Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

Jaki był ten dzień

"Jaki był ten dzień,
co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień,
czy coś zmienił, czy nie?
Czy był tylko nadzieją
na dobre i złe?"

niedziela, 11 listopada 2018

817. "Nareszcie koniec wojny!"

Minęła długa noc. Świt zbudził Wojtka z płytkiego snu. Otworzył oczy, przeciągnął się i ziewną. Był poniedziałek, 11 listopada. Ale chłopiec żył jeszcze dniem wczorajszym. W pamięci miał jeszcze wczorajszy triumfalny przejazd Józefa Piłsudskiego przez miasto.
 - Tato, a co to w ogóle znaczy "niepodległość"? - zapytał poprzedniego wieczoru.
 - To znaczy synu, że będziemy mieli własne państwo i nikt z zewnątrz nie będzie nam nic narzucał. 
 - Nawet Rosjanie?
 - Nawet Rosjanie. A to się stanie już niebawem. W gazetach co rusz pisze, że któreś państwo biorące udział w tej wojnie skapitulowało. A wtedy, na przykład, będziesz się mógł uczyć w języku polskim, nie rosyjskim.
To wszystko wydawało się Wojtkowi niesamowite. Ani on, ani jego rodzice, ani nawet dziadkowie nie pamiętali tych czasów, kiedy Polska była wolna, a jej teren sięgał od jednego morza do drugiego. Dlatego słowa ojca wydawały mu się wręcz nieprawdopodobne. No bo jak to tak uczyć po polsku? Przecież we wszystkich szkołach uczyli naprzód ruscy, a ostatnio niemieccy nauczyciele. Wszyscy mówili, że ci Prusacy chcą sobie podporządkować warszawiaków robiąc wszystko, żeby zapomnieli, że było kiedyś coś takiego jak Polska. Rodzice nieraz rozważali wyjazd do Galicji, bo tam podobno nie było takich represji, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie.
Mama widząc, że synek nie śpi, zaczęła przygotowywać mu śniadanie. On sam ubrał się i obmył.
 - Mamo, mógłbym wyjść dzisiaj na miasto? - zapytał.
 - Tak, przecież idziesz dzisiaj do szkoły.
Ale on nie miał zamiaru iść do niemieckiej szkoły elementarnej. Po co? Po to aby w dalszym ciągu uczyć się znienawidzonych słówek w języku wroga, czy też uczyć zakłamanej historii? Dobrze, że rodzice propagowali w domu tradycję i kulturę polską. W przeciwnym razie zupełnie nie znałby języka swoich przodków.
O swoich zamiarach nie powiedział jednak matce. Zarzucił na siebie płaszcz i kaszkiet, porwał niemieckie książki pod pachę i wybiegł z domu. 
Na dworze lekko dżdżyło. Chłopca jednak to nie zatrzymało. Nagle ktoś porwał go na ręce i zakręcił nim jakby był na karuzeli. Książki rozsypały się po bruku.
 - Jesteśmy wolni! Wolni! Wolni!
Po chwili odstawił chłopca na ziemię. Świat wirował Wojtkowi przed oczami. "Wolni, wolni" - kołatało się po jego dziecięcej głowie.
 - Ludzie! - krzyczał mężczyzna. - Cytadela odbita! Wróg wycofuje się ze stolicy! 
Przechodnie oglądali się za nim jak za opętanym. Owszem, ostatnimi dniami mówiono coś o stopniowym zrzekaniu się przez Prusaków swoich urzędów, nikt jednak nie wiedział, ile w tych pogłoskach jest prawdy. A tu proszę - jedno z najświętszych miejsc warszawiaków zostało odbite!
Tłum ludzi ruszył pod Belweder. W samym środku marszu znalazł się Wojtek. Po chwili dołączono do innych, którzy wcześniej przybyli w to miejsce.
 - Ktoś mówił, że lada dzień powstanie nowy rząd - rzucił ktoś obok chłopca. Wojtek włożył zziębnięte ręce do płaszcza i niecierpliwie czekał na dalszy ciąg wydarzeń. 
Koło południa z budynku wyszedł Piłsudski. Uśmiechnięty, w galowym mundurze. Tłum, podobnie jak poprzedniego dnia, zaczął wiwatować na jego cześć. Po uspokojeniu się zebranych zabrał głos.
 - Kochani rodacy, jesteśmy na etapie formowania się nowego rządu. Ale teraz mam dla was wszystkich jeszcze ważniejszą wiadomość: dzisiaj oficjalnie zakończyła się ta straszliwa wojna, a tym samym my, jako Polska, odzyskaliśmy wyczekiwaną od pięciu pokoleń niepodległość!
 - Hura! Hura! Hura! - skandowano zewsząd. Po chwili wszyscy ludzie zaczęli śpiewać "Boże coś Polskę" z tym, że zamiast dobrze znanego chłopcu "Naszego króla zachowaj nam Panie" czy też "Ojczyznę naszą racz nam wrócić Panie", teraz śpiewano "Ojczyznę wolną pobłogosław Panie". To, o co modliły się i walczyły całe pokolenia stało się faktem.
Wzruszony Wojtuś zaczął powoli się wycofywać z tłumu i pobiegł w kierunku swojej kamienicy. Wpadł do mieszkania z okrzykiem: 
 - Koniec wojny! Koniec wojny! Jesteśmy niepodległym krajem!

