Bardzo powoli uzupełniam zaległości w czytaniu Waszych blogów. Tradycyjnie na pierwszy ogień poszły starsze posty przeczytanych już w całości blogów i z czasem dochodzę do tych nowszych. Trochę się tego nazbierało, więc wybaczcie, że wszystko idzie tak wolno. Mam nadzieję, że prędzej niż później wyjdę na tzw. prośbą. Tym bardziej, iż w kolejce czekają też blogi, które dopiero mają zostać przeczytane. Problem w tym, że przecież jest tyle do zrobienia oprócz sfery blogowej, a czas nieubłaganie biegnie do przodu. Ważą się pewne sprawy, niepewność sięga najwyższej półki. Chcę z jedną sprawą wyrobić się do końca miesiąca, z dwoma innymi do końca przyszłego tygodnia. Dlatego trochę mniej piszę, chociaż tak jak wspominałam, w każdej wolnej chwili wpadam poczytać co u Was słychać.
Wędrując po Waszych blogach trafiłam na wpis
Tereni, w którym wspominała o zakupie na giełdzie figurki Praskiego Jezulatka. Od razu przypomniała mi się wycieczka do Pragi sprzed dwóch lat, w czasie której miałam okazję, a za razem przyjemność, zobaczyć Dzieciątko na własne oczy. Wcześniej wiele razy o nim słyszałam, chociażby na uczelnianych wykładach, dlatego moja radość z wycieczki była jeszcze większa - w końcu miałam okazję zobaczyć cudowną figurkę na własne oczy. I chociaż Terenia napisała o niej co nieco, to pozwoliłam sobie też co nieco napisać na ten temat.
Tekst został zaczerpnięty z książki "Miejsca cudownych zdarzeń", którą dostałam w zeszłorocznym konkursie wiedzy o kardynale Stefanie Wyszyńskim.
"Jezulatko" - Praga
Niemal w tym samym czasie, gdy Lwów walczył z naporem oddziałów tatarskich i kozackich, położona na południe od Rzeczpospolitej Praga po raz kolejny broniła się przed siłami szwedzkimi.
Od ponad trzydziestu lat toczyła się wówczas w niemal całej Europie wyniszczająca wojna na tle religijnym. Po jednej stronie stanęły państwa rządzone przez katolicką dynastię Habsburgów a po drugiej, protestanckie państwa wspierane między innymi przez Francję i Danię. W Czechach sytuacja zmieniała się dynamicznie i w różnych okresach wojny ich terytorium znajdowało się pod wpływem jednej lub drugiej strony konfliktu.
Szpital polowy
W drugiej połowie 1648 roku Czechy poddane były habsburskiemu cesarzowi Ferdynandowi III. Wojna miała się już ku końcowi, ale walki wciąż trwały. W czerwcu 1648 roku protestanckie wojska szwedzkie rozpoczęły kolejne już w czasie tej wojny oblężenie Pragi. Dowodził nimi Hans Christoff von Konigsmarck. Dość szybko udało im się zająć przedmieścia, ale w samym mieście napotkali na zwarty i skuteczny opór mieszkańców. Zajmowanie kolejnych przyczółków stolicy przebiegało bardzo powoli.
Jednym ze zdobytych budynków był praski klasztor karmelitów, w którym od dwudziestu lat otaczano czcią niewielką(45 cm wysokości) figurkę dzieciątka Jezus. Konigsmarck wydawał się nieporuszony tym kultem i zaordynował, że klasztor ma pełnić rolę szpitala polowego. Troska, jaką prażanie otoczyli swoje "Jezulatko", zrobiła na nim jednak ogromne wrażenie. W pewnym momencie miał paść na kolana i powiedzieć: "O, Dzieciątko Jezus! Jestem pod wrażeniem wiary Twoich wyznawców i cudów, które dla nich czynisz. Obiecuję Ci, że jak tylko to będzie możliwe, każę wojsku opuścić klasztor".
Szwedzi nie tylko opuścili szpital, ale wobec braku postępów oblężenia, wycofali się z Pragi.
Dar księżnej
Nie był to pierwszy raz, gdy praskie Dzieciątko uratowało miasto przed najazdem. Odkąd tylko figurka dotarła pod dach tamtejszych karmelitów, dokonywały się niezwykłe rzeczy. Klasztor karmelitów wzniesiono w Pradze w 1624 roku, jako wyraz wdzięczności cesarza Ferdynanda II dla towarzyszącemu mu w czasie wojny kapłana - karmelity ojca Dominika. Przeorem został ojciec Jan Ludwik. W czasie modlitwy usłyszał on głos, że wraz z braćmi powinni - zgodnie z ewangelicznym wezwaniem - stać się "jako dzieci". To podsunęło mu myśl, by oddać cały dom zakonny pod opiekę Dzieciątka Jezus.
Być może czeska księżna Polyxene Lubkowitz usłyszała o tej decyzji przeora, bo nowo powstałemu klasztorowi ofiarowała rodzinną pamiątkę - figurkę Dzieciątka Jezus. Otrzymała ją od swojej matki w prezencie ślubnym. Gdy w 1628 roku księżna Polyxene owdowiała, postanowiła przekazać figurkę karmelitom. Oddając ją w ręce przeora, powiedziała: "Mój Ojcze, przynoszę Ci, co mam najdroższego, czcijcie to cudowne Dzieciątko Jezus, a od tej chwili nic Waszemu zgromadzeniu nie zabraknie".
Ojciec Cyryl
Przeor przyjął dar i umieścił figurę w ołtarzu kaplicy nowicjuszy. Niedługo potem, w 1629 roku w praskim klasztorze pojawił się karmelita, ojciec Cyryl, który przeniósł się tutaj z innego zgromadzenia karmelitańskiej rodziny. W związku ze swoją decyzją przeżywał ciągłe wątpliwości, czy słusznie postąpił, czy rzeczywiście to jest jego miejsce. Cierpiał prawdziwe udręki wewnętrzne, swoje żale wylewał w kaplicy przed "Jezulatkiem". Któregoś dnia usłyszał: "Miej litość nade Mną, a ja ulituję się nad tobą". W jednej chwili wszelkie cierpienia duchowe ustąpiły. Od tej pory ojciec Cyryl czuł się zobowiązany troszczyć o figurę.
W 1631 roku atakujący Pragę protestanci przepędzili karmelitów z klasztoru, budynek splądrowano, a figurę zniszczono. Nowicjat przeniesiono do Bawarii. Ojciec Cyryl nie mógł się pogodzić z tym, że porzucił "Jezulatko". Uprosił przełożonego, by pozwolił mu pojechać do Pragi i odszukać figurkę. Znalazł ją i przywiózł do domu zakonnego, tam bracia zaczęli się przed nią modlić o ocalenie swojego miasta. W tym samym czasie nacierające wojska szwedzkie odstąpiły od oblężenia Pragi.
Dbajcie o Mnie
Karmelici powrócili do swego domu wraz z cudowną figurką, która jednak mocno ucierpiała podczas wojennej zawieruchy. Bracia musieli odbudować swój dom i nie mieli środków na to, by odnowić figurkę. Ojciec Cyryl bardzo to przeżywał, bo zobowiązał się przecież do troski o nią.
Dawnym zwyczajem wylewał swoje żale przed Dzieciątkiem. Po kilku dniach został wezwany do umierającego. Człowiek ten był zamożny i chciał ofiarować pewną kwotę karmelitom. Ojciec Cyryl odczytywał to jako odpowiedź na swoje strapienie. Przeor był jednak innego zdania - zamiast odnowić dar księżnej, postanowił kupić nową, większą, która będzie się lepiej prezentowała w głównym ołtarzu. Jeszcze tego samego dnia, gdy ustawiono nową figurę, ciężki świecznik spadł na nią i roztrzaskał ją na drobne kawałki.
Pieniędzy na renowację cudownej figury nadal jednak nie było - ojciec Cyryl umieścił ją więc okaleczoną w zakrystii. Tam zobaczył ją pewien zamożny człowiek i zaoferował się za darmo ją zrekonstruować.
Od tej pory była ona często nawiedzana przez ludzi błagających "Jezulatko" o pomoc w cierpieniu. Wielu z nich odchodziło wysłuchanych. Dokonywały się uzdrowienia, doświadczyła go między innymi kuzynka księżnej Lubowitz.
A Dzieciątko - zgodnie ze swą obietnicą - odwdzięczyło się prażanom za ich opiekę i strzegło ich miasta w kolejnych wojennych zawieruchach.