich dziadków. Ileż w nich było przekazu historycznego? Ile ciekawych sytuacji.
Wspomniane przeze mnie postacie niestety już nie żyją. Przekazali jednak pewną historię, która miała miejsce w przeszłości. To co najbardziej z niej zapamiętali. Wiem, że w dzisiejszej dobie globalizacji takie wspomnienia z przeszłości mogą okazać się dla młodych po prostu nudne, ja jednak zachęcam każdego z Was, aby czasami oderwać się od dobrodziejstw współczesnej techniki i najzwyczajniej w świecie porozmawiać z nimi. Bo tak naprawdę "jeśli chcesz być nadzieją przyszłości musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci."**, a "jeśli zaś dziadkowie są już
niebie, czy będziecie rozmawiać z osobami starszymi? Będziecie zadawać
im pytania? Pytajcie ich, bo oni są mądrością narodu"***.
W piątek podano termin kolejnych Światowych Dni Młodzieży, które tym razem odbędą się w znajdującej się po drugiej kuli ziemskiej Panamie. Młodzież spotka się z papieżem i wzajemnie ze sobą od 22 do 27 stycznia 2019 roku. Wiecie, że planuję tam się udać bez względu na wszystko, nawet na małą wiarę osób studiujących i wykładających na mojej uczelni(nota bene katolickiej). Mam nadzieję, że mi się to uda(już zbieram pieniądze, nawet Gosia wie w jaki "szalony" sposób hi, hi, hi!, nauka angielskiego też idzie pełną parą, planuję też od września zacząć uczyć się hiszpańskiego, wszak to urzędowy język Panamy). Tak więc możemy oficjalnie odliczać dwa lata, które dzielą młodzież od tego wspaniałego wydarzenia.
*, **, *** - cytaty pochodzą z przemówienia, jakie wygłosił papież Franciszek do wolontariuszy podczas spotkania na zakończenie XXXI Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w "Tauron Arena" 31 lipca 2016 roku
sobota, 21 stycznia 2017
460. Ciężkie jest życie amerykańskiego prezydenta
Na drugim końcu świata, w odległych Stanach Zjednoczonych, Donald Trump złożył wczoraj przysięgę jako 45. prezydent sprawujący władzę w jednym z najważniejszych krajów naszego świata. I chociaż śledząc na bieżąco relację z tego wydarzenia, która pojawiało się na onecie, miałam mieszane uczucia co do jego osoby(przypomina mi się reakcja mojej germanistki dzień po ogłoszeniu wyników, kiedy w środku zajęć ni z gruszki ni z pietruszki westchnęła: "Mój Boże, co to teraz stanie się z naszym światem. Czyżby nadchodziła apokalipsa), to nie mnie jest prorokować ani oceniać słuszność wyboru amerykańskiego społeczeństwa. Prawda jest taka, że po czterech latach rządu oceni go naród i wtedy albo wybiorą go na drugą kadencję, albo mu podziękują za sprawowane rządy.
![]() |
| Jerzy Waszyngton |
| John Adams |
![]() |
| Thomas Jefferson |
![]() |
| James Madison |
| James Monroe |
![]() |
| John Q. Adams |
| Andrew Jackson |
![]() |
| Martin Van Buren |
| William Henry Harrison |
![]() |
| John Tyler |
![]() |
| James Polk |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