sobota, 10 listopada 2018

816. "Ziuk przyjechał!"

Poranne słońce oświetlało ciasne warszawskie uliczki, po których snuli się zziębnięci mieszkańcy stolicy. Od kilku dni docierały do nich skąpe informacje z odległego Lwowa, gdzie młodzi Polacy, właściwie jeszcze dzieci, chwyciły za broń i broniły swojego rodzinnego miasta przed Ukraińcami nie mniej odważnie, niż ich starsi poprzednicy. W serca umęczonego zaborami narodu wstąpiła nowa nadzieja. Nadzieja podsycana faktem, że gdzieś na drugim końcu świata, w Ameryce, prezydent USA, Woodrow Wilson, napisał w jednym z punktów, że Polska ma być niepodległym państwem posiadającym dostęp do morza. Wielu warszawiaków miało krewnych w odległym kraju, dowiadywali się więc od nich o sytuacji politycznej na świecie.
Teoretycznie byli wolni, ale bali się, że osłabiony naród nie da sobie rady z odbudowaniem mocnego jak dawniej kraju. Potrzebowali przywódcy, który by ich ku temu poprowadził. Był kiedyś taki jeden człowiek, nazywał się Józef Piłsudski. Jeszcze w minionym stuleciu był jednym z założycieli Polskiej Partii Socjalistycznej. Walczyła ona o zmiany społeczne i niepodległość. W tym samym czasie Roman Dmowski założył Ligę Narodową, która dała początek obozowi endecji. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej Polacy podzielili się na zwolenników polityki Piłsudskiego i zwolenników polityki Dmowskiego. Pierwszy z nich uważał, że największym wrogiem Polski jest Rosja, drugi zaś twierdził, że sojusz z państwami centralnymi uniemożliwi odzyskania Wielkopolski i Pomorza. Wybuch wojny odbierano jako wielką szansę na odrodzenie się Polski, jednak z żadne z Państw nie było zainteresowane sprawą polską, chodziło im tylko i wyłącznie o pozyskanie polskich rekrutów. Tuż po wybuchu wojny Piłsudskiemu udało się utworzyć kampanię kadrową strzelców. Niestety, po nieudanym marszu na tereny Królestwa Polskiego musiała uciekać i dołączyła do tworzonych w służbie monarchii habsburskiej Legionów Polskich. Dwa lata później Piłsudskiemu udało się wejść w skład Tymczasowej Rady Stanu, gdzie został referentem Komisji Wojskowej. Kiedy w 1917 roku we Francji powstała pod wodzą generała Józefa Hallera tzw. Błękitna Armia, została objęta przez utworzony przez Dmowskiego, Komitet Narodowy Polski w Paryżu. Tenże Komitet był uznawany za namiastkę przyszłego rządu polskiego. W lipcu tego samego roku Piłsudski wywołał spór o przysięgę Legionów, za co trafił do twierdzy w Magdeburgu.
I siedział tam do dzisiaj. Wiedział to mały Wojtek, który Józefa Piłsudskiego widział wielokrotnie na własne oczy. Zresztą nie tak łatwo było o tym zapomnieć, kiedy matka za każdym razem podczas wieczornego pacierza, w intencjach dodawała "I za Piłsudskiego, aby wrócił do nas". Wojtkowi nieraz chciało się śmiać - wszak pamiętał jeszcze, jak babcia kilka lat temu, podczas pacierzy prosiła: "I za naszego cara". Ale car już podobno nie żył, podobnie jak babcia. Dzisiaj właśnie mieli iść z mamą i młodszą siostrą Anielką na jej grób. Musiał tylko poczekać, aż mama z tatą wrócą do domu. Siedział więc przy stole i przewracał kartki w jakiejś książce. Gdzieś w kącie pokoju siostrzyczka budowała wieżyczki z jego starych drewnianych klocków.
Z zamyślenia wyrwało go gwałtowne pukanie do drzwi. Chłopiec zerwał się na równe nogi. Czyżby to była carska policja? Wojsko? Ale przecież na ulicach nie toczyły się żadne walki. 
 - Wanda! Wanda otwórz drzwi! - Wojtek poznał głos starej Piotrowskiej mieszkającej tuż pod nimi. Chociaż przypominała mu upiór z bajek, postanowił jej otworzyć. Za drzwiami zastał wzruszoną sąsiadkę.
 - To ty? - wysapała zdziwiona - A gdzie twoi rodzice?
 - W kościele, przecież dzisiaj niedziela - odpowiedział chłopiec.
 - Nieważne... Ziuk przyjechał! Wrócił do nas!
 - Niemożliwe? - stwierdził zdumiony chłopiec. - Kiedy?
 - Dzisiaj! Przechodziłam przez plac obok dworca kolejowego, a tam aż czarno od narodu. Wszyscy wiwatują. Mój Boże, nasz kochany Ziuk... Już warszawiacy ustawili się na trasie do belwederu...
Wojtek był w rozterce. Najchętniej by pobiegł wiwatować wraz z innymi na cześć tego legendarnego człowieka, a jednak nie mógł zostawić Anielci samej w mieszkaniu. Piotrowska zauważyła ten niepokój na jego twarzy. 
 - Idź, idź, ja z nią zostanę...
Wojtkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wcisnął stopy w buty, zarzucił na siebie płaszcz i kaszkiet i tyle go było widać. Zbiegał po schodach po dwa stopnie, przebiegł przez mroczne podwórko i wybiegł na ulicę. Chłód owiał mu twarz, ale on na to nie zważał. Niestrudzenie biegł przed siebie, aż dobiegł do głównego miejskiego traktu. Przecisnął się przez ludzi i stanął tuż przy ulicy. Nagle po jej przeciwnej stronie dostrzegł ojca i matkę. Pomachał do nich radośnie i sprytnie przebiegł w ich stronę. Po chwili był już na silnych ojcowskich rękach.
 - Jedzie! Jedzie! - ktoś krzyknął.
I faktycznie - jechał w ciemnym, służbowym samochodzie. Ludzie zaczęli wiwatować i skandować:
 - Ziuk! Ziuk! Ziuk!
Wojtek skandował razem z nimi. W końcu samochód zniknął za zakrętem. Stopy chłopca dotknęły bruku, a jego drobna dłoń znalazła się w masywnej dłoni ojca. Ruszyli do domu.
 - To teraz będziemy mieli niepodległą Polskę tato? - zapytał niepewnie.
 - Tak Wojtusiu.
 - A kiedy?
 - Podejrzewam, że szybciej, niż nam się to wydaje...
Jeszcze tego samego dnia Austria zrzekła się ziem należących do Galicji. Wojtek ani jego rodzina nie wiedziała jednak tego jeszcze. Zanurzona w jesiennej zadumie pochylała się nad grobem nieżyjącej babci, która tak żarliwie modliła się za cara...

piątek, 9 listopada 2018

815. Wydarzenie bez precedensu...

Order Orła Białego... Najwyższe, najważniejsze i najstarsze istniejące do dzisiaj oznaczenie państwowe. Ustanowił je król August II Mocny 1 listopada 1705 roku. Z pewnymi przerwami przetrwał po dzień dzisiejszy. Nadawany jest za znakomite zasługi cywilne i wojskowe dla pożytku Rzeczypospolitej Polskiej, w czasie pokoju, a także wojny. Nadawany jest najwybitniejszym Polakom oraz najwyższym rangom przedstawicielom państw obcych.
Zwyczajowo przyjęło się nadawać to odznaczenie ludziom żyjącym, tudzież bezpośrednio po śmierci danego kandydata. Ale stulecie odzyskania niepodległości przez nasz kraj zdarza się tylko raz, toteż postanowiono godnie to uczcić. Oprócz wszelakich imprez towarzyszących temu wydarzeniu, zdecydowano wyjść poza formułę nadawania Orderu Orła Białego i nagrodzić nim 25 Polaków, żyjących 100 lat temu, którzy przyczynili się do promowania i rozsławiania imienia naszego kraju w Polsce i za jej granicami.
Podejrzewam, że dla kapituły Orderu Orła Białego wcale to nie był łatwy wybór, a z drugiej strony cieszę się, iż tym najwyższym odznaczeniem zostaną wyróżnione osoby z różnych dziedzin życia. Same Ordery zostaną zaś odebrane przez krewnych wyróżnionych(bo oni sami nie doczekali tego momentu). 11 listopada uhonorowani zostaną:
  1. Stefan Banach - zaliczany do najwybitniejszych matematyków XX wieku, jeden z przedstawicieli lwowskiej szkoły matematycznej, członek PAU;
  2. Arcybiskup Antoni Baraniak - sekretach i kapelan prymasów Polski - Augusta Hlonda i Stefana Wyszyńskiego
  3. Biskup Juliusz Bursche - biskup Kościoła Ewangelicko - Augsburskiego w RP, działacz niepodległościowy, męczennik z okresu II wojny światowej zamordowany przez hitlerowców;
  4. Ignacy Daszyński - polityk, działacz społeczny i niepodległościowy;
  5. Roman Dmowski - przywódca i główny twórca programu polskiego ruchu narodowego;
  6. Szymon Fedorońko - duchowny prawosławny zamordowany przez funkcjonariuszy NKWD w Katyniu;
  7. Halina Konopacka - lekkoatletka, pierwsza polska medalistka olimpijska;
  8. Hilary Koprowski - lekarz, twórca szczepionki przeciwko wirusowi polio wywołującego chorobę Heinego-Medina;
  9. Janusz Korczak - pisarz, pedagog, działacz społeczny, wielki orędownik praw dziecka, ofiara Holocaustu;
  10. Wojciech Kossak - polski malarz;
  11. Zofia Kossak-Szczucka - powieściopisarka, organizatorka pomocy Żydom w okupowanej przez Niemcy Polski;
  12. Leon Kryczyński - prawnik, przedstawiciel społeczności Tatarów w Polsce;
  13. Kornel Makuszyński - prozaik, poeta, felietonista;
  14. Olga Drahonowska-Małkowska - współtwórczyni ruchu skautowego;
  15. Andrzej Małkowski - działacz niepodległościowy, jeden z głównych twórców i teoretyków harcerstwa;
  16. Stanisław Mierzwa - jeden ze skazanych w procesie szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego;
  17. Jędrzej Moraczewski - żołnierz Pierwszej Brygady Legionów Polski, premier i minister w rządzie II RP;
  18. Leon Petrażycki - prawoznawca, działacz polityczny;
  19. Maciej Rataj - działacz społeczny i niepodległościowy;
  20. Władysław Stanisław Reymont - prozaik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury;
  21. Maria Skłodowska-Curie - uczona, dwukrotna laureatka Nagrody Nobla, fundatorka Instytutu Radowego w Warszawie;
  22. Stanisław Sosaborski - działacz niepodległościowy, organizator i dowódca 1 Samodzielnej Brygady spadochronowej;
  23. Baruch Steinberg - naczelny rabin Wojska Polskiego, zamordowany przez NKWD w Katyniu;
  24. Karol Szymanowski - kompozytor, pianista, pedagog;
  25. Stefan Żeromski - pisarz, publicysta, dramaturg, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli Młodej Polski.

czwartek, 8 listopada 2018

814. Niebezpieczna droga

Kilka lat temu w moim mieście wymieniono chodniki z starych płyt, na nową kostkę. No i dobrze, bo od razu stało się chociaż trochę bezpieczniej. Wymianą objęto nie tylko główne miejskie trakty, ale też wiele chodników osiedlowych(a inne są sukcesywnie wymieniane na nowe). Dlatego od lat ciekawi mnie, dlaczego nie wymieniono chodnika pod jednym z miejskich techników. Gdyby to była prywatna, zagrodzona droga to machnęłabym na to ręką. Ale to jest publiczna przestrzeń, po której chodzą zwykli obywatele, w tym matki z małymi dziećmi, niepełnosprawni i starsi ludzie. Komizmu sytuacji dodaje fakt, że stare, powyginane płyty chodnikowe są położone równo z budynkiem szkoły - tam gdzie kończą się jej mury tam zaczyna się nowy, śliczny i równy chodnik. Zastanawiam się, jak to się stało, że praktycznie w centrum miasta jest takie zaniedbanie. A wiecie jak się chodzi po nierównych płytkach... Osobiście dzisiaj znowu wywinęłam tam orła(a wierzcie mi, ja jak przewracam się, to zdzieram do krwi i dłonie i kolana). Żeby było ciekawiej, to nie dalej jak miesiąc temu wywaliłam się na tym samym odcinku. Ledwie wyleczyłam jedne rany, już mam kolejne...
Zastanawiam się, czy gdzieś tego nie zgłosić. Do dyrekcji technikum, albo do Rady Miejskiej. Bo podejrzewam, że problem nierównych płytek jest nie tylko moim problemem. Tylko nie wiem, czy ten teren należy stricte do szkoły(chociaż ona jest państwowa), czy też do miasta(i tutaj nasuwa się pytanie, dlaczego w takim razie nie położyli bruku za jednym zamachem). Ale to jest do sprawdzenia. Jeżeli jednak okaże się, że teren należy do miasta(bo w sumie wyjście szkoły wychodzi bezpośrednio na chodnik) to kochani moi - tyle kandydatów na radnych deklarowało pomoc w ułatwieniu funkcjonowania niepełnosprawnych, więc będą mogli się wykazać, czy interesowali się nimi podczas kampanii wyborczej, czy też ich zainteresowanie skończyło się wraz z uzyskaniem mandatu...
Wywrotka zakończyło się na razie kolejnym zdarciem skóry z dłoni i obitymi kolanami. Tym razem, bo następnym ktoś może się tak przewrócić, że się połamie. Oczywiście, mogłam wybrać inną drogę, ale wiadomo, że raczej chodzimy jak najkrótszymi... Rana na razie się zasklepia, a przynajmniej próbuje. Przy okazji przybliżę Wam trochę proces gojenia się rany, który można podzielić na cztery stadia. W pierwszym stadium najważniejsze jest jak najszybsze zahamowanie upływu krwi. Dlatego czerwone krwinki i płytki krwi tworzą w ciągu kilku minut korek, który kształtem przypomina klin. Komórki te zatrzymują się na utkanych w sieć włóknach fibryny. Jest to naturalna substancja kleista. Wkrótce powstały w ten sposób korek zaczyna się utwardzać. Płytki krwi, które mają kształt dysków, zmieniają się w okrągłe ciałka. Ciałka za pomocą czułkowatych wyrostków przyklejają się do fibryny. W ten sposób płytki krwi zatykają otwarte naczynia, zapobiegając tym samym dalszej utracie krwi przez ciało. W tym samym czasie zamknięcie wysycha. Na powierzchni skóry powstaje strup, który nie przepuszcza na zewnątrz ani kropli krwi. W drugim stadium leczenia mikroorganizmy wykorzystują to, że poprzez rozcięcie mają otwartą drogę w głąb naszego organizmu, co skutkuje zapaleniem tkanki otaczającej ranę. Dzięki temu w kryzysowy obszar dostaje się więcej antyciał -białe krwinki rozpoczynają swój atak na wirusy, bakterie i zarodniki grzybów, które przeniknęły z świata zewnętrznego. Jednocześnie makrofagi odpowiadają za czyszczenie rany poprzez rozkładanie obumarłych cząsteczek krwi i komórek skóry. Równolegle do tego procesu zachodzi trzecie stadium, czyli proces naprawczy, podczas którego następuje podział komórek macierzystych i utworzenie się z nich komórek białych, które pod strupem łączą się w nową warstwę skóry. W celu zastąpienia zniszczonego krwiobiegu budowane są nowe połączenia. Ostatnie, czwarte stadium, to moment zagojenie się rany i odpadnięcia strupa. W przypadku głębszych ran, w których zniszczona została tkanka łączna pozostaje blizna. Nowa tkanka nie jest jednak uformowana na wzór starej - odbudowane komórki skóry zrastają się chaotycznie i bardzo gęsto, brakuje w nich meszków włosowych oraz gruczołów potowych.

środa, 7 listopada 2018

813. Czy można "legalnie" złamać ciszę wyborczą?

Okazuje się, że tak.
Dwa tygodnie temu na terenie naszego kraju odbyła się pierwsza tura wyborów na wójtów, burmistrzów i prezydentów. Teoretycznie od północy z piątku na sobotę trwała cisza wyborcza. A jednak udało mi się wykryć coś bardzo ciekawego...
Tradycyjnie w niedzielę udałam się na Mszę świętą, a po niej miałam iść do lokalu wyborczego oddać swój głos. Tego dnia schola nie śpiewała na Mszy. Początkowo myślałam, że zespół chciał podczas niej przedstawić zaległą akademię na temat Jana Pawła II(zdeklarował się z przygotowaniem jej na 16 października, z czego się nie wywiązał) i dlatego poprosił nas o odstąpienie im tego terminu. Ale w ostateczności nic nie zrobił, a za oprawę Mszy dostał nawet podziękowanie od proboszcza... Nam tam nie dziękują...
Ok, nie czepiam się, ani nie jestem zazdrosna. Żebym jeszcze miała o co. 
Msza toczyła się swoim tokiem. Aż tu nagle docierają do mnie słowa psalmu: "On miłuje prawo i sprawiedliwość". Zaraz, zaraz - przetoczyło mi się przez głowę - a co na to tzw. cisza wyborcza? Oczyma wyobraźni widziałam zagorzałych "stróżów prawa", toczących o to boje. Z długiej strony chichotałam w głębi duszy - wszak za PiS-em muszą być nawet niebiosa, skoro tej niedzieli był nawet taki psalm.
A tymczasem wszystko chyba rozeszło się po kościach. A może po prostu niewielu ludzi zwróciło na to uwagę? Co prawda niezbyt mamy wpływ na Czytania w danym dniu, ale dla upierdliwców wszystko będzie pretekstem, żeby wywołać istną wojnę.
Po Mszy poszłam do lokalu wyborczego. Głos oddałam, chociaż zgłupiałam, kiedy zobaczyłam kartę do głosowania do sejmiki województwa. Żadne z widniejących na nim nazwisk nic mi nie mówiło... Na szczęście z Radą Miejską i kandydatem na prezydenta nie miałam takich dylematów. Nie obyło się co prawda bez drugiej tury wyborów, ale tutaj wybór był prostszy - wszak to tylko dwóch elektorów.