Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

piątek, 11 października 2019

1033. "A widział pan wczorajszy mecz"?

 - A widział pan wczorajszy mecz? - zapytałam masażystę podczas kolejnego zabiegu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że mężczyzna jest niewidomy(a i tak masuje lepiej od niejednego bez wady wzroku). Pan M. zwrócił twarz w moim kierunku.
 - Widziałem, a pani?
 - Też.
 - I jak się pani podobał?
 - Wynik niezły, ale całość od strony wizualnej to już lipa...
 - Też tak uważam. Widziałem lepsze akcje.
Dla nas zwyczajna rozmowa. Dla nieobytych z niewidomymi może jednak wydawać nieco dziwna. No bo dlaczego mówi się do niewidomych "czy widziałeś", czy też "do widzenia"? Przecież oni i tak nie widzą, więc tego typu zwroty wydają się być całkowicie bezsensowe. Tymczasem oni sami zwracają się tak do innych. Bo może nie widzą oni oczami, ale np. słuchem i dotykiem. Jak wiecie przez pewien czas chodziłam do szkoły dla dzieci niepełnosprawnych, do której uczęszczały też dzieci niewidome. Jaki oni mieli do siebie i swojej ułomności dystans, a ich ulubionym zwrotem było "Nie widzę przeszkód", które wypowiadali z uśmiechem na twarzy. I my też śmialiśmy się z tego.
Pamiętajmy też, że współczesna technika poszła niesamowicie do przodu, niewidomi zaś korzystają z szerokiej gamy aplikacji i programów, które niejako zastępują im oczy. Dlatego wcale nie zdziwiło mnie to, że pan M. powiedział, że widział ten mecz, ponieważ mógł np. włączyć autodestrukcję albo wysłuchać całej relacji w radiu, i w ten sposób "zobaczyć" co się dzieje na murawie.
A więc kochani, jeżeli będziecie mieli kiedyś wątpliwości czy powiedzieć do niewidomego np. "do widzenia", bo nie wypada, to nic się nie martwcie, tylko mówcie tak. Bo oni widzą, tylko na swój sposób.

czwartek, 10 października 2019

1032. Na kanwie Literackiej Nagrody Nobla

Jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość o przyznaniu polskiej pisarce, Oldze Tokarczuk, Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok(w tymże roku nie została ona przyznana, z powodu skandalu w komitecie wyborczym). 
Z jednej strony radość, bo praca kolejnego Polaka została dostrzeżona w świecie. Z drugiej strony w sieci pojawiło się mnóstwo tzw. hejtu. Czytałam te komentarze, czytałam i własnym oczom nie wierzyłam.
Skąd w ludziach tyle jadu i nienawiści do drugiego człowieka. W katolikach! Dlaczego tak bardzo pomiatamy drugim człowiekiem, chociażby za pomocą słów, tylko dlatego, że ma na pewne sprawy inny pogląd niż nasz. Wielu zarzuca Tokarczyk to, że częściej bywa w Niemczech niż w Polsce. Tak, jakby zapominali, że Maria Skłodowska-Curie też zdobyła Nobla będąc we Francji. To była inna sytuacja? A komu to oceniać? Zarzuca się jej też wiele kontrowersyjnych idei, m.in. to, że popiera pomoc dla uchodźców, że jest feministką, że jest za świeckim państwem. Tylko, że ma prawo myśleć co chce, o ile nie obraża tym myśleniem innych osób. Coraz częściej wstydzę się za innych katolików, za ich pogardę do wszystkiego, co nie skłania się ku Bogu. A gdzie w tym wszystkim miłosierdzie wobec bliźniego? Niektóre ich wypowiedzi są jeszcze bardziej ziejące od nienawiści niż wypowiedzi pisarki. Piękne dajemy świadectwo naszej wiary, oj piękne.
Przyznam szczerze - nie znam książek Olgi Tokarskiej, z jej twórczości przeczytałam tylko "Prawiek i inne czasy". Jakoś mnie jednak nie przekonała do jej stylu pisania. Może byłam za bardzo niedojrzała emocjonalnie (miałam zaledwie 13 lat), może teraz odebrałabym ją inaczej? Nie szydzę jednak z jej twórczości. Zresztą nie tylko jej. Pamiętacie może notatkę na temat książek Browna(jeżeli nie to zapraszam >>tutaj<<). Mam wrażenie, że tutaj zadziałał podobny mechanizm. Zastanawiam się tylko, czy ci, którzy tak bardzo krytykują książki noblistki sięgnęli po chociaż jedną z nich, czy tylko snują swoje wywody w oparciu o to, co usłyszeli, czy też przeczytali np. w Internecie. Przy okazji przypominają mi się słowa mojej polonistki z liceum: "Trudne książki są dla mądrych ludzi. Bo tylko oni zrozumieją ich sens. Dla wszystkich innych pozostaje literatura lekka i przyjemna, nie wymagająca zbytnio myślenia i analizy". Puenta? Nie wszystkie książki nadają się dla wszystkich. I na przekór innym gratuluję pani Oldze tak wysokiego wyróżnienia!

