"Bohaterowie dnia", "jesteśmy wyjątkowi", "Niepełnosprawność jest super". Zawsze mam z tego typu określeniami problem. No bo nie czuję się wyjątkowa z powodu mojej niepełnosprawności. Ten rodzaj, z którym ja się zmagam mógł tak naprawdę dotknąć każdego. To trochę tak jak z odwróconą loterią - w normalnej każdy z nas ma szansę na wygraną, ale nie każdemu z nas się uda. Z dziecięcym porażeniem mózgowym okołoporodowym jest na odwrót - każdy ma szansę urodzić się zdrowy, ale wystarczy mały błąd, gdzie dochodzi do niedotlenienia mózgu, aby tak się nie stało. Więc gdzie tutaj jest ta wyjątkowość z powodu MPD? Zresztą uważam, że życie każdego z nas jest wyjątkowe i niepowtarzalne, że nie ma tutaj znaczenia, czy ktoś z nas jest niepełnosprawny, czy też nie.

Kolejny Światowy Dzień Porażenia Mózgowego za nami. Dla niektórych było to szczególne święto. Dla mnie zaś kolejny, zwykły dzień. No, może nie do końca zwykły, bo byłam wolontariuszem podczas XI Silesian Marathonu, co było dla mnie niemałym wyzwaniem. Gwoli wyjaśnienia: Silesia Marathon to jedyny nie tylko w Polsce, ale i całej Europie bieg maratoński, który prowadzi przez cztery miasta: Katowice, Mysłowice, Siemianowice Śląskie i Chorzów. Jest największą imprezą biegową na Śląsku, a zarazem jednym z największych maratonów w Polsce. Jego początki sięgają 2009 roku, kiedy z inicjatywy prezesa fundacji Silesia Pro Active Bohdana Witwickiego, 3 maja spod bram chorzowskiego Stadiony Śląskiego wystartował pierwszy bieg. Jego meta znajdowała się przed katowickim "Spodkiem". W 2010 r. bieg ograniczono do jednego miasta - Katowic. W następnym roku jego trasa wiodła przez trzy miasta: Chorzów, Siemianowice Śląskie i Katowice, a w kolejnych dwóch latach prowadziła w odwrotnym kierunku, a jej meta znajdowała się w Parku Śląskim. Od 2014 do 2016 roku start i meta znajdowały się w Katowicach, zaś jego trasa przebiegała przez Katowice - Siemianowice Śląskie - Mysłowice - i z powrotem do Katowic. Natomiast na przełomie lat 2015 - 2018 zawody rozgrywane były pod nazwą "PKO Silesia Marathon" zaś jego sponsorem tytularnym był PKO Bank Polski. W 2017 roku meta biegu znajdowała się na Stadionie Śląskim. Był to swoisty powrót do historii, kiedy pierwsza edycja maratonu startowała z przed bram stadionu. Jednocześnie IX Silesia Marathon był pierwszym sportowym wydarzeniem na oddanym po modernizacji Stadionie Śląskim, zaś maratończycy dopingowani byli przez rekordową publiczność - tego dnia na obiekcie znajdowało się ok. 100 000 widzów. Kolejna edycja była jubileuszowa. Silesia Marathon Świętował 10 wspaniałych lat biegowych emocji wraz z kolejnym wzrostem frekwencji biegaczy. Po raz kolejny start i meta znajdowały się na największym obiekcie lekkoatletycznym w Europie. W obecnym roku głównym partnerem wydarzenia zostało Województwo Śląskie, zaś same zawody rozgrywały się pod oficjalną nazwą "Silesia Marathon, Śląskie 1919 - 2019". Silesia Marathon nie ogranicza się tylko do biegu głównego na dystansie 42 km i 195 m, ale też liczne biegi towarzyszące, m.in. półmaraton czy też zawody dla dzieci i młodzieży. Trasa maratonu posiada międzynarodowy atest, bieg należy też do Międzynarodowego Stowarzyszenia Maratonów i Biegów Ulicznych. Od początku zawody rozgrywane są pod honorowym patronatem Ministra Sportu i Turystyki, a od dwóch lat również Marszałka Województwa Śląskiego.

No właśnie, podczas tego wolontariatu po raz kolejny usłyszałam, że jestem wyjątkowym człowiekiem. Wiem jednak, że nie usłyszałam tego ze względu na moją niepełnosprawność, ale zaangażowanie, którego nie była ona w stanie przyćmić. No dobrze, może nie byłam wydolna tak samo jak inni wolontariusze, ale dawałam z siebie 100% mocy(aż chciałoby się napisać, że 150%, ale to tak nie do końca zgodne z logiką). I to zaangażowanie było zauważalne przez koordynatorów. Tym razem, podobnie jak podczas
lipcowego wolontariatu na biegu w Jaroszowicach, siedziałam na depozycie. Plusem sytuacji było to, że depozyt znajdował się w budynku(a lało i wiało tego dnia niesamowicie). Minusem - wszechobecny chaos. Wyobraźcie sobie, że macie zgromadzić rzeczy osób z przedziału ok. 700 numerów na niewielkiej przestrzeni. Bo to nie było tak, że cała hala była dla nas, o nie. Na hali co 700 numerów był inny stolik, który odbierał rzeczy(błogosławieni Ci, którzy zostawili je w samochodach), wolontariusze opisywali je numerami startowymi zawodników, a potem układało się je numerami w rzędach. Inaczej człowiek by nie połapał się w tym wszystkim. Ale i tak jak ci wszyscy zawodnicy weszli razem do depozytu to zrobiło się straszne zamieszanie. Tym bardziej, że nie wszyscy szli do swojego boksu, tylko podawali numer w pierwszym lepszym. Jakoś jednak wspólnymi siłami daliśmy radę. A było nas trochę:

Cała akcja skończyła się tuż przed 15. Byłam nieziemsko zmęczona, zresztą kto o zdrowych zmysłach zrywa się w niedzielę o 4 rano? Chyba tylko szaleniec. Jeszcze tylko odebrałam certyfikat wolontariusza, wysłuchałam pochwał na swój temat i mogłam ruszać w drogę powrotną.
Tak sobie myślę, że co najwyżej po takich dniach mogę czuć się wyjątkowa. Bo wtedy daję z siebie wszystko, bo pokazuję, że może nie pracuję tak wydolnie jak inni, ale idzie mi to jako tako. Że moja wyjątkowość nie jest tylko w słowach i widoku wizualnym, ale przede wszystkim w czynach. A zresztą, tak jak wcześniej pisałam - wszyscy tak naprawdę jesteśmy wyjątkowi. Bez podziału na pełno i niepełnosprawnych. Pamiętajcie o tym! To też tak apropo poprzedniej notatki.