NALOT
Biegł szybko, możliwie jak najbliżej muru, pochylony do przodu i w każdej chwili gotów, by paść plackiem na ziemię. Nie myślał, że tak szybko przydadzą się instrukcje z obozu wojskowego Legii Akademickiej, z którymi wrócił przed kilkoma tygodniami.
Dziś rano obudził go warkot silników samolotów i wybuchy bomb. Niemcy uderzyli na Polskę!
![]() |
| 13-letni Karol Wojtyła z księdzem Kazimierzem Figlewiczem (źródło zdjęcia) |
Dotarł do mostu Dębnickiego. Przebiegł na drugi brzeg Wisły. Wkrótce wspinał się na wzgórze, na którym stały zamek i katedra skrywająca szczątki wielkich polskich królów i wieszczów narodowych. Spoczywają tam Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło i królowa Jadwiga, a także Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki. Leży tam również Józef Piłsudski i wielu innych wybitnych Polaków.
- Ani żywej duszy - zdziwił się, wchodząc do kościoła.
- Wszyscy uciekli - wyjaśnił mu za chwilę ksiądz Figlewicz. - Nie ma mi nawet kto służyć do Mszy. Może ty mógłbyś?
Skinął głową. Zza murów świątyni dochodziły przytłumione głosy wybuchających bomb.
Od Anioła Stróża: Ufff, ależ to był dzień. Wojna to nie przelewki, a dla aniołów stróżów czas wyjątkowo ciężkiej pracy. Spełniłem swoje zadanie - przeprowadziłem Lolka tak, żeby mógł się wyspowiadać i uczestniczyć w pierwszopiątkowej Mszy świętej. Karol jeszcze o tym nie wiedział, ale w jego życiu zaczynał się nowy etap. Pan Bóg wprowadzał go na drogę wiodącą prosto do celu.
NIE BYŁO MNIE PRZY NIM
Prosto z apteki poszedł do Kydryńskich, gdzie zostawił menażki na obiad dla ojca. Matka jego przyjaciela Juliusza od pewnego czasu przygotowywała dla nich posiłki, ponieważ pan Wojtyła zachorował i nie mógł podołać domowym obowiązkom.
- Wszystko gotowe - powiedziała pani Kydryńska, nalewając zupę do menażek. - Marysia pójdzie z
tobą i odgrzeje na miejscu. Taki mróz, że wystygnie po drodze.
- Bardzo pani dziękuję.
- Marysiu, tylko wracaj szybko. Niedługo godzina policyjna - poprosiła córkę.
Od wkroczenia Niemców w Krakowie obowiązywał okupacyjny rygor. Określono godziny, w których bez specjalnej przepustki, nie wolno było wychodzić z domu. Zazwyczaj zaczynały się one wieczorem, a kończyły rano.
Droga na Tyniecką nie zajęła im wiele czasu.
- Już jestem, tato! - zawołał wesoło Karol, otwierając drzwi.
Odpowiedziała mu cisza. Marysia poszła do kuchni, a on do ojca. Po chwili wrócił blady jak papier.
- Nie żyje... - wyszeptał.
Łyżka, którą mieszała zupę wypadła jej z ręki.
Postanowiła wrócić do domu. Tam opowiedziała wszystko mamie i bratu. Julek poszedł do przyjaciela.
- Zostanę z tobą - powiedział, gdy Lolek otworzył mu drzwi.
- Dziękuję ci. Prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie. A on... był sam. Nie było mnie przy matce, jak umierała, nie było mnie przy bracie, nie było mnie przy nim.
Od Anioła Stróża: Karol tylko częściowo miał rację. Przy panu Wojtyle był Anioł Stróż, była Matka Boża, choć nie było żadnego śmiertelnika. Mój kolega miał łatwe zadanie - przedstawił Najwyższemu całe nałęcza dobrych uczynków: jego wierność, wytrwałość, dobrą pracę. Tata Lolka był nie tylko troskliwym ojcem, ale przyjacielem i powiernikiem. Spełnił swoje zadanie. Pan Bóg zatroszczył się o to, by w życiu syna kapitana Wojtyły pojawili się inni ludzie, którzy pomogą mu przygotować się do czekających go zadań.
------------------------------------------------------------------
Początek II wojny światowej został "ogłoszony" w Krakowie przez nisko latające samoloty wojskowe. Początek światowej pandemii wywołanej przez koronawirusa miał mniej spektakularne wejście. Na świecie szalał już od grudnia zeszłego roku, do Polski postanowił "wprowadzić się" na początku marca. W pierwszych dniach właściwie nic się nie działo, może tylko ludzie zaczęli bardziej dbać o swoją higienę, a ludzi wracających z zagranicy kierowano na przymusową kwarantannę. Dzieciakom z POW trzeba było zaś tłumaczyć dlaczego w ogóle koronawirus nazywa się tak, jak się nazywa.
I nagle przyszedł 11 marca. Dzień był dosyć ciepły, słoneczny. Kilka dni wcześniej skończyłam(na szczęście) swoje godziny w POWie(wraz z ogłoszeniem kwarantanny nie byłoby to możliwe). Siedzieliśmy w sali nad kolejnym projektem socjalnym, kiedy do sali wpadła K. ogłaszając, że "góra" zadecydowała, że od następnego dnia wszystkie zajęcia zostają zawieszone. Spojrzeliśmy na siebie z Godzillą i Chihuahuą i wzruszyłyśmy ramionami.
- To było do przewidzenia... - stwierdziła pani M. nie podnosząc wzroku znad teczki z papierami. - W razie czego na razie będziecie pracować nad projektami zdalnie. Zresztą w przypadku niektórych - tutaj wymownie spojrzała na mnie - to chyba jest najbardziej rozsądne wyjście.
Wlepiłam wzrok w pożyczony z sekretariatu laptop. Czternaście dni wydawało mi się ciut za krótkim czasem w walce z pandemią i szczerze nie wierzyłam w to, że wszystko "tak szybko" wróci do normy, ale cieszyłam się na chwilę przerwy w tym wszystkim.
Minęły dwa tygodnie, kwarantannę wydłużyli do świąt. A potem na czas nieokreślony... Niby wiele rzeczy dało się przenieść na tryb zdalny, ale nie wszystko.
Marzenia stanęły pod znakiem zapytania. Chwilami miałam wrażenie, że to kolejny chichot losu odnośnie moich marzeń i planów. Tylko dlaczego w ostatnim momencie, po poświęceniu na coś czasu i energii? Pojawiło się wiele pytań dotyczących przyszłości. Ale dwa z nich nie dawały mi spokoju. Tym bardziej, że do spełnienia jednego z marzeń zostało mi naprawdę niewiele. Zaczęłam się zastanawiać jak zostanie rozwiązana jedna rzecz, skoro tak wiele instytucji jest zamkniętych. A zrobić ją trzeba.
Przedwczoraj jednak przyszedł meil w tej sprawie. Znalazło się rozwiązanie tego problemu. Trzeba będzie trochę nad tym posiedzieć, ale pojawiło się światełko w tunelu. I może okaże się, że ten rok też będzie rokiem spełnionych marzeń? Było by wspaniale.
Ogólnie to mam wrażenie, że poprzez tą kwarantannę otwierają się nowe możliwości nauki, zwłaszcza dla osób niepełnosprawnych. Miałam to szczęście, że mogłam iść na studia. Może te pierwsze nie były moimi wymarzonymi, ale były. Tymczasem wiele zdolnych ludzi nie może dalej się kształcić tylko dlatego, że jest uwięzionych w swoich domach, a nierzadko wręcz i ciałach. O braku udogodnień w budynkach uczelnianych już nie wspomnę. Uczestniczenie w tradycyjnych zajęciach, pisanie w takich warunkach kolokwiów byłoby dla nich nie do osiągnięcia. Ale dzięki nauczaniu zdalnemu ta bariera byłaby do przeskoczenia. Dotychczas wiele uczelni była przeciwko takiemu rozwiązaniu, zostawały najczęściej prywatne, które prowadziły zajęcia w formie e-learningu dla wszystkich. Myślę jednak, że dzięki tej sytuacji uczelnie przekonają się do tej formy zajęć i pozwolą na taki tryb chociażby tym osobom, które nie będą w stanie uczestniczyć z przyczyn zdrowotnych lub architektonicznych w tradycyjnym wykładach i ćwiczeniach.
- Ani żywej duszy - zdziwił się, wchodząc do kościoła.
- Wszyscy uciekli - wyjaśnił mu za chwilę ksiądz Figlewicz. - Nie ma mi nawet kto służyć do Mszy. Może ty mógłbyś?
Skinął głową. Zza murów świątyni dochodziły przytłumione głosy wybuchających bomb.
Od Anioła Stróża: Ufff, ależ to był dzień. Wojna to nie przelewki, a dla aniołów stróżów czas wyjątkowo ciężkiej pracy. Spełniłem swoje zadanie - przeprowadziłem Lolka tak, żeby mógł się wyspowiadać i uczestniczyć w pierwszopiątkowej Mszy świętej. Karol jeszcze o tym nie wiedział, ale w jego życiu zaczynał się nowy etap. Pan Bóg wprowadzał go na drogę wiodącą prosto do celu.
NIE BYŁO MNIE PRZY NIM
Prosto z apteki poszedł do Kydryńskich, gdzie zostawił menażki na obiad dla ojca. Matka jego przyjaciela Juliusza od pewnego czasu przygotowywała dla nich posiłki, ponieważ pan Wojtyła zachorował i nie mógł podołać domowym obowiązkom.
- Wszystko gotowe - powiedziała pani Kydryńska, nalewając zupę do menażek. - Marysia pójdzie z
| 5-letni Karol z ojcem (źródło zdjęcia) |
- Bardzo pani dziękuję.
- Marysiu, tylko wracaj szybko. Niedługo godzina policyjna - poprosiła córkę.
Od wkroczenia Niemców w Krakowie obowiązywał okupacyjny rygor. Określono godziny, w których bez specjalnej przepustki, nie wolno było wychodzić z domu. Zazwyczaj zaczynały się one wieczorem, a kończyły rano.
Droga na Tyniecką nie zajęła im wiele czasu.
- Już jestem, tato! - zawołał wesoło Karol, otwierając drzwi.
Odpowiedziała mu cisza. Marysia poszła do kuchni, a on do ojca. Po chwili wrócił blady jak papier.
- Nie żyje... - wyszeptał.
Łyżka, którą mieszała zupę wypadła jej z ręki.
Postanowiła wrócić do domu. Tam opowiedziała wszystko mamie i bratu. Julek poszedł do przyjaciela.
- Zostanę z tobą - powiedział, gdy Lolek otworzył mu drzwi.
- Dziękuję ci. Prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie. A on... był sam. Nie było mnie przy matce, jak umierała, nie było mnie przy bracie, nie było mnie przy nim.
Od Anioła Stróża: Karol tylko częściowo miał rację. Przy panu Wojtyle był Anioł Stróż, była Matka Boża, choć nie było żadnego śmiertelnika. Mój kolega miał łatwe zadanie - przedstawił Najwyższemu całe nałęcza dobrych uczynków: jego wierność, wytrwałość, dobrą pracę. Tata Lolka był nie tylko troskliwym ojcem, ale przyjacielem i powiernikiem. Spełnił swoje zadanie. Pan Bóg zatroszczył się o to, by w życiu syna kapitana Wojtyły pojawili się inni ludzie, którzy pomogą mu przygotować się do czekających go zadań.
------------------------------------------------------------------
Początek II wojny światowej został "ogłoszony" w Krakowie przez nisko latające samoloty wojskowe. Początek światowej pandemii wywołanej przez koronawirusa miał mniej spektakularne wejście. Na świecie szalał już od grudnia zeszłego roku, do Polski postanowił "wprowadzić się" na początku marca. W pierwszych dniach właściwie nic się nie działo, może tylko ludzie zaczęli bardziej dbać o swoją higienę, a ludzi wracających z zagranicy kierowano na przymusową kwarantannę. Dzieciakom z POW trzeba było zaś tłumaczyć dlaczego w ogóle koronawirus nazywa się tak, jak się nazywa.
I nagle przyszedł 11 marca. Dzień był dosyć ciepły, słoneczny. Kilka dni wcześniej skończyłam(na szczęście) swoje godziny w POWie(wraz z ogłoszeniem kwarantanny nie byłoby to możliwe). Siedzieliśmy w sali nad kolejnym projektem socjalnym, kiedy do sali wpadła K. ogłaszając, że "góra" zadecydowała, że od następnego dnia wszystkie zajęcia zostają zawieszone. Spojrzeliśmy na siebie z Godzillą i Chihuahuą i wzruszyłyśmy ramionami.
- To było do przewidzenia... - stwierdziła pani M. nie podnosząc wzroku znad teczki z papierami. - W razie czego na razie będziecie pracować nad projektami zdalnie. Zresztą w przypadku niektórych - tutaj wymownie spojrzała na mnie - to chyba jest najbardziej rozsądne wyjście.
Wlepiłam wzrok w pożyczony z sekretariatu laptop. Czternaście dni wydawało mi się ciut za krótkim czasem w walce z pandemią i szczerze nie wierzyłam w to, że wszystko "tak szybko" wróci do normy, ale cieszyłam się na chwilę przerwy w tym wszystkim.
Minęły dwa tygodnie, kwarantannę wydłużyli do świąt. A potem na czas nieokreślony... Niby wiele rzeczy dało się przenieść na tryb zdalny, ale nie wszystko.
Marzenia stanęły pod znakiem zapytania. Chwilami miałam wrażenie, że to kolejny chichot losu odnośnie moich marzeń i planów. Tylko dlaczego w ostatnim momencie, po poświęceniu na coś czasu i energii? Pojawiło się wiele pytań dotyczących przyszłości. Ale dwa z nich nie dawały mi spokoju. Tym bardziej, że do spełnienia jednego z marzeń zostało mi naprawdę niewiele. Zaczęłam się zastanawiać jak zostanie rozwiązana jedna rzecz, skoro tak wiele instytucji jest zamkniętych. A zrobić ją trzeba.
Przedwczoraj jednak przyszedł meil w tej sprawie. Znalazło się rozwiązanie tego problemu. Trzeba będzie trochę nad tym posiedzieć, ale pojawiło się światełko w tunelu. I może okaże się, że ten rok też będzie rokiem spełnionych marzeń? Było by wspaniale.
Ogólnie to mam wrażenie, że poprzez tą kwarantannę otwierają się nowe możliwości nauki, zwłaszcza dla osób niepełnosprawnych. Miałam to szczęście, że mogłam iść na studia. Może te pierwsze nie były moimi wymarzonymi, ale były. Tymczasem wiele zdolnych ludzi nie może dalej się kształcić tylko dlatego, że jest uwięzionych w swoich domach, a nierzadko wręcz i ciałach. O braku udogodnień w budynkach uczelnianych już nie wspomnę. Uczestniczenie w tradycyjnych zajęciach, pisanie w takich warunkach kolokwiów byłoby dla nich nie do osiągnięcia. Ale dzięki nauczaniu zdalnemu ta bariera byłaby do przeskoczenia. Dotychczas wiele uczelni była przeciwko takiemu rozwiązaniu, zostawały najczęściej prywatne, które prowadziły zajęcia w formie e-learningu dla wszystkich. Myślę jednak, że dzięki tej sytuacji uczelnie przekonają się do tej formy zajęć i pozwolą na taki tryb chociażby tym osobom, które nie będą w stanie uczestniczyć z przyczyn zdrowotnych lub architektonicznych w tradycyjnym wykładach i ćwiczeniach.












