Dostałam dzisiaj na meila wiadomość od koordynatora wyjazdu na ŚDM + załącznik z najważniejszymi informacjami na jego temat. I w sumie tragedii nie ma, za wszystko wychodzi w najgorszym rozrachunku 8 000 złotych. W początkowej wersji było to o 500 złotych więcej. Tylko jutro muszę wpłacić pierwsze 2000 złotych w ramach zaliczki. Co prawda trzeba było wpłacić ją do wczoraj, ale przecież wczoraj dopiero się zgłosiłam.
A tak poza tym to jutro mam rozmowę w sprawie pracy. Dorywczej, mało ambitnej i nie najwyższych lotów. Ale z drugiej strony rzecz jasna - pieniądze na Panamę same się nie zarobią, a jakoś w gry typu "Toto - lotek" nie wierzę. Ale jak mi się już uda ją dostać, to będę miała chociaż na bieżące potrzeby... No i już zapisałam się na kolonie z dziećmi. Tylko myślę, czy na dwa, czy może na trzy turnusy. Także możecie trzymać za jutro kciuki.✊✊✊ I jeszcze muszę zacząć robić porządek w moim mieszkaniu, bo ostatnio gubię się w pokoju :). Ale najpierw chcę doczytać pierwszy segregator z serii "Historia Polski". A swoją drogą to ciekawe - historia naszego kraju do I wojny światowej zmieściła się w jednym segregatorze, zaś reszta w dwóch pozostałych.
Czy i do Was zawitała zima? Bo kiedy dzisiaj wstałam z łóżka, to zobaczyłam za oknem biały śnieg. Co prawda do wieczora zdążył stopnieć, jednak kiedy byłam w Krakowie zdążyłam porządnie zmarznąć. Ciepła herbata z imbirem po powrocie do domu okazała się wręcz niezbędna.
A ośmioosobowa ekipa paraolimpijska złożyła wczoraj przyrzeczenie i odebrała swoje nominacje na mistrzostwa. Wśród kadry jest też chłopak z mojego miasta - Maciej Krężel, który mimo tego, że ma problemy ze wzrokiem, uprawia narciarstwo alpejskie(oczywiście z jadącym przed nim przewodnikiem). I tutaj taka mała anegdotka: cztery lata temu, podczas paraolimpiady w Soczi, władze naszego miasta dopiero pod koniec igrzysk wywiesili afisz informujący, że z DG pochodzi jeden ze sportowców. Ciekawa jestem po jakim czasie teraz się ockną.
Dobra, biorę się za dzisiejszy materiał z angielskiego. Język się sam nie nauczy, niestety... Ciekawe, czy kota można nauczyć języka obcego. Bo ostatnio z uwagą wsłuchuje się w lektora mówiącego angielski tekst :).
to powodzenia w tej pracy i działaj by być w Panamie :)
OdpowiedzUsuńU mnie zima na całego, teraz mam śnieżycę za oknem:)
Dzięki, jak mi będzie źle, to przypomnę sobie Twoje słowa
UsuńU mnie sztorm Emma. Wieje, ciemno cały dzień, nic tylko jeść gulasz i pić herbatkę z prądem.
OdpowiedzUsuńO, nie wiedziałam, że mieszkasz w WB. Zatem życzę przetrwania sztormu :)
UsuńU mnie tylko mróz, ale pewnie narobi szkód uprawom. Może koteł relaksuje się lub medytuje słuchając lektora.:) Pomyślności w nowej pracy.
OdpowiedzUsuńHa, ha, ha - fajny sposób relaksacji. Też bym tak chciała. A mróz pewnie zmrozi pierwsze pączki na drzewach i pierwsze kwiaty
UsuńTrzymam kciuki,żeby wiosna zawitała i siły wróciły i radość z tak pasjonującego wyjazdu !
OdpowiedzUsuńKici kici to chyba brzmi podobnie w każdym języku, hehe Kocina pewnie potrzebuję ciepła, bliskości opiekuna to siedzi i słucha. Koty są samotnikami ale tylko do pewnego stopnia.
A zabierasz kota na wycieczkę?
Idzie odwilż! ale się cieszę :-))
Nie no, kot zostaje w domu. Za karę :). Dziękuję za życzenia, przydadzą się. Pozdrawiam
UsuńKarolinko, mam nadzieję, że rozmowa zakończyła się sukcesem.
OdpowiedzUsuńCzasem mam wrażenie, że koty znają wszystkie języki świata.
Serdeczne uściski.
Czy rozmowa okaże się sukcesem to dowiemy się w następnym tygodniu. Koty może i znają wszystkie języki świata, ale rozumieją tylko kilka poleceń. A może tylko tak udają? Sama tego mojego jeszcze nie rozgryzłam. Pozdrawiam
UsuńW przypadku kota przydatny byłby język mysi :-)
OdpowiedzUsuńNowa praca to zawsze dobra nowina, trochę grosza na małe zbytki:-)
Tak, tak, tak - ten język koty rozumieją najlepiej :).
UsuńPowodzenia z pracą! :) U mnie śnieg już na szczęście topnieje, mrozy puszczają i coś czuję, że wiosna w końcu do nas przyjdzie! <3
OdpowiedzUsuńWiosna idzie, idzie, tylko nie wiadomo, kiedy dojdzie. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny
Usuń