A automatyczna sekretarka z serwisu naprawczego oddzwoniła, a jakże. Tylko że o 4 rano. Wrrr...

środa, 9 października 2019

1031. Pogadałam sobie z sekretarką. Automatyczną sekretarką

Po dwóch tygodniach wrócił do mnie laptop. Naprawiony. Co prawda kurier przyszedł z nim akurat wtedy, gdy byłam na zabiegach(a tak na niego "polowałam" przez całe przedpołudnie...), na szczęście udało się zostawić przesyłkę u sąsiada z mieszkania obok. Po zabiegach wróciłam do domu i z radością rozpakowałam paczkę. Tak, smartfon zdecydowanie ma się nijak do laptopa, chociaż to i to jest małe i poręczne. Ale na smartfonie zdecydowanie trudniej jest mi napisać notatkę na bloga, czy nawet zostawić u Was ślad po swojej wizycie. Chociaż jednego z Waszych blogów udało mi się w całości przeczytać na tym małym urządzonku... Powoli nadrabiam zaległości na blogach zakwalifikowanych jako "Przeczytane od pierwszej do ostatniej notki", kończę czytać jednego z nieprzeczytanych, piszę i odpowiadam na meile. Nie lubię mieć zaległości, ale czasami sytuacja mnie do nich zmusza. 
Wieczorem niespodziewanie zadzwoniła moja komórka. W pierwszej chwili myślałam, że to liderka Sz.P., która chce mnie pogonić z pracą, jednak kiedy spojrzałam na wyświetlacz ekranu stwierdziłam, że nie znam tego numeru. Z pewną niepewnością odebrałam, bo w sumie różni ludzie i instytucje do mnie wydzwaniają. Czasami wręcz się zastanawiam skąd mają mój numer telefonu. W każdym razie po drugiej stronie odezwała się automatyczna sekretarka Centrum Naprawiania Szkód, gdzie naprawiali laptopa. Z jednej strony odetchnęłam z ulgą, a z drugiej...
Generalnie nie lubię "rozmawiać" z automatyczną sekretarką. Wiem, że wiele firm ułatwia sobie w ten sposób życie, jednak są one zaprogramowane chyba na ludzi bez wad wymowy. Kiedy zadzwoniłam w sprawie naprawy laptopa do serwisu też najpierw połączono mnie z taką sekretarką. Ona zadawała pytania, ja odpowiadałam najwyraźniej jak umiałam. Jednak i tak co chwilę słyszałam metaliczny głos "Nie zrozumiałam. Proszę powtórzyć odpowiedź". Z tego wszystkiego w pewnym momencie wyrwało mi się aż przekleństwo(wiecie, nawet święty by został wyprowadzony z równowagi). I w tym momencie zostałam cudownie przełączona z automatu na normalną osobę - więc może to jest jakaś metoda. Sprawnie wyjaśniłam o co chodzi(i ani razu nie usłyszałam "Nie zrozumiałam. Proszę powtórzyć odpowiedź"), na drugi dzień przyjechał kurier i wziął sprzęt do zakładu. A potem tylko serwis przysłał mi SMS, kiedy zwrócą mi sprzęt.
Z mieszanymi uczuciami odebrałam połączenie. Oczywiście odezwała się automatyczna sekretarka.
 - Tu serwis coś tam, coś tam, coś tam. Czy rozmawiam z Karoliną XYZ?
 - Tak.
Zgadnijcie co usłyszałam po drugiej stronie?
 - "Nie zrozumiałam. Proszę powtórzyć odpowiedź"
Matko i córko, to nawet proste "Tak" jest ciężkie dla zrozumienia dla maszyny? A przecież są osoby, które mają jeszcze większą wadę wymowy. No nic, powtórzyłam jeszcze kilka razy "Tak", aż w końcu "sekretarka" chyba się poddała i oznajmiła:
 - "Nie zrozumiałam. Skontaktujemy się z panią w innym terminie"...

niedziela, 6 października 2019

1030. Nie czuję się wyjątkowa poprzez niepełnosprawność. Co najwyżej mogę czuć się wyjątkowa przez to, co robię...

"Bohaterowie dnia", "jesteśmy wyjątkowi", "Niepełnosprawność jest super". Zawsze mam z tego typu określeniami problem. No bo nie czuję się wyjątkowa z powodu mojej niepełnosprawności. Ten rodzaj, z którym ja się zmagam mógł tak naprawdę dotknąć każdego. To trochę tak jak z odwróconą loterią - w normalnej każdy z nas ma szansę na wygraną, ale nie każdemu z nas się uda. Z dziecięcym porażeniem mózgowym okołoporodowym jest na odwrót - każdy ma szansę urodzić się zdrowy, ale wystarczy mały błąd, gdzie dochodzi do niedotlenienia mózgu, aby tak się nie stało. Więc gdzie tutaj jest ta wyjątkowość z powodu MPD? Zresztą uważam, że życie każdego z nas jest wyjątkowe i niepowtarzalne, że nie ma tutaj znaczenia, czy ktoś z nas jest niepełnosprawny, czy też nie. 
Kolejny Światowy Dzień Porażenia Mózgowego za nami. Dla niektórych było to szczególne święto. Dla mnie zaś kolejny, zwykły dzień. No, może nie do końca zwykły, bo byłam wolontariuszem podczas XI Silesian Marathonu, co było dla mnie niemałym wyzwaniem. Gwoli wyjaśnienia: Silesia Marathon to jedyny nie tylko w Polsce, ale i całej Europie bieg maratoński, który prowadzi przez cztery miasta: Katowice, Mysłowice, Siemianowice Śląskie i Chorzów. Jest największą imprezą biegową na Śląsku, a zarazem jednym z największych maratonów w Polsce. Jego początki sięgają 2009 roku, kiedy z inicjatywy prezesa fundacji Silesia Pro Active Bohdana Witwickiego, 3 maja spod bram chorzowskiego Stadiony Śląskiego wystartował pierwszy bieg. Jego meta znajdowała się przed katowickim "Spodkiem". W 2010 r. bieg ograniczono do jednego miasta - Katowic. W następnym roku jego trasa wiodła przez trzy miasta: Chorzów, Siemianowice Śląskie i Katowice, a w kolejnych dwóch latach prowadziła w odwrotnym kierunku, a jej meta znajdowała się w Parku Śląskim. Od 2014 do 2016 roku start i meta znajdowały się w Katowicach, zaś jego trasa przebiegała przez Katowice - Siemianowice Śląskie - Mysłowice - i z powrotem do Katowic. Natomiast na przełomie lat 2015 - 2018 zawody rozgrywane były pod nazwą "PKO Silesia Marathon" zaś jego sponsorem tytularnym był PKO Bank Polski. W 2017 roku meta biegu znajdowała się na Stadionie Śląskim. Był to swoisty powrót do historii, kiedy pierwsza edycja maratonu startowała z przed bram stadionu. Jednocześnie IX Silesia Marathon był pierwszym sportowym wydarzeniem na oddanym po modernizacji Stadionie Śląskim, zaś maratończycy dopingowani byli przez rekordową publiczność - tego dnia na obiekcie znajdowało się ok. 100 000 widzów. Kolejna edycja była jubileuszowa. Silesia Marathon Świętował 10 wspaniałych lat biegowych emocji wraz z kolejnym wzrostem frekwencji biegaczy. Po raz kolejny start i meta znajdowały się na największym obiekcie lekkoatletycznym w Europie. W obecnym roku głównym partnerem wydarzenia zostało Województwo Śląskie, zaś same zawody rozgrywały się pod oficjalną nazwą "Silesia Marathon, Śląskie 1919 - 2019". Silesia Marathon nie ogranicza się tylko do biegu głównego na dystansie 42 km i 195 m, ale też liczne biegi towarzyszące, m.in. półmaraton czy też zawody dla dzieci i młodzieży. Trasa maratonu posiada międzynarodowy atest, bieg należy też do Międzynarodowego Stowarzyszenia Maratonów i Biegów Ulicznych. Od początku zawody rozgrywane są pod honorowym patronatem Ministra Sportu i Turystyki, a od dwóch lat również Marszałka Województwa Śląskiego.
No właśnie, podczas tego wolontariatu po raz kolejny usłyszałam, że jestem wyjątkowym człowiekiem. Wiem jednak, że nie usłyszałam tego ze względu na moją niepełnosprawność, ale zaangażowanie, którego nie była ona w stanie przyćmić. No dobrze, może nie byłam wydolna tak samo jak inni wolontariusze, ale dawałam z siebie 100% mocy(aż chciałoby się napisać, że 150%, ale to tak nie do końca zgodne z logiką). I to zaangażowanie było zauważalne przez koordynatorów. Tym razem, podobnie jak podczas lipcowego wolontariatu na biegu w Jaroszowicach, siedziałam na depozycie. Plusem sytuacji było to, że depozyt znajdował się w budynku(a lało i wiało tego dnia niesamowicie). Minusem - wszechobecny chaos. Wyobraźcie sobie, że macie zgromadzić rzeczy osób z przedziału ok. 700 numerów na niewielkiej przestrzeni. Bo to nie było tak, że cała hala była dla nas, o nie. Na hali co 700 numerów był inny stolik, który odbierał rzeczy(błogosławieni Ci, którzy zostawili je w samochodach), wolontariusze opisywali je numerami startowymi zawodników, a potem układało się je numerami w rzędach. Inaczej człowiek by nie połapał się w tym wszystkim. Ale i tak jak ci wszyscy zawodnicy weszli razem do depozytu to zrobiło się straszne zamieszanie. Tym bardziej, że nie wszyscy szli do swojego boksu, tylko podawali numer w pierwszym lepszym. Jakoś jednak wspólnymi siłami daliśmy radę. A było nas trochę:
Cała akcja skończyła się tuż przed 15. Byłam nieziemsko zmęczona, zresztą kto o zdrowych zmysłach zrywa się w niedzielę o 4 rano? Chyba tylko szaleniec. Jeszcze tylko odebrałam certyfikat wolontariusza, wysłuchałam pochwał na swój temat i mogłam ruszać w drogę powrotną.
Tak sobie myślę, że co najwyżej po takich dniach mogę czuć się wyjątkowa. Bo wtedy daję z siebie wszystko, bo pokazuję, że może nie pracuję tak wydolnie jak inni, ale idzie mi to jako tako. Że moja wyjątkowość nie jest tylko w słowach i widoku wizualnym, ale przede wszystkim w czynach. A zresztą, tak jak wcześniej pisałam - wszyscy tak naprawdę jesteśmy wyjątkowi. Bez podziału na pełno i niepełnosprawnych. Pamiętajcie o tym! To też tak apropo poprzedniej notatki.

czwartek, 3 października 2019

1029. Jesienne myśli

Czy macie czasami wrażenie, że coś, co budowaliście przez lata zaczyna się w jednej chwili walić, niczym domek z kart? Bo ostatnio coraz częściej takie odnoszę wrażenie w stosunku do swojego życia. Widzę, że zdobyłam jakiś szczyt w swojej życiowej egzystencji, cieszę się z tego, a zaraz potem przeżywam rozczarowanie, bo spadam z niego... Niejednokrotnie ten upadek jest tak "bolesny", że nie mam siły wstać. Leżę(oczywiście w przenośni) wyczerpana fizycznie i psychicznie zastanawiając się, jak to jest, że wszyscy widzą danego człowieka wtedy, kiedy jest potrzebny, najczęściej do najbardziej niewdzięcznych prac, ale w każdej innej sytuacji jest jakby za jakąś niewidzialną zasłoną. Nie chcę pisać o co tak naprawdę chodzi, wystarczy, że Pusia i Młoda wysłuchują moje "Gorzkie żale". Młoda coraz częściej mi powtarza, że ten, kto ma miękkie serce powinien mieć też twardą... pewnie wiecie co. Tylko szkoda, że nikt tego nigdzie nie uczy. Poza tym ja jestem raczej cicha i ugodowa, więc w tym pewnie też tkwi problem. Szkoda tylko, że ludzie nie potrafią spojrzeć na wszystko z tej strony, że ich też ktoś kiedyś może potraktować w podobny sposób. I to wcale nie będzie przyjemne.
Ale żeby nie było tak smętnie, to pochwalę się, że widziałam dzisiaj prawdziwą, rudą wiewiórkę. Niestety, tak szybko mi czmychnęła, że nie zdążyłam jej obfocić. A może sama tego nie chciała? Młoda opowiada mi, jak u niej na wsi wiewiórki trzeba wręcz przeganiać, bo zjadłyby wszystkie ich orzechy włoskie. 
Zdjęć wiewiórki nie mam, za to pokażę Wam piękną polską jesień w moich rejonach. Fotografie nie są może najlepsze, ale moje. Cieszą, bo jeszcze cztery lata temu nie miałam takiej możliwości z powodu braku aparatu cyfrowego.

I na koniec rozmowa z M.:
M: Wiesz, chciałbym być kiedyś animatorem w Oratorium, tylko jest jeden problem.
Ja: Jaki?
M. No bo wcale nie uczę się tak jakoś specjalnie dobrze.

Czyżby miał jakąś motywację po to, aby wziąć się za siebie i zacząć się uczyć